Chimichurri i sos z ognistych mrówek


Jak Ameryka Łacińska długa i szeroka, od Meksyku po Ziemię Ognistą i od Ekwadoru po Wenezuelę, wszędzie jada się pikantnie. Oczywiście nie wszystkie dania są piekące, zdarzają się też, i to nawet dość często, potrawy mdłe i bez smaku. Niemniej jednak każdy kraj ma jakąś swoją „tajną broń”, która nawet najbardziej jałowy placek kukurydziany, potrafi przekształcić w rydwan ognia.

Na południu Ameryk taką płynną przyprawą, której nigdy nie może zabraknąć na szanującym się stole, jest coś co po polsku możnaby nazwać pikantnym sosem kolendrowym. W Chile nazywany jest on pebre, w sąsiedniej Argentynie oraz w Urugwaju chimichurri. Przyrządza się go stosunkowo łatwo.

Potrzebujemy:

  • pęczek kolendry
  • dwie cebule
  • jedną dużą limonkę (lub średnią cytrynę)
  • dużą łyżkę octu (najlepiej winnego)
  • dojrzałego pomidora
  • 5 dużych ząbków czosnku
  • 4 duże łyżki oliwy (z pierwszego tłoczenia)
  • sól i ostrą paprykę do smaku

Pomidora obieramy ze skórki, cebulę i czosnek oczywiście też, kolendrę myjemy i wszystko kroimy na super-drobno, bądź – jeszcze lepiej – zgniatamy w moździeżu. Mieszamy z octem i oliwą, wyciskamy sok z limonki, doprawiamy ostrą papryką i solą i gotowe. Palce lizać. Wyśmienite z grillowanym mięsem, pyszne na świeżym chlebie!

Oczywiście przepis ten, jak każdy inny, ma wiele wariantów. Niektórzy dodają np. także trochę natki pietruszki, inni przygotowują pebre bez pomidora, jeszcze inni doprawiają pieprzem, a widziałem też takich, co zamiast papryki leją tabasco. Można też do mikstury dodać tymianek i/lub oregano.

Pebre/chimichurri jest gotowe zaraz po przyrządzeniu, ale będzie jeszcze lepsze gdy pozostawimu je, aby sie przez kilka dni pomacerowało. Najlepiej w szklanej, zakniętej i przezroczystej butelce. W chłodnym miejscu.

A teraz kilka słów o innym przepysznym pikantnym dodatku, którego niestety w Polsce nie da się zrobić. Nie jest to możliwe, ze wyględu na brak podstawowego składnika… No chyba, że ktoś pracuje bądź ma znajomych w jakimś instytucie badającym tropikalne insekty…

Bo sos, który mam na myśli robi się z… wielkich, czerwonych mrówek. Latynosi zwą je bachaco, bachaco culón, bądź hormiga culona. Czyli w wolnym tłumaczeniu mrówka wielkodupczasta. Myrmekolog, czyli naukowiec od mrówkowatych, nazwie je jednak Atta laevigata. Znane są one też jako mrówki odcinające liście.

Te dość spore i bardzo agresywne osy (bo mrówki są owadami z nadrodziny os!) zamieszkują Puszczę Amazońską, a najczęściej spotkać je można na pograniczu wenezuelsko-kolumbijsko-brazylijskim. Od wieków stanowią one indiański przysmak, uwielbiał je także – w postaci suszonego  i  chrupiącego dodatku do potraw – wielki Libertador, czyli Simon Bolivar. Zawierają wiele protein i ważnych składników odżywczych, nie posiadając przy tym prawie wcale tłuszczu.

Jadalne są jednak tylko uskrzydlone królowe, które łapie się gdy rozpoczynają swe godowe loty.  Sezon „polowań” na bachacos trwa zaledwie 9 tygodni w roku.

picanteculon

Współcześnie najczęściej się je spożywa w postaci catara. Słowo to pochodzi z języka Indian Banivas – i oznacza popularny w Wenezuli i Kolumbii pikantny sos, którego mrówki są najważniejszym składnikiem.
Oprócz mrówek w skład catara wchodzi sok z korzenia manioku, por, młode cebulki, seler, czosnek i sól. Catara jest też podobno afrodyzjakiem. Jeden z producentów tego przysmaku ostrzega wręcz na butelkach:

„Ustalono, iż używanie tego silnego stymulatora seksualnego, jako przyprawy do zupy, mięs, pierogów i placków kukurydzianych, może doprowadzić do powiększenia rodziny”.

W zależności od wytwórcy i ilości używanzyh przez niego mrówek, catara może być zarówno delikatnie pikantna (jak chociażby ta na zdjeciu), jak i naprawdę ziejąca ogniem.

A Wy? Zdradźcie proszę czy macie jakieś swoje ulubione pikantności. Podzielcie się proszę przepisami…

Prześlij dalej:

21 reakcji na "Chimichurri i sos z ognistych mrówek"

  1. jah  20/03/2008 o 21:16

    narobiłeś smaku… a ja przed postną-dietetyczną kolacją. Btw. pod wpisem wywałiło od razu googlowską reklamę „biustu” Cichopek 😉

    Odpowiedz
  2. zuercher  20/03/2008 o 21:33

    @Jah: Kliknales? Ja w piersi Cichopek na pewno bym kliknal! 😉
    W sumie google ma racje i dobrze dobiera te reklamy – coz bardziej pikantnego od biustu Cichopkowej.
    Wracajac do tematu – wyprobuje ten Twoj przepis i dam znac. Mam oczywiscie na mysli ten z kolendra, bo mrowek nie mam.

    Odpowiedz
  3. aniabuzuk  20/03/2008 o 21:35

    Ciekawe, czy ktos to importuje do Stanow. Moj maz uwielbia pikantne sosy, wiec pewnie by mu taki sie spodobal.

    Odpowiedz
  4. dulcynea_best  20/03/2008 o 21:54

    w Polsce za to można kupić mrówki giganty w czekoladzie. Kupiłam, spróbowałam, zjeść można, ale mnie nie powaliło :-)))
    mnie bardzo kusi zrpbienie własnoręcznie czekolady z dużą ilością chili, na rynku jest już taka czekolada Lindta, ale jak dla mnie zupełnie nie pikantna, ja chcę zrobić taka naprawdę ostrą :-)))

    Odpowiedz
    • tierralatina  20/03/2008 o 22:04

      Te mrowki w czekoladzie to ten sam gatunek. Ale to taki produkt dla znudzonych gringo, ktorego w Ameryce Lacinskiej nie uswiadczysz.

      Ale co do czekolady z chili to akurat ta z Lindta ma – na moj gust – fajna rownowage, bardzo delikatna. Na pierwszy kes nie jest pikantna, zostaje jednak taki mily ostry posmak. Ekwadorczycy robia bardziej pikantna. Jak znajde na nia namiar to go podam.

      Odpowiedz
      • dulcynea_best  21/03/2008 o 18:02

        to ze mnie pewnie chamskie dziecię, bo w czekoladzie Lindta nie czuję żadnej ostrości, dla mnie zwykła słodka czekolada
        ja zrobię taką, że gębę przepali na zewnątrz 🙂

        Odpowiedz
  5. vierablu  20/03/2008 o 23:40

    Ha! To co nazywasz pebre zostalo mi kiedys przedstawione jako salsa i jest czestym gosciem na moim stole, z tym ze najczesciej bez czosnku oraz zawsze posiekane, a nie zmiazdzone, ma wiec raczej postac drobnej salatki, a nie sosu.
    Czasem uzywam kolendry, czasem pietruszki, czasem mieszam. Nie uzywam do tego papryki w proszku, ale posiekana papryke slodka plus kilka (czasem tylko jedna, jak ma jesc jeszcze ktos oprocz mnie 🙂 papryczek birds eye lub jalapeno.

    I bardzo, bardzo prosze o namiar na czekolade z chili ostrzejsza od tej Lindta. Dzis kupilam jakas meksykanska z chili, ale jeszcze nie otworzylam. Z dotychczas wyprobowanych ta Lindta byla najlepsza. (Ale nie ta w wersji z cherry!).

    Odpowiedz
    • latinbrand  20/03/2008 o 23:44

      salsa to po hiszpansku po prostu „sos”.

      Odpowiedz
  6. vierablu  20/03/2008 o 23:45

    Jak zwykle jestem niedokladna i zapominam, ze podobne to nie takie samo. Moj przepis:
    – pomidory obrac ze skorki i posiekac
    – peczek kolendry posiekac
    – czerwona cebule posiekac
    – dwie limonki wycisnac
    – papryke slodka posiekac
    – papryke ostra posiekac
    – posolic

    nie dodawac oliwy i octu. mozna czosnek

    Odpowiedz
  7. hjuston  21/03/2008 o 00:58

    a u nas cos podobnego tylko, ze pomidory pokrojone w kostke, bez czosnku i bez octu- nazywa sie pico de gallo

    tu podaje swoj przepis na wersje damska i meska:
    http://houston.blox.pl/2006/07/Na-polskie-upaly-salsa-wedlug-Hjuston.html

    Jesli chodzi o pikantne rzeczy to wlasnie robie bolognese z jalapenio. jalapenio jest super, bo wystarczy dodac jedno albo dwa i wlasciwie nie trzeba dodawac jakichkolwiek innych przypraw.

    @aniabuzk- u nas moze byc. mamy tu taki sklep FIESTA z takim wlasnie gadzetami. jak przyjedziecie mozemy pojsc na zwiad.

    Odpowiedz
  8. olvido  21/03/2008 o 12:43

    Nie przepadam za pikantnościami, ale sos z mrówek w wersji light chętnie bym wypróbowała 😉

    Odpowiedz
  9. cito1  21/03/2008 o 13:03

    Ciekawe jak na mrówki spojrzy wegetarianin 🙂
    To lądowe zwierzę więc właściwie powinno się podciągnąć pod mięsko 🙂

    Odpowiedz
    • joasia  21/03/2008 o 22:40

      zwierzę może mieć płetwy, kopyta, skrzydła i zawsze pozostanie zwierzęciem, chyba, że jakaś istota postanowi zamienić je w „mięsko”, ale z całą pewnością nie będzie to wegetarianin.

      Odpowiedz
      • nocnylot  22/03/2008 o 01:57

        No ale czemu się nie zadeklarowałaś? Mrówki to mięsko, czy też nie? 🙂

        Odpowiedz
  10. chaobella  22/03/2008 o 10:28

    Moj „podpalacz” numer 1: porzadna, ostra tajska zupa tom yum. Placze i jem :-).

    Odpowiedz
  11. tierralatina  22/03/2008 o 18:54

    @chaobella: Mmmmmmm… Ale mi narobilas smaku! Strasznie dawno nie jadlem tom yum. A uwielbiam ja! 🙂

    @joasia, cito: Nie mam pojecia, czy catara jest „wegetariano-kompatybilna”. Choc przyznam, ze mnie mrowka z miesen zupelnie sie nie kojarzy.

    Odpowiedz
  12. pszeszczep666  23/03/2008 o 17:09

    Dostałem rok temu w prezencie buteleczkę sosu Dave’s Ultimate Insanity i do dzisiaj mam jeszcze połowe, choć używam. W skali Scovilla to 100 000 stopni. To podobno najostrzejszy dopuszczony do spożycia sos. Są mocniejsze np. z serii Blair Death, do miliona Scovilli, ale to właściwie tylko kolekcjonerskie gadżety, na których wyraźnie jest napisane, że spożycie na własną odpowiedzialność.
    A z zabawnych historii: mój przyjaciel gotował coś z podobnie ostrym sosem a potem zapomniał umyć rąk i poszedł się wysikać. To podobno naprawdę bolało :%

    Odpowiedz
  13. zuercher  03/04/2008 o 07:42

    Musze Ci Tierralatina podziekowac. Zrobilem to chimichuri wedlug twojego przepisu. I jest rzeczywiscie wysmienite. Do wszystkiego. Nawet tak po prostu na chlebie.
    Wiecej takich przepisow prosze. Takich ktore mozna zrealizowac w europejskich warunkach. Bo swinki morskiej, wybacz, w sklepie zoologicznym kupowac nie bede! 🙂

    Odpowiedz
  14. hjuston  03/04/2008 o 13:31

    „W zależności od producenta i ilości używanuch przez niego mrówek, może ona być zarówno delikatnie pikantna (jak chociażby ta na zdjeciu), jak i naprawdę ziejąca ogniem.”

    no wiec mam tu przyjaciolke, ktora pochodzi z miejscowosci bucaramanga. opowiedzialam jej ostatnio o twoim blogu w ogole i zapytalam sie czy jadla te mrowki, lub zna ten sos i czy wie gdzie mozna go kupic. twierdzi, ze cale zycie wychowala sie na tych mrowkach i ze nastepnym razem jak pojedzie do mamy to przywiezie. suszone w paczce- bo takie bardzo lubi. mowila, ze mrowki same w sobie nie sa pikantne. pikantne sa jedynie skladniki, ktore dodane sa do sosu. z twojego wpisu wynika, ze ilosc mrowek decyduje o miejscu na skali scoville’a, wiec chyba musze poczekac az sama sprobuje 😉

    Odpowiedz
    • tierralatina  03/04/2008 o 14:28

      Suszone mrowki rzeczywiscie nie sa pikantne. Ale catara robiona jest ze swiezych. I to co decyduje o pikantnosci to po prostu znajdujacy sie w nich kwas mrowkowy.

      Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.