Świnka na patyku

Świnka morska. Ale nie jako domowe zwierzątko, tylko pieczony przysmak!


Ta świnka chodzi za mną już od kilku miesięcy. Tzn. od kilku miesięcy zbieram się aby o niej napisać. Trochę się ociągałem, bo gdy napisałem o łowieniu marlina to już niektórzy mi zarzucali antyzwierzęce barbarzyństwo. Jak więc zostanie określone kulinarne spotkanie właśnie z nią!?!

Ale już nie mogę. Teraz, gdy w blogu Peru i Boliwia 2007 zobaczyłem ją tak smakowicie prezentującą się na talerzu, powróciły nagle wspomnienia, smaki i zapachy…

cuy1O co dokładnie chodzi? O świnkę morską oczywiście, lokalnie zwaną cuy! I choć jest ona sztandarowym wręcz przykładem tradycyjnej kuchni peruwiańskiej, to jednak Peru nie ma monopolu na jej spożywanie. Świnki, choć nie tak powszechnie, jada się także w Boliwii, Kolumbii i Ekwadorze. A że po raz ostatni miałem cuya pod widelcem właśnie w tym ostatnim kraju, będzie dzisiaj o ekwadorskiej jego wersji…

Spragniony świnki morskiej podróżnik na próżno jednak szukałby jej w Quito. Mnie w każdym bądź razie nie udało się jej tam nigdy znaleźć. Aby być pewnym spotkania ząb w ząb z ekwadorskim cuyem udać się trzeba do Cuenca. Tam jest to lokalny przysmak. Przyrządza się go na dziesiątki sposobów i podają go nawet najbardziej wykwintne restauracje.

Oczywiście im lepszy standard lokalu tym drożej, a świnka na talerzu coraz mniej przypomina świnkę. W tych najlepszych podawane są po prostu kawałki pieczonego mięsa, które z wyglądu mogłyby być wzięte za chociażby królika. Smak króliczy to jednak nie jest.

Jak smakuje? Trudno powiedzieć. Niektórzy twierdzą, że jak kurczak, ale im się wszystko z kurczakiem musi kojarzyć. Baran też. Bo cuy jest właśnie, jak baranina, bardzo wyrazisty w smaku, zdecydowany. Mnie smakuje bardzo.

Ale rozumiem, że można go nie lubić. Nawet w Ekwadorze, czy Peru jest wielu takich którzy świnki nie wezmą do ust. A najbardziej złośliwi z nich twierdzą, że smakuje ona jak szczur. Nie wiem, może… Szczura nigdy nie jadłem, więc trudno mi to oceniać. I z tego co się domyślam, żaden z tak mówiących też tego nie zrobił, więc porównanie można z dużym prawdopodobieństwem uznać za chybione.

Jak dla mnie cuy smakuje jak cuy. Nie potrafię tego do niczego porównać. Co natomiast na pewno wiadomo, to to że jest to mięso, z odżywczego punktu widzenia, bardzo atrakcyjne: bogate (21 proc.) w proteiny i ubogie (8 proc.) w tłuszcz.

Jak to często bywa z tymi tradycyjnymi, regionalnymi potrawami, jest tyle przepisów co kucharek. W Cuenca najpopularniejszy cuy, ten którego je się na rynku, a nie w luksusowej restauracji, to cuy opiekany nad żarem. Czyli cuy a la brasa, bądź cuy asado. Po polsku najbardziej chyba pasuje mu nazwa świnka na patyku, bądź świnka z rusztu. Rusztu drewnianiego. Dlaczego? O tym zaraz!

Jak się to przyrządza? Dość prosto. Czego nam trzeba? Jednej świnki morskiej na osobę. A do niej 3 ząbki czosnkupół cebuli, trochę tego zielonego od cebuli, pół ostrej papryczki,dwie łyżeczki mielonego kminkudwie łyżeczki soli.

cuy2Przygotowywania zaczynamy na dzień przed. Świnkę morską opalamy z sierści i patroszymy. Pozostałe składniki drobno siekamy i mieszamy. Ewentualnie z niewielką ilością oliwy. I powstałą tak mieszanką nadziewamy cuya. I nacieramy z zewnątrz. Tak przygotowane zwierzę pozostawiamy na minimum 12 godzin. Niech się maceruje. Po upływie zego czasu trzeba wykonać najbardziej brutalną operację – nadziać świnkę na patyk. I nie jest to zwykły patyk. W Cuenca nazywa się on cangador i służy tylko nabijania nań cuyów – ma 90 cm długości i od 8 do 12 centymetrów średnicy. Jeden z końców zaostrzony jak kredka. To na tą stronę nabija się świnkę. Począwszy od zadka w kierunku głowy. Cuy jest dobrze nabity, gdy cangador wychyla się z pyszczka. Wtedy można go zacząć opiekać. Nie nad ogniem, ale nad żarem. Dużą ilością żaru. Przez godzinę do półtorej.

Cuy ma być złoty i chrupiący. Aby go ładnie przyzłocić niektórzy w ostatniej chwili zanurzają cuya w roztopionym maśle i opekają jeszcze przez moment. Ale nie jest to konieczne.

Taką złoteńką świnkę zdejmuje się z patyka, rozpłaszcza i podaje. Grzbietem do góry. Typowym akompaniamentem są pieczone bądź smażone ziemniaki, jajo na twardo, prażone ziarna kukurydzy (tostado) i kawałki awokado.

cuy3Kulinarni hardcorowcy mogą też spróbować przyrządzić specjalny sos do świnki. I ze świnki. Robimy go w sposób następujący: wyjęte ze zwierzaka trzewia dokładnie myjemy i gotujemy, a następnie tniemy w drobiazgi. Na patelni smażymy dwie drobno posiekane młode cebulki, łyżeczkę zmielonych ziaren arnoty (można ją zastąpić mieloną słodką papryką), łyżeczkę mielonego kminku i dwie łyżeczki soli. Gdy wszytko jest już ładnie wysmażone dodajemy mleko i trochę zmielonych orzechów arachidowych. Po zagotowaniu dorzucamy pocięte flaczki i trzymamy na ogniu jeszcze przez 10 minut. Miksujemy na koniec i gotowe!

Pewnie niektórzy się zastanawiają po co podaję ten przepis skoro w sklepach i tak nie ma świnek morskich. Nic bardziej błędnego – przecież kupić je można w każdym sklepie zoologicznym! I nie jest to żart. Pierwszy raz jadłem świnkę morską nie w Ameryce Południowej, ale… u znajomych Peruwiańczyków w Paryżu. Ich zdaniem nie należy jeść jednak świnek prosto z europejskiego sklepu, gdyż nigdy nie wiadomo czym były karmione. Lepiej kupić parkę i samemu rozpocząć hodowlę. Po 6 tygodniach od narodzin młody cuy nadaje się już do spożycia… 🙂

Peruwiański sposób na przyrządzanie świnki znajdziecie w otwierającym ten tekst filmiku.

Na koniec jeszcze uwaga językowa. Świnka morska w Hiszpanii to conejillo de Indias, czyli świnka indiańska. Latynoskie słowo cuy pochodzi z keczua, w którym zwierzątko to nazywa się quwi. W niektórych regionach używane są lokalne wariacje tego słowa przybierające formy cuyecuriecurícuriel bądź cuis. W Wenezueli nazywa się onoacure, a w Kostaryce cuilo. We wszystkich krajach hiszpańskojęzycznych używa się także czasem słów cobaya lub cobayo, które swą etymologię mają w indiańskim języku tupí, w którym świnka morska to sabúia.




Prześlij dalej:

About Tomasz Surdel

Dziennikarz i fotograf. Pracuje, bądź pracował dla tak różnych mediów jak Gazeta Wyborcza, TVP, TVN24, Canal+, RMF FM, EFE, Associated Press, Universal, Le Temps, Le Matin, GPD, snowBoard, PR Week. Teoretycznie mieszka w Buenos Aires, ale dość trudno go tam zastać. Prowadzi bloga Sur del Sur.

W sieci:

Na Twitterze Na Google+ Inne teksty na tierralatina.pl Strona internetowa

21 reakcji na "Świnka na patyku"

  1. patekku1  07/02/2007 o 17:09

    To jest dopiero hardcore… ;D
    Te nasze były lajtowe, jak widzę.

    Odpowiedz
  2. ola.lazar  07/02/2007 o 18:41

    strasznie duże te świnki na Twoich zdjęciach! te, które jadłam w Peru były połowę mniejsze. pochodziły z przydomowej hodowli pewnego antropologa mieszkającego na przedmieściach Limy. no i, wiesz, właśnie, one mi smakowały prawie jak kurczak, a nie wszystko inne smakuje mi jak kurczak 😉

    Odpowiedz
  3. pajeczaki  07/02/2007 o 18:42

    nasza tradycja kulinarna jest nieco inna 😉

    Odpowiedz
    • cusawasi  17/03/2010 o 16:11

      Inna i zdecydowanie bardziej niezdrowa. Gdybyśmy pałaszowali pyszne świnki, a nie tyle tłustej wołowiny, to by to nam na zdrowie wyszło.
      Ale, na szczęście, spożywanie cuyów i w Polsce staje się coraz bardziej popularne. Jadłam je w ciągu ostatniego roku w naszym kraju dwukrotnie.
      Raz u polsko/ekwadorskiej rodziny w Warszawie, drugi w 100 proc. polskim domu w Gdańsku. Sami tam sobie te świnki hodują. Dla siebie i znajomych.

      Odpowiedz
  4. tres.pimientos  07/02/2007 o 21:02

    Cuy? Wyborna potrawa. Najbardziej smakowała mi z prażoną kukurydzą wielkości orzeszków laskowych, która nie pękała.

    Odpowiedz
  5. b_hunter  08/02/2007 o 00:21

    No to kiedy jedziemy do Wietnamu zjeść pieska?

    i

    czy ziarna arnoty to achiote?

    Odpowiedz
    • Tomek Surdel  08/02/2007 o 00:30

      Jak najbardziej. Achiote (Bixa orellana) to po polsku arnota zwyczajna, albo drzewko orleanskie. Barwi potrawy na czerwono…
      Skoro jestes taki specjalista to moze Ty, albo ktokolwiek inny, wyjasni mi czym jest popularny w Ekwadorze skladnik potraw nazywany „pepa de zambo” (badz pepa de sambo). Pytalem, widzialem, wachalem, probowalem ale nikt mi nie potrafil wytlumaczyc co to dokladnie jest.

      Odpowiedz
    • Tomek Surdel  08/02/2007 o 00:39

      Zapomnialem o piesku. Wcale nie trzeba jechac tak daleko. Jada sie je takze w Europie i to nie wsrod emigrantow. Jest kilka alpejskich dolin, gdzie od wiekow robi sie z psow kielbasy. Nikt oczywiscie nie robi temu reklamy, bowiem mieszkancy boja ze zostanie to zakazane. Psie salami wlasnie jadlem kiedys w Alpach… 🙂 Potem zdarzylo mi sie jest tez psine w Korei. Nic nadzwyczajnego, choc Koeranczycy wierza, ze to zdrowe i robi dobrze na rozne rzeczy. Moze. W kazdym badz razie nie chorowalem.

      Odpowiedz
  6. latinbrand  08/02/2007 o 02:33

    Taka upieczona swinka wyglada pociagajaco i przerazajaco zarazem. Nie wiem, czy odwazylabym sie cos takiego zjesc.
    Jesli jednak ktos zdecydowalby sie w Polsce na wykonanie podanego przez Ciebie przepisu to chetnie przeczytalabym z tego eksperymentu relacje? Dajcie znac!

    Odpowiedz
  7. ovejanegra  03/10/2009 o 17:38

    Ja też jadłm morską świnkę po raz pierwszy w Polsce. Były to zwierzątka domowe sąsiada, który dostał je na urodziny i znienawidził, bo mu w pokoju śmierdziały. Kiedy moje boliwijskie przyjaciółki się o tym dowiedziały, to bardzo skwapliwie zaproponowały sąsiadowi, że chętnie się nimi zajmą. I zajęły się bardzo sprawnie, palce lizać. Ale „oryginalne” świnki morskie z Boliwii są trochę większe niż te ze sklepu zoologicznego.

    Odpowiedz
  8. APZ  29/10/2009 o 18:07

    Za naruszenie dobra praw zwierząt ADMINISTRACJA PRAW ZWIERZĄT (APZ) ostrzega Pana jeżeli jeszcze raz umieści Pan na swojej stronie internetowej wątek o jakimkolwiek zwierzęciu .i.t.p zostanie to zgłoszone na Policję.A pomoże nam w tym specjalny sprzęt lokalizujący komputery poprzez jego adres.Nie pomorze ponowna zmiana komputera.To jest na razie ostrzeżenie.To nie jest żart tylko poważna sprawa.Na razie skończy się na upomnieniu.Jeżeli nie zastosuje się Pan do naszych zaleceń ADMINISTRACJI PRAW ZWIERZĄT (APZ) poniesie Pan srogie konsekwencje wyżej wymienione.

    Ostrzegamy!To nie żart!Proszę to potraktować poważnie!

    Odpowiedz
    • Tomek Surdel  03/11/2009 o 05:26

      Usmialem sie szczerze… 🙂 Rozumiem, ze bedziecie scigac wszystkie nie-wegetarianskie serwisy kulinarne znajdujace sie w sieci? Powodzenia! 😉

      Odpowiedz
    • Polones  03/11/2009 o 15:44

      To jakiś żart raczej…

      Odpowiedz
  9. Juru  04/11/2009 o 17:19

    A ponowna zmiana komputera NIE POMORZE!

    🙂 🙂 🙂

    Ale trochę się zaczynam bać, bo na swoim blogu wspomniałem o Micheladzie z krewetkami, no a przecież tym krewetkom też odrywają to i owo…

    Odpowiedz
    • Tomek Surdel  05/11/2009 o 13:19

      Ja myślę, że APZ po prostu jest z Pomorza. Nie wiem tylko, wschodniego, czy zachodniego? 😉

      Odpowiedz
  10. marguyu  24/12/2009 o 23:02

    Dobrze, ze jestem po kolacji, bo po tak apetycznym opisie poczulabym sie glodna 🙂 Przy okazji dowiedzialam sie dlaczego we francuskim swinka morska nazywa sie cobaye lub… cochon d’Inde (swinka indyjska). I badz tu czlowieku madry 🙂
    Co do APZ to juz zaczynam sie bac, bo takze rozne dziwne potrawy w zyciu jadalam.
    ps. Jako torunianka protestuje przeciw sugestiom jakoby czlonkowie APZ byli z jakiegokolwiek Pomorza. Tam ludzie jeszcze ‚umiejom’ pisac w miare poprawnie 😉

    Odpowiedz
  11. Chavez  29/12/2009 o 14:07

    Bardzo lubię raki, które są gotowane w sposób odrażający; wrzuca się je żywe do gotującej się wody. Mówię Wam APZ-ty, niebo w gębie!

    Odpowiedz
  12. smakosz  16/03/2010 o 09:45

    Ten peruwianski przepis, ten z filmiku wideo, jest znacznie prostrzy. Chyba sie w koncu skusze, aby cos takiego sprobowac. Zwlaszcza, ze mam znajomych peruwianskich studentow, ktorzy w swym warszawskim mieszkanku maja prawdziwa hodowlne swinek i juz mi proponowali, ze moga dostarczyc zabita i wypatroszona.

    Odpowiedz
  13. GORNIK  03/05/2012 o 12:17

    ZEBY CI W GARDLE STANELA

    Odpowiedz
  14. Kat  21/04/2015 o 13:17

    Jak można jeść świnki morskie i do tego tak spokojnie pisać o zabijaniu ich?? Świnki morskie są do kochania a nie do zabijania.

    Odpowiedz
  15. Andzelina  06/06/2017 o 22:06

    Wiec Ty je kochaj a Ja bede je jesc…. mniam

    Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.