Biskup na prezydenckim fotelu


W sandałach i w tradycyjnej paragwajskiej bialej koszuli z zaokrąglonym kołnierzykiem-stójką, były biskup i dotychczasowy prezydent-elekt, Fernando Lugo, złożył dzisiaj w Asunción prezydencką przysięgę, tym samym stając się oficjalnie 52. Prezydentem Republiki Paragwaju.

W inwestyturze byłego duchownego udział wzieli prezydenci Argentyny, Brazylii, Boliwii, Chile, Ekwadoru, Hondurasu, Tajwanu (z którym Paragwaj utrzymuje stosunki dyplomatyczne), Urugwaju i Wenezueli, a także następca hiszpańskiego tronu, książe Felipe de Borbón, i delegacje oraz ambasadorzy dziesiątek innych państw.

Zgodnie z paragwajską tradycją, odbywające się na placu przed Kongresem Narodowym ślubowanie poprzedziły 21 salwy armatnie, oraz hymn państwowy odśpiewany przez chór i tysiące zebranych na placu obywateli w dwóch oficjalnych językach Paragwaju: po hiszpańsku i w guaraní.

Po złożeniu przysięgi Fernando Lugo otrzymał z rąk przewodniczącego Kongresu, Enrique Gonzáleza Quintany, prezydenckie insygnia: berło, oraz szarfę w barwach narodowych. I tak jak berło jest „przechodnie”, więc to samo, którego używał ustępujący prezydent Nicanor Duarte, tak szarfa pozostaje na zawsze własnością prezydenta, więc Lugo otrzymał zupełnie nową. I była to premiera… Prawdopodobnie po raz pierwszy w historii latynoamerykańskich prezydentur, szef państwa nosić będzie szarfę… z importu. Wyhaftowały ją bowiem zakonnice z ekwadororskiej wioski, w której Fernando Lugo był misjonarzem w latach 1977-1982.

Wraz z lewicowym prezydentem Lugo, ślubowanie złożył jego prawicowy zastępca, wiceprezydent Federico Franco, którego Autentyczna Liberalno-Radykalno Partia (PLRA) jest ważną składową Patriotycznego Sojuszu na rzecz Zmian – dość egzotycznej i wielobarwnej koalicji, jaka wyniosła byłego biskupa do władzy i – przede wszytkim – odsunęła od niej Narodowe Stowarzyszenie Republikańskie (Partido Colorado), które rządziło Paragwajem nieprzerwanie przez 61 lat.

Nowego prezydenta czeka ciężkie zadanie. Paragwaj znajduje się na krawędzi kryzysu, a nastroje społeczne są wybuchowe. Wielu obserwatorów podejrzewa wręcz, że wbrew zapowiedziom ustępującego prezydenta Duarte, że nie będzie utrudniał przejęcia władzy przez Lugo, to właśnie ustępujący obóz celowo doprowadził w ostatnich tygodniach kraj do stanu quasi-zapaści. Na stacjach benzynowych brakuje paliwa, w szpitalach i aptekach nie ma leków… Sam prezydent-elekt jeszcze tydzień temu krążył swym samochodem po stolicy w poszukiwaniu możliwości zatankowania.

Rafael Filizzola, minister spraw wewnętrznych w rządzie Lugo, jest przekonany że „w szeregach oddającej władzę partii są frakcje, które chciałyby do tej władzy powrócić jak najszybciej i niekoniecznie demokratycznie”. Minister uważa, że przynajmniej część akcji okupacji ziem należących do wielkich posiadaczy, do jakich doszło w Paragawaju w ostatnich tygodniach, zostało sfinansowanch przez lokalnych działaczy Partido Colorado, którym zależy na spotęgowaniu wrażenia chaosu w kraju pod nowymi rządami.

Do zaanonsowanych już priorytetów Lugo należy m.in. poprawa bezpieczeństwa i walka z korupcją („będziemy bezlitośni wobec okradających Naród”). Paragwaj od lat uważany jest bowiem za najbardziej skorumpowany kraj na kontynencie. Rząd będzie też próbował wziąć się za szalenie trudny temat reformy rolnej. Trudny, bo w chwili obecnej 77 proc. terytorium Paragawaju należy do 1 proc. jego obywateli. Były biskup nie chce korzystać z doświadczeń Boliwii, czy Wenezueli i odgórnie narzucać wywłaszczenia, czy nacjonalizację. Tym bardziej, że na pewno nie zgodziliby się na to jego liberalni i prawicowi koalicjanci. Lugo chce dokonywać reform „poprzez dialog i negocjację”.

Zdaniem politologów nowy prezydent narzuci Parlamentowi intensywny rytm pracy, zdając sobie dobrzę sprawę z tego, że jego koalicja wbrew naturze nie będzie trwać wiecznie. Póki co Lugo ma w nim większość, ale tylko dlatego, że już po wyborach zjednał sobie Narodową Unię Etycznych Obywateli, czyli partię byłego generała Lino Oviedo, posądzanego kiedyś m.in. o próbe przeprowadzenia zamachu stanu i który był przeciwnikiem Lugo w wyborach prezydenckich.

Gdy koalicja się rozpadnie, do czego wcześniej czy później na pewno dojdzie, prezydentowi pozostanie kierowania bieżącymi sprawami kraju. Oczywiście zawsze może ogłosić stan wyjątkowy i rządzić dekretami, ale – zdaniem obserwatorów – Fernando Lugo, który jest zaciekłym krytykiem tak właśnie ongiś rządzącego byłego dyktatora Alfredo Stroessnera, prędzej rozpisze wcześniejsze wybory, niż sięgnie po tą metodę sprawowania władzy.

Agencja Associated Press rozmawiając z wieloma latynoamerykanistami na temat szans Lugo zacytowała m.in. Tatianę RizovąNewport University, która powiedziała: „Optymistyczny scenariusz jest taki, że raczej nie uda mu się przeprowadzić zbyt wielu zmian, ale będzie poważany i szanowany przez Paragwajczyków, jako prezydent który nie jest skorumpowany i nie bierze łapówek”.

I chyba tego trzeba Fernando Lugo dzisiaj życzyć. Jeśli mu się to uda to, jak na Paragwaj, i tak będzie to rewolucja.

Prześlij dalej:

3 reakcje na "Biskup na prezydenckim fotelu"

  1. Pingback: Prezydent Paragwaju i jego dzieci | tierralatina.pl

  2. Pingback: Latynoamerykański ambaras z Wikileaks | tierralatina.pl

  3. Pingback: Franco za Lugo w Paragwaju | tierralatina.pl

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.