Od początku, czyli mariachis…


Zapraszam Was w muzyczną podróż po Meksyku. Choć będzie to „podróż jak z biura”, czyli tylko prześlizgniemy się po temacie, mam nadzieję, że coś z niej zapamiętacie. Poza tym, możecie się w nią wybrać w każdej chwili, a to, nie ukrywajmy, spora zaleta.

Na początek… No chyba wiadomo, co na początek?

Wielkie sombrera, czarne stroje ze srebrnymi ozdobami… Tak większość ludzi postrzega tradycyjnego meksykańskiego muzyka. Nie ma w tym nadużycia, bo mariachis, występujący w takich właśnie uniformach, są w kraju tequili bardzo popularni i można ich spotkać niemal wszędzie. Ponadto są też „produktem turystycznym”, uświetniającym wszelkie imprezy „kulturalne” w hotelach i nadmorskich kurortach.

Mówiąc wprost – jadąc na wakacje do Meksyku, jesteśmy skazani na towarzystwo mariachis. Może to być miłe, kiedy na Plaza Garibaldi w Mieście Meksyk, miejscu gdzie statystycznie przypada kilkudziesięciu muzyków na jednego przechodnia, słuchasz – otwierającej ten wpis – pieśni México lindo y querido (Meksyk piękny i kochany), granej specjalnie dla ciebie. Może też być uciążliwe, kiedy po dwóch tygodniach pobytu w jakimś Cancunie czy innym Acapulco, znasz tylko klasyki, bo alternatywą jest muzyka z dyskoteki. Dokładnie taka sama jaką serwuje się u nas, czy gdziekolwiek indziej na świecie.

Pomijając dalsze rozważania estetyczne – muzykę mariachich można uznać za pierwszą właściwa muzykę ogólno-meksykańską, znaną, graną i śpiewaną w całym kraju (choć może z różną intensywnością).

Kolebką gatunku jest jednak Guadalajara, stolica stanu Jalisco – „najbadziej meksykańskiego stanu Meksyku”. To stąd wywodzi się tequila, przerysowane sombrero i właśnie skoczna muzyka, która powstała z przemieszania się tak wielu stylów, gatunków i kultur, że dziś nikt nie jest w stanie określić „co?, gdzie? i kiedy?”. Najlepszy przykład – Pedro Infante w klasyku Cielito Lindo, pieśni, w której odnaleźć można nawet fragmenty… warszawskiego folkloru miejskiego:

 

Jeśli komukolwiek ten fragment wydał się zbyt mało meksykański, może to go zadowoli… El jarabe tapatio – taniec kapelusza – w wykonaniu grupy Mariachi Vargas podczas japońskiej trasy koncertowej. Temat znany nawet dzieciom za sprawą Speedy Gonzalez’a… Naprawdę trudno byłoby znaleźć coś bardziej typowego i reprezentatywnego:

 

 

Prześlij dalej:

About Marcin Wisniewski

Dziennikarz i politolog. Przez kilka lat pracował dla lokalnych mediów, ale tęsknota do światów wyczytanych w książkach zmusiła go do emigracji. Od kilku lat zasila szeregi brytyjskiej klasy robotniczej, a każdą wolną chwilę spędza tam, gdzie go jeszcze nie było. Odwiedził, między innymi, Argentynę, Urugwaj i Kubę. Serce zostawił jednak w Meksyku i tam, kiedyś, ma zamiar zapuscic korzenie.

W sieci:

Inne teksty na tierralatina.pl Strona internetowa

Jedna reakcja na "Od początku, czyli mariachis…"

  1. Pingback: Meksyk, muzyczna podróż - canción ranchera | tierralatina.pl

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.