A consegração dos Menudos


spfc-livro-conradoJakiś czas temu wpadła mi w ręce książka São Paulo – Dentre os grandes és o primeiro, pióra Conrado Giacominiego. To prawdziwa gratka dla wszystkich fanów słynnego O Tricolor Paulista. Jako że i ja zaliczam się do tego wielce szacownego grona, proponuję tłumaczenie fragmentu rozdziału 25. A consagração dos Menudos, poświęconego wywalczonemu w 1985 roku tutułowi mistrza stanu São Paulo…

Fragment jest obszerny, ale długo mnie nie było…;)

 

Poza tym w środę zaczyna się Campeonato Paulista 2008, którego São Paulo jest zdecydowanym faworytem, więc okazja do przypomnienia fragmentu historii tego znakomitego klubu jest świetna. W pierwszej kolejce Paulistao 2008 O Tricolor zmierzy się w czwartek z Guaratinguetą.

 

A teraz oddaję głos Conrado Giacominiemu, w pewnie nieco koślawym tłumaczeniu piszącego te słowa: 

(…)
Wymarzona „Trójkolorowa Maszyna” nie działała niestety zbyt długo. Część sposród tworzących ją zawodników zaliczła się już do weteranów, pozostali, znużeni monotonią, poszukiwali nowych wyzwań w innych klubach. W efekcie, w latach 1983 – 84, drużyna zupełnie się rozpadła. W tej sytuacji kolejny sezon postanowiono poświęcić na jej przebudowę.

Ograniczony budżet zmusił klubowych działaczy do sięgnięcia po wychowanków. Wśród wybrańców znaleźli się m. in. boczni obrońcy Eder Taino (prawy) i Nelsinho (lewy), defensywni pomocnicy Marcio Araujo i Vizolli, kreujący grę Silas, Vagner Lopes i Pianelli oraz lewoskrzydłowy Sidney. Szerszym echem odbiły sie jedynie transfery dwóch graczy uchodzących za wciąż niespełnione talenty: Careki, którego sprowadzono z Guarani oraz wychowanka Santosu Pity.

Naturalną konsekwencją znacznych zmian w składzie była nienajlepsza gra. Rok 1985 wydawał się być stracony. W mistrzostwach Brazylii São Paulo spisywało się przeciętnie, notując 7 zwycięstw, 6 remisów i 7 porażek. Nie udało się wyjść poza pierwszą fazę rozgrywek. Jednak dwa spotkania dały przedsmak tego, jak wielki potencjał drzemał w tej złożonej głównie z młodzieży ekipie, którą wkrótce, na cześć święcącego wówczas triumfy na listach przebojów boysbandu Menudos z Portoryko, zaczęto nazywać Os Menudos do Morumbi.

W pierwszym z nich São Paulo zremisowało 4:4 z Palmeiras, trzykrotnie obejmując prowadzenie i tracąc wrównującą bramkę dopiero w ostatniej minucie. W drugim, rozegranym na stadionie Pacaembu, po pierwszej połowie kompletnie apatyczni gospodarze przegrywali 0:2 z Gremio. W kolejnych 45 minutach odmienione i  prezentujące niecodzienną wolę walki São Paulo zupełnie zdominowało gauchos, doprowadzając do wyrównania, i tylko brak szczęścia stanął na drodze do zwycięstwa i awansu do kolejnej fazy rozgrywek. Po ostatnim gwizdku arbitra tysiące kibiców O Tricolor powstało z miejsc i fetując graczy przez dobrych kilka minut skandowało nazwę klubu. Ta przyprawiająca o ciarki scena na trwałe zapadła w pamięć jej świadkom. Gorąca manifestacja kibiców oznaczała jedno: nadchodziły nowe, lepsze czasy.

By złożony z żółtodziobów zespół na trwałe mógł włączyć się do rywalizacji z najlepszymi, sprowadzono kilku nowych graczy: bramkarza Gilmara z Internacionalu Porto Alegre, który miał być godnym następca ubóstwianego przez torcidę Waldira Peresa; prawego obrońcę Ze Teodoro z Goias, który wypełnić miał lukę po wyjątkowo efektywnym Getulio; wreszcie dokonano najgłośniejszego wówczas w Brazylii zakupu, którego bohaterem był słynny Paulo Roberto Falcao. Jego sprowadzenie na Morumbi było możliwe wyłącznie dzięki utworzeniu specjalnego funduszu przez sponsorujące klub przedsiębiorstwa. Choć słynny „Król Rzymu” wciąż jeszcze odczuwał skutki przeprowadzonej w grudniu 1984 roku operacji kolana, Sao Paulo uważano za zdecydowanego faworyta Campeonato Pulista 1985.

Turniej ów miał być przełomowym w karierze jednej z młodych gwiazd klubu i otworzyć jej drogę do galerii najznamienitszych postaci w historii Sampy.

Luis Antonio Correa da Costa urodził się 31 stycznia 1966 roku w mieście Campo Grande, stolicy stanu Mato Grosso do Sul. Przezwisko Muller odziedziczył po jednym ze swych braci Jose Edmurze, który pod koniec lat 70-tych przywdziewał koszulkę São Paulo (wywalczył mistrzostwo kraju w 1977 roku), a stylem gry przypominał słynnego niemieckiego snajpera, mistrza świata z 1974 roku, Gerda Mullera. Przygodę z futbolem rozpoczął w klubie Comercial, by w 1982 roku dzięki najstarszemu bratu trafić do São Paulo. Po wywalczeniu dwóch tytułów mistrzowskich z drużynami juniorskimi, w 1984 roku Muller włączony został do pierwszej drużyny. Początki nie były łatwe, a odstający od swych znamienitych kolegów młodzian bywał często wygwizdywany. Jednak już rok później nastały dlań lepsze czasy. Najpierw, na rozgrywanym w ZSRR młodzieżowym mundialu, wywalczył z reprezentacją Brazylii tytuł mistrzowski, by tuż potem stać się w swym klubie niekwestionowanym właścicielem koszulki z numerem 7.

Doskonały tandem napastników, który Muller stworzył z Carecą był jednym z najskuteczniejszych w historii futbolu, być może ustępującym jedynie słynnej parze Pelé – Coutinho. Rozumieli się perfekcyjnie. Wystarczało im do tego jedno spojrzenie. Zresztą często nie musieli nawet na siebie patrzeć. Ich firmową akcją był rajd Mullera ku linii końcowej boiska, kończony ostrym dośrodkowaniem na pierwszy słupek, gdzie na piłke czychał Careca. W większości wypadków Muller nawet nie patrzył, czy jego partner zajmuje pozycję, wiedząc, że ten po prostu tam jest. Ta unikalna nić porozumienia skłoniła Tele Santanę do powołania Mullera na meksykański Mundial, pomimo ukończenia przezeń zaledwie 20 lat. Początkowo powierzono mu rolę rezerwowego, jednak wkrótce zajął miejsce Casagrande, tworząc parę napastników z… Careką. Pierwszy gol Brazylijczyków w meczu z Irlandią Północną był rezultatem akcji takiej, jak ta opisana powyżej.

Po mundialu Muller nabrał jeszcze większej pewności siebie, a jego rajdy prawą stroną boiska stały się częstsze i bardziej niebezpieczne dla rywali. Po sprzedaniu Careki do włoskiego Napoli, Muller wziął na swoje barki ciężar zdobywania goli, zostając w 1987 roku królem strzelców ligi brazylijskiej z 10 golami na koncie. W połowie kolejnego sezonu São Paulo sprzedało go do Torino, gdzie grał przez trzy sezony, by następnie powrócić na Morumbi. Tym razem Tele Santana przesunął go ku lewej stronie, by dzięki boiskowej inteligencji Muller otwierał więcej wolnej przestrzeni w środku boiska swoim partnerom. Jeśli wcześniej był strzałą, teraz stał się łukiem dystrybuującym, z milimetrową dokładnością, otwierające drogę do bramki podania, których adresatami byli Rai, Palhinha i Cafu. Gdy w 1994 roku po raz kolejny rozstawał się z São Paulo, by wyjechać do japońskiego Kashiwa Reysol, Muller legitymował się niecodziennym dorobkiem: wygrał 12 spośród 13 spotkań decydujących o rozmaitych tytułach O Tricolor. Przegrał tylko raz. Z Velzem Sarsfield w finale Copa Linertadores 1994. Był to ostatni z wspomnianych 13 pojdynków.

Kilka miesięcy później, w przypływie szaleństwa, postanowił związać się z Palmeiras, jedną z najczęstszych ofiar swych snajperskich popisów.* Dzięki temu stał się częścią słynnej ekipy, która w mistrzostwach stanowych 1996 roku strzeliła rywalom aż 102 bramki. Jego ówczesny trener Vanderlei Luxemburgo miał stwierdzić, że Muller był najlepszym napastnikiem z jakim zdarzyło mu się pracować, dodatkowo podkreślając jego wyjątkową inteligencję. Na szczęście pobyt na Parque Antartica był krótki. Sam Muller zadzwonił do prezesa São Paulo, Fernando Casal del Reya, by po wygaśnięciu kontraktu z Verdao zaproponować swe usługi zespołowi, który ukochał z całego serca od czasu stawiania pierwszych piłkarskich kroków w Campo Grande. Co więcej: pozbawieni swego najlepszego piłkarza biało-zieloni przegrali praktycznie wygrany finał Pucharu Brazylii 1996 roku z Cruzeiro.

Trzeci przystanek Mullera w São Paulo był najkrótszy i najmniej owocny sportowo. Nieporozumienia z trenerem Carlosem Alberto Parreirą pozwoliły mu pozostać na Morumbi jedynie przez sześć miesięcy. Przed zakończeniem kariery zdążył jeszcze grać w Santosie (laur w turnieju Rio – Sao Paulo 1997), Cruzeiro (puchar Brazylii w roku 2000), Corinthians, São Caetano, Tupi (stan Mato Grosso) i w Portuguesie. Z reprezentacją Brazylii wystapił na mistrzostwach świata w 1990 i 94 roku.

Rolę szkoleniowca O Tricolor w dalszym ciągu pełnił Cilinho, którego kontrowersyjne posunięcia na początku sezonu zaburzyły klubowy spokój. Trener ów znany był bowiem z niechęci wobec piłkarzy cieszących się statusem gwiazd, których pozycja mogłaby nadszarpnąć jego trenerski autorytet. Jego współpraca z Falcao przebiegała dokładnie w myśl tego schematu, w czego efekcie ten znakomity piłkarz po raz pierwszy w swej klubowej karierze więcej czasu spędzał na ławce rezerwowych niż na murawie. Cilinho bronił swego stanowiska utrzymując, iż drużyna wypracowała już swój styl oraz podkreślając wyższość zgrania i dyscypliny taktycznej nad umiejętnościami indywidualnymi. Dodawał, że nawet gdyby klub pozyskał Platiniego, najlepszego wówczas piłkarza świata, nie mógłby zagwarantować mu miejsca w wyjściowej jedenstce. Na pozycji Falcao grywał więc Marcio Araujo i być może z tego powodu São Paulo spisywało się poniżej oczekiwań w pierwszej fazie mistrzostw stanowych 1985 roku, choć ukończyło ją na drugim miejscu za nadspodziewanie dobrze grającą Portuguesą. Dopiero w drugiej rundzie wszystkie elementy układanki zaczęły funkcjonować jak należy, dając w każdym spotkaniu spektakl najwyższej próby, a postrachem rywali stała się uwielbiana przez kibiców formacja ofensywna z Mullerem, Silasem, Carecą, Pitą i Sidneyem. São Paulo szybko usadowiło się na szczycie tabeli kończąc tę fazę rozgrywek z pokaźną przewagą nad resztą stawki. Muller i Careca toczyli zacięty bój o tytuł króla strzelców i to nie tylko drużyny, ale całego turnieju. Po drugiej rundzie przewodzili klasyfikacji artilherios z dorobkiem 18 trafień każdy.

W półfinałach rozgrywek São Paulo spotkało się z Guarani. Ku ogólnemu zaskoczeniu, tuż przed pierwszym spotkaniem z Bugre w Campinas, Cilinho postanowił skorzystać z umiejętności i doświadczenia „Króla Rzymu” Falcao, który wystąpić miał we wszystkich czterech spotkaniach fazy finałowej. Na stadionie Brinco de Ouro padł remis 1 – 1. W rozegranym na Morumbi rewanżu Menudos zdeklasowali gości wygrywając 3:0 po dwóch bramkach Careki i jednej Mullera. W finale czekała Portuguesa.

São Paulo powszechnie uznawane było za stuprocentowego faworyta, co wzbudziło poważny niepokój klubowych władz, chcących uniknąć wpadki spowodowanej ewentualną dekoncentracją pewnych siebie piłkarzy. Na specjalnej odprawie zawodników postraszono najsłynniejszą porażką zdecydowanego faworyta w historii futbolu: klęską Brazylii z Urugwajem w finale Mundialu 1950 roku. Piłkarze ewidentnie nie podzielali niepokoju sztabu szkoleniowego. W połowie motywacyjnej prelekcji znudzony Careka oznajmił: – Dajmy już temu spokój. Wygramy pomimo całego szumu. Jeśli ktoś będzie miał wątpliwości, wystarczy że poda mi piłkę.-

Mówisz masz. Po kolejnym wspaniałym spektaklu piłkarze O Tricolor pewnie pokonali finałowego rywala 3:1, a strzeleckim łupem podzelili się Dario Pereyra (skutecznie wykonał rzut karny) i, rzecz jasna, Careca, który trafił dwukrotnie. W ten sposób powiększył swój strzelecki dorobek do 23. bramek i wyraźnie wyprzedził Mullera w wyścigu o koronę króla strzelców. Stanowe mistrzostwo było na wyciągnięcie ręki.

Spotkanie rewanżowe oba zespoły rozpoczęły bardzo nerwowo, o czym świadczą aż trzy żółte kartki, które arbiter pokazał w pierwszych ośmiu minutach gry. W 12 minucie znajdujący się w okolicach środka boiska pomocnik Portuguesy Edu Marangon zauważył, że strzegący bramki São Paulo Gilmar stoi daleko na przedpolu. Nie namyślając się wiele, podjął próbę pokonania go długim lobem, po którym piłka… dwukrotnie odbiła sie od poprzeczki i wyszła w pole. Wielu sądzi, że gdyby strzelającym był którykolwiek z piłkarzy São Paulo futbolówka po odbiciu się od poprzeczki jednak przekroczyłaby linię bramkową… W 24 minucie Luciano podał do tyłu w taki sposób, że Sidney odebrał piłkę Eduardo, wpadł w pole karne i strzałem w prawy róg pokonał Serginho. Było 1:0. Portuguesa nie poddawała się i w 32 minucie do wyrównania doprowadził Esquerdinha.

W 22 minucie drugiej połowy Careca przeprowadził błyskotliwą akcję prawą stroną boiska, którą zakończył dośrodkowaniem do Sidneya. Ten podał do wychodzącego na czystą pozycję Mullera, który dopełnił formalności. São Paulo ponownie objęło prowadzenie, a autor gola zaliczył swą dwudziestą bramkę w sezonie. Losy tytułu były rozstrzygnięte. Od tej chwili na boisku rządzić zaczął chaos, posypały się czerwone kartki, które obejrzeli Eduardo, Careca i Ze Teodoro

São Paulo po raz kolejny wygrało stanowe mistrzostwa, a piękny i ofensywny styl gry triumfalnie powrócił na brazylijskie boiska dzięki niezrównanym umiejętnościom trójkolorowych Menudos.

 

* – Giacomini nie ukrywa w tekście swych sympatii, wielokrotnie wyrażając się w nieco złośliwy sposób o tradycyjnych rywalach São Paulo (Palmeiras, Corinthians, Santos). 

Giacomini, C. São Paulo. Dentro os grandes és o primeiro, Rio de Janeiro 2005, pp. 186 – 190, przekład: Sergiusz Bober

 

I jeszcze garść statystyki:

Protokół decydującego spotkania:

PORTUGUESA 1

SÃO PAULO 2

PORTUGUESA: Serginho; Luciano, Luís Pereira, Eduardo, Albéris; Célio, Toninho, Edu; Toquinho (Jorginho), Luís Müller, Esquerdinha. Trener: Jair Picerni.

SÃO PAULO: Gilmar; Zé Teodoro, Oscar, Darío Pereyra, Nelsinho; Márcio Araújo, Silas (Pita), Falcão (Freitas); Müller, Careca, Sidney. Trener: Cilinho.

Stadion: Morumbi

Data: 22/12/85

Sędzia: José Carlos Gomes do Nascimento

Liniowi: Joao Massoneto i Luis Alfredo Bianchi

Liczba widzów: 106 315

Bramki: 0 – 1 Sidney (24), 1 – 1 Esquerdinha (32), 1 – 2 Müller (67)

 Żółte kartki: Toquinho, Falcao, Luciano, Freitas, Celio, Muller

 Czerwone kartki: Marcio Araujo, Alberis, Eduardo, Careca, Ze Teodoro.

 Droga do tytułu:

 42 spotkania – 23 zwycięstwa, 12 remisów, 7 porażek, bilans bramek: 72:29

 Pierwsza runda:

BOTAFOGO-SP 1:1 SÃO PAULO
PAULISTA 2:1 SÃO PAULO
SÃO PAULO 0:0 SANTO ANDRÉ
AMERICA-SP 3:2 SÃO PAULO
PORTUGUESA 0:3 SÃO PAULO
XV PIRACICABA 1:0 SÃO PAULO
SÃO PAULO 2:1 PONTE PRETA
SÃO PAULO 2:0 XV JAU
NOROESTE 1:1 SÃO PAULO
SÃO PAULO 0:0 MARILIA
SANTOS 1:1 SÃO PAULO
SÃO PAULO 2:0 JUVENTUS
PALMEIRAS 2:3 SÃO PAULO
SÃO PAULO 5:0 SÃO BENTO
SÃO PAULO 1:0 CORINTHIANS
FERROVIARIA 0:0 SÃO PAULO
SÃO PAULO 3:0 COMERCIAL
SÃO PAULO 3:1 INTER-SP
GUARANI 1:0 SÃO PAULO

 Druga runda:

SANTO ANDRE 0:0 SÃO PAULO
SÃO PAULO 2:0 PAULISTA
SÃO PAULO 2:0 BOTAFOGO-SP
COMERCIAL 1:1 SÃO PAULO
CORINTHIANS 1:1 SÃO PAULO
JUVENTUS 0:2 SÃO PAULO
XV JAU 0:3 SÃO PAULO
INTER-SP 2:2 SÃO PAULO
SÃO PAULO 4:0 AMERICA-SP
SÃO PAULO 0:1 PORTUGUESA
MARILIA 0:2 SÃO PAULO
SÃO PAULO 4:2 FERROVIARIA-SP
SÃO PAULO 2:0 GUARANI
SÃO PAULO 3:0 SANTOS
SÃO PAULO 1:1 XV PIRACICABA
SÃO BENTO 0:1 SÃO PAULO
SÃO PAULO 1:2 PALMEIRAS
PONTE PRETA 2:0 SÃO PAULO
SÃO PAULO 2:0 NOROESTE

Półfinał:

GUARANI 1:1 SÃO PAULO
SÃO PAULO 3:0 GUARANI

Finał:

SÃO PAULO 3:1 PORTUGUESA
PORTUGUESA 1:2 SÃO PAULO

Strzelcy:

Careca – 23 gole; Muller – 20; Pianelli – 7; Sidney – 4; Silas, Freitas i Dario Pereyra – 3; Pita, Márcio Araújo i Fonseca – 2, Newton i Éder Taino – 1.

Źródła statystyk: oczywiście książka C. Giacominiego oraz strona internetowa TricolorMania.

Prześlij dalej:

About Sergiusz Bober

Uważnie przygląda się Ameryce Łacińskiej przez futbolowe okulary. Autor Futbolin – bloga znanego chyba każdemu polskiemu miłośnikowi latynoskiej piłki nożnej. Kibic argentyńskiego Boca Juniors i brazylijskiego FC São Paulo.

W sieci:

Inne teksty na tierralatina.pl Strona internetowa

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.