Pociąg się spóźni?


Coś niestety ostatnio zgrzyta na linii Santiago de Chile – Buenos Aires. Powodem spięć są ceny szeroko rozumianej energii. I tak jak bolesną dla Chile decyzję o podwyżce cen sprzedawnego gazu można zrozumieć – Argentyna jedynie odbija sobie podwyżki jakie wobec niej wprowadziła Boliwia (Argentyna nie jest samowystarczalna i kupuje gaz w Boliwii), tak decyzja dotycząca cen benzyny jest absurdalna i przypomina praktyki stosowane przez lata w krajach socjalistyczno-komunistycznych i wciąż jeszcze spotykane w niektórych krajach trzeciego świata.

Pamiętacie zróżnicowane ceny dla miejscowych i cudzoziemców? Argentyna zapowiedziała właśnie, że w strefach przygranicznych ceny benzyny i diesla dla samochodów z zagranicznymi numerami rejestracyjnymi będą o ok. 30 proc. wyższe, niż te dla kierowców argentyńskich. Prawda, że absurd?

Uważa też tak m.in. szef chilijskiej dyplomacji Alejandro Foxley, który nie wyklucza retorsji wobec sąsiada. „Argentyna chce wprowadzić jawną dyskryminację cudzoziemców na swym terytorium. Nigdy tego nie zaakceptujemy. Zwłaszcza, ze strony państwa, które bez przerwy mówi o potrzebie większej integracji kontynentu” – stwierdził wczoraj Foxley. I na pewno powtórzy to w argentyńskiej Córdobie podczas przyszłotygodniowego szczytu południowoamerykańskiego bloku polityczno-gospodarczego Mercosur, którego Chile jestczłonkiem stowarzyszonym.

Póki co, jest już pierwsza ofiara tego konfliktu – linia kolejowa, jaką oba państwa miały zostać połączone już w 2010 roku i która miała uczcić dwustulecie niepodległości obu sąsiadów. Linia o wadze nie tylko symbolicznej, lecz i gospodarczej – oddzielone łańcuchem Andów oba państwa podczas zimowych miesiąców są często, przez wiele dni i nawet tygodni, zupełnie od siebie odcięte. Lawiny i opady śniegu zmuszają bowiem do zamykania górskich dróg.

Linia kolejowa „Transandina” łącząca Los Andes w Chile z Mendozą w Argentynie ma być oczywiście „pogodoodporna” i stać się ważnym ogniwem jeszcze ambitniejszego projektu mającego połączyć oba wybrzeża kontynentu: Buenos Aires z Valparaiso. Dzisiaj jednak chilijskie Ministerstwo Robót Publicznych poinformowało o zawieszeniu wszelkich przetargów związanych z projektem. „Z przyczyn technicznych” – precyzuje ministerstwo.

W Chile nikt nie ma jednak wątpliwości, że za techniką kryje się w tym przypadku polityka. I jest to pierwsza z chilijskich retorsji wobec Argentyny. Głównym promotorem tego projektu jest bowiem… argentyńska firma Tecnicagua .

Miejmy nadzieję, że sąsiedzi jak najszybciej się porozumieją i budowa Transandiny ruszy, tak jak planowano, pod koniec tego roku. A właściwie nie budowa, lecz odbudowa. Pociąg łączący Los Andes z Mendozą już bowiemi istniał. Pierwsze lokomotywy i wagony FCTC (Ferrocarril Transandino Chileno) ruszyły na tą trasę 5 kwietnia 1910 roku, po 21 latach (!) katorżniczych robót (tunel w którym pociąg przekraczał granicę znajduje się na wysokości 3200 metrów!). Później, w latach 40-tych, cały odcinek został nawet zelektryfikowany. Niestety Pinochet, mocno skłócony na przełomie lat 70-tych i 80-tych z Argentyną, doprowadził do definitywnego zamknięcia tego połączenia w 1984 roku.

Srogie andyjskie warunki pogodowe błyskawicznie zniszczyły nieużywaną kolejową infrastrukture. Jednak mosty, tunele – to wszystko wciąż istnieje. Trzeba je teraz odnowić, zmodernizować i przebudować. Dawna Transandina była koleją wąskotorową, nowa ma być o tradycyjnym rozsatwie kół (1676 mm). Oba rządy szacują, że przywrócenie kolejowego połączenia kosztować będzie ok. 460 milionów dolarów. Stosowne porozumienie podpisano w marcu tego roku… Nic wówczas nie wskazywało, że narzeczeni zaczną się czubić!

FCTC – tak to kiedyś wyglądało:

Prześlij dalej:

3 reakcje na "Pociąg się spóźni?"

  1. Pingback: Argentyna chce swojego TGV | tierralatina.pl

  2. Pingback: Wybudują nowy tunel pod Andami? | tierralatina.pl

  3. Pingback: Będą nowe tunele pod Andami? | tierralatina.pl

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.