Ciężko dziennikarzom obu Ameryk


Urzędowe naciski na media, zastraszanie dziennikarzy, zabójstwa niektórych z nich – Międzyamerykańskie Stowarzyszenie Prasy alarmuje, że sytuacja niezależnych mediów w obu Amerykach nieustannie się pogarsza.

Choć poza Kubą nigdzie nie istnieje cenzura ani prawnie usankcjonowana kontrola państwa nad mediami, Międzyamerykańskie Stowarzyszenie Prasy (SIP) ostrzega, że sytuacja niezależnych mediów w obu Amerykach jest coraz trudniejsza. Dziennikarze, oraz redakcje w których pracują muszą coraz częściej stawiać czoła politycznym, prawnym, oraz ekonomicznym presjom za strony rządzących. Zdarzają się też przypadki fizycznego zastraszania pracowników mediów i to zarówno przez władze, jak i grupy przestępcze. SIP przypomna, że w ciągu ostatnich 20 lat aż 220. pracowników mediów z obu Ameryk zostało zamordowanych w niewyjaśnionych dotąd okolicznościach.

Meksyk, Peru, Kolumbia i Paragwaj to kraje, w których zdaniem SIP, jest obecnie najniebezpieczniej być dziennikarzem. Z kolei na Kubie, zawód ten może nadal bardzo szybko zaprowadzić do więzienia – aż 25 dziennikarzy przebywa tam obecnie za kratkami tylko za to, że próbowali pisać inaczej niż oczekiwał tego castrowski reżim. SIP zaapelował do Raula Castro nie tylko o ich zwolnienie, ale także o liberalizację dostępu do internetu. Na wyspie przywilej łączenia się z globalną siecią ma obecnie zaledwie 190 tys. osób.

Dostało się także Stanom Zjednoczonym – SIP jest zaniepokojone powtarzającymi się próbami zmuszania dziennikarzy do ujawniania ich źródeł, zwłaszcza w przypadku publikacji dotyczących walki z terroryzmem.

Najwięcej uwagi SIP poświęcił jednak sytuacji w Wenezueli i to nie tylko dlatego, że zakończone w niedzielę cykliczne spotkanie tej organizacji odbywało się właśnie w Caracas. „Niestety Wenezuela jest krajem w którym ilość i metody ataków na niezależne media wzrosły w ostatnim czasie w sposób wyjątkowo niepokojący” -powiedział serwisowi tierralatina.pl Gonzalo Marroquín, przewodniczący Komisji Wolności Prasy SIP. Niezależnym periodykom utrudnia się zakup papieru, najwyżsi dostojnicy rządowi z prezydentem na czele publicznie oskarżają niewygodnych im dziennikarzy o zdradę państwową, albo o próbę przygotowywania zamachu stanu, wprowadzono też ustawy zakładające kaganiec na media, zakazując chociażby krytykowania urzędników. Przypomniano też, że rząd nieodnowił w w ubiegłum roku koncesji nieprzychylnej mu, najstarszej i najbardziej popularnej wenezuelskiej stacji telewizyjnej RCTV, a obecnie nieustannie grozi zamknięciem innemu kanałowi. Z kolei znacjonalizowane firmy zmuszane są do wycofywania swych reklam z krytycznych wobec rządów mediów. Ta ostatnia medtoda jest też zresztą coraz częściej „eksportowana” do zaprzyjaźnionych w Wenezuelą państw. SIP odnotowała ją w Boliwii, Ekwadorze, Nikaragui, a nawet w Argentynie.

Delegaci SIP mieli nadzieję, że uda się im w Caracas nawiązać dialog z prezydentem Chávezem. Jest bowiem tradycją, że szefowie państw w których odbywają się konferencje SIP, akceptują zaproszenie do wzięcia w nich udziału. Jedynem dotychczasowym wyjątkiem były Stany Zjednoczone, gdzie ostatnim prezydentem, który zaszczycił SIP swoją obecnością był John Kennedy. Później Biały Dom ograniczał się do wysyłania swych niższych rangą przedstawicieli.

W Wenezueli władze na dialog najwyraźniej ochoty jednak nie miały. Ani prezydent, ani minister informacji, nawet nie odpowiedzieli na wysłane im przez SIP zaproszenia. Wolały konfrontację na odległość – organizując w tym samym czasie, także w Caracas, Latynoamerykański Szczyt przeciw Terroryzmowi Mediów. Czym jest ów „terroryzm mediów”? Zdaniem samego Chaveza jest nim chociażby niedawne informowanie przez niektóre wenezuelskie gazety o sytuacji w jednym z publicznych szpitali położniczych w Caracas, gdzie z powodu braków w personelu i sprzęcie umarło kilka noworodków. „Takie publikacje są terroryzmem bo wzbudzają w społeczeństwie strach i panikę” – uważa prezydent Wenezueli. Uczestnicy zorganizowanej przez wenezuelskie władze konferencji nazwaliy SIP „faszystami” i mówili o konieczności formowania nowego pokolenia „dziennikarzy – buntowników i rewolucjonistów”, wykorzystując do tego chociażby „wspaniałe doświadczenia kubańskiej szkoły dziennikarstwa”.

Międzyamerykańskie Stowarzyszenie Prasy (SIP) to organizacja założona ponad 50 lat temu przez wydawców i właścicieli ponad 2000 gazet, periodyków i agencji prasowych obu Ameryk. Jej podstawowym zadaniem jest obrona wolności prasy.




Prześlij dalej:

About Tomasz Surdel

Dziennikarz i fotograf. Pracuje, bądź pracował dla tak różnych mediów jak Gazeta Wyborcza, TVP, TVN24, Canal+, RMF FM, EFE, Associated Press, Universal, Le Temps, Le Matin, GPD, snowBoard, PR Week. Teoretycznie mieszka w Buenos Aires, ale dość trudno go tam zastać. Prowadzi bloga Sur del Sur.

W sieci:

Na Twitterze Na Google+ Inne teksty na tierralatina.pl Strona internetowa

Jedna reakcja na "Ciężko dziennikarzom obu Ameryk"

  1. Katolik  09/04/2012 o 23:39

    A u nas PO i SLD nakłada kaganiec katolickim mediom również oskarżając je o medialny terroryzm. A czy Katolicy chcieli zlikwidować WYBORCZĄ czy TVN, nawet do NIE i TRYBUNY LUDU (która sama padła) nie tknęli palcem. Czyż to nie obłuda, że walczący o wolność sami najmocniej ją odbierają? Aż się ciśnie na usta Wenezuela i Kuba…

    Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.