Igrzyska wyborcze w Ekwadorze


Gazecie Wyborczej ukazał się dzisiaj artykuł o politycznym cyrku, jakim są wybory prezydenckie w Ekwadorze. I właściwie nie mam nic do dodania, bo dobrze oddaje on atmosferę elekcji głowy państwa w tym kraju. To rzeczywiście igrzyska podczas których kandydaci prześcigają się w składaniu nierealnych obietnic i obsypywaniu prezentami potencjalnych wyborców.

Bardzo wielu ludzi jest i tak przekonana, że bez względu na to kto te wybory wygra, ich sytuacja i tak się nie zmieni. Twierdzą, że wszyscy politycy są tacy sami: kłamią, oszukują i kradną. Dlatego też nie widzą nic zdrożnego w głosowaniu na kandydata, od którego otrzymają najbardziej interesujący prezent. Może to być koszulka, jedzenie, parasol do ogrodu, worek cementu, pieniądze, opłacona wizyta u lekarza… Pomysłowość tutejszych komitetów wyborczych naprawdę nie zna granic. Tak samo jak populizm i demagogia obu kandydatów, którzy przeszli do drugiej tury. Dla Europejczyka nieznającego latynoskich realiów tutejsze mitingi mogą się wręcz wydawać żenująco śmieszne, karykaturalne. Z jednej strony Alvaro Noboa z wielkim krucyfiksem na piersi i biblią w ręku, z drugiej Rafael Correa wymachujący smyczą (correa to po hiszpańsku właśnie smycz) i obiecujący że będzie nią lał po tyłkach innych polityków…

Kabaret? Nie - zwolennicy Correi na wyborczym wiecu!

Kabaret? Nie – zwolennicy Correi na wyborczym wiecu!

Pierwszej tury wyborów nie poprzedziła żadna merytoryczna debata, jedynie wyzwiska i straszenie konkurentami (widmo komunizmu z jednej, i feudalizmu z drugiej strony…). Ani Noboa, ani Correa nie przedstawili też konkretnego programu politycznego – jedynie koncert życzeń i hasła, które chcieli usłyszeć potencjalni wyborcy. A ponieważ Ekwadorczycy są generalnie głęboko wierzącymi katolikami, więc prześcigali się też w częstotliwości chodzenia do kościoła. Oczywiście w asyście telewizyjnych kamer.

Ta polityczna hipokryzja posunięta jest do tego stopnia, że lewicowiec Correa na wiecach w biednych dzielnicach obiecywał rezygnację z dolara i powrót do dawnej naradowej waluty sucre, a na spotkaniach z inwestorami i na meetingach w bogatych dzielnicach Quito i Guayaquil tłumaczył, że jako ekonomista dobrze wie, że taka decyzja byłaby „gospodarczym samobójstwem”…

Najtrafniej chyba aktualną sytuację ekwadorskich wyborców ocenił chyba León Roldós, który był kandydatem prezydenckim Lewicy Demokratycznej i który w pierwszej turze, z blisko 15 proc. poparciem zajął 4. miejsce: – A teraz musimy wybrać między rakiem i AIDS -.

Bo wybrać trzeba – w Ekwadorze, jak w niemal wszystkich państwach latynoskich, udział w wyborach jest obowiązkowy. Za nieusprawiedliwioną – np. chorobą, bądź zagraniczną podróżą – abstencję, utracić można część praw obywatelskich i dodatków socjalnych, można mieć kłopoty z uzyskaniem pracy, albo nawet otrzymać zakaz opuszczania kraju!

Prześlij dalej:

Jedna reakcja na "Igrzyska wyborcze w Ekwadorze"

  1. Pingback: Correa brał pieniądze od FARC? | tierralatina.pl

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.