Hiszpański bananowy świat


Banan. Kiedyś, w PRL-u, obiekt marzeń i symbol owoców tropikalnych. Ustawiały się po niego kolejki, wybuchały nad nim w sklepach awantury, krążyły wokół nich legendy. Jak dziś pamiętam, że niektórzy obcinali końcówkę owoca obawiając się jadu, który miały w tej części banana zostawiać czasem niebezpieczne węże… Ponoć nawet kilka osób w Polsce z tego powodu umarło! Tak, a CIA zrzucała stonkę ziemniaczaną! 🙂

Dzisiaj banan to po prostu banan. Zbananizował Zbanalizował się i nie wywołuje już raczej u nikogo żadnych emocji. Obieramy, jemy. Mało kto pewnie się zastanawia skąd pochodzi. No właśnie, skąd? Afryka? Szympansy jedzą banany więc pewnie tak. A może z Karaibów? A może wręcz nie z tej Ziemi? 🙂

chiquita

Żadna z tych odpowiedzi nie jest prawidłowa. Banan ma bowiem jak najbardziej azjatycki rodowód. Azjatycki i skomplikowany. Bowiem to co kupujemy w sklepach i zjadamy to nie jest owoc naturalnej rośliny, lecz którejś z setek istniejących odmian hodowlanego bananowca Musa paradisiaca, będącego hybrydą dwóch dzikich, oryginalnych azjatyckich gatunków: Musa acuminata i Musa balbisiana.

Swój sukces banan zawdzięcza temu że jest stosunkowo niewymagający. Rośnie wszędzie tam gdzie jest ciepło i wilgotno. Wpierw hinduscy i chińscy handlarze, później europejscy kolonizatorzy rozwlekli go po całym (tropikalnym) świecie. Obecnie, poza Europą, uprawia się go na wszystkich kontynentach. Stał się najintensywniej produkowanym owocem tropikalnym świata – blisko 30 milionów ton rocznie. Z czego dwie trzecie pochodzi z plantacji w Ameryce Łacińskiej. Ekwador jest największym światowym eksporterem tego owocu.

Te banany nie spełniają norm jakości nałożonych przez Reybanpac , jednego z największych ekwadorskich plantatorów i eksporterów tych owoców. Zjedzą więc je... świnie.
Te banany nie spełniają norm jakości nałożonych przez Reybanpac , jednego z największych ekwadorskich plantatorów i eksporterów tych owoców. Zjedzą więc je… świnie.

Banan bananowi jednak nie jest równy. Wystarczy odwiedzić jakikolwiek rynek, czy nawet sklep w kraju produkującym banany, aby przekonać się jak wiele istnieje odmian. Krótkie, długie, żółte, zielone, czasem z lekka fioletowe. Jedne można jeść surowe, inne trzeba smażyć, piec, bądź gotować. I każdy ma swoją lokalną nazwę w których wielości można się pogubić. I właśnie o tym chcę napisać. O kłopotach jakie w języku hiszpańskim sprawić może banalny banan:

  • W Hiszpanii banan to plátano – taki jaki znamy w Polsce, czyli jedzony na surowo. Bo ten, większy i ciemnozielony, który się gotuje czy smaży to… banano. Tak samo jest np. w Chile.
  • Problem w tym, że w Ameryce Środkowej, a także Boliwii, Ekwadorze czy Kolumbii jest dokładnie na odwrót – na surowo zjada się banano, a gotuje plátano. Ten ostatni znany jest też często jako un verde. Co akurat jest logiczne, bo jest przecież zielony. Gorzej że czasem zwie się go także un maduro, choć wcale dojrzały nie jest.
  • Ale są wyjątki – w Kostaryce, a także w niektórych państwach Karaibów ten słodki, jedzony surowo banan to un guineo.
  • Także w Wenezueli plátano to banan do gotowania, ale ten który je się na surowo to z kolei… un cambur!
  • W Argentynie ten i ten to plátano. Z tą różnicą, że ten który je się surowy to – niewiedzieć czemu – plátano frances, a ten twardy do gotowania to… plátano chino.
  • W Meksyku nasz banan to banano, ale ten drugi to bardzo często roatán.
  • Jest też malayo – niektórzy Hiszpanie zwą tak odmianę banana uprawianą na Wyspach Kanaryjskich, którą je się surową.

Może znacie jeszcze inne słowa określające banany? Albo potrawy, które się z nich robi? Np. w Ekwadorze bardzo popularne chipsy z bananów to chifles. W Peru i Boliwii zwie się je także czasami chipilo.

I jeszcze jedna uwaga. Plátano w języku hiszpańskim to także… platanowiec! I to wszędzie poza Argentyną, gdzie na niektóre jego odmiany mówi się sicomoro. Proste prawda? 🙂

Prześlij dalej:

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.