Koniec z nartami w Boliwii!


Niestety, stało się. Wszyscy się tego spodziewali, ale mało kto przypuszczał, że wydarzy się to tak szybko…

Dokładnie trzy lata temu pisaliśmy o Chacaltaya – położonej najwyżej na świecie i najstarszej w Ameryce Łacińskiej trasie narciarskiej, na której amatorów tego sportu wyciągał w górę najszybszy i najdłużej na naszym globie funkcjonujący wyciąg orczykowy.

Boliwijczycy bili wówczas na alarm – globalne ocieplenie drastycznie dawało się we znaki na tym położonym wprawdzie na ponad 5000 m n.p.m., ale niewielkim lodowcu. Kurczył się on coraz szybciej i glacjolodzy ostrzegali, że w ciągu 5-6 lat może zmniejszyć się do rozmiarów nie pozwalających na żadne białe szaleństwo.

Miłośnicy nart z Club Andino Boliviano, właściciela wyciągu i pobliskiego schroniska, nie dawali jednak za przegraną. Zwozili na Chacaltaya śnieg z okolic, planowali nawet zainstalowanie sztucznego naśnieżania. Ich wysiłki okazały się jednak płonne. Przegrali z kilimatycznymi zmianami. I to szybciej niż przepowiadali najbardziej pesymistyczni naukowcy. Trasa i wyciąg nie doczekały swych, zaplanowanych na ten rok, 70-tych urodzin…

W tym, kończącym się właśnie na południowej półkuli letnim sezonie, nie udało się zorganizować ani jednego narciarskiego dnia. Zabytkowy, samochodowy silnik napędzający wyciąg ani razu nie zawarczał. Po raz pierwszy od 1939 roku po prostu nie było na czym jeździć. Stok straszył szarością kamieni. Patrząc na nieliczne, topniejące placki śniegu i lodu trudno sobie było wyobrazić, że jeszcze w ubiegłej dekadzie przyjeżdżali tu czasem z Europy na wysokościowe treningi czołowi, startujący w Pucharze Świata, narciarze alpejscy.

José Luis Gutiérrez, boliwijski członek regionalnej grupy naukowców zajmujących się topnieniem andyjskich lodowców, obawia się, że proces ich znikania jest nieodwracalny. I ostrzega, że konsekwencje tego procesu będą dramatyczne. Bo nie chodzi tu oczywiście tylko o to, że boliwijscy narciarze nie mają na czym jeździć. Chacaltaya to tylko symbol.

W podobnym tempie znikają też lodowce mające znaczenie wręcz strategiczne. Bo np. stanowiące rezerwy wody pitnej wielkich latynoamerykańskich metropolii, albo dające życie rzekom na których opiera się produkcja rolnicza całych regionów.

W Boliwii martwi obecnie najbardziej coraz szybsze kurczenie się lodowców położonych, tak jak Chacaltaya, we wznoszącej się wokół La Paz tzw. Cordiliera Real. A zwłaszcza białe czapy na sześciotysięcznych szczytach Huayna Potosi i Illimani. „Gdyby dzisiaj one zniknęły, co najmniej dwa miliony osób znalazłyby się bez wody i energii elektrycznej” – podkreśla Gutiérrez.

Póki co, naukowcy dają im jeszcze ok. 20 lat istnienia. Ale jak widać na przykładzie Chatalcaya precyzyjnie przewidzieć tempo topnienia lodowca jest szalenie trudno.

Prześlij dalej:

Jedna reakcja na "Koniec z nartami w Boliwii!"

  1. Pingback: Meksyk bez lodowców? | tierralatina.pl

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.