Latynoskie dewocjonalia


Ciekawe czy ktoś kiedyś podjął się próby oszacowania liczby osób, które – na całym świecie – żyją z religii? I nie mam tu na myśli księży, kapłanów, zakonników, czy mnichów, bo oni w większości – taką przynajmniej należy mnieć nadzieję – żyją DLA religii. Nie, mnie chodzi o tych którzy rzeczywiście Z religii żyją. Którzy bogacą się, czasem wręcz zbijają fortuny na naszych wierzeniach, lękach, czy nadziejach…

Ameryka Łacińska nie jest tu wyjątkiem. Wręcz przeciwnie – latynoski politeizm i synkretyzm religijny sprawia, że producenci i handlarze dewocjonaliów mają wyjątkowo podatny grunt. Wystarczy przyjrzeć się w Wielką Środę kultowi Nazareńczyka ze Świętego Pawła w Caracas.

straganWokół karakeńskiej bazyliki, w wszystkich przylegającej do niej i przebiegających w pobliżu ulicach w ten dzień rozkładają sie setki straganów. Najwięcej jest oczywiście sprzedawców fioletowych tunik, w które zgodnie z tradycją, obowiązkowo, przebierać się muszą dziękujący Nazareńczykowi wierni.

stragan2Są też, jakżeby inaczej, różańce, małe i duże, drewniane i z chińskiego plastiku, tradycyjne: czarne i białe, oraz „nowoczesne” – w jaskrawo-fosforyzujących kolorkach, ba – nawet fosforyzujące, czyli takie co świecą w nocy.

Obok lizaków zawiniętych w folię z obrazkiem Świętej Panienki, można też kupić lalki pseudo-Barbie, przebrane za zakonnice. Nie brakuje także obowiązkowych wręcz sprzedawców lodów, popcornu i cukrowej waty. I przeróżnych świętych figurek.

figurkiswiete

kadzidlaNo i kadzidła! Nie można przecież zapomnieć o kadzidłach! Latynosi je uwielbiają, więc znaleźć je można na każdą okazję, o każdym zapachu i kolorze: różowy na płodność, zielony na szczęście, fioletowy aby podziękować Chrystusowi, pomarańczowy na pieniądze, a ten z trzema główkami aby udobruchać trzy moce do których Wenezuelczycy zwracają się, gdy Chrystus, czy Madonna nie kwapią się z pomocą.

Te trzy moce, a raczej Trzy Moce, to Guaicaipuro, legendarny wódz, który w XVI wieku zjednoczył Indian w walce z hiszpańskimi najeźdźcami i przez długie lata utrudniał, a czasem wręcz uniemożliwiał im kolonizację rejonu dzisiejszego Caracas. To także Murzyn Miguel, nazywany też często Negro Primero, czyli jedyny czarnoskóry oficer w armii Simona Bolivara. I przede wszystkim María Lionza – prekolumbijska boginii, przez Wenezuelczyków traktowana na równi z Trójcą Świętą i Matką Boską.

Jej wenezuelski kult można porównywanać z kubańską Santerią, czy brazylijskim Candomblé. Mieszają się w nim prekolumbijskie wierzenia Indian, magiczne tradycje przwiezionych przez Hiszpanów z Afryki niewolników i katolicka religia. Bo pierwsi misjonarze, nie mogąc sobie poradzić z kultem Marii Lionzy, w pewnym sensie ją „zaadoptowali” i tłumaczyli Indianom, że to po prostu inne wcielenie Matki Boskiej. I tak już zostało. Dzisiaj więc dla wielu Wenezuelczyków (i nie tylko, bo María Lionza ma swych wyznawców także w Kolumbii, Portoryko, Panamie i na Dominikanie) nie ma nic zdrożenego w jednoczesnym wielbieniu i jednej i drugiej.

Zresztą o tym jak bardzo lubią Latynosi mieszać religie, zwyczaje i wyznania najlepiej świadczyły niektóre stojące pod bazyliką w Caracas stragany.

ekumenizm

Czego tu nie ma? Prawdziwy ekumenizm! Matka Boska obok Buddy, dalej drzewo szczęścia, kryształowa kula, świece, pagody, animistyczne symbole, chiński kot i Konfucjusz…

I tym radosnym akcentem tierralatina.pl życzy Wam wszystkim smacznego jajka, mokrego Dyngusa, radości i refleksji, spokojnych świąt Wielkiej Nocy.

Prześlij dalej:

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.