Kobieta, ale nie pierwsza…


Wbrew temu co przeczytać można w wielu prasowych doniesieniach, Michelle Bachelet, jeśli zostanie wybrana 15. stycznia prezydentem Chile, wcale nie będzie pierwszą w Ameryce Łacińskiej kobietą na takim stanowisku. Pięć innych dostąpiło już wcześniej podobnego zaszczytu, choć – jak to w Ameryce Łacińskiej bywa – często w dość nietypowych okolicznościach.

Pierwszą kobietą na czele latynoamerykańskiego państwa była María Estela Martínez, znana również jako Isabel Perón, która prezydentem Argentyny została 1 czerwca 1974 roku, tuż po śmierci swego męża, słynnego prezydenta Juana Domingo Peróna. Stanowisko to objęła automatycznie, gdyż była w chwili śmierci swego męża… wiceprezydentem. Pamięta się ją głównie za wprowadzenie stanu wyjątkowego, którym próbowała skontrować szalejącą inflację, niepokoje społeczne i zamachy polityczne. Jej rządom kres położył przeprowadzony 24 marca 1976 roku wojskowy zamach stanu. Reżim generała Videli trzymał ją przez 5 lat w areszcie domowym, po czym pozwolił jej wyemigrować do Hiszpanii, gdzie żyje do dziś. Obecnie ma 74 lata.

Kolejnym latynoamerykańskim mężem stanu w spódnicy była Boliwijka Lydia Gueiler. Jej rządy trwały niecały rok – w 1979 roku wybory prezydenckie wygrał Wálter Guevara Arze, który jednak niemal natychmiast został obalony przez wojskowy przewrót pod dowództwem Alberto Natuscha Buscha. Busch chciał zalegalizować swą władzę i poprosił boliwijski parlament o prezydencką nominację. Ten jednak odmówił. W zamian mianował na to stanowisko przewodniczącą izby niższej Kongresu – właśnie Lydię Gueiler. Miała ona być głową państwa „ad interim”, do czasu rozpisania nowych wyborów prezydenckich. Nie doczekała się ich jednak, bo kilka miesięcy później, na początku 1980 roku, ją także obaliła wojskowa junta – tym razem dowodzona przez wspieranego przez handlarzy narkotyków i byłych nazistów z Klausem Barbie na czele, generała Luisa Garcíę Mezę Tejada. W boliwijskiej historii ten zamach stanu do dziś nazywany jest „kokainowym przewrotem”. Meza zmusił Lydię Gueiler do ucieczki do Francji. Obecnie ponad 80-letnia była prezydent ponownie mieszka w Boliwii, lecz nie jest już zaangażowana w politykę.

Pierwszą wybraną w wyborach bezpośrednich prezydent była Violetta Chamorro, która kierowała losami Nikaragui od 1990 do 1996 roku. Jej polityczna kariera rozpoczęła się od dziennikarstwa. Jej mąż był przez wiele lat szefem pozostającego w opozycji do dyktatora Somozy lewicowego dziennika La Prensa. Gdy Pedro Chamorro został w 1978 roku zamordowany to właśnie Violetta objęła kierownictwo dziennika, jeszcze bardziej go radykalizując i czyniąc z niego niemal organ rewolucyjnych Sandinistów. Po obaleniu Somozy Chamorro była nawet przez moment członkiem rewolucyjnej junty rządzącej krajem. Odeszła zniesmaczona niechęcią Sandinistów do demokratyzacji życia politycznego – kierowana przez nią La Prensa ponownie znalazła się w opozycji, choć tym razem przeciw lewicowemu prezydentowi Danielowi Ortedze, który oskarżał ją o współpracę z rządem USA i kilkakrotnie próbował zamknąć jej dziennik. W 1990 roku Chamorro, kandydatka koalicji 14 opozycyjnych partii, wybrana została prezydentem kraju. Jest pierwszą latynoską kobietą, która doczekała na tym stanowisku końca swej kadencji.

Kolejną kobietą na prezydenckim stołku była Mireya Moscoso Rodríguez de Arias, która rządziła Panamą od 1999 do 2004 roku. Jest ona wdową po Arnulfo Ariasie, który faszyzującym prezydentem tego kraju był trzykrotnie i trzykrotnie obalany był przez wojskowe zamachy stanu. Mireya obalona nie została, ale jej rządy to pasmo niekończących się skandali, z których jednym z najbardziej głośnych było obdarowanie wszystkich deputowanych w przedzień głosowania nad budżetem drogimi szwajcarskimi zegarkami i biżuterią o łącznej wartości blisko 150 tys. dolarów. Moscoso broniła się, że to tylko bożonarodzeniowe prezenty, które opłaciła z własnej kieszeni… Innym skandalem była afera tzw. zamrożonych dolarów. Asystentka pani prezydent oskarżyła swego ogrodnika, że ten kradnie jej dolary z… zamrażalnika. Ogrodnika wsadzono do więzienia, ale Panamczycy nigdy nie dowiedzieli się skąd sekretarka pani prezydent ma setki tysięcy dolarów w lodówce, pod łózkiem, właściwie w każdym zakamarku swego domu. Efekt tego wszystkiego był taki, że w 2004 roku założona przez zmarłego męża i rządząca przez lata Panamą Partido Arnulfista poniosła sromotną klęskę, a na kolejnego prezydenta kraju wybrany został Martín Torrijos, syn Omara Torrijosa, tego samego który na czele wojskowego puczu obalił w 1968 roku ostatni z rządów Arnulfo Ariasa, byłego męża Mireyi Moscoso. Ona sama mieszka obecnie na Florydzie i nie może wrócić do kraju, gdyż toczą się tam przeciw niej dziesiątki antykorupcjynych śledztw…

Piątą kobietą-prezydentem była Ekwadorka Rosalia Arteaga. Stanowiskiem swoim cieszyła się ona jednak tylko… przez tydzień. Arteaga była wiceprezydentem za czasów Abdalá Bucarama, zwanego przez Ekwadorczyków „El loco”, czyli „wariat”. Ten prawnik i były członek olimpijskiej reprezentacji Ekwadoru w sprincie jest najlepszym dowodem na to, że władza może spowodować nieodwracalne zmiany w psychice… Tuż po wybraniu go na prezydenta Bucaram nagrał płytę „A Crazy Man Who Loves” i ruszył w trasę koncertową po kraju; gdy postanowił zgolić swe wąsy… zorganizował bezpośrednią transmisję telewizyjną tego wydarzenia; zaprosił ze wszystkimi honorami do Pałacu Prezydenckiego słynną Lorenę Bobbit, Ekwadorkę która obcięła penisa swemu amerykańskiemu mężowi; zasiadał w jury zorganizowanego przez siebie konkursu International Miss Banana Contest; chciał zciągnąć do do klubu piłkarskiego którego był prezesem Diego Maradonę… W końcu jednak miarka się przebrała i ekwadorski parlament, na specjalnej sesji, orzekł że Abdalá Bucaram jest „niezdolny psychicznie” do dalszego sprawowania urzędu. Parlament powierzył fotel prezydencki przewodniczącemu jednej z swych izb – Fabiánowi Alarcónowi. Decyzji tej sprzeciwiła się jednak właśnie Rosalia Arteaga, twierdząc że to jej – jako wiceprezydentowi – należy się ten honor. I zainstalowała się w prezydenckim pałacu. Tydzień później jednak Tyrybunał Najwyższy w Quito uznał prawomocność decyzji parlamentu i nakazał jej oddanie władzy Alarcónowi. Arteaga zapowiedziała, że wróci na prezydencki fotel po kolejnych wyborach. Dostała jednak w nich zaledwie 3 proc. głosów…




Prześlij dalej:

3 reakcje na "Kobieta, ale nie pierwsza…"

  1. rudziel  15/12/2005 o 09:15

    Super post, bowiem w Clarinie przeczytalem, ze jesli Bachelet zostanie prezydentem, to bedzie to trzecia kobieta-prezydent w Ameryce Lacinskiej, ale pierwsza, ktora nie bedzie wdowa po bylym prezdyencie (z czego wynikaloby ze Clarin dal ciala). Pamietalem o Isabel Peron, ale za cholere nie moglem znalezc dalszych informacji na ten temat. Dzieki !

    Odpowiedz
  2. sergiuszbober  16/12/2005 o 18:30

    Fajny post! Możnaby jeszcze wspomnieć, jeśli Amerykę Łacińską pojmować nieco szerzej ( wiem że to wciąż dyskusyjne… ), o kobiecie która pełniła funkcję tymczasowej prezydentki Haiti. Była nią Ertha Pascal Trouillot. Zaraz po niej nastał Jean Bertrand Aristide, z którym jakiś czas temu było tyle kłopotów…Pzdr!

    Odpowiedz
  3. Pingback: Laura Chinchilla - przyszły prezydent Kostaryki | tierralatina.pl

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.