15. lutego Wenezuelczycy ponownie udadzą się do urn. Ponownie będą głosować nad zmianą Konstytucji. Aktualna wenezuelska ustawa zasadnicza, przyjęta w 2000 roku i napisana już wówczas zgodnie z sugestiami prezydenta Cháveza, już prezydentowi nie pasuje. Bo zakłada, że może on pełnić swą funkcję przez maksymalnie dwie następujące po sobie kadencje. A to oznacza to, że Hugo Chávez nie może wystartować w zaplanowanych na 2012 rok kolejnych wyborach prezydenckich. Że wtedy wybrany zostanie ktoś inny…
No ale przecież powszechnie wiadomo, że Hugo Chávez jest jedyny, niepowtarzalny i niezastąpiony. Tylko on może zagwarantować ciągłość Boliwariańskiej Rewolucji. Rewolucji która ma sprawić, że Wenezuela stanie się krajem najszczęśliwszych ludzi na świecie. Kiedy? To akurat trudno powiedzieć. Jeszcze kilka lat temu wenezuelski prezydent twierdził, że wymarzony kraj uda mu się skonstruować do 2021 roku. Teraz zaczął przebąkiwać, że nie miałby nic przeciw sprawowaniu władzy do 2049 roku. Miałby wtedy blisko 95 lat…
No ale wcześniej trzeba zmienić tą nieszczęsną Konstytucję. Żeby nikt na świecie nie ośmielił się powiedzieć, że Chávez nie jest demokratą. Nie szkodzi, że w grudniu 2007 roku Wenezuelczycy już raz głosowali nad pakietem reform zezwalającym na nieograniczoną liczbę kadencji. I pakiet ten odrzucili. Nie ważne. Naród mógł przecież zmądrzeć od tamtego czasu! Poza tym, w 2007 roku, Chávez nie potrafił jeszcze, tak jasno jak dzisiaj, powiedzieć jaka jest stawka takiego głosowania.
Teraz mówi bez ogródek że wybór jest jasny – Socjalizm albo Śmierć. Że jeśli on nie będzie mógł rządzić Wenzeuelą, to po wyborach w 2012 roku to „kraj pogrąży się w wojnie”. „Ja jestem jedynym gwarantem pokoju” – przekonuje.
W chavezowskiej Wenezueli nie ma już miejsca dla wrogów rewolucji. „Nie wsadzimy ich do więzienia, my ich zmieciemy z powierzchni” – enigmatycznie zapowiedział. Aby zyskać uznanie wodza narodu nie wystarcza już samo niekrytykowanie reżimu. Ba, nawet jego zwykłe popieranie to zbyt mało. Teraz Hugo Cháveza trzeba po prostu kochać. Mówi o tym jasno dekalog przygotowany przez Zjednoczoną Partię Socjalistyczną Wenezueli (PSUV) i rozdawany w ostatnich dniach na stacjach metra w Caracas. 10 przykazań które należy sobie przyswoić przed zbliżającym się referendum. I które sprawią, że „każdy rozsądny Wenezuelczyk poprze projekt zmiany konstytucji”:
W tym dekalogu brakuje mi tylko jednego. Słowa Amen na końcu. I może jeszcze zapewnienia, że Hugo Chávez będzie żył wiecznie…
To też może Cię zainteresować:
Pingback/trackback: Wenezuela już nie boliwariańska? | tierralatina.pl
Pingback/trackback: Hugo Chavez popularny? | tierralatina.pl
Polak z Bogoty
30/03/2010 o 08:58
Przerażające i smutne zarazem, że aż tak można ludziom wodę z mózgu zrobić. Reżim Chaveza zrobił z Wenezuelczyków idiotów. Bo naprawdę trzeba być idiotą aby takie odezwy brać na serio. Bez względu na to jaka ideologia, prawicowa czy lewicowa, sie za nią kryje.
Polones
30/03/2010 o 13:35
Ale bełkot…