W duszy dźwigam smutek…


O ile pieśni mariachis są najbardziej znane i rozpoznawalne, o tyle najbardziej rdzennym tradycyjnym nurtem w muzyce meksykańskiej, jest canción ranchera. Nie tak radosna i wesoła, nie tak rozrywkowa i polifoniczna, canción ranchera to wyśpiewany ból. Ból istnienia, który jest brzemieniem z jakim rodzą się wszyscy Latynosi – ból życia, miłości, biedy, opuszczenia…

Najsłynniejszą przedstawicielką tego gatunku jest Chavela Vargas. Postać tyleż niezwykła, co tajemnicza. Obecna na scenie od 50. lat, ale poza Meksykiem, czy może szerzej – poza światem hiszpańskojęzycznym – właściwie nieznana.

Urodziła się w 1919 roku w biednej chlopskiej rodzinie w Kostaryce, ale kiedy miała 14 lat, uciekła do Meksyku, gdzie mieszka do dziś…

Przyjechałam do Meksyku, bo ma w sobie moc, jakiej nie ma żaden inny kraj na świecie. Nie było to jednak veni, vidi, vici. Moje życie w Meksyku, to lata walki, bo jest to również kraj wielkich społecznych nierówności, w którym kobieta musi być słodka i wyrzekać się siebie. [Chavela Vargas]

Śpiewać zaczęła raczej późno, bo będąc już po trzydziestce, ale to i tak wystarczyło, żeby na stałe wpisać się do ksiąg historii. Pierwsze kroki na scenie stawiała, na początku lat 50., u boku legendy meksykańskiej muzyki José Alfredo Jimenez‚a. Na debiutancki album przyszło jej jednak trochę poczekać. Aż do roku 1961, a więc kiedy miała już, nie wypominając, 42 lata.

Ta i kolejne płyty, ukazujące się w latach 60. i 70. przyniosły Chaveli umiarkowaną popularność w przybranej ojczyźnie i w Hiszpanii. Niestety, popularność ta obróciła się przeciwko niej. Gdzieś pod koniec lat 70. artystka na dobre pogrążyła się w alkoholizmie i na kilkanaście lat słuch o niej zaginął.

W piątek dostawałam nowy samochód, ale do poniedziałku nie miałam nic. Upijałam się, szłam śpiewać na ulicę i spoźniałam się na występ. Piłam tequilę i przepiłam wszystko co kiedykolwiek posiadałam. Dlatego nie pozostawiłam po sobie nic… [Chavela Vargas]

Trwajacą kilkanaście lat pijacką orgię przerwał na poczatku lat 90. występ w filmie Wernera Herzoga Krzyk Kamienia, jednak zaraz po zdjęciach Chavela znów zaszyła się w spelunkach Miasta Meksyk. Tam znalazł ją hiszpański reżyser Pedro Almodóvar, który pomógł jej zwalczyć alkoholizm i odbudować karierę. Symbolicznym triumfem w tej walce był pierwszy wielki koncert, po latach milczenia, dla 20. tysięcy osób na Zócalo – głównym placu Ciudad de México.

Chavela Vargas znana jest również ze swojej pozamuzycznej działalności…

Panna Vargas (tak, tak, mimo 90. lat nadal panna), jest zdeklarowaną lesbijką i działaczką na rzecz równouprawnienia mniejszości seksualnych. Rzecz to o tyle niezwykła, że w tradycyjnie patriarchalnych i zdominowanych przez kulturę machismo, społeczeństwach latynoamerykańskich, takie afiszowanie się ze swoją homoseksualną orientacją naraża kobietę (nie tylko zresztą kobietę) przynajmniej na śmiech i poniżanie. Chavela jednak nie zraża się tym i od lat walczy ze wszystkimi o tolerancję i szacunek. Począwszy od rządów, a skończywszy na Kościele. Nie jest więc przypadkiem, że podczas jej koncertow nad tłumem powiewają tączowe flagi – symbol ruchu walczącego o równouprawnienie mniejszości seksualnych. Jak choćby podczas otwierającego ten tekst nagrania wideo z jej występu w Madrycie…

Wielką miłością… Miłością życia, Chaveli Vargas była Frida Kahlo. Artystka pojawiła się zarówno w filmie poświęconym tej najbardziej znanej meksykańskiej malarce, jak i na ścieżce dzwiękowej we wspaniałym wykonaniu pieśni La Llorona

 

La Llorona, czyli rozpaczająca, płacząca kobieta, to postać, która w pewien sposób łaczy wszystkie Meksykanki. Nie jest to żadna realna postać, to raczej legenda-symbol, obecny w kulturze meksykańskiej od czasów przedhiszpanskich. Llorona to kobieta nieszczęśliwa. Z różnych powodów. Braku miłości, nieszczęśliwej miłości, zdrady, cieżkiego życia, czy nawet z powodu zabójstwa własnych dzieci. Duch takiej właśnie rozpaczającej dzieciobójczyni krąży po zaułku Calejón del Aguacate, na Coyoacán, nękając wieczornych i nocnych przechodniów. Inna Llorona mieszka wśród kanałów Xochimilco – pływajacych ogrodów położonych na obrzeżach Miasta Meksyk.

Jeśli Chavela Vargas, jest królową canción ranchera, to niekwestionowanym królem gatunku jest José Alfredo Jiménez. Sam występował rzadko i dawno, ale ilość kompozycji jakie po sobie pozostawił jest imponująca. Z tego bogactwa czerpie cały muzyczny świat Ameryki Łacinskiej. Wystarczy wspomnieć ostatnią składankę jaką mu poświęcono: El Mundo Raro del Que Sigue Siendo el Rey. José Alfredo Jiménez. Wśród dwudziestu wykonawców znaleźć można największe gwiazdy kontynentu, na codzień wykonujące najróżniejszą muzyke: Julieta Venegas, Cartel De Santa, Los Aterciopelados, Bacilos, Moenia, Maná

Ci ostatni, sami mający status niemal bogów, na stałe włączyli jeden z utworów Jimeneza do swojego repertuaru… Te solte la riendaPopuściłeś wodze. Tytuł jak najbardziej adekwatny w przypadku muzyki opowiadającej, między innymi, o życiu vaqueros – północnomeksykańskich cowboy‚ów.

W kraju tak kipiącym od polityki, w którym część polityków deklaruje nieustanną, trwającą od drugiego dziesięciolecia ubiegłego wieku rewolucję, nie może zabraknąć artystów wyrażających swoje poglądy przez muzykę. Jednym z naważniejszych przedstawicieli tego nurtu, meksykańskim Bobem Dylanem, wiecznym bojownikiem o sprawy stracone, jest Óscar Chávez.

Mimo że przekaz Chaveza jest jednoznacznie lewicowy, nigdy nie był sympatykiem reżimu mieniącego się rewolucyjnym, a który przez ponad siedemdziesiąt lat rządził Meksykiem. Był nękany, poniżany, wyszydzany, nazywany zdrajcą… Ale zawsze robił swoje – walczył słowem i muzyką o lepszy, taki, jakim on go postrzegł, świat dla milionów Meksykanów żyjących w nędzy, bez prawa głosu, opuszczonych przez rząd mieniący się ich obrońcą.

Óscar Chávez Se vende mi paísSprzedaje się mój kraj

Nieprzypadkowo jedna z jego ostatnich płyt poświęcona jest walce Indian z Chiapas i nieprzypadkowo w powyższym klipie pojawiają się migawki z ostatniego wyścigu do „fotela orla”, jak w Meksyku określa się urząd prezydencki. Chávez nie oszczędza nikogo kto kłamie, mydli oczy i próbuje grać na ludzkich nieszczęściach. Nawet jeśli jest to „wybierany co sześć lat władca absolutny”, nietykalny, nieomylny, święty prezydent…

Prześlij dalej:

About Marcin Wisniewski

Dziennikarz i politolog. Przez kilka lat pracował dla lokalnych mediów, ale tęsknota do światów wyczytanych w książkach zmusiła go do emigracji. Od kilku lat zasila szeregi brytyjskiej klasy robotniczej, a każdą wolną chwilę spędza tam, gdzie go jeszcze nie było. Odwiedził, między innymi, Argentynę, Urugwaj i Kubę. Serce zostawił jednak w Meksyku i tam, kiedyś, ma zamiar zapuscic korzenie.

W sieci:

Inne teksty na tierralatina.pl Strona internetowa

Jedna reakcja na "W duszy dźwigam smutek…"

  1. Pingback: Chavela Vargas nie żyje | tierralatina.pl

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.