Rewolucyjny biust Wenezueli


Chirurg plastyczny. W Wenezueli, Brazylii, Kolumbii, czy Argentynia ta profesja to klucz do sukcesu. Finansowego.

Kult ciała, zwłaszcza kobiecego i banalizacja chirurgicznych interwencji posunięte są w tych krajach do granic absurdu. Duży biust, płaski brzuch, wydatne usta – kanon kobiecej piękności jest standardowy. Silikon sprzedaje się świetnie. Liposukcje wykonywane są seryjnie. Kolagen wstrzykiwany w wargi. Zresztą możliwości chirurgów plastycznych sięgają o wiele dalej. Nie ma chyba żadnej części ciała, której skalpel, czy laser chirurga nie był wstanie poprawić, zmienić, uwydatnić, bądź zredukować. Zmniejsza się nosy, uwypukla kości policzkowe, zaokrągla pośladki, odmładza waginy…

Tak, tak! Odmładzanie waginy. Podczas mojejego ostatniego pobytu w Caracas z wielkim zdumieniem odkryłem reklamy którejś z lokalnych klinik chirurgii plastycznej, która obwieszczała wszem i wobec, że specjalizuje się w „odmładzaniu wagin”. I nie była to reklama w żadnym specjalistycznym piśmie, lecz na ścianach wagonów caracaskiego metra! Co więcej klinika nęciła „solidarnymi cenami” i „zniżkami dla studentów”. Choć w tym przypadku – wydaje mi się – powinno się raczej mówić wyłącznie o studentkach… Ale może się nie znam?

Zaintrygowany zapytałem się Diany, mojej wenezuelskiej przyjaciółki, co kryje się ze „odmładzaniem waginy”. Bo słowo daje, nie wiedziałem! Czy może chodzi o usuwanie zmarszczek wokół warg? – zapytałem. Diana wybuchła śmiechem. I wytłumaczyła mi, że nie o zmarszczki chodzi. Otóż po narodzinach dziecka bardzo często narządy rodne matki są „rozepchane”. I wielu mężom, narzeczonym, czy kochankom taki „luz” się nie podoba. I wtedy wkracza właśnie chirurg plastyczny. Który wszystko ładnie zacieśnia. Wagina w „dotyku” staje się ponownie jak u niewinnej nastolatki. I rzeczywiście to się robi? Oczywiście, dlaczego nie? – Diana zdziwiona była, że ja się dziwię…

Nie wiedziałem, że to był początek niespodzianek. Że w Ameryce Łacińskiej klientami chirurgów plastycznych nie są tylko kobiety w kwiecie wieku, chcące zatrzymać proces starzenia, lecz przede wszystkim młode, często nastoletnie dziewczyny…

Kilka dni później zaproszony zostałem na imprezę – 18. urodziny córki znajomych. Bardzo ładnej córki. Były śmichy, hichy, tańce, alkohol – typowa złota wenezuelska młodzież. Były też – jak to na urodzinach bywa – prezenty. Dużo prezentów. Nie zauważłem jednak, żadnego upominku od rodziców. Więc się ich pytam: a wy co wchodzącej w dorosłe życie córce sprezentowaliście? Operację – usłyszałem. Słowo daję myślałem, że się przesłyszalem, albo coś źle zrozumiałem. Operację – powtórzył ojciec. Carolina (to córka) chce sobie powiększyć piersi…

Okazuje się, że to też w Wenezueli standard. Operacja plastyczna w urodzinowym prezencie. Dla córki albo żony. Diego (ojciec), gdy już ochłonąłem, zaczął mi tłumaczyć: „Carolina piersi chce sobie powiększyć już od dłuższego czasu. W Wenezueli operacje takie wykonuje się od 16 roku życia. Nie chcieliśmy, żeby sobie zmarnowała piersi u jakiegoś podrzędnego taniego doktora i obiecaliśmy jej, że dostanie od nas w prezencie na 18 urodziny operację w najlepszej klinice w Caracas. 6000 dolarów to kosztuje, ale robią to naprawdę świetnie… Maria też sobie tam biust powiększała”. Maria to żona Diego i matka Caroliny. A ja naiwnie myślałem, że jej piękny dekolt jest naturalny…

Carolina, rozśmieszona moimi pytaniami i zdziwieniem przedstawiła mi swoją najlepszą przyjaciółkę Helenę. Też 18 lat i też piękne, umiejętnie wyeksponowane piersi. Też spod tego samego skalpela. Chcesz dotknąć? Chcę! Dotknąłem nieśmiało. Mocniej! No to mocniej. Dziwne. Trochę inne… Ale zobacz, u mnie nic nie czuć! – zaproponowała kolejna koleżanka. Też powiększone? Oczywiście! A czy ktoś tu nie ma sztucznego biustu? – zapytałem w końcu otwarcie. Trzy nie miały. Na osiem! Ale jedna z tych trzech zaraz dodała: „Ja mam naturalnie duże, więc nie musiałam powiększać. Tylko poprawiłam ich formę…”

Oczywiście nie wszystkie wenezuelskie dziewczyny stać na operacje za 6 tysięcy dolarów. Ba, jest wiele takich, których nie stać nawet u lekarzy praktykujących „solidarne”, bądź „rewolucyjne” ceny. Bo też takie argumenty widuje się na reklamach.

Nic więc dziwnego, że socjalista Hugo Chávez chciał w którymś momencie zamknąć wszystkie kliniki chirurgii plastycznej w Wenezueli. Bo – jak tłumaczył – pogłębiają one różnice społeczne. Biedne dziewczyny, nie dość że są biedne, to jeszcze w dodatku gorzej wyglądają. Właśnie dlatego, że są biedne.

Chávez klinik jednak nie zamknął. Doradcy musieli mu podpowiedzieć, że taka decyzja spotkałaby się z olbrzymim społecznym niezadowoleniem. Prezydencki pomysł krytykowali nie tylko bogaci. Protestowały także te biedne dziewczyny, których nie stać obecnie na chirurgiczną interwencję. Bo mają nadzieję, że kiedyś będą w stanie za nią zapłacić!

Czy ręka rewolucji dosięgnie też wenezuelskich biustów?
Czy ręka rewolucji dosięgnie też wenezuelskich biustów?

I ich marzenia spełnić się mogą wcześniej niż się tego spodziewały. W Wenezueli pojawić się bowiem mogą wkrótce rewolucyjne biusty! Z takim pomysłem wyszła właśnie María Eugenia Bellorín, reprezentująca pro-Chávezowską partię PODEMOS w radzie miejskiej w Porlamar, największym mieście popularnej wśród turystów (także z Polski) wyspy Margarita.

Maria Eugenia, sama oczywiście posiadająca okazałe, poprawione piersi, zaproponowała utworzenie miejskiego „rewolucyjnego funduszu socjalnego”, który finansowałby operacje plastyczne najbiedniejszym dziewczynom. Lewicowa polityk najpoważniej w świecie zaproponowała nawet, aby program „rewolucji plastycznej” nosił nazwę popularnego w Wenezueli serialu „Bez piersi nie ma raju”. I nie jest to bynajmniej propozycja jakiejś marginalnej polityk szukającej rozgłosu. Ani żart. Maria Eugenia Bellorín jest żoną popularnego i wpływowego mera Porlamar, Eligo Hernándeza…

Coś czuję, że obiecywany przez Cháveza „socjalizm XXI wieku” zaczyna mi się podobać! 😉

Book Hostels Online Now

Prześlij dalej:

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.