Argentyna: konflikt na szczycie


Od razu wyjaśniam, że chodzi o szczyt władzy, a nie o jakiś konflikt między andynistami próbującymi wejść na Aconcaguę. 🙂

W Argentynie szczyt władzy to oczywiście Casa Rosada, siedzba prezydenta kraju. Czyli Cristiny Kirchner. W tym znajdującym się w centrum Buenos Aires prezydenckim pałacu trwa od kilku miesięcy wojna. Zbyt wiele się jeszcze o niej nie mówi, nie pisze, bo – póki co – główną w niej bronią jest milczenie. Ale to typowa cisza przed burzą i konflikt na pewno zrobi się z czasem głośny i widowiskowy.

O co chodzi? O prezydenta i wiceprezydenta, którzy ze sobą nie rozmawiają. Wcale. Od 17 czerwca spotkali się tylko raz, na chwilę. Poza tym milczą. Nie informują siebie nawzajem o swych projektach, ani o tym co robią. Po prostu ostentacyjnie się ignorują. A dokładniej to prezydent, Cristina Kirchner, ignoruje swego zastępcę, Julio Cobosa. „On jest zdrajcą”- miała wręcz powiedzieć o swym zastępcy.

Co się stało? Czym sobie tak „nagrabił” argentyński wiceprezydent u szefowej?

Żeby dobrze to zrozumieć cofnąć się musimy do ubiegłego roku, do wyborów prezydenckich. Cristina Kirchner, a właściwie Kirchnerowie, bo ustępujący prezydent i mąż, bardzo jej w tym pomógł, starali się poszerzyć swój elektorat i zbudować koalicję wykraczającą poza tradycyjnych zwolenników peronizmu. I udało im się to – spore było zaskoczenie Argentyńczyków, gdy Kirchner ogłosiła, że o prezydenturę ubiegać się będzie wraz z populatnym merem Mendozy, Julio Cleto Cobosem, jako kandydatem na wiceprezydenta.

Zaskoczona była też partia Cobosa, centrolewicowa ale opozycyjna wobec peronizmu/kirchnerizmu Obywatelska Unia Radykalna. Cobos został z niej natychmiast „dożywotnio wykluczony”.

Para Kirchner-Cobos wygrała ubiegłoroczne, październikowe, wybory prezydenckie. Szybko po wyborach okazało się jednak, że Kirchnerowie zamierzają rządzić sami, a Cobosa potrzebowali jedynie do zgarnięcia większej ilości głosów. Wiceprezydent poszedł w odstawkę. Na nic się zdały jego apele o większe dopuszczenie do prac rządu – trzymany był na odległość i o podjętych decyzjach często informowany po fakcie. Ale jeszcze wówczas był informowany. I Cristina z nim rozmawiała.

Do definitywnego pęknięcia doszło 17 czerwca tego roku. Rząd postanowił drastycznie podnieść cła eksportowe na żywność, a zwłaszcza soję. Podwyżki były tak skonstruowane, że – zdaniem ekspertów – mogły doprowadzić do bankructwa wielu rolnych, zwłaszcza tych największych, producentów. A politolodzy argumentowali, że prawdopodobnie właśnie o to chodzi – o rzucenie na kolana tradycyjnie niechętnego peronistom lobby rolniczego. Zmiany zostały zaakceptowane przez niższą izbę argentyńskiego parlamentu i rząd tylko czekał na ich zatwierdzenie przez Senat.

Senatorowie dyskutowali przez ponad 18 godzin. Wielu obawiało się, że przyjęcie zmiany doprowadzi do masowych blokad dróg przez producentów soi i w efekcie do paraliżu kraju. Inni argumentowali, że jest niesprawiedliwe obciążanie większymi cłami, tych którzy potrafią wyprodukować więcej niż inni. Gdy w końcu doszło do głosowania okazało się, że jest remis: 36. senatorów za i 36. przeciw. W takiej syuacji argentyńska konstytucja przewiduje, że decydujący głos należy do przewodniczącego Izby. A pracami Senatu w Argentynie kieruje… wiceprezydent kraju.

Możecie już sobie wyobrazić co się stało. Była czwarta rano, gdy w dramatycznym, transmitowanym na żywo przez wszystkie największe telewizje w kraju, przemówieniu, Cobos stwierdził że w tym „najtrudniejszym momencie jego życia” zagłosuje zgodnie ze swoim sumieniem i wbrew rządowi który reprezentuje. Cła zostały odrzucone.

Następnego dnia bliscy współpracownicy Kirchner zaczęli domagać się dymisji wiceprezydenta. On jednak stwierdził, że został wybrany przez naród i powierzonego mu zaufania nie zawiedzie. Kirchner odpowiedziała na to, że jego decyzja, poparcie dla wielkich producentów rolniczych, to cios w wszystkich tych, którzy wybrali ich w nadziei na większą społeczną sprawiedliwość i solidarność.

Argentyńczycy tym razem nie dali się jednak złapać na populistyczne gadki. Wszystkie sondaże wyraźnie pokazywały, że większość z nich cieszyła się z decyzji Cobosa.

Od tego czasu prezydent i wiceprezydent ze sobą nie rozmawiają. I na konflikcie nieustannie zyskuje zastępca. Argentyńczykom, podoba się m.in. jego bezpośredność, to że w przeciwieństwie do innych polityków tego kraju nie boi się wyjść na ulicę, rozmawiać z zwykłymi ludźmi. Widziano go na trybunach podczas meczu Argentyny w Pucharze Davisa, biegł w pół-maratonie zorganizowanym w Buenos Aires. Dla Argentyńczyków to zupełna nowość. Dotychczas rządzący spotykali się z wyborcami tylko na szczegółowo zaaranżowanych mitingach. Bo te improwizowane kończyły się zazwyczaj gwizdami i wyzwiskami zawsze z czegoś niezadowolonych obywateli. Cobos tymczasem nie boi sie poruszać trudnych tematów, nie unika konfrontacji z opozycją.

I choć trzymany przez Kirchner w izolacji, jest nadal, konstytucyjnie, drugą osobą w państwie. I np. gdy ona wyjeżdża za granicę, automatycznie przejmuje wszystkie jej obowiązki. Możecie sobie więc wyobrazić jak bardzo musiała się wściec pani prezydent, gdy np. w pod koniec września, podczas gdy ona brała udział w sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku, jej zastępca – jako głowa państwa – wziął udział w mityngu zorganizowanym przez jednego z największych krytyków kirchneryzmu – szefa lokalnego rządu Buenos Aires, Mauricio Macriego. Oraz spotkał się z nieformalnym liderem lobby sojowego Eduardo Buzzim.

Argentyńczycy aprobują tą otwartość Cobosa, jego zdolność negocjacyjną i gotowość do rozmów ze wszystkimi. A równocześnie mają coraz bardziej dosyć coraz częstszych afer korupcyjnych wokół Kirchnerów, niezdolności prezydent do dialogu z opozycją i zacieśniania stosunków z Wenezuelą Hugo Cháveza.

W ostatnim sondażu aż 67 proc. mieszkańców kraju obdarza zaufaniem wiceprezydenta, a panią prezydent poniżej 30 proc. Różnica jest druzgocząca. I choć za Julio Cobosem nie stoi obecnie żadna partia polityczna i choć kolejne wybory przewidziane są na dopiero 2011 roku, coraz częściej mówi się o nim jako o kolejnym prezydencie Argentyny. Jego fani tworzą już popierające go strony internetowe.

Prześlij dalej:

Jedna reakcja na "Argentyna: konflikt na szczycie"

  1. Pingback: Argentyna po wyborach. Prezydent wygrywa i przegrywa. | tierralatina.pl

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.