Brazylia: adwokat nędzarzy


Największe mocarstwo Ameryki Południowej już od kilku ładnych lat stara się być głosem najuboższych tego świata. I jest na najlepszej drodze, żeby tego dokonać.

Dziś wszyscy mają poważny problem z rosnącymi cenami żywności, najubożsi stoją przed widmem głodu. Państwa biedne szukają wsparcia. W to zapotrzebowanie świetnie wpisał się w Akrze, stolicy Ghany prezydent Brazylii, Luis Inacio Lula da Silva.

Podczas XII konferencji UNCTAD Lula z mównicy, otwarcie oskarżył po raz kolejny Unię Europejską, USA i cały bogaty świat o dopłacanie swoim rolnikom i przez to – wywołanie kryzysu na globalnym rynku żywności.Zebrał oklaski od przedstawicieli państw biednych – i nic dziwnego. Dopłaty (ok. 280 mld dol. rocznie) przeszkadzają w eksporcie towarów z państw biednych, spowalniają rozwój najuboższych. Dopłaty nie są powodem, dla którego którego żywność jest dziś horrendalnie droga. Ale to właśnie dopłaty wykańczają rolników w państwach ubogich, powodują zmniejszenie produkcji żywności w państwach Południa – a to dziś odbija się czkawką w państwach biednych. Szczególnie tam, gdzie rolnicy przestali uprawiać, bo nie mogli nic sprzedać po cenie rynkowej.

Oczywiście Brazylia również upycha z dopłatami swą żywność na biednych rynkach. Ale jednocześnie – kreuje się na obrońcę, nie ignoruje przywódców z Mauritiusu, Somalii czy Malediwów, nie lekceważy ich. Prezydent Lula rozmawia z nimi z pełną atencją. A to dla nich bardzo ważne.

Na konferencji w Akrze Lula zapowiedział też, że naukowcy brazylijscy pomogą rolnikom z państw biednych osiągnąć lepsze plony. I to jest konkret, na który żadne państwo zamożne się nie zdobyło. Obiecał też, że eksport żywności z państw najbiedniejszych do Brazylii nie będzie objęty cłami. I to konkret numer dwa.

Prezydent Lula widzi dziś Brazylię jako mocarstwo, którego siłą jest wpływ na ubogich tego świata (to blisko 2 mld ludzi, całkiem spora rzesza niezadowolonych). I wciela tę wizję w życie. Jeszcze w 2002 r. Brazylia była pariasem rynków finansowych na świecie, nikt nie myślał nawet o tym, że mogłaby mieć ambicje przewodzenia w globalnej polityce. Już w 2003 r. na konferencji WTO w meksykańskim Cancun Brazylijczycy zebrali państwa ubogie i rozwijające się wokół siebie, skonsolidowali je. O tym, że „grupa antybogatych” to pomysł Luli i jego ministrów, dowiedzieliśmy się dopiero po konferencji.

Od tego czasu sporo się zmieniło: dzięki uporowi i zabiegom Luli, nieustannej ofensywie dyplomatycznej ministra Celso Amorima w Trzecim Świecie, dziś z Brazylijczykami trzeba się liczyć. To, co potrafią doskonale, to skrzykiwać w organizacjach międzynarodowych te kraje, które stanowią przeciwwagę dla państw zamożnych – dawnego G7, czy państw Unii. Tak jest np. w Światowej Organizacji Handlu (WTO), gdzie Brazylia jest jednym z głównych rozgrywających. To w Brasilii zapadają decyzje, jak będą głosować ubodzy w dyskusji o obniżaniu ceł na świecie. A te głosy są zawsze ważne…

Brazylia robi wszystko, żeby dorównać Rosji, Chinom i Indiom – wschodzącym mocarstwom. Wiele wskazuje na to, że nawet jeśli nie uda jej się osiągnąć tego samego statusu, to będzie się trzeba z nią poważnie liczyć. I będzie to zasługa Luli.

Jak na prezydenta, który jest krytykowany z prawa i lewa, a pracować zaczął jako dwunastoletni czyściciel butów, to naprawdę sporo.

Prześlij dalej:

About Maciej Kuźmicz

Dziennikarz, redaktor i szef THINK TANK Magazine. Ponadto doktorant w SGH i współpracownik Global Development Research Group. Pasjonat dalekiej zagranicy, czyli tego wszystkiego co jest na wschód od Moskwy i zachód od Anchorage. Autor Świat Inaczej – pierwszego w Polsce bloga o pomocy rozwojowej.

W sieci:

Inne teksty na tierralatina.pl Strona internetowa

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.