O tym jak grać na dachach Ameryki Łacińskiej


Co jakiś czas latynoamerykańskie drużyny klubowe i reprezentacyjne stają przed poważnym wyzwaniem: grą na stadionach położonych na ogromnych wysokościach. Nie raz słyszeliśmy jak faworyci z kretesem przegrywali nie tylko w La Paz i Quito, ale także w Bogocie czy Cuzco. W ostatnich dniach przed tym wyjątkowo trudnym zadaniem stanęła paragwajska ekipa Club Nacional z Asunción, a za kilka dni zmierzy się z nim brazylijski Palmeiras São Paulo.

Od lat obowiązują dwie szkoły radzenia sobie z tą sytuacją: albo piłkarze z nizin przylatują do wysokogórskiej miejscowości tuż przed rozpoczęciem spotkania albo sporo dni wcześniej, by przejść stosowną aklimatyzację.

Historia latynoskiego futbolu zna mnóstwo przypadków zastosowania się do którejś z powyższych metod.

Najsłyniejszym przypadkiem drugiego typu jest argentyńska La Selección Fantasma (używa się także nazwy Equipo de las fantasmas) z 1973 roku. Gdy albicelestes w eliminacjach do Mundialu trafili na Boliwijczyków ich trener Enrique Omar Sivori postanowił stworzyć specjalną reprezentację, której zadaniem miało być wyłącznie rozegranie spotkania w La Paz. Sprawa była o tyle poważna, że właśnie porażka 1:3 z Boliwią w poprzednich eliminacjach, nie pozwoliła zagrać Argentyńczykom na boiskach meksykańskich w 1970 roku.

Na początku sierpnia, czyli prawie na dwa miesiące przed terminem meczu, złożona w przeważającej mierze z piłkarzy reprezentacji młodzieżowej, ekipa pod wodzą trenera Miguela Ignomiriello udała się do Boliwii. W jej skład wchodzili tacy zawodnicy jak Rubén Glaría, Marcelo Trobbiani, Rubén Galván, Aldo Poy, Oscar Fornari, Ricardo Bochini i Mario Kempes. W tym czasie planowano rozegranie dwóch spotkań na wysokości powyżej 3000 metrów n. p. m. i spokojną aklimatyzację. Niestety, o reprezentacji zagubionej gdzieś w Andach zupełnie zapomnieli działacze AFA!

Jak relacjonuje w swej biografii debiutujący wówczas w drużynie narodowej Kempes, ekipie nie przekazano żadnych pieniędzy, wobec czego konieczne było rozegranie serii spotkań z miejscowymi zespołami, w zamian za skromne honorarium. Jedzenie kupowano w lokalnych sklepach, a posiłki przygotowywali co bardziej uzdolnieni kulinarnie koledzy…

Tuż przed meczem eliminacyjnym, do dosłownie głodnych sukcesu gołowąsów dołączyli wyjadacze Daniel Carnevali, Ruben Ayala i Rodolfo Telch. Znakomicie przygotowani Argentyńczycy spokojnie kontrolowali spotkanie, a jedyną bramkę zdobył strzałem „szczupakiem” Fornari po dośrodkowaniu Ayali. W ten sposób zapomniana „drużyna duchów” spełniła swoje zadanie, a Argentyny od tej pory nigdy nie zabrakło na żadnym Mundialu.

Drużyn stosujących formułę przyjechać-zagrać-wyjechać było sporo, ale może warto wspomnieć o którejś z ekip brazylijskich, gdyż gra na wyżynach idzie im wyjątkowo opornie. Gdy cztery lata temu São Paulo zremisowało 3:3 z The Strongest w La Paz, prasa brazylijska oszalała z zachwytu. Dlaczego? Otóż w drugiej połowie paulistas przegrywali już 1:3. Zwykle w tej fazie meczu piłkarze z nizin są u kresu sił i nie ma mowy o odrabianiu strat. Co najwyżej, jeśli wynik jest korzystny, następuje paniczne ryglowanie dostępu do własnej bramki. Tymczasem trener gości Emerson Leão zastosował wariant zupełnie nieortodoksyjny. Pozostawił na boisku tylko dwóch obrońców i nakazał drużynie ruszyć do frontalnego natarcia. W efekcie najpierw rozmiary strat zmniejszył Luizão, a na dwie minuty przed końcem meczu wyrównującego gola strzelił Grafite

Wróćmy jednak do drużyn wspomnianych na wstępie.

W ubiegły wtorek Club Nacional zmierzył się z ekwadorskim El Nacional de Quito na położonym na wysokości 2800 m. n. p. n. stadionie Olimpico Atahualpa. Do położonej u stóp wulkanu Pichincha metropolii goście przybyli na trzy godziny przed rozpoczęciem meczu. W pierwszej połowie spotkanie toczyło się przy przewadze gospodarzy. Wszystko wskazywało na to, że po wznowieniu gry w końcu weźmie górę klimat i losy spotkania potoczą się po myśli Ekwadorczyków. Tymczasem piłkarze Academii wprawili w zdumienie całą Amerykę. Aż pięciokrotnie pokonali Cristiana Morę, a w okolice własnej bramki dopuścili gospodarzy dopiero pod koniec meczu, gdy wszystko było już jasne. Tym samym zatriumfowała pierwsza ze szkół.

Na efekty zastosowania drugiej metody trzeba będzie poczekać jeszcze kilka dni, jednak już teraz wiadomo, że w obliczu rewanżowej potyczki z boliwijskim Realem Potosí wybrał ją trener Palmeiras Wanderlei Luxemburgo. Podczas gdy jutro rezerwowy skład spotka się w Paulistão z Ponte Preta (z pierwszej jedenastki zagra tylko para stoperów DaniloMauricio Ramos), dziewięciu podstawowych graczy pod opieką drugiego trenera Juniora Lopesa jest już w Andach. Wśród aklimatyzujących się przed środowym meczem są m. in. obrońcy Edmilson i Pablo Armero, pomocnik Cleiton Xavier oraz napastnik Keirrison. Dzisiejszego wieczoru, w godzinie meczu, odbyli pierwszy trening na stadionie Universitario de Sucre (2800 m. n. p. m.). Podobne zajęcia przewidziane są także na kolejne dni. Warto pamiętać, że Estadio Victor Augustin Ugarte, na którym swoje mecze rozgrywa Real położony jest na oszałamiającej wysokości 4 000 m. n. p. m.!

Ktoś powie, że Luxemburgo przesadza ze środkami ostrożności, w końcu w pierwszym meczu Brazylijczycy zmiażdżyli Real 5:1. Jednak trener Verdão to zbyt doświadczony szkoleniowiec, by cokolwiek pozostawić przypadkowi. Z pewnością świetnie pamięta, że całkiem niedawno z bagażem pięciu straconych goli wróciło z Potosí Cruzeiro. A niezakwalifikowanie się Palmeiras do fazy grupowej Copa Libertadores byłoby przecież katastrofą… 

Już niedługo przekonamy się, czy Luxa postawił na właściwą opcję.

PS. Swego czasu znakomity tekst poświęcił tej sprawie Tomasz Wołek. Rzecz ukazała się w Piłce Nożej Plus pod tytułem „Na dachach Ameryki”. Niestety, nie mogę podać dokładnych danych bibliograficznych, bo nie zrobiłem na wyrwanej z czasopisma stronie stosownej notatki…

Prześlij dalej:

About Sergiusz Bober

Uważnie przygląda się Ameryce Łacińskiej przez futbolowe okulary. Autor Futbolin – bloga znanego chyba każdemu polskiemu miłośnikowi latynoskiej piłki nożnej. Kibic argentyńskiego Boca Juniors i brazylijskiego FC São Paulo.

W sieci:

Inne teksty na tierralatina.pl Strona internetowa

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.