Kryzys argentyński


Ceniony publicysta Gazety Wyborczej, Rafał Stec, pociesza dzisiaj na swoim blogu nie mogących pogodzić się z bratysławską porażką kibiców reprezentacji Polski, informując o kryzysie jedenastki Brazylii.

Być może dodatkową pociechą dla fanów biało-czerwonych będzie wieść o kryzysie trawiącym reprezentację największych rywali Canarinhos – Argentyńczyków. Kryzysie, który właśnie pochłonął swą pierwszą ofiarę, gdyż po środowej porażce 0:1 z Chile do dymisji podał się trener Alfio Basile. Cudze nieszczęścia nie powinny cieszyć, ale zawsze na duszy nieco lżej, gdy problemy trapią tych, którzy z definicji wydają się ich nie mieć.

Wydaje się, że przeżywającego swoją drugą przygodę z Albicelestes trenera pogrążyły nie tyle fatalne wyniki (ostatnie, obok wspomnianej potyczki z Santiago, mecze o stawkę: 1:1 z Ekwadorem, 0:0 z Brazylią, 1:1 z Paragwajem, 1:1 z Peru i, wyszarpane, 2:1 z Urugwajem), co styl gry zespołu. A w zasadzie jego brak.

Stan rzeczy dodatkowo skomplikowały nieporozumienia trenera z częścią zawodników, co sprawiło, że w ostatnich tygodniach Basile wydawał się być swoją rolą straszliwie znużony i w efekcie niezdolny do podjęcia prób ratowania sytuacji (powołania Bergessio, czy Sanda były raczej wynikiem presji mediów i kibiców, niż przemysleń zagubionego Coco). Wyraźnie załamany biernością swoich graczy w meczu z Chile pokusił się o gorzki komentarz: „Wyglądało to tak, jakby piętnastu Chilijczyków grało przeciwko dzięsieciu Argentyńczykom„. Wzburzony podważaniem zaangażowania piłkarzy w grę Leo Messi oddał cios oznajmiając, że ci zupełnie nie rozumieli o co chodzi trenerowi, stąd fatalne występy. Gdy wracający do klubu Pulga lądował w Barcelonie, cała Argentyna komentowała decyzję Basile. Jego rozgoryczenie było tak duże, że nie dał się namówić na symboliczne wykonywanie obowiązków selekcjonera do końca roku.  

 Wśród potencjalnych następców najwyżej stoją akcje aktualnego trenera San Lorenzo (lider ligowej tabeli) Miguela Angela Russo, który uchodzi za najwybitniejszego szkoleniowca średniego pokolenia w Argentynie. Gdyby ten nie zgodził się na objęcie reprezentacji, prawdopodobnie rola ta przypadnie Sergio Batiście, opromienionemu olimpijskim złotem z Pekinu. W każdym razie Russo na pewno pozostanie do końca Torneo Apertura w San Lorenzo, ale świetnie zorientowani twierdzą, że jest już po słowie zarówno z władzami AFA, jak i zarządem klubu z Boedo. Batista szykowany jest ponoć do roli asystenta.

Inne kandydatury to Ramon Diaz, Carlos Bianchi i Digeo Simeone. Wspominam o nich jedynie z kronikarskiego obowiązku, gdyż rola ta raczej nie jest pisana żadnemu z nich. Diaz to wyjątkowo trudny charakter, Bianchi nie zamierza wracać ze spokojnej emerytury, a Simeone chyba wciąż jeszcze brakuje doświadczenia.

Czego więc spodziewać się po Russo?

Stawiałbym na umiejętnie kontrolowaną pokoleniową rewolucję. Szczególnie jeśli do pomocy faktycznie dostanie Batistę. Bezkompromisowość i odwaga pierwszego, połączona z doskonałym rozeznaniem wśród talentów z młodszych roczników drugiego na pewno spowoduje, że część spośród niezadowolonej z Basile starej gwardii zakończy przygodę z reprezentacją. Oczywiście z powodu zadufania i buntowniczych skłonności, gdyż Russo lubi pracować w zupełnym spokoju. Z wybitnie utalentowaną młodzieżą powinien poradzić sobie bez problemu, dzięki świetnym zdolnościom psychologicznym (potwierdza to m. in. odrodzenie się pod jego okiem niesfornego Riquelme).

 Warto podkreslić, że Russo ma ogromne doświadczenie w rozwiązywaniu poważnych kryzysów: swego czasu z otchłani ascenso wydobył Lanús, a całkiem niedawno rozbity po współpracy z byłym trenerem reprezentacji Meksyku Ricardo La Volpe zespół Boca Juniors doprowadził do triumfu w Copa Libertadores. Potrafił także stworzyć właściwie z niczego doskonale grające zespoły Rosario Central (dwukrotnie) i Vélez Sarsfield.

Czasu do Mudialu zostało sporo. Postaci wokół których budować można nowy zespół też nie brakuje. Wiele wskazuje na to, że za dwa lata odnowiona i głodna sukcesów ekipa tandemu Russo – Batista bić będzie się o najwyższe cele.

Prześlij dalej:

About Sergiusz Bober

Uważnie przygląda się Ameryce Łacińskiej przez futbolowe okulary. Autor Futbolin – bloga znanego chyba każdemu polskiemu miłośnikowi latynoskiej piłki nożnej. Kibic argentyńskiego Boca Juniors i brazylijskiego FC São Paulo.

W sieci:

Inne teksty na tierralatina.pl Strona internetowa

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.