Ponoć seks, a dokładniej mówiąc sex, jest jednym z najczęściej wyszukiwanych w internecie słów. Wykorzystam to i dzisiaj będzie o właśnie seksie. I o języku. Ale nie o oralnych przyjemnościach, ale o zabarwionych erotyką latynoamerykanizmach, czyli tych charakterystycznych dla Ameryki Łacińskiej słowach i wyrażeniach dotyczących miłości, seksu i ogólnie damsko-męskich związków.
Zacznę od Chile, którego to odmiana hiszpańskiego jest mi najbliższa i najbardziej znana, z tego prostego powodu, że to właśnie w Santiago rozpocząłem naukę tego pasjonującego języka. Chilijczycy mają bardzo rozwinięte słownictwo związane ze stopniem intensywności związku.
A teraz tak generalnie i bez większej systematyki znane mi, związane z tematem, latynoamerykanizmy:
Stosunek seksualny, taki pełen, z penetracją ma wiele imion. Np. Meksykanin powiedzieć może o nim cuchiplanche. Albo palo. W tym drugim przypadku bez problemu zrozumiałby go Kubańczyk, bo on mówi tak samo. U jednego i u drugiego palo występuje prawie zawsze z czasownikiem zwrotnym echarse. Tak samo jak un taco w Urugwaju. Z kolei na Dominikanie se hace (robi się) un chin. A w Peru na sprawę mówią chancay. W Argentynie mówi się czasem na to una garchada, choć to raczej dotyczy stosunku z prostytutką, albo przygodnego seksu po pijaku, niż namiętnej miłości z żoną, czy narzeczoną. A w Hondurasie taki sporadyczny seks to un trinque. Słowa tego można też użyć w odniesieniu do jakiejś osoby – mi trinque, to nie narzeczony/narzeczona, ale ktoś z kim się od czasu do czasu seksimy.
Oczywiście seks nie zawsze musi prowadzić do współżycia. Ta gra wstępna, te nastoletnie eksperymenty, do których najczęściej dochodzi w samochodzie, parku, czy w domu w ukryciu przed rodziciami ma także dziesiątki określeń, najczęściej czasowników: atracar w Chile, sobar w Argentynie, rebanar w Hondurasie, fajarse i agasajarse w Meksyku, carnear w Gwatemali (jakby to było po polsku? Mięsić się?), ranflear w Boliwii, chulearse na Dominikanie, rumbearse w Kolumbii i jamonearse w Wenezueli. Oczywiście też są odpowiednie rzeczowniki, albo tworzone od odpowiednich czasowników jak meksykańskie agasajo i faje, czy jamoneo w Wenezueli, albo zupełnie oryginalne, np. bluyineada w Kolumbii.
Chilijski pololo ma też oczywiście swych latynoskich odpowiedników na całym kontynencie. W Kostaryce boyfriend to cabro/a, w Hondurasie nazywa się go najczęściej chavo/a, w Urugwaju bywa to wciąż (niestety wychodzi z użytku) dragón/a, na Dominikanie używa się jevo/a, w Gwatemali traido/a, a w niktórych częściach Meksyku to morro/a. Ñato/a to z kolei Boliwia, pelado/a usłyszeć się w Ekwadorze, a pendejo i pendeja to para zakochanych w Paragwaju.
Z tym ostatnim słowem trzeba jednak wyjątkowo uważać. Występuje on bowiem we wszystkich hiszpańskojęzycznych krajach, ale jego znaczenie bywa różne, lub wręcz przeciwne. I tak np. w Chile to pendejo po piszczotliwie „chłopczyk” i słowa tego może użyć zarówno matka o synie, jak i żona o mężu. A w Meksyku to… zwykły gówniarz.
Są też określenia jeszcze bardziej precyzyjne. W Peru marinovio to narzeczony z którym prowadzi się regularne życie seksualne i tego faktu nie próbuje się przed nikim ukryć. Nie należy go mylić z kolumbijskim amigovios, które oznacza nieoficjalną parę – chodzą ze sobą, ale jeszcze nie wiadomo co z tego będzie.
Skoro było o seksie i narzeczeństwie, to teraz kolej na zdradę. Latynosi także przyprawiają rogi – poner los cuernos – ale mają także dziesiątki innych określeń. W Ameryce środkowej, Wenezueli i Peru najczęściej używa się poner los cachos, w Portoryko pegárselas. W Chile zdradzać to gorrear, w Argentynie zdradzony/a to guampudo. Panamczycy z kolei spalają swych ukochanych, bo zdradzać to quemar a alguien. W Gwatemali, Hondurasie i Nikaragui mówi się quemar la canilla (przypalać łydki), choć w tym przypadku odnosi się to przede wszystkim do kobiety zdadzającej męża/narzeczonego. Tak samo jak w przypadku wyrażenia quemar el rancho. W Peru mają z kolei swoją wersję dobrze nam znanego skoku w bok – sacar la vuelta.
I jeszcze jedno słowo, jedno z moich ulubionych, używane w Ameryce Środkowej i Kolumbii: un/una asaltacuna – to ktoś, kobieta lub mężczyzna, kto miewa partnerów seksualnych znacznie młodszych od siebie. No i – byłbym zapomniał – niezwykle kolorowe meksykańskie wyrażenie hacer mosca, czyli robić za muche. Oznacza to przeszkadzanie parze, która najwyraźniej chciałaby być sama… W Ekwadorze, na taką naprzykrzającą się osobę mówi się violonista albo cortanota. Też piękne!
A może znacie jakieś inne smakowite, erotyczne wyrażenia? Chętnie je poznam!
P.S. A tym, którym to umknęło, przypominam, że jakiś czas temu pisałem już o latynoamerykańskich komplementach i erotyczno-seksualnych zaczepkach. Znajdziecie to tutaj (na ostro) i tutaj (delikatnie).
To też może Cię zainteresować:
harry122
30/10/2007 o 22:03
układ?
)
cuchiplanche jakoś bardzo językowo przypomina mi CIUPCIANIE
una1
30/10/2007 o 22:04
Jaki ten hiszpanski jest BOGATY!
Pomyslec, ze wlasciwie to tylko:
compañero/a, novio/a, amigo/a i poner los cuernos – sa znanymi mi slowami/zwrotami…
Co do innych – rodem z Hiszpanii, a scislej z Madrytu…chyba sie „za nie wezme”… – i dam Ci znac!
Pzdr, Una…
tierralatina
30/10/2007 o 22:08
Prawda? I za to wlasnie go tak uwielbiam. Ze jest w sumie taka studnia bez dna!
chiara76
31/10/2007 o 10:00
a ja nadrobiłam zaległości i poczytałam wszystkie komplementy i te dosadne i te łagodne;) fajne są…
workingmum
31/10/2007 o 10:06
Zabrakło mi jeszcze „cachondo/a” – słowa, które w Hiszpanii oznacza atrakcyjną osobę i jest określeniem bardzo pozytywnym. Używaliśmy go pomiędzy sobą z przyjaciółmi („Ey, cachondo, ven aqui”). Tymczasem kiedy użylismy tego słowa przy dziewczynie z Venezueli, to mało nie zemdlała z zażenowania. Od znajomego Meksykanina dowiedziałam się, że „w tamtej okolicy” „cachondar” oznacza petting a nazwanie tak kogokolwiek sugeruje bardzo bliskie z nim (nomen omen)stosunki.
Pablo
31/10/2007 o 10:19
W Argentynie jest znacznie więcej słownictwa, niż to przytoczone w notce. Pamiętam niestety tylko:

garchar – bzykać się
cojerse – bzykać (ale bardziej wulgarnie)
novio/a – to po prostu chłopak/dziewczyna jak się z kimś chodzi
amigovia – faktycznie, jest to ktoś z kim się bywa, ale luźno raczej
chulo – to słowo w argentynie oznacza coś podobnego jak „pimp” w argentynie, ale bywa że oznacza po prostu kogoś ładnego (tak jak guapo w hiszpanii)
pendejo/a – to znowu w Argentynie oznacza smarkacza, gówniarza.
Tranzarse – oznacza potocznie „lizać się” czyli pocałunek francuski.
Jeszcze ze słownictwa okołoseksualnego i bardzo potocznego
- paqui – oznacza heteroseksualistę (od paquidermo – gróboskóry), marika albo mariquita – oznacza homo (od maricon – ciota, tchórz), torta i tortillera oznacza lesbijkę.
Pamiętam jeszcze określenia na organy płciowe męskie – la verga, la pija, la chota – oraz żeńskie – la concha co w hiszpanii oznacza po prostu małża
Bardzo mi się podoba określenie Asaltacuna – nie słyszałem tego nigdy w Argentynie. Chyba warto niewtajemniczonym powiedzieć, że wzięło się z połączenia słów asaltar – atakować i la cuna – czyli kołyska
mejores saludos che!
Pablo
31/10/2007 o 10:23
Dodam też przekornie, że po przyjeździe do Chile chciałem natychmiast stamtąd wiać ze względu na miejscowy akcent właśnie. No ale tak to bywa z ludźmi, którzy znowu naukę Castellano pobierali w Argentynie
u Porteńos.
Cuidense,
Pablo
tierralatina
31/10/2007 o 23:19
Dzieki za ten argentynski wsad. Masz racje, ze to nie wszystkie slowa. Zwlaszcza jesli chodzi o Argentyne, gdzie bogactwo slowotworcze jest ogromne i szalenie zroznicowane jesli chodzi o regiony. Inaczej sie mowi w Misiones, zupelnie inaczej w Patagonii, a jeszcze inaczej w Buenos Aires.
Co do gejow i lesbijek, to kraje latynoamerykanskie maja wyjatkowe bogactwo slowne. Moze to pomysl na kolejna notke?
I skoro poruszyles juz temat narzadow genitalnych. Nie mozna zapominac o argentynskiej loterii narodowej, ktorej nazwe tak bardzo uwielbiaja Hiszpanie. Chodzi oczywiscie o La Polla, ktore to slowo w europejskiej Hiszpanii oznacza ni mniej ni wiecej jak fiuta. A w Argentynie niektore kolektury loterii oznakowane sa wdziecznym: Aquí se toca La Polla!
Pablo
05/11/2007 o 10:17
Ubawiła mnie ta historia z La Polla
Jednym słowem – necessito tomar una pilula 
Faktycznie w Argentynie pamiętam tą loterię (nawet kilka razy zagrałem w la Cabeca). Pamiętam też kilka podobnych historii z „false friends”. Ja w Portugalii spytałem sublokatorkę, czy ma baterię (una pila – esp.) podczas gdy w portugalii uma pila oznacza fiuta właśnie (bateria jest uma pilha – port.) natomiast kolega jak się przeprowadził do Chile, to z początku podpierał się francuskim i chciał jakieś tabletki od bólu głowy (des pilulles – fr.) a w Chile una pilula oznacza… no jakżeby inaczej
Ach te języki romańskie…
saludos – Pablo
tierralatina
05/11/2007 o 20:56
A, jeszcze a propos hiszpanskiego i francuskiego. Na falszywe podobienstwa miedzy tzmi jezykami trzeba naprawde uwazac. Klasycznzym przykladem jest estoy constipado i je suis constipé. Pierwsze oznacza „jestem zakatarzony”, drugie… mam zatwardzenie.
tierralatina
05/11/2007 o 20:52
W Chile na meskie przyrodzenie mowi sie przede wsyzstkim pirulin i pico. Z tym drugim slowem jest tez sporo zabawy, bo w sasiedniej Argentynie ma ono zgola odmienne znaczenie, o ktorym wspominalem tutaj.
Ba nawet zdjecie argentynskiego pico tam wstawilem!
Z kolei Kubancyzcy na fiutka mowia una pinga, czym doprowadzaja do konsternacji Brazylijczykow (i Brazylijki), dla ktorych slowo to oznacza cachace (alkohol).
andsol
06/11/2007 o 14:37
Pinga czy cachaça to nie jakikolwiek alkohol, a z trzciny cukrowej. A w kwestii genitalii, jakoś to tu drobiowo. Najczęstsze określenie peru (lub piru) nie kojarzy się z krajem lecz z indykiem, frango (kurczak) jest wywoływany w zestawieniach z galinha (kura ale też dziewczyna puszczalska) ale choć zatapianie gąsiora (afogar o ganso) ma jedno jedyne znaczenie, gąsior sam w sobie nie jest wymienny z indykiem…
una1
31/10/2007 o 12:30
@Tierra… – fakt! Bogaty i szalenie zywy!
@Pablo… – co do akcentu/ow…Doskonale rozumiem…Mam to samo. Moze dlatego, ze szalenie szybko „nimi” sie zarazam…
A przeciez zyje w Madrycie…
A la tierra que fueres haz lo que vieres…
Salu2…Una…
polachil
04/11/2007 o 00:46
Slyszalam jescze o amigo/a con venatajas, ktorego mozna by umiescic w tej hierarchii pomiedzy amigo a pololo. Roznica mialaby byc nastepujaca: w sferze seksualnosci nie rozni sie wiele od pololo, lecz nie jest jeszcze w towarzystwie uznawany za oficjalnego narzeczonego. W towarzystwie jawi sie nadal jako zwykly przyjaciel, a na osobnosci hulaj dusza. Tak mi to wytlumaczono. Pozdrawiam
andsol
04/11/2007 o 05:48
Wygląda na to, że w hiszpańskim brak portugalskiego namorar (i stąd namorado, namorada) Może znaczyć wiele lub niewiele ale słowo jest ładne. I chętnie bym je widział w polskim, bo te „chodzenie z kimś” czy „moja dziewczyna” to przecież okropna zgaga…
Sprawę komplikuje tylko ryba namorado
lowelas2
04/11/2007 o 20:17
o namorada śpiewał kiedyś wspaniale taki brazylijski Murzyn. Niestety nie pamiętam teraz jego nazwiska. Wiesz może kogo mam na myśli?
tierralatina
05/10/2007 o 09:03
ja stawiam na Carlinhosa Browna. On mial na swojej debiutanckiej plycie Alfagamabetizado utwor (bardzo dobry) pt. A Namorada. I swego czasu (koniec lat 90-tych) ta piosenka byla w Polsce/Europie bardzo popularna.
lowelas2
06/11/2007 o 10:51
dzięki, dokładnie o tą piosenkę Browna mi chodziło.
andsol
05/11/2007 o 01:28
oj, trudno będzie. To jak zapytać o latynosa, który śpiewał o „el corazón”
Bardzo sławna jest (śpiewa Maria Bethânia, siostra Caetano Velozo) „Minha Namorada”… Śpiewał to zdaje się Tim Maia, człowiek w formacie wieloryba, ale on śpiewał raczej teoretycznie, bo miał nieco odmienną orientację.
Polones
07/01/2010 o 15:54
Sugerujesz, że Tim Maia był gejem? Skąd ta informacja? Ja nigdy o tym nie słyszałem.
andsol
07/01/2010 o 17:21
Nie, odwołuję (po konsultacji ze zorientowanymi źródłami domowymi). Być może gdy to pisałem pomieszał mi się z Agnaldo Timoteo, który jest czym tylko się zechce.
Pablo
05/11/2007 o 16:37
C.D. dla ciekawych…
seks oralny w wykonaniu Pań – hacer un pete (argentyna).
suasica
22/06/2010 o 16:47
A ja slyszalam to w wersji „hacer lo suyo”, troche to machistowskie tak kazac dziewczynie „robic swoje”, co?
elaija
19/11/2008 o 22:44
W Peru na stosunek seksualny jest wiele określeń, ale to które sprawia że patriotyczna łezka kręci się w polskim oku jest: tirarse un polaco…. hahhaah (być moze jest to pochodna od tirarse/hecharse un polvo)
A bywa tez tak że gdy mieszkancy dwoch wiosek się nie lubią, swą zemstę okazują w nazewnictwie. I tak mieszkaniec Machaguay, sąsiadującej z Viraco, będzie mówił: echarse un viraco
)))
Polones
07/01/2010 o 15:11
Na portugalskie odpowiedniki wszelkich genitalno-seksualnych wyrażeń trzeba by poświęcić osobny artykuł.
Czasami trzeba jednak zwrócić uwagę używając popularnego słowa „comer”, czyli „jeść”, bo w Brazylii to także wulgarne określenie spółkowania
. Słowem bardziej neutralnym, używanym nawet w TV, jest „transar”.