Czyje są skarby Inków?

Tytułowe pytanie może wydawać się absurdalne. To tak jakby zapytać czyje są skarby Polaków? Polaków przecież. Z Inkami, jest jednak trochę trudniej, bo już ich nie ma.


Naukowcy do tej pory się spierają, dlaczego zaginęła ich cywilizacja. Jednak nikt nie ma wątpiliwości kto jest ich spadkobiercą – Indianie zamieszkujący aktualne Peru i Boliwię, ewentualnie Ekwador. Teoretycznie i logicznie skarby Inków znajdować się więc powinny w tych właśnie państwach. Tak samo jak pozostałości po Aztekach w Meksyku. Niestety jest to tylko teoria, a historia – jak się okazuje – nie zawsze jest logiczna, ani sprawiedliwa.

W czerwcu tego roku prezydent Meksyku Vicente Fox oficjalnie zwrócił się do Austrii o zwrot tzw. korony Montezumy, azteckiego symbolu wolności i władzy, który zrabowany przez hiszpańskich konkwistadorów, z powodów zawirowań historii znajduje się obecnie w Muzeum Etnograficznym w Wiedniu. Austriacy, obawiając się precedensu który mógłby zrujnować kolekcje wielu europejskich muzeów etnograficznych, póki co się wymigują się, tłumacząc się m.in. że aztecki skarb w Europie znajduje się od blisko pięciu wieków i co więcej, ich zdaniem, nie ma wcale dowodów, że koronny piuropusz należał kiedyś do azteckiego przywódcy Montezumy. Można wręcz odnieść wrażenie, że sugerują iż korona stała się europejska przez zasiedzenie.

Ciekawe jak tłumaczyć się będą Amerykanie. Bo w Ameryce Łacińskiej rodzi się właśnie kolejna rewindykacja, o której może wkrótce stać się głośno. Tym razem buntują się Peruwiańczycy. Rząd w Limie wkrótce zarząda zwrotu ponad 5 tysięcy inkaskich przedmiotów ze złota, srebra, drewna, kości i ceramiki, które znajdują się obecnie należącym do Uniwersytetu Yale, Peabody Museum.

Hiram Bingham

Hiram Bingham

I nie są to byle jakie przedmioty. To kolekcja najcenniejszych skarbów znalezionych w 1911 roku w słynnej inkaskiej twierdzy Machu Picchu przez amerykańskiego historyka i archeologa Hirama Binghama, tego samego który do niedawna był uważany za odkrywcę tego „zaginionego miasta”. Kolekcja, nabijające obecnie kasę muzeum Uniwerstytu Yale podróżując po całym świecie i ściągając dziesiątki tysięcy ciekawskich…

Amerykanie tłumaczą, że nie tylko zgodę na wywiezienie skarbów Inków wydały ówczesne władze Peru, ale wręcz odmówiły przyjęcia jej części, gdy Yale, w 1930 roku, chciało zwrócić fragment kolekcji. Peruwiańczycy odkopali jednak niedawno w swych archiwach owe zezwolenie, na które powołują się w Stanach. I rzeczywiście była taka zgoda – rząd w Limie zezwolił w 1912 roku Binghamowi na zabranie znalezisk do USA. Problem w tym, że peruwiański rząd wyraźnie wówczas zaznaczył, że pozwala aby Bingham kolekcję opisał, zbadał i… po 12 miesiącach zwrócił ją Peru.

Po roku amerykański archeolog poprosił o przedłużenie czasu na studiowanie znalezisk i dostał od peruwiańskiego rządu kolejne 6 miesięcy. Niestety zaraz potem Bingham zrezygnował z naukowej kariery i rzucił się w wir polityki, stając się nawet gubernatorem stanu Connecticut, a później członkiem amerykańskiego Senatu. Peru straciło tym samym swego interlokutora i wszelkie apele o zwrot inkaskich precjozów pozostawały bez odpowiedzi…

Co do zwrotu w 1930 roku Peruwiańczycy tłumaczą: – Amerykanie chcieli nam oddać tylko najmniej wartościowe eksponaty. Tymczasem nasza jest cała kolekcja!– Peru ma nadzieję, że tym razem uda się mu odzyskać skarby Machu Picchu. Sprawą zajął się już Kongres w Limie i wkrótce odpowiednie działania podjąć ma tamtejszy rząd.

Póki co peruwiańscy historycy, wspierani przez zagranicznych (w tym także amerykańskich) kolegów, postanowili odebrać Binghamowi aureolę nowożytnego odkrywcy inkaskiej cytadeli. Pewne jest już bowiem, że o Machu Picchu wiedziano przed 24 lipca 1911 roku, kiedy to swą nogę na ruinach postawił po raz pierwszy amerykański archeolog. Przede wszystkim Bingham nie trafił na nie sam. Zaprowadził go tam, w asyście peruwiańskiej Gwardii Cywilnej, Melchor Arteaga – wieśniak z Mollepata – wioski, której mieszkańcy już od kilku lat wiedzieli o „ruinach”.

Peruwiańczycy twierdzą, że prawdopodobnie w 1902 roku odnalazł je pochodzący z tej samej wioski inny chłop Augustin Lizzaraga. Zasług Binghama nie można jednak nie doceniać. To on jako pierwszy zrozumiał znaczenie „zaginionego miasta”, jako pierwszy rozpoczął naukowe jego badanie i tym samym otworzył nową, bardzo ważną stronę w historii Ameryki Łacińskiej. Nie udało mu się jednak, ani nikomu później, rozwikłać anegdotycznej, lecz ciekawej zagadki związanej z Machu Picchu. Otóż jego ekipa znalazła tam kamień na którym ktoś wyrył datę 14 lipca 1901 roku i trzy nazwiska: Gavino Sanchez, Enrique Palma i Luis Bejar. Na pewno nie byli to wieśniacy z Mollepata. Oni pisać nie potrafili. Do dziś nie wiadomo, kim byli ci, którzy pozostawili pierwszy współczesny ślad w inkaskim tajemniczym mieście…

Prześlij dalej:

About Tomasz Surdel

Dziennikarz i fotograf. Pracuje, bądź pracował dla tak różnych mediów jak Gazeta Wyborcza, TVP, TVN24, Canal+, RMF FM, EFE, Associated Press, Universal, Le Temps, Le Matin, GPD, snowBoard, PR Week. Teoretycznie mieszka w Buenos Aires, ale dość trudno go tam zastać. Prowadzi bloga Sur del Sur.

W sieci:

Na Twitterze Na Google+ Inne teksty na tierralatina.pl Strona internetowa

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.