Domek z kart o nazwie Universitario


Gdy w czerwcu 2008 roku Universitario Lima w porywającym stylu wygrało peruwiańskie Torneo Apertura, niewielu komentatorów przewidywało jego drastyczną obniżkę formy w drugim półroczu. Podopiecznym argentyńskiego szkoleniowca Ricardo Gareca powszechnie wróżono łatwe zwycięstwo także w Clausurze i tym samym niekwestionowane panowanie pod Andami w całym roku.

Jakby wszyscy zapomnieli, że peruwiańska liga, ze względu na dziwaczny regulamin (w br. przestaje obowiązywać), pozwalała mistrzowi Apertury starać się w drugiej części sezonu nieco mniej. Wystarczało bowiem, by triumfator zajął w kolejnym turnieju co najmniej 7. miejsce, a to dawało mu prawo do spotkania się w wielkim finale ze zwycięzcą Clausury. Zasadza działała oczywiście także w drugą stronę: triumfator Clausury aby zagrać w finale, w Aperturze także powinien uplasować się nie niżej niż na 7 miejscu. Jeśli ta sama drużyna wygrała oba turnieje, wówczas sprawa była jasna i dodatkowe mecze nie były potrzebne.

Warto podkreślić, że w Peru tzw. krótkie turnieje nie były rozgrywane w formacie znanym np. z Argentyny. Tutaj piłkarze w pół roku rozgrywali pełny ligowy cykl, czyli spotkania każdy z każdym, w domu i na wyjeździe. By przekonać się jak morderczy to wysiłek wystarczy spojrzeć na mapę kraju. Dla przykładu: Callao położone jest na poziomie morza, Lima nieco wyżej. Tacna to już 500 m n. p. m., Arequipa – 2300, Huaraz – 3080, Cuzco – 3400. Suma pokonywanych przez piłkarzy w ciągu roku wysokości wzbudziłaby pewnie szacunek u najwybitniejszych himalaistów… 

Piłkarze Universitario przystapili do Turnieju Zamknięcia przekonani o tym, że miejsce w finale mają praktycznie zapewnione. Boisko szybko zweryfikowało ich nadmierny optymizm. Rozpoczęli od porażki z José Galvéz (0:2) i remisu ze Sport Ancash. W dwóch kolejnych spotkaniach ich słaba dyspozycja została bezlitośnie obnażona przez Cienciano i Sporting Cristal. Dopiero po serii tych prestiżowych porażek mistrz wygrał w Clausurze po raz pierwszy. Dzięki zdobytej w 88 min. meczu bramce Luisa Ramireza pokonał 1:0 Coronel Bolognesi. Co znaczące, od czasu wprowadzenia krótkich turniejów, żaden z dotychczasowych mistrzów Apertury nie czekał aż pięć kolejek na wygraną w kolejnej fazie (w międzyczasie przełożone zostało spotkanie z Juan Aurich).

Zwycięstwo w Tacnie nie stało się wyczekiwanym początkiem pasma triumfów. Kolejne mecze to remisy z Atlético Minero i Alianza Atlético. Później przyszły dwie porażki. W limeńskim superclasico z Alianzą (1:2) i z César Vallejo (0:2). Krótkotrwałe przebudzenie rozpoczęło się w 12. kolejce od pokonania 2:0 Sport Boys Callao (vide wideo na początku tekstu). Kontynuacją zwycięskiej passy były wygrane z mistrzem z 2007 roku San Martín (spotkanie przełożonej pierwszej kolejki), oraz z Melgar Arequipa. Odżywającą nadzieję kibiców szybko przygasiły osiągnięte w słabym stylu remisy z San Martín i José Galvéz. Po 15. kolejkach dorobek obrońcy tytułu był mizerny: 4 zwycięstwa, 6 remisów i 5 porażek. Zwycięskiego marszu sprzed kilku miesięcy nikt już nie pamiętał, a najpilniejszym zadaniem Los Cremas stała się desperacka walka o siódmą lokatę…

7 grudnia, w przedostatniej kolejce, Universitario bezbramkowo zremisowało z najsłabszym w lidze Sport Boys Callao (tylko jedna wygrana w 26 spotkaniach!), w czego efekcie szanse na grę w finale były już czysto teoretyczne. Tym bardziej, że w tabeli prowadziło wówczas San Martín. By Universitario zagrało w finale, lider musiał pokonać José Galvéz, a Los Cremas zainkasować komplet punktów w pojedynku z Melgar.

Doszło do sytuacji iście schizofrenicznej. San Martin ukończył Aperturę na trzecim miejscu, a w Clausurze już był pewny mistrzostwa. Taki układ tabeli, w obliczu marnej postawy Universitario, dawał mu tytuł czempiona Peru A. D. 2008, bez konieczności rozgrywania wielkiego finału. Chyba nawet najbardziej fanatyczni zwolennicy fair play w obliczu tego regulaminowego absurdu nie usiłowaliby tłumaczyć graczom Los Santos, że z José Galvéz muszą walczyć do upadłego…

Ostatecznie lider zremisował swój mecz 2:2, ale Universitario pokpiło sprawę i bez tego, gdyż podzieliło się punktami z gośćmi z Arequipy. Clausurę zakończyło na 10. miejscu z 34 punktami. Nijakość postawy „La U” znakomicie oddaje symetryczny bilans: 8 zwycięstw, 10 remisów, 8 porażek.

Przyczyny gwałtownego upadku Los Cremas były wielorakie.

Kwestia podstawowa to prozaiczny spadek formy graczy decydujących o obliczu zespołu w Aperturze. Rozgrywający Donny Neyra był cieniem siebie sprzed kilku miesięcy, co pozwoliło na powrót do pierwszej „jedenastki” Kolumbijczykowi Mayerowi Candelo. Niestety, wychowanek Deportivo Cali nie grał tak dobrze jak jego poprzednik. Jakby tego było mało, ze względu na kontuzję w aż 12. spotkaniach zabrakło błyskotliwego prawego pomocnika Miguela Angela Torresa.

Brak dobrych podań od pomocników wyraźnie odbił się na postawie napadu. W drugim półroczu dramatycznie spadła skuteczność Kolumbijczyka Hectora Hurtado, który w Aperturze trafił do siatki rywali 12 razy, a w Clausurze zaledwie 4. Znany z boisk argentyńskich Roberto Malingas Jimenez nie był w stanie samodzielnie podołać snajperskim obowiązkom i choć strzelił 9 goli (w Aperturze 6) był powszechnie krytykowany.

Drużyny nie omijały także kłopoty zdrowotne, szczególnie mocno dotykając graczy odpowiedzialnych za blokowanie dostępu do własnej bramki. Najlepsi spośród nich, argentyński obrońca Carlos Galvan oraz świetny defensywny pomocnik Rainer Torres, nie mogli wystąpić w odpowiednio 10. i 9. meczach. W rezultacie drużyna straciła o 11 goli więcej niż w Aperturze, co w połączeniu ze słabą postawą w ofensywie spowodowało, że Turniej Zamknięcia ukończony został z ujemnym bilansem bramkowym.

Do słabej formy i kontuzji doszły także problemy pozaboiskowe. Kłopoty osobiste stale dekoncentrowały trenera Ricardo Garekę, który po zakończeniu sezonu postanowił wrócić do Argentyny, gdzie poprowadzi Vélez Sársfield. Nie pomagali także działacze. Walka o władzę w klubie spowodowała opóźnienia w wypłatach pensji piłkarzom, co z pewnością nie ułatwiało pracy na treningach.

 Fatalna druga połowa roku podziałała jednak na kierownictwo najpopularniejszego klubu w Peru otrzeźwiająco. Jest nowy trener, nowi piłkarze, obietnice organizacyjnej stabilizacji. Przebudowa drużyny idzie pełną parą. I tylko zastanawiam się, czy nie lepiej byłoby zatrudnić trenera z Argentyny. Jak na tak wielki klub, Universitario odnosiło w ostatnich latach niewiele sukcesów. Jeśli już się to udawało, to zwykle pod wodzą kogoś znad La Platy. Ostatnio Gareki, w 2002 roku Angela Cappy, a w 1998 Osvaldo Piazzy…  

PS. Absurdalny regulamin rozgrywek spowodował, że w opinii wielu peruwiańskich kibiców mistrz ostatnich dwóch sezonów, limieński Universidad San Martín de Porres jest najsmutniejszym zwycięzcą w historii futbolu. W roku 2008 wielki finał nie odbył się z powodu fatalnej postawy Universitario. Rok wcześniej San Martín wygrał Aperturę, w Clausurze zajął 7 miejsce, ale do wielkiego finału także nie doszło, bo ku zdziwieniu wszystkich mistrzostwo Turnieju Zamknięcia wywalczył Coronel Bolognesi z Tacny, w pierwszej fazie rozgrywek… ostatni. W obu sezonach w przekroju całego roku San Martín był najlepszy – potwierdzają to łączne tabele, ale faktycznie, jakby trochę tej wisienki na torcie brakuje.

Prześlij dalej:

About Sergiusz Bober

Uważnie przygląda się Ameryce Łacińskiej przez futbolowe okulary. Autor Futbolin – bloga znanego chyba każdemu polskiemu miłośnikowi latynoskiej piłki nożnej. Kibic argentyńskiego Boca Juniors i brazylijskiego FC São Paulo.

W sieci:

Inne teksty na tierralatina.pl Strona internetowa

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.