Brasileirização, czyli kulturowy rewanż


Można śmiało powiedzieć, że uczeń przerósł mistrza. Albo jeszcze dosadniej – były niewolnik poucza swego dawnego właściciela. Bo jak inaczej nazwać fakt, że Portugalia jest coraz bliższa przyjęcia norm językowych od lat stosowanych w… Brazylii.

Portugalski rząd chciałby w końcu zaprowdzić porządek w portugalskim języku. Wprowadzić pewne reguły, zasady które sprawiałyby że np. oficjalny dokument – np. patent lub traktat – mógłby być uzanany za poprawnie napisany w każdym kraju używającym tego języka.

W tej chwili sytuacja jest taka, że np. brazyliski dyplomata piszący raport na temat naszego kraju – Polski – napisze Polônia, a jego portugalski kolega użyje słowa Polónia. I każdy będzie miał rację. Ale tylko u siebie. Gdyby zamienili się raportami, ich szefowie uznaliby ich za nieuków, nie znających zasad ortografii.

Zresztą ta portugalsko-brazylijska Polska to jeszcze pół biedy – różnica jest tylko w akcencie (i wymowie). So bardziej drastyczne przykłady – wyobraźmy sobie, że obaj dyplomaci wybierają się na międzynarodową konferencję do stolicy Finlandii. I co? No i Portugalczyk poleci do Helsínquia, a Brazylijczyk do… Helsinque. Jeszcze ciekawiej byłoby w Singapurze. Bo dla dyplomaty z Lizbony to Singapura, a dla wysłannika Brasilii – Cingapura. Po drodze jest jeszcze Wietnam, czyli Vietname (Portugalia), bądź Vietnã (Brazylia).

I gdziekolwiek by się nie udawali, dyplomaci wsiąść musieliby do samolotu. Gdzie jednego obsługiwałaby hospedeira, bo tak stewardessę nazywa Portugalczyk, a drugiego aeromoça. Bo tak, tą samą osobę, nazwie Brazylijczyk. Czas spędzony w powietrzu, czyli lot, dla pierwszego z nich to voo, a dla drugiego vôo. Najwięcej nieporozumień mogłoby jednak wystąpić przy lądowaniu. I można się tylko cieszyć, że nasi bohaterowie są tylko dyplomatami, a nie pilotami. Bo Portugalczyk chciałby na pewno spokojnie aterrar, na co Brazylijczyk zareagować mógłby nerwowo, bo dla niego to słowo, to wcale nie lądować, ale… zakopywać. Brazylijczyk wolałby więc aterrissar.

Cieszę się też, że żaden ze wspomnianych dyplomatów nie zagląda do tego bloga. Bo znowu byłby powód do nieporozumień. No bo w jakim języku jest on pisany? Polaco, czy polonês?

Naukowe organy dyktujące zasady języka portugalskiego, czyli Akademia Nauk w Lizbonie i Brazylijska Akademia Literatury już dawno doszły do wniosku, że portugalski należy ustandardyzować. Oczywiście nie chodzi o stworzenie jakiegoś sztucznego „portugalskiego esperanto”, czyli pozbawić państw portugalskojęzycznych własnego specyficznego słownictwa, idiomów, czy regionalizmów, które przecież stanowią o bogactwie danego języka. Akademie chciałyby jednak ujednolicić niektóre pisownie, zasady stosowania akcentów, czy nazwy własne. Jak chociażby nazwa naszego kraju, Polski.

Plan reform gotowy jest od 1990 roku. Wtedy to, po 10 latach negocjacji, przedstawiciele obu Akademii, oraz pozostałych państw używających portugalskiego, doszli wreszcie do porozumienia. Postanowiono m.in. że Brazylijczycy przestaliby używać teoretycznie nieistniejącą w języku portugalskim tzw. tremę. Czyli np. pięćdziesiąt pisaliby tak jak wszycy cinquenta, a nie jak obecnie cinqüenta. Brazylia musiałaby też się pozbyć akcentowania końcówek –éia i –ôo. Czyli np. Unia Europejska stałaby się wszędzie po portugalsku União Europeia, bo póki co w Brazylii jest ona União Européia. A wspomniany lot pisany byłby przez obu dyplomatów voo.

Z drugiej strony Akademicy ustalili, że logiczne byłoby wywalenie z wielu słów niemych spółgłosek, co Brazylijczycy zrobili już dawno. I piszą np. úmido a nie húmido (wilgotny), infeção a nie infecção (infekcja), atualmente a nie actualmente (obecnie), ótimo a nie óptimo (świetnie), czy Egito a nie Egipto (Egipt).

Porozumienie obejmuje też wprowadzenie do portugalskiego alfabetu liter K, W, Y, które obecnie – teoretycznie – wcale w nim nie istnieją. I to mimo, że coraz więcej osób pisze np. kilometro, a nie quilómetro (w Portugalii), bądź quilômetro (w Brazylii).

W sumie reforma dotyczyłaby pisowni ok. 2000 słów. Jest jednak coś, czego wielu Portugalczyków nie może przeboleć i co sprawiło, że od 18 lat tamtejsi poltyczni decydenci ociągają się z jej oficjalnym zatwierdzeniem – nie wszystkie, ale jednak zdecydowana większość zmian to przyjęcie za poprawne wersji brazylijskiej i uznanie „oryginalnego portugalskiego” za błąd. Czyli tytułowa brasileirização (ubrazyljowanie) języka.

To niedopuszczalne, nie możemy ustępować Brazylii – twierdzi Vasco Graça Moura, znany portugalski polityk, pisarz i poeta, jeden z liderów przeciwników reformy. Proponowanym zmianom nie sprzeciwia się natomiast José Saramago, jedyny portugalski laureat literackiej nagrody Nobla. –My. Portugalczycy, musimy się pozbyć przekonania, że język portugalski do nas należy. On należy do tych, którzy nim mówią. Ze wszystkimi złymi i dobrymi tego konsekwencjami– twierdzi.

Liczby są tymczasem jednoznaczne – po portugalsku mówi ponad 180 milionów Bryzylijczyków i niespełna 11 milionów Portugalczyków. A także mieszkańcy Angoli, Mozambiku, Gwinei-Bissau, Timoru Wschodniego, oraz Wysp Zielonego Przylądka, oraz Św. Tomasza i Książęcej. Portugalia to „maleńka mniejszość”.

Najwyraźniej rządzący w Lizbonie zdali sobie w końcu z tego sprawę i sprawy praktyczne postawili wyżej, niż urażoną dumę dawnego kolonialnego imperium. Prezydent Aníbal Cavaco Silva opowiedział się niedawno jednoznacznie za przyjęciem językowej reformy. A rząd zapowiedział, że ją przeprowadzi. Portugalski parlament dostanie jeszcze w tym miesiącu do przegłosowania odpowiednią ustawę. I są realne szanse na jej przyjęcie. Jej zwolennicy tłumaczą, że należy to zrobić w imię obrony portugalskiego. Argumentem jest nie tylko możliwość ujednolicenia ważnych dokumentów, ale także chociażby codzienne korzystanie z internetu.

Zdecydowana większość portugalskojęzycznych zasobów w globalnej sieci tworzona jest właśnie przez Brazylijczyków i wielu Portugalczyków nie jest w stanie do niej dotrzeć, bo wpisywane przez nich słowa-klucze różnią się od tych stosowanych w Brazylii. Weźmy taki Wietnam – Google znajduje 970 tysięcy stron w języku portugalskim ze słowem Vietname. Gdy zapytamy się o „brazylijskie” słowo Vietnã wyników jest… 2700 tysięcy.

Oczywiście – i na szczęscie – reforma nie zlikwiduje wszystkich smaczków i językowych osobliwości. Portugalczycy na miejski autobus nadal będą mówić autocarro, Brazylijczycy – ônibus, a Mozambijczycy… machibombo.

P.S. Mój portugalski jest bardzo kulejący, a właściwie nieistniejący. I choć Portugalii nie rozumiem prawie nic, to w Brazylii jakoś sobie radzę z moim portuñol, czyli mieszanką hiszpańskiego z tym co znam z „brazylijskiego”. Nie mogę więc wykluczyć, że mimo konsultacji ze znajomymi Portugalczykami i Brazylijczykami wkradły się tu jakieś błędy.

Book Hostels Online Now

Prześlij dalej:

Jedna reakcja na "Brasileirização, czyli kulturowy rewanż"

  1. j  09/02/2010 o 21:52

    like

    Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.