Brazylijscy pistoleros się rozbrajają?


W ubiegłym roku podziurawili w Brazylii znajomego Szwajcara. Jechał wynajętym samochodem w Brasilii, stolicy tego kraju, z otwartym oknem i nonszalancko wystawioną ręką. I to był błąd. Zwłaszcza że na dobrze widocznym, równie nonszalanckim szwajcarskim nadgarstku miał… niezły szwajcarski zegarek. I stało się to, co musiało się stać. To co niestety, w dużych brazylijskich miastach, zazwyczaj się dzieje w takich sytuacjach – na którymś skrzyżowaniu do Andreasa podszedł facet i spokojnym głosem poprosił go o oddanie mu czasomierza. Do decyzji zachęcił… przykładając pistolet do głowy. Szwajcarzy są jednak do swych zegarków przywiązani i tak łatwo się z nimi nie rozstają. Andreas niewiele się zastanawiając przycisnął na maksa pedał gazu. Jednak amator jego zegarka poza pistoletem miał także refleks i równie szybko pociągnął za cyngiel. Trzy razy. I za każdym razem trafił. Na szczęście nie w głowę, tylko w dwa razy w nogę i raz w bark. Andreas okazał się jednak twardzielem i brocząc krwią, wyjąc z bólu sam dowiózł się do najbliższego szpitala. Z zegarkiem…

Tego typu sytuacje zdarzają się niestety w Brazylii bardzo często. Co godzinę giną w tym kraju od kul co najmniej 4 osoby! Mimo to, władze w Brasilii świętują właśnie skukcesy w walce z przestępczością. I w sumie mają ku temu powody – jakby nie było w ubiegłym roku, po raz pierwszy od 13. lat, spadła w Brazylii ilość ofiar broni palnej. Było ich mniej o dokładnie 3234 przypadki, niż rok wcześniej. Według najnowszego raportu brazylijskiego ministerstwa zdrowia w 2004 roku zastrzelono „tylko” 36091 osób.

Zdaniem władz, jest to przede wszystkim efekt rozpoczętej w minionym roku akcji rozbrajania narodu. Każdy kto odda na komisariacie broń palną dostaje w zamian całkiem przyzwoitą sumę pieniędzy. Wiele brazylijskich posterunków policji jest obecnie ozdobiona transparentami w stylu „ODDAJ NAM TWÓJ PISTOLET”.

I to działa! W ubiegłym roku Brazylijczycy „sprzedali” policjantom, bagatela, pół miliona sztuk broni palnej. Nikt nie ma jednak pojęcia ile dokładnie pistoletów i karabinów wciąż znajduje się w posiadaniu mieszkańcow tego kraju. Różne raporty mówią o conajmniej kilkunastu milionach… A zbroją się przede wszystkim najbogatsi i najbiedniejsi. Ci pierwsi boją się ataków tych drugich. Ci drudzy najczęściej jednak walczą między sobą. Do najkrwawszych strzelanin, czasem wręcz regularnych walk dochodzi właśnie w favelas, tych brazylijskich, wielkomiejskich oazach biedoty.

Kadr z filmu "Cidade de deus", reż.: Fernando Meirelles

Kadr z filmu "Cidade de deus", reż.: Fernando Meirelles

Wstrząsający i bardzo dobry film „Cidade de deus” nie jest artystyczną fikcją. Tak niestety czasem wygląda codzienność tych miejsc. I ponoć właśnie dlatego, równolegle do akcji rozbrajania, znacznie wzrósł w ostatnich miesiącach popyt na nową broń. Jej amatorzy zaopatrują się gdyż nie wiadomo jakim wynikiem skończy się, mające się odbyć za kilka tygodni referendum, w którym ważyć się będą losy rządowego planu reglamentacji handlu bronią. Bo póki co Brazylia jest w tej dziedzinie równie liberalna, co południowe stany USA.

Tak więc lepiej nie naśladować Andreasa i słuchać próśb lokalnych pistoleros. Bo on tego zegarka nawet nie zdołał w końcu uchronić. Ukradli mu go w szpitalu do którego tak dzielnie się dowiózł…

Prześlij dalej:

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.