Międzynarodowy Dzień Ludowego Prawa do Zbrojnej Rebelii
Galeria zdjęć, Polityka, Wenezuela czwartek, 26 Marzec 2009Człowiek się uczy całe życie. Ja na przykład dowiedziałem się dzisiaj, że 26 marca to… Międzynarodowy Dzień Ludowego Prawa do Zbrojnej Rebelii.
Nie, to nie jest żart. Święto to było dzisiaj w Caracas oficjalnie obchodzone. Był wiec na historycznym Placu Boliwara w samym centrum, był przemarsz głównymi ulicami, był hołd pod pomnikiem Manuela Marulandy, założyciela i wieloletniego dowódcy kolumbijskiej, lewicowej partyzantki FARC. A wszystko poprzedzone szeregiem wykładów i prelekcji m.in. na państwowym Uniwersytecie Boliwariańskim, chávezowskiej kuźni rewolucyjnych kadr.
Dowiedziałem się też dzisiaj, że Międzynarodowy Dzień Ludowego Prawa do Zbrojnej Rebelii to święto zupełnie nowe, obchodzone w tym roku po raz pierwszy. I – jak to podkreślano w niemal każdym okolicznościowym przemówieniu – stworzono je aby uhonorować pamięć „największego humanisty w dziajach ludzkości”, czyli wspomnianego już Manuela „Tirofijo” Marulandy. Który zmarł, prawdopodobnie na atak serca, właśnie 26 marca ubiegłego roku. Miał 78 lat.
Przydomek „Tirofijo” czyli „Celny strzał” nosił ponoć nie bez powodu.
Nie zrozumiałem wprawdzie, na czym polegał ten wyjątkowy humanizm Pedro Antonio Marína (bo takie było prawdziwe imie i nazwisko Marulandy), ale zauważyłem, że przez wielu jest on naprawdę wielbiony.
Oczywiście lepiej było dzisiaj nie wspominać o tym, że utworzone przez Manuela Marulandę marksistowsko-leninowskie Kolumbijskie Rewolucyjne Siły Zbrojne – Armia Ludowa (FARC-EP), są oficjalnie uznawane przez ponad 30 państw, w tym Polskę, za organizację terrorystyczną.
Ani przypominać, że od produkowanych i stosowanych przez FARC min przeciwpiechotnych ginie więcej dzieci i zwykłych rolników, niż żołnierzy czy członków prawicowych oddziałów paramilitarnych.
Z tego typu wiedzą się nie ujawniałem. Tym bardziej, że usilnie starano mi się wytłumaczyć, iż zabijanie w imię idei jest rzeczą jak najbardziej usprawiedliwioną, oczywiście jeśli te idee są słuszne. Przypomniał mi się od razu mój nauczyciel od przysposobienia obronnego, który w liceum tłumaczył, że wojny dzielą się na sprawiedliwe i niesprawiedliwe. A te sprawiedliwe są w obronie socjalizmu…
Podczas marszu okazywano mi palcem byłych guerilleros, mówiąc z nieskrywanym podziwem, a może i nawet z zazdrością w głosie, że „oni już zabijali”. „Mój dziadek też zabijał, w II wojnie światowej” – odparowałem. Od razu stali się bardziej ufni.
Niektórzy młodzi uczestnicy wiecu zapewniali mnie, że są gotowi umrzeć dla idei. Bo ciało tak, czy inaczej zgnije, a idde pozostaną… Zupełnie ta argumentacja do mnie nie trafia – ale zachowałem to dla siebie.
Oni chyba naprawdę wierzą, że komunizm już wkrótce zwycięży, imperialistyczne Stany Zjednoczone zostaną pokonane, albo same zgniją w swym bagnie społecznej niesprawiedliwości, a w tym nowym świecie, o który tak walczą, wszyscy będą braćmi. I wszystkim będzie dobrze…
Ale póki co trzeba jeszcze walczyć. I pamiętać o bohaterach, którzy dla sprawy już swe życie oddali…
Dowiedziałem się też dzisiaj, że kolumbijscy rebelianci produkują nie tylko kokainę. W zaimprowizowanym rewolucyjnym sklepiku można było m.in. nabyć cygara, rum i kawę pochodzącą „prosto z kolumbijskich gór”. I charakteryzujące się „powstańczym smakiem”.
Rum jest organiczny, czyli bez żadnych chemicznych dodatków. I przez 4 lata leżakuje w podziemnych tunelach jakie FARCowcy wydrążyli w kontrolowanych przez siebie górskich masywach.
Spróbowałem. Jest naprawdę dobry. Tylko on mnie dzisiaj przekonał…
To też może Cię zainteresować:
- Correa brał pieniądze od FARC?
- Ingrid Betancourt – rachunek zamiast odszkodowania?
- Niewinność wśród koki nagrodzona
- Strażnicy Cháveza
- Tryumf Santosa, klęska… sondaży




































