Gwatemalska walka z makowymi wiatrakami


Gwatemalska policja i armia przeprowadziła właśnie swą coroczną kampanię antymakową. 800 policjantów wspieranych przez 200 żołnierzy, przez cały miniony tydzień przeczesywali górzystą prowincję San Marcos, na północnym zachodzie tego kraju. To właśnie w tym graniczącym z Meksykiem regionie mieści się gwatemalskie „makowe zagłębie”. Lokalna mafia produkuje tam z makowych łodyg tzw. „czarną pastę”, czyli latynoamerykańską wariację naszego polskiego, trochę już zapomnianego, „kompotu”. Pasta ta przemycana jest później do Meksyku, gdzie w wyspecjalizowanych laboratoriach produkowana jest z niej heroina.

Policja szacuje, że w ciągu minionych siedmiu dni zniszczono ponad 17 milionów makowych sadzonek i przy okazji także ok. 80 tysięcy krzaków marihuany. Zarekwirowano kilkanaście samochodów terenowych i aresztowano ok. 20 osób. To, zdaniem policji, rekord.

Trzeba przyznać, że władze zrobiły tym razem wszystko, aby akcja była sukcesem. Na przeszukiwanym terenie gubernator zawiesił na tydzień cały szereg konstytucjonalnych praw, w tym prawo do noszenia broni, prawo do zgromadzania się, oraz prawo do przemieszczania się między wioskami. Na dodatek lokalnym mediom zabroniono informować o toczącej się akcji. Zakaz ten zniesiono jednak po proteście Międzyamerykańskiego Stowarzyszenia Prasy

Ta wyjątkowa antynarkotykowa aktywność wydaje się być w dużym stopniu operacją public relations. Władze kraju chcą prawdopodobnie wymazać skazę na swym międzynarodowym wizerunku, jaka powstała gdy w ubiegłym roku aresztowano w Stanach Zjednoczonych Adana Castillo, szefa gwatemalskiej policji antynarkotykowej. Okazało się bowiem, że wraz ze swoimi najbliższymi współpracownikami organizował… przemyt narkotyków do USA!

Gwatemalska policjanci nie mają złudzeń, że ich ubiegłotygodniowa akcja nie będzie miała specjalnego wpływu na ilość produkowanej na gwatemalsko-meksykańskim pograniczu „czarnej pasty”. „Już w kilka dni po naszym odejściu zniszczone przez nas poletka zostaną ponownie obsiane makami. I żeby nadrobić straty, ich powierzchnia zostanie pewnie powiększona” – przyznał Hirvin Coloch, jeden z oficerów zaangażowanych w ubiegłotygodniowy desant.

I na pewno ma rację. Rejon San Marcos jest jednym z najbiedniejszych w biednej Gwatemali. Według oficjalnych danych aż 87 proc. mieszkańców tej prowincji żyje z mniej niż 2 dolarami dziennie. A chłop z 40 metrami kwadratowymi ziemi, co jest średnią wielkością posiadanych tam poletek, zarabia uprawiając kukurydzę, fasolę, czy ziemniaki maksymalnie 500 dolarów rocznie. Gdy jednak obsieje swój teren makami to lokalna mafia odkupi od niego całoroczną produkcję za ok. 7000 dolarów.

Rachunek jest, niestety, prosty…

Prześlij dalej:

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.