Jak nie zostałem dealerem narkotyków

Kontrola policyjna w Caracas. Czyli czego można się spodziewać po policjantach w Wenezueli?


No i z nowu z bliska poczułem oddech boliwariańskiej rewolucji, na własnej skórze przekonałem się o „moralności i światłości” państwowego aparatu Hugo Cháveza. Choć tym razem to nie był już w sumie oddech. Boliwariańska rewolucja wbiła mi dzisiaj w kark swe ostre zęby i zassała trochę krwi. Takiej zielonej, imperialistycznej…

Niemal od razu wiedziałem, że się to skończy dzisiaj jakąś „przygodą… Złe przeczucia pojawiły się, gdy tylko zobaczyłem, że powoli mijający mnie policyjny motor – charakterystyczna niebieska yamacha, bez tablicy rejestracyjnej. Bo choć to w Wenezueli już od ponad dwóch lat teoretycznie surowo zabronione, wciąż – zwłaszcza w Caracas – regularnie się widuje policyjne motocykle bez żadnych charakterystcznych numerów.

Na dwukołowcu, jak to często bywa, jechało dwóch mundurowach. Ten siedzący z tyłu dość nonszalancko opierający, trzymaną lufą do góry, długą broń na swym udzie, wyraźnie się obejrzał, po czym zaczął gadać z kierowcą. Ja też od razu odruchowo zerknąłem za siebie – zmoczona poranna ulewą uliczka, choć znajdująca się w samym centrum miasta, była zupełnie pusta. Typowy, leniwy, niedzielny poranek…

Policjalnci przejechali jeszcze jakieś może 60 metrów, po czym – utwierdzając mnie w mych złych przeczuciach – powoli zawrócili. Po chwili byli tuż kolo mnie. Cudzoziemiec? – zapytał się kierowca. Potwierdziłem skinieniem głowy. Mówisz po hiszpańsku? Mówię – odpowiedziałem. No to dokumenciki porosimy – zapowiedział, schodząc ze swego pojazdu.

No to się zaraz zacznie – pomyślałem. Nawet nie ze strachem, raczej z taką przekorną ciekawością się zastanawiałem: Ciekawe do czego będą próbowali się tym razem doczepić?

Policja w Wenezueli kontrolowała mnie już bowiem wiele razy i – szczególnie ta w Caracas – niemal zawsze próbowała wyciągnąć jakieś, zupełnie się im nie należące pieniądze. A to za brak karty granicznej (której na większości przejść granicznych wcale się nie otrzymuje), a to za niewyraźną pieczątke w paszporcie (jakby to była moja wina), czy nawet za brak szczepienia na żółtą febrę (które wcale w Wenezueli nie jest obowiązkowe). Nigdy dotąd się jednak nie dałem oskubać i zazwyczaj tekst w stylu „zapłacę, ale wpierw zadzwonię do mojego konsulatu”, szybko kończył kontrolę i anulował wszelkie roszczenia.

Dzisiejsi policjanci nie byli bynajmniej gburowaci. Ten który ze mną rozmawiał był wręcz sympatyczny i uśmiechnięty. Obaj w okularach przeciwsłonecznych Oakley, pewnie podróbkach. Żaden nie mał kasku. Ten z długą lufą chyba się naoglądał Rambo, bo na głowie miał bandanę zawiązaną w identyczny sposób, w jaki w swych filmach robił to Sylvester Stallone. Z jakiego kraju jesteś? – zapytał się kierowca, gdy podałem mu paszport. Z PolskiPolska to w Europie, prawda? – upewnił się. Potwierdziłem, co miałem zrobić.

Dalej był standard. Gdy nie wypatrzył w paszporcie niczego, do czego mógłby mieć pretensje, kazał wypróżnic wszystkie kieszenie. Wiele w nich nie miałem. Scyzoryk, kartę pamięci do aparatu, kilka monet, portfel. To wszystko? -Tak, to wszystko.- A co w torbie na ramieniu? -Apatat i dzisiejsza gazeta.- Wyjmij. Grzecznie wszystko wyłożyłem na murku.

Sprawdź mu portfel. – po raz pierwszy odezwał się ten z długą bronią, stojący bardziej z tyłu, blisko motocykla, którego silnik nadal pracował. Sympatyczny wziął mój portfel i zaczął egzaminować jego zawartość. No popatrz, popatrz! Co my tu mamy! Dolary! – zakomunikował, chyba bardziej swemu kompanowi, niż mnie, bo ja przecież wiem co mam w portfelu.

I w tym momencie wydarzyło się coś, co mnie naprawdę zaskoczyło. I to mimo, że dobrze wiem iż rewolucyjna Wenezuela do cna przeżarta jest przez korupcję, a policja to wyjątkowo zdemoralizowany i rozzuchwalony jej organ. Otóż policjant pewnym gestem i nie tracąc uśmiechu na twarzy wyjął z mojego portfela wszystkie dolary i wsadził je sobie do kieszeni. Po czym oddał portfel i zakomunikował, że moge zabrać swoje rzeczy i iść.

No zatkało mnie. Przez kilka chwil nie mogłem wydusić ani słowa, co – takie odniosłem wrażenie – policjantów najzwyczajniej w świecie rozbawiło. W końcu jednak przemówiłem jakimś idiotycznym tekstem w stylu: Ale tak się nie robi, wy po prostu mnie okradacie… Po czym dodałem, że złożę skargę.

Zupełnie to na moich mundurowych złodziejach nie zrobiło wrażenia. Ciesz się, że ci aparatu nie bierzemy – zakomunikował ten stojący tuż obok mnie. A ten z tyłu, wyraźnie uhahany, wyjął z kieszeni plastikową saszetkę z białym proszkiem i pokazując mi ją pocieszył: no i podziękuj nam, że na przykład tego u ciebie nie znaleźliśmy…

To już średnio było śmieszne. Przynajmniej dla mnie. Nie wiem, czy w plastiku była mąka, czy cukier puder, czy też rzeczywiście to, na co miało wygłądać. Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Bo nagle zdałem sobie sprawę jak człowiek jest absolutnie bezbronny wobec tak zdemoralizowanego aparatu policyjnego. Przecież rzeczywiście mogliby mnie w tej chwili aresztować, dołożyć do moich rzeczy saszetkę z białym proszkiem i – jeśli rzeczywiście była w nim kokaina – miałbym niemal pewne, kilkuletnie wakacje na koszt rządu pana Cháveza… Niestety w ośrodku wczasowym o dość paskudym standardzie. I do tego bardzo przeludnionym.

Na moje szczęście funkcjonariusze zadowolili się dolarami, było ich ok. 150., i zanim, trzęsącymi się już rękoma, pozbierałem swoje rzeczy z murku, motor z rykiem odjechał. Któryś z nich na odjezdne zdążył pożyczyć mi jeszcze miłej niedzieli…

I co mam teraz zrobić? Zgłosić? Tylko po co? Z doświadczeń znajomych, którzy już stali się ofiarami wenezuelskich policjantów-złodziei, wiem że to kiludniowa procedura. I która w dodatku przewiduje odwiedziny na komisariacie, na rewirze którego doszło do zdarzenia i wertowanie kartotek ze zdjęciami mundurowach.

I co? Mam potem w twarz powiedzieć takiemu: to ty mnie okradłeś? On pewnie powie, że mnie pierwszy raz na oczy widzi i na tym sie skończy. W najlepszym razie.

Nie wiem nawet jak ci policjanci się nazywali. Bo choć na każdym policyjnym mundurze wyszyte jest nazwisko jego właściciela, ja go dzisiaj dojrzeć nie mogłem. Bo obaj, jak ostatnio wielu stołecznych funkcjonariuszy, na mundur mieli nałożone jaskrawo-zółte kamizeliki z napisem „Caracas Segura” na plecach i logo Ministerstwa Władzy Ludowej ds. Spraw Wewnętrznych i Sprawiedliwości na piersi.

To „Bezpieczne Caracas” to specjalny rządowy plan poprawy bezpieczeństwa w stolicy. Przekonałem się dzisiaj jak bardzo skuteczny…

Prześlij dalej:

About Tomasz Surdel

Dziennikarz i fotograf. Pracuje, bądź pracował dla tak różnych mediów jak Gazeta Wyborcza, TVP, TVN24, Canal+, RMF FM, EFE, Associated Press, Universal, Le Temps, Le Matin, GPD, snowBoard, PR Week. Teoretycznie mieszka w Buenos Aires, ale dość trudno go tam zastać. Prowadzi bloga Sur del Sur.

W sieci:

Na Twitterze Na Google+ Inne teksty na tierralatina.pl Strona internetowa

68 reakcji na "Jak nie zostałem dealerem narkotyków"

  1. deratyzator  04/05/2009 o 07:24

    A moze to przebierancy jacys byli?

    Odpowiedz
    • Tomek Surdel  04/05/2009 o 07:41

      Szczerze mówiąc, nie slyszalem jeszcze o falszywych policjantach w Wenezueli. To nie Boliwia, gdzie takowi się dość często zdarzają. Zreszta ci mieli wszystkie atrybuty policji: od mundurow, przez uzbrojenie, trzeszczaca krotkofalowke, po charakterystyczny motor. Na takich niebieskich yamahach z logiem policji jezdza tylko oni. Wiec nie mam najmnieszych podstaw aby twierdzic, ze nie byli to prawdziwi policjanci. Zreszta fakt, ze stalo sie to w bialy dzien w samym centrum stolicy tez swiadczy swoje.

      Odpowiedz
  2. oio  04/05/2009 o 09:42

    Noz w kieszeni sie otwiera. No ale przeciez wszyscy wiemy, ze to jedynie jednostki, zapewne agenci CIA, ktorzy chca w ten sposob zdyskredytowac osiagniecia rewolucji!

    Odpowiedz
  3. dulcynea_best  04/05/2009 o 11:52

    coz w takiej sytuacji nalezy sie cieszyc, ze tylko na kradzierzy sie skonczylo, a w przyszlosci nie nosic duzej kasy w portfel.
    pozdrawiam

    Odpowiedz
  4. Garnek z Neolitu  04/05/2009 o 15:22

    Raz po raz w brytyjskich newsach pokazuja takie przypadki (zazwyczaj policjant kontrolujacy Czarnego obywatela wysp naduzywa swojej wladzy). Sposobem na takich gliniarzy jest to nagranie sytuacji na komorke (czy ipoda) (czasem wszystko obseruja tez kamery CCTV ale watpie zeby je w Caracas mieli).
    Trza ich nagrywac bo inaczej to twoje slowo przeci ichniemu.

    Odpowiedz
  5. caraquena  04/05/2009 o 17:54

    Oni tu wszyscy kradna. Jeszcze do niedawna liczyc mozna bylo na wojskowa Gwardie Narodowa, ktora miala wyzszy poziom moralnosci. Ale to tez sie skonczylo. Tez juz kradna zupelnie sie tego nie wstydzac i nie bojac konsekwencji. Bo wiedza, ze ich przelozeni tez kradna.
    Mojemu synowi GN ukradla ostatnio z samochodu telefon komorkowy i ipoda. Zatrzymali do kontroli, poprosili o wyjscie z samochodu, ze niby narkotykow szukaja. Gdy wsiadl od razu zauwazyl czego brakuje. Na nic sie nie daly protesty, straszenie, prosby. To oni powiedzieli, zeby spadal bo bedzie mial klopoty. To samo uczucie totalnej bezsilnosci.
    A naszym sasiadom, ktorym wlamali sie do mieszkania zginelo 2000 dolarow, ktorych nie znalezli wlamywacze. Zginely podczas zdejmowania sladow przez technikow policyjnych. Oficer ktory ich nadzorowal tylko sie rozesmial i zalecil sasiadom, aby nie robili afery dla tak marnych groszy.
    I tak moglabym ciagnac ta liste, bo niemal kazde bezposrednie spotkanie ze służbami Cháveza kończy się w podobny sposób. Dodam jedynie, że do kondominium w którym mieszkam wprowadził się niedawno młody oficer średniego szczebla PM. Kupil mieszkanie za prawie pol miliona dolarow, jezdzi Hummerem, a niepracujaca zona nowym Jeepem. Dwojka dzieci chodzi do najlepszej prywatnej szkoly w dzielnicy. A jego oficjalna pensja nie przekracza 500 dolarow po obecnym czarnorynkowym kursie. Czy kogos to dziwi? Juz zupelnie nie. Po prostu: czerwona burżuazja.

    Odpowiedz
  6. lachmani  04/05/2009 o 18:28

    Uważaj, bo jeszcze przeczyta to jakiś agent Chaveza w Polsce, namierzą Cię, znajdą i wtedy już na pewno zostaniesz dealerem. Oczywiście można teraz być mądrym po szkodzie, ale kto nosi przy sobie 150 dolków po Caracas?!
    Myślę, że skarga nic nie da, możesz najwyżej mieć więcej kłopotów, ale np. oficjalna informacja do polskiej ambasady? Oficjalna w sensie na piśmie i z potwierdzeniem odbioru. W pojedynczej sprawie nie kiwną palcem, ale jeśli byłoby ich więcej w stosunku do Polaków, to kto wie…

    Odpowiedz
  7. caraquena  05/05/2009 o 05:07

    Wlasnie sie dowiedzialam, ze w miniony weekend bylo wlamanie do polskiej ambasady w Caracas. W sumie normalka jak na to miasto.

    Odpowiedz
  8. chaobella  05/05/2009 o 11:12

    Pozostaje sie cieszyc z milosierdzia panow policjantow… To ja juz chyba wole znany, poczciwy miejscowy aparacik wladzy.

    Odpowiedz
  9. Tomek Surdel  05/05/2009 o 15:53

    @dulcynea, lachmani: Nioslem tyle pieniedzy, bo mialem je po poludniu wymienic na boliwary. A to trudno zrobic bezgotowkowo… 🙂

    @caraquena: Tak, tez slyszalem o wlamie do polskiej ambasady. Jak rowniez o niedawnym napadzie na francuskiego ambasadora.

    @garnek z neolitu: Podstawowa roznica miedzy Wyspami a Wenezuela polega na tym, ze tu media o tym juz nie pisza. Stalo sie to tak zgeneralizowane, ze ludzie przyjmuja to z rezygnacja, jak jakies fatum. Nikt z moich wenezuelskich znajomych jakos sie specjalnie nie zdziwil ta moja przygoda. Wiekszosc kwitowala to stwierdzeniem w stylu „Ciebie tez? To witaj w klubie!”

    Odpowiedz
  10. konsultant  05/05/2009 o 19:37

    Mieszkam w Wenezueli od kilku miesiecy, pracujac dla jednej z tutejszycz duzych panstwowych firm jako konsultant. I Twoja przygoda zupelnie mnie nie dziwi. Ten kraj jest jednym wielkim korupcyjnym ukladem.
    Wczesniej pracowalem w Nigerii i wydawalo mi sie wowczas, ze w temacie degenarcji aparatu panstwowego i urzednikow wszystko juz zobaczylem. Mimo to Wenezuela mnie poczatkowo zaskoczyla. Tutaj kradna wszyscy. Im wyzej w hierarchii tym kradnie sie wiecej. I poki glosno popiera sie wladze ma sie gwarancje bezkarnosci.
    Firma w ktorej pracuje dziala w branzy naftowej wiec pieniedzy jest naprawde duzo. Powstaja zupelnie nowe „czerwone” fortuny. Najbardziej szokujace jest to, ze nikt sie z tym specjalnie nie kryje. Mam kolegow, szefow, ktorzy choc oficjalnie zarabiaja kilka tysiecy dolarow, wioda otwarcie tryb zycia taki jakby zarabiali kilkadziesiat tysiecy. Domy o powierzchni 800 metrow kw., kilka samochodow, zakupy w Miami, Panamie czy na Arubie raz w miesiacu. Dzieci w prywatnych szkolach w Europie i pelne poparcie dla Chaveza. Bo sa jak paczki w masle.
    I gdy sie z nimi rozmawia nie widza w tym nic zlego. Trzeba korzystac z okazji, tlumacza. I korzystaja. Biora pelnymi garsciami.

    Odpowiedz
  11. jah  06/05/2009 o 17:33

    ufff. mocna historia. Ale czy czasem mogła sie też nie wydarzyć pod każdą szerokością geograficzną?

    Odpowiedz
    • Tomek Surdel  07/05/2009 o 01:08

      Oczywiscie, ze nie mam zludzen i zdaje sobie sprawe, ze nieuczciwi policjanci, policjanci skorumpowani, policjanci zlodzieje, czy nawet policjanci mordercy zdarzaja sie na calym swiecie.

      Problem w tym, ze mnie osobiscie – choc ze sluzbami mundurowymi mialem do czynienia w roznych zakatkach globu, i choc te spotkania nie zawsze byly sympatyczne, ednak nigdy jeszcze policja nie okradla.

      Co wiecej, wiem ze to nie byl jakis wyjatkowy przypadek. Zalinkowalem w tekscie do historii Łosi ktorym policja w Caracas ukradla aparat, znam osobiscie co najmniej kilkanascie innych osob, ktore takze zostaly okradzione tutaj przez mundurowych. I sam, wczesniej, takze juz kilka razy mialem tu do czynienia z bardziej subtelnymi formami probowania zabrania mi jakiejs sumy pieniedzy…

      Dodam tez, ze nigdy nie slyszalem, z pierwszej reki, opowiesci zadnego turysty ktory zostalby w Ameryce Poludniowej okradziony przez policje, wojsko, czy jakies inne panstwowe sluzby mundurowe, w innym kraju niz Wenezuela i Boliwia. Choc w Boliwii to ponoc najczesciej sa”przebierancy”. Mala to jednak roznica. Zwlaszcza z punktu widzenia okradzanego.

      Reasumujac – tak, gdzie indziej takze prawdopodobnie kradna. Ale w Wenezueli kradna szczegolnie.

      Odpowiedz
  12. ga_lapagos  06/05/2009 o 21:20

    Ech unikac policjantow, to chyba jedyne co pozostaje. Nie tylko w Caracas zreszta.
    pozdrowienia!

    Odpowiedz
  13. dulcynea_best  07/05/2009 o 14:36

    to może trzeba kase nosić w bucie albo bieliźnie?

    Odpowiedz
  14. Garnek z Neolitu  07/05/2009 o 16:03

    Tierra. Wychodzi na to ze trzeba sie stamtad zmywac.
    Tak na marginesie, jesli Cie to pocieszy, mialem podobna sytuacje w Polsce ze straza miejska. Zaczelo sie ze podobno moj pies narobil na trawnik (co bylo nie mozliwe bo jeszcze tam nie doszlismy), kiedy powiedzialem zeby mi dokladnie pokazali gdzie – straznik doczepil sie ze pies nie ma kagana a jak sie go spytalem co to jest co ma na pyslu, straznik powiedzial ze on tego nie uznaje za kaganiec ‚bo pies moze wystawic jezyk’. Poniwaz caly czas zaprzeczalem, doszly zarzuty smiecenia na ulicy i proby przekupstwa i ‚grozby werbalne’. Na moja prosbe wezwania policji straznik odmowil.

    Mandatu nie przyjalem a sprawa skonczyla sie w sadzie (umorzona).

    Moze inny kaliber sprawy i szczesliwe zakonczenie, ale takie mendy kreca sie niestety po calym swiecie.

    Odpowiedz
  15. letonic  08/05/2009 o 20:46

    …ludzie zazwyczaj opisują to co ich bulwersuje, pasjonuje, budzi podziw, zachwyt lub zgorszenie etc. lecz motto płynące z tych opisów zwykle nabiera charakteru zgodnie z zasadą – punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Z pewnością sytuacja która opisałeś może mieć miejsce w każdym, ale to w każdym państwie na Świecie – władza, kompetencje i przywileje wynikające z bycia funkcjonariuszem policji, milicji itp., zawsze tworzy wypaczenia i jest to nieuniknione w każdym systemie politycznym – dziwi fakt iż przebywając w Wenezueli już chyba długi okres czasu, zachowujesz się jak „amerykanin” – nie wiem czy akurat winna temu zajsciu jest boliwarianska rewolucja Hugo i smiem twierdzić iż takie zajście miało by z powodzeniem prawo bytu również przed 1998r. ale znając już pewne przesłanie treści Twojego bloga, na pewno się ze mną w tej kwestii nie zgodzisz. Wiesz może to zabrzmi dośc ironicznie, ale…gdyby ta „rewolucja” dotknęłą czynnego lub w pewnym stopniu zaangażowanego „rewolucjonistę” na pewno można by się pokusić o wyciągnięcie konsekwencji wobec tych „psów”, kierując się znaną i starą jak Świat dewizą działającą na całym Świecie – kto nie jest z Nami jest przeciw Nam. Pozdrawiam i zalecem więcej czujności.

    Odpowiedz
    • Tomek Surdel  08/05/2009 o 21:22

      Kilka razy przeczytalem Twoj komentarz i – szczerze mowiac – nie moge do konca zrozumiec jego przeslania. Ani tez tego co masz na mysli piszac ze zachowuje sie jak „amerykanin”?
      Niemniej zgadzam sie – to co zaszlo MOGLO sie wydarzyc w innym miejscu na swiecie, a takze w Wenezueli przez 1998 rokiem. Ale dziwnym trafem jakos zdarza sie przede wszystkim tutaj. Np. nigdy nie slyszalem o kims kto zostal okradziony przez policje (carabineros) w Chile. Znam natomiast Polaka, ktory trafil tam do aresztu za probe wreczenia funkcjonariuszowi lapowki…
      Poza tym, bez wzgledu na polityczne sympatie i antypatie, nie da sie ukryc ze boliwarianska rewolucja ma bardzo negatywny wplyw na bezpieczenstwo w tym kraju. Przypomne pewne liczby, jak najbardziej oficjalne:
      * 14800 liczba osób zamordowanych w ubiegłym roku w Wenezueli.
      * 4550 – liczba osob zamordowanych w 1998 roku
      Postep jest wiec bezdyskusyjny.

      Odpowiedz
  16. letonic  08/05/2009 o 22:07

    @tierralatina – pisząc iż zachowujesz się jak „amerykanin” nie mam na prawdę w sumie żadnych złych intencji, jedynie przkazanie pewnej dozy lekkomyślności o którą wcale, jako inteligentnego i dość światłego człowieka /w przeciwieństwie do przytoczonego tu powiedzmy sobie „statystycznego amerykanina/ Cię nie posądzam. Jeśli to stwierdzenie uznałeś za w pewnym stopniu obraźliwe to od razu przepraszam – jeśli chodzi o chilijkich carbineroe – nie wiem, nie byłem nigdy w Chile, ale to na prawdę nie jest duży kłopot by w googlach natrafić na np. Carabineros de Chile – Robo de Celular y Dinero…jak wspominałem, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i być może to dość trywialne określenie, ale moim skromnym zdaniem jest esencją pewnych wypowiedzi…innymi słowy, gdybyś mieszkał np. w Kielcach / przepraszam za dosć sugestywne porownanie/ w tedy ststystyki i cyferki oraz z pewnością większość opinii dotyczyło by własnie tego miejsca. Jeszcze raz pozdrawiam gorąco z równie gorącego dziś NJ…swoją drogą muszę nadmienić iż na Twój blog trafilem już pewien czas temu gdyż nosze się z zamiarem zamiany kontynentu i czy mimo pewnych sympatii lub asympatii politycznych można nawiązać z tobą inny kontakt. letonic@comcast.net

    Odpowiedz
    • Tomek Surdel  09/05/2009 o 02:51

      Nie, zupelnie nie uznaje okreslenia „amerykanin” jako obrazliwe. Tym bardziej, ze piszac z perspektywy latynoamerykanskiej staram sie nie uzywac tego slowa jako synonimu obywatela USA.
      Od strony formalnej Brazylijczycy, czy Wenezuelczycy sa przeciez takimi samymi Amerykanami jak obywatele USA. Zwlaszcza Brazylijczycy sa bardzo czuli na tym punkcie i swego czasu wiele razy obrywalem od mych tamtejszych znajomych wlasnie za mowienie „Amerykanin” w sensie „obywatel USA”. „A my kim w takim razie jestesmy?” – powtarzali. I w koncu nauczyli… 🙂
      Lekkomyslnosc. Wiele rzeczy jest w Wenezueli lekkomyslnoscia i chodzenie z wieksza gotowka, zwlaszcza zielona, na pewno do nich nalezy. Ale czasem nie mozna tego uniknac. Mysle tu o chociazby o backpackersach podrozujacych z miejsca na miejsce, czy – tak jak w moim przypadku – udawanie sie na spotkanie z cinkciarzem.
      Prawda jest taka, ze takie wynalazki jak czeki podroznicze, czy karty platnicze do niczego sie w tym kraju nie nadaja. Sluzby mundurowe doskonale o tym wiedza i sprytnie to wykorzystuja. Zdaja sobie sprawe, ze szansa na znalezienie pieniedzyu turysty jest wieksza, wiedza tez ze ofiara prawdopodobnie nie bedzie miala ochoty na toczenie bojow z boliwarianska biurokracja, aby zlozyc skarge. Stad to poczucie bezkarnosci. zreszta policjanci ktorzy sie mna zajeli w miniony weekend, spotkanie zaczeli wlasnie od pytania: „Cudzoziemiec?”

      Jeszcze a propos porownania z innymi krajami i skali zjawiska. Roznica jest taka, ze i w takim Chile znajda sie wsrod mundurowych „czarne owce”. Ale sa ta wyjatki, czego dowodem jest fakt iz prasa sie o nich rozpisuje. Wenezuelczycy sa juz zrezygnowani, by nie powiedziec przyzwyczajeni do wystepkow mundurowych. A prasa nie pisze juz prawie wcale o zlodziejach. Co nie znaczy bynajmniej, ze problem nie istnieje. Bo ja tu pisac o kradziezach, czy rozbojach gdy morderstwa i porwania zajmuja kazdego dnia kilka stron kazdej gazety.
      Znamienne jest tez chyba to, ze nikt z moich znajomych Wenezuelczykow, bez wzgledu na ich polityczne przekonania, nie zapytal sie mnie dlaczego nie poszedlem zglosic rozboju. Przeciwnie, oni sami mowia ze to nie ma sensu.

      PS. Kielc jakos nie ma na liscie najniebezpieczniejszych miast swiata. Caracas jest. Czesto (bo kryteria sa rozne) na pierwszym miejscu. Prawie zawsze na podium. I zaszczyt ten spotyka to miasto od zupelnie niedawna.

      Odpowiedz
  17. cywil15  11/05/2009 o 10:29

    jesli juz mowimy o rewolucyjnych przekretach to warto tez wspomniec o sporej kupce zielonych, ktore wyladowaly w kieszeni sciganego przez interpol przywodcy opozycji manuela rosalesa

    Odpowiedz
    • polven  11/05/2009 o 15:45

      A moze napisalbys wszystko o okolicznosciach tej sprawy, skoro juz zaczales? O tym, ze prezydent wydal wyrok na dlugo przed rozpoczeciem sledztwa? O tym, ze wyrok zapadl przed rozprawa? I o tym ze Rosales dostal w Peru oficjalny azyl polityczny, gdyz tamtejszy rzad uznal, ze w Wenezueli nie ma on szans na uczciwy proces?

      Odpowiedz
  18. minasgerais  11/05/2009 o 18:30

    Już kiedyś pisałem, nie wiem czy u Ciebie na blogu czy na jakimś forum internetowym, o moim ubiegłorocznym doświadczeniu z wenezuelskimi mundurowymi. Nie wiem co mnie wówczas podkusiło, ale postanowiłem się wybrać tam samochodem. I już na granicy musiałem płacić wjazdowe- w dolarach i bez pokwitowania oczywiście. Poźniej byłem m.in. zatrzymywany przez służby narkotykowe. I które mi wprost powiedziały, że albo zapłacę 100 dolarów, albo rozkręcą mi samochód na części pierwsze w poszukiwaniu domniemanych narkotyków. Początkowo powiedziałem im aby rozkręcali bo nie mam niczego do ukrycia, ale oni mi wytłumaczyli wtedy, że to może trwać nawet kilka dni, więc lepiej dla mnie gdybym zapłacił. No to zapłaciłem.
    Generalnie każde spotkanie z mundurowymi było związane z mniej lub bardziej efektywną próbą wymuszenia mniejszych lub większych pieniędzy. Efekt tego był taki, że z zaplanowych 10 dni w Wenezueli zrobiły się tylko 4. Bezczelność i upierdliwość policji i wojska były po prostu nie do wytrzymania. I piszę to mimo, że sam przecież mieszkam od lat w Brazylii gdzie policja też nie należy do wzorów uczciwości. Ale nie jest aż tak bezczelna jak ta wenezuelska. To wręcz dwa zupełnie rózne światy. Ta ubiegłoroczna wizyta wręcz pozwoliła mi docenić uprzejmość i kulturę brazylijskich służb mundurowych.

    Odpowiedz
  19. zan  11/05/2009 o 18:55

    A co do zmiany działania policji na przestrzeni lat. Wątpie czy np. milicja w ZSRR była taka skora do brania łapówek. A milicja w dziejszej Rosji owszem. Powód moze być banalny. Niedoinwestowanie, niskie płace. Zamiast wskazywać bezpośredni powód serwujesz polityczne ogóniki, które na kilometr zalatują mniej lub bardziej świadomą manipulacją.

    Odpowiedz
    • minasgerais  11/05/2009 o 19:36

      Ja odpowiem za siebie, bo do Wenezueli jeżdże regularnie od ok. 25 lat. Ten kraj zawsze słynął z korupcji, to prawda. Ale dawniej nie dosięgała ona zwykłego obywatela. Były wielkie korupcyjne afery, skorumpowani ludzie u władzy jak wszędzie, ale jako przybysz-turysta tego zupełnie nie odczuwałeś. To, że funkcjonariusz graniczny otwarcie żąda łapówki to zupełnie nowa jakość. Jeszcze pięć lat temu podróżowałem po tym kraju z rodziną i nikt ode mnie nie wyciągał pieniędzy. Także nie było takiej psychozy przestępczości jak teraz. NaprawdęWenezuela to przykład postępującej demoralizacji społeczeństwa. I nie da się ukryć, że Chavez odgrywa w tym główną rolę. Piszę to z pewnym bólem, jako zadeklarowany sympatyk lewicy, który głosował na Lulę i jego partię w dwóch ostatnich wyborach. Po prostu, tak mi się wydaje, gdy aparat państwowy tak jak w Wenezueli stara się wszystko kontrolować, to otwiera to automatycznie furtki do coraz liczniejszych nadużyć. Doskonałym przykładem jest kontrola wymiany pieniądza, której bezpośrednim efektem jest powstanie cinkciarstwa i całych walutowych mafii, oraz łapówkarstwa w urzędach które decydują o przyznawaniu walut po oficjalnym kursie. Tak samo zresztą było w PRL.
      Zaś co do zmian, to głupoty waćpan prawisz mówiąc, że trzeba na to pokoleń. Gdy się chce to można. Najlepszym na to dowodem jest Kolumbia, także kraj który znam od lat, i który w ciągu mniej więcej 5 lat zmienił się z najniebezpieczniejszego na kontynencie w najbezpieczniejszy w regionie. Bogota to obecnie stolica o jednym z najniższych wskaźników przestępstw w całej Ameryce Łacińskiej. Zresztą w mojej Brazylii też sytuacja znacznie się poprawiła, choć wciąż jest daleka od ideału.

      Odpowiedz
  20. zuercher  11/05/2009 o 19:49

    @zan: Jesli rzeczywiscie, tak jak pisze Tierralatina, ilosc morderstw w Wenezueli wzrosla za czasow rzadow Chaveza o 300 proc. to jednak chyba mozna pisac o wplywie rewolucji na bezpieczenstwo. Gdzie tu manipulacja?

    Odpowiedz
  21. bolo  12/05/2009 o 15:46

    minasgerais: polecam w takim razie aktualny raport HRW na temat Kolumbii. Palce lizać.

    Odpowiedz
  22. jan.kulczyk  19/05/2009 o 09:49

    @Tomek: Widac, ze robia sie bardziej bezczelni z dnia na dzien. Nam jeszcze ukradli metoda na kieszonkowca, tak zebysmy nie widzieli. Ale teraz bedziesz juz wiedzial, zeby nosic money belt i a w portfelu wlasciwym tylko klilka USD na przynete, co o tym myslisz? To chyba sensowne, choc oczywiscie tez cie nie chroni w 100%.

    @Minasgerais: jesli chodzi o Brazylie, to mimo, ze niedawny film o B.O.P.E. wg moich brazylijskich znajomych pokazuje sytuacje korupcji w policji w BR wrecz w sposob lagodny i eufemistyczny, to jednak szary czlowiek/turysta w kontakcie z jakimikolwiek oficjelami w BR zawsze czuje sie dopieszczany. Kultura jesttam na zupelnie innym poziomie, smiem twierdzic, ze wyzsza niz w Polsce nawet. A Brazylia w zestawieniu z Wenezuela? Nie ma co porownywac.

    Chyba na razie odpuszcze sobie wycieczki do VE. Bedziemy wszedzie tluc sie przez Kolumbie..

    Odpowiedz
  23. caraquena  19/05/2009 o 23:01

    @zan: To, ze mentalnosc i zachowanie spoleczenstwa ksztaltuje sie przez pokolenia to totalny idiotyzm. Schamienie to proces, ktory nastepuje niesamowicie szybko. Mieszkam w Wenezueli wystarczajaco dlugo aby moc ocenic te zmiany. I staly sie one szczegolnie wyrazne w ciagu ostatnich 5 lat. Dawniej nie bylo w ludziach takiej agresji, nie byli takimi smieciarzami, takimi kombinatorami. Czlowiek to wbrew pozorom wyjatkowo inteligentna bestia i szybko przystosowuje sie do nowych warunkow. Gdy widzi, ze wszyscy dookola (z rzadzacymi na czele) kradna i kombinuja, tez w koncu zaczyna krasc i kombinowac, czesto nie zdajac sobie z tego do konca sprawy. Gdy widzi, ze wszyscy daja lapowki, tez zaczyna tak robic. I prywda jest ze chvistowska rewolucja szalenie zdemoralizowala Wenezuelczykow. Taka Gwardia Narodowa jeszcze niedawno uchodzila za elitarna nieskorumpowana jednostke. To do GN sie chodzilo, gdy byly klopoty z policja. Teraz juz nie ma do kogo pojsc, bo GN tez kradnie i bierze lapowki. Chavez niszczy ten kraj bez zadnych zahamowan. Tutaj wladze nie sa juz nawet w stanie porzadnie zorganizowac zbiorki i wywozu smieci (a jeszcze w polowie lat 90-tych wszystko dzialalo bez zarzutu i Caracas bylo czystym miastem). Gdy widzisz ze twoje miasto stalo sie chlewem, sam zaczynasz w koncu zachowywac sie jak swinia. Czerwona swina.

    Odpowiedz
    • bolo  21/05/2009 o 12:01

      Caracas było najczystsze w ’89, zaraz po caracazo – wielkiej akcji sprzątania miasta. Demokraci oczyścili wtedy stolicę z kilku tysięcy czerwonych świń.

      Odpowiedz
  24. Krakusy w Ameryce  22/05/2009 o 01:03

    to moze my tez dorzucimy kilka groszy na temat wenezueli. my czyli trojka absolwentow AGH podrozujaca od blisko 5 miesiecy po ameryce lacinskiej. zanim dotarlismy do wenezueli przejechalismy chile, boliwie, peru, ekwador i kawalek brazylii. i wszedzie bylo naprawde milo, nigdzie nie mielismy zadnych zlych doswiadczen. nigdzie poza wenezula wlasnie. zaczelo sie od przekraczania granicy z brazylia, gdzie funkcjonariusze chcieli od nas po 50 dolarow za wjazd. na szczescie jakis przypadkowy wenezuelczyk ktory akurat przekraczal granice z nami byl tego swiadkiem i nas wybronil. i pozniej tez nas ostrzegal przed mundurowymi. jak sie wyrazil jedyna rzecza jaka sie w wenezueli w sposob zauwazalny rozwinela to zlodziejstwo, korupcja i bandytyzm. i, jako ze ja akurat bylem juz raz w wenezueli, 5 lat temu, musze mu przyznac racje. kraj w ciagu polowy dekady zmienil sie bardzo. i bardzo na gorsze. przede wszystkim tonie w smieciach. zwaly rozkladajacych sie smierdzacych odpadkow sa naprawde wszedzie, nie tylko w miastach, takze w wielu parkach nadodowych. i rzeczywiscie sluzby mundurowe kradna. gdy jechalismy nocnym autobusem z ciudad bolivar do caracas zatrzymano tenze i kazano wysiasc wszystkim pasazerom. boliwarianska gwardia narodowa. krajowcy w jedna kolejke, cudzoziemcy w druga. i od cudzoziemcow pobierano myto. co ciekawe nie chcieli boliwarow a euro lub dolary. ode mnie wydebili 10 dolcow, od kolegi 20, a trzeci sie postawil i nic nie dal. tez go w koncu puscili.
    pozniej w ciudad bolivar zglosil sie do nas cinkciarz proponujac wymiane. gdy jeden z nas poszedl z nim w ustronne miejsce ten wyciagnal legitymacje policyjna i po prostu zabral pieniadze. cale 200 dolcow. najlepsze jednak bylo w caracas, gdy policja zatrzymala nas przed dworcem autobusowym la bandera. zabrali nas do takiej ciezarowki – mobilnego komisariatu. wybebeszyli tam calkowicie nasze plecaki i zabrali dwojgu z nas scyzoryki szwajcarskie. nawet nie mielismy ich przy sobie, lecz schowane gleboko w plecaku. zabrali mowiac ze takich rzeczy nosic nie mozna. co zabrzmialo zupelnie niewiarygodnie bowiem maczetom, ktore kazdy z nas mial w plecaku nie poswiecili najmniejszej uwagi. potem jeszcze pytali sie o pieniadze, ale te byly juz dobrze schowane i tlumaczylismy ze zostawilismy je u znajomego. lykneli. pomogli sie wiec nam spakowac, ale wieczorem okazalo sie ze przy okazji ukradli nam tez aparat. zostal po nim tylko futeral.
    na koniec doadam jeszcze historyjke ktora opwiedzial nam wlasciciel hostalu w chichiviriche. otoz wlascicieli straszy sie tam nieustannie rychlo nacjonalizacja ich przybytkow. aby sie przed nia uchronic maja dwie mozliwosci: albo wstapic do partii chaveza, albo placic „oplate rewolucyjna” lokalnemu partyjnemu kacykowi. nasz wlasciciel wybral ta druga opcje. ale wielu wybiera pierwsza i na wszelki wypadek wywieszaja tez portrety el presidente. jak taki amulet przeciw nieszczesciu.
    reasumujac – wenezuela, tak jak 5 lat temu mnie zachwycila, tak teraz pozostawila za soba bardzo zle wrazenie. ogolny syf, brud i tumiwisizm. zdecydowanie bardziej obecny niz w innych odwiedzanych przez nas krajach. a zlodziejstwo mundurowych pozbawione jakiejkolwiek konkurencji. takze bieda strasznie rzucajaca sie w oczy. zwlaszcza w caracas w ktorym slumsy sa juz chyba we wszystkich dzielnicach. jest ich znacznie wiecej niz 5 lat temu. generalnie cieszymy sie, ze juz jutro stad wyjezdzamy.

    na koniec jeszcze jedna uwaga. tierralatina pisal gdzies kiedys aby w razie problemow kontaktowac sie z polskim konsulatem. niestety nam sie nie udalo. po okradzeniu nas przez policje w caracas chcielismy zdzwonic i spytac sie czy to nalezy gdzies zglosic, czy mozna cos zrobic. na numer znaleziony na stronie ambasady RP dzwonilismy kilkanascie razy. albo nikt nie odbieral (w godzinach biurowych), albo bylo zajete. w sumie dobrze ze „tylko” nas okradli i nie potrzebowalismy jakiejs pilnijszej pomocy konsularnej.

    Odpowiedz
  25. patekku1  22/05/2009 o 13:22

    Chyba, pomimo wszystko możesz się cieszyć, że tak to się skończyło…
    Pozdrawiam,
    P.

    Odpowiedz
  26. zuercher  23/05/2009 o 18:25

    @krakusy: To co piszecie o polskich sluzbach konsularnych to skandal, ale niestety nie niespodzianka. Kilka razy, w roznych czesciach swiata, mialem z nimi do czynienia i prawie zawsze byla to porazka. Lenistwo i niekompetencja tych urzedasow jest czasami porazajaca. Ale to sie musi w koncu zmienic. Dlatego gdybym byl Wami, to po powrocie do Polski wyslalbym jakiegos maila, badz list do MSZ. Niech wiedza jaka jest sytuacja, niech wiedza ze Polacy nie moga liczyc na pomoc.

    Odpowiedz
  27. Tomek Surdel  26/05/2009 o 18:44

    @bolo: A czytales raport HRW na temat Wenezueli? Tez smakowity… Co wiecej, gdy ekipa HRW przyjechala do Kolumbii przedstawic ten raport, rzad w Bogocie zaprosil autorow na dyskusje o jego zawartosci. Gdy przyjechali do Caracas, rzad ich aresztowal i wsadzil do pierwszego samolotu wylatujacego zagranice. To tez o czym swiadczy.

    @patekku: Ciesze sie! Naprawde jestem zadowolony ze np. wzieli pieniadze, a nie aparat.

    @zan: nigdy nie podawalem Pitery jako symbolu walki z korupcja. Napisalem o niej jedynie raz, w formie zartu, ze w Argentynie dostalaby zawalu serca, bo po prostu latynoamerykanska korupcja jest o wiele bardziej jawna i z wiekszym rozmachem, niz ta Polska czy europejska.

    @krakusy: Jakby to powiedziec… Wspolczuje Wam, ale nie dziwie sie wcale. Rzeklbym wrecz, ze to taki wenezuelski standard. Nie Wy pierwsi, nie Wy ostatni.
    Co do pracy naszego konsulatu w Caracas to moje z nim doswiadczenia sa dobre. Choc prawda, ze czasem sie tam trudno dodzwonic, ale to juz ponoc wina przestarzalej centralki telefonicznej. Co wiecej, jak ktos juz tu w komentarzach napisal, w polskiej ambasadzie bylo niedawno wlamanie, ukradziono im sporo rzeczy, po czym – z tego co wiem – mieli rozne policyjne wizje lokalne, inwentaryzacje, etc.

    Odpowiedz
  28. bolo  28/05/2009 o 12:00

    Tomek Surdel: Pewnie, że czytałem. Różowo nie jest, w skrócie rzecz ujmując. Ale zastanawia mnie fakt, dlaczego na Twojej stronie często jako kontrprzykład dla pogrążającej się w przestępczości Wenezueli podaje się kraj, w którym seryjnie morduje się działaczy opozycyjnych i związkowców.

    Odpowiedz
    • Tomek Surdel  28/05/2009 o 18:17

      Bo mowiac brutalnie turystom, czy mieszkancom morderstwa polityczne
      alnie wieksza niz w Kolumbii. Rewolucja okazuje sie byc o wiele bardziej niebezpieczna niz wojna domowa.
      Nie odbieraj tego przypadkiem jako proby obrony Uribe. W zadnen sposob nie jest on moim faworytem. Ale nie da sie ukryc, ze obiecal Kolumbijczykom spokoj i ten spokoj zapewnil. Bogota, Cali, Medellin jeszcze w ubieglej dekadzie miasta totalnego bezprawia, sa obecnie naprawde bezpieczne. I dlatego Kolumbijczycy, w swej przytlaczajacej wielkosci, uwielbiaja Uribe. To najpopularniejszy obecnie w swym kraju latynoski polityk. Nawet sondaze przeprowadzane przez instytuty zwiazane z opozycja wskazuja, ze popiera go ponad 70 proc mieszkancow.

      Odpowiedz
      • bolo  01/06/2009 o 15:34

        ucięło Ci początek:(

        Odpowiedz
        • Tomek Surdel  01/06/2009 o 16:50

          Rzeczywiscie, czegos tam brakuje… 🙂

          Generalnie chodzilo mi o to, ze mimo wszystko dziwne jest iz wojna domowa w Kolumbii pochlania mniej ofiar niz teoretycznie pokojowa rewolucja Chaveza. I ze zwyklych ludzi – mieszkancow, czy turystow, znacznie mniej interesuja morderstwa polityczne, niz pospolita przestepczosc, ktora czyha na kazdym kroku.

          Powiem Ci jeszcze tak. W moim zyciu kilka razy bylem w krajach ogarnietych konfliktem zbrojnym. Widzialem trupy, masowe mogily, etc. Robi to straszne wrazenie, sni sie potem po nocach. Ale to i tak pesteczka w porownaniu z zobaczeniem na wlasne oczy momentu jak ktos kogos zabija.

          W Wenezueli spedzilem dotąd w sumie, w calym moim zyciu, cos okolo 10 miesiecy. I w ciagu tych 10 miesiecy dwa razy widzialem na wlasne oczy jak ktos kogos zabija. Raz nawet z tak bliska, ze mialem plamy krwi i kawałki mózgu ofiary na wlasnej koszuli. Za kazdym razem bylo to w centrum Caracas, w ciagu dnia… Sa to doswiadczenia, ktorych nie zycze naprawde nikomu.

          W tym miescie w ubieglym roku zginelo wiecej osob niz w Bagdadzie. I z roku na rok jest coraz gorzej. I to nie jest bynajmniej tak, ze gina glownie bogaci. Bogaci maja ochroniarzy, pancerne samochody, wille z plotami pod napieciem. A tutaj morduje sie na ulicy.Tutaj mozesz zginac dla portfela z kilkudziesiecioma boliwarami, w chwili gdy wyciagasz ostatnie oszczednosci z bankomatu, tu zabija sie dla telefonu komorkowego, czy nawet zupelnie przypadkiem, bo mozna byc po prostu trafionym przez zagubiona kule. Gina dzieci pod szkolami, mordowani sa lekarze w szpitalach, gina kierowcy autobusow, taksowkarze, etc.
          Zagladam do dzisiejszej gazety: w Caracas od minionego piatku do niedzieli wieczor zabito 43 osoby.

          Tu niemal kazdy z moich znajomych ma w rodzinie kogos kogo zabito, napadnieto lub porwano. Osobiscie znam kilka ofiar porwan dla okupu.

          Caracas, 5-milionowa metropolia, zamiera o 22. Przestaje wtedy jezdzic metro, przestaja jezdzic autobusy. Dlaczego? Bo jest niebezpiecznie. Tylko i wylacznie dlatego.

          I, nie da sie ukryc, ze to wszystko to „zdobycz” rewolucji Chaveza. W ciagu 10 lat jego rzadow liczba zabojstw wzrosla o ponad 300 proc. Wedlug oficjalnych, zdaniem organizacji pozarzadowych drastycznie ostatnio zanizanych liczb.

          Tymczasem w Bogocie wskaznik morderstw spadl z 81 na 100 tys. mieszkancow w 1983 (wtedy byl najwyzszy w historii) do aktualnych 18,8 na 100 tys. W Caracas jest aktualnie 135 morderstw na 100 tys. mieszkancow. I wskaznik ten nieustannie rosnie.

          Rozumiesz juz dlaczego tak czesto o tym pisze?

          Odpowiedz
  29. bolo  02/06/2009 o 12:14

    Ależ ja rozumiem czemu piszesz o tych tragicznych zjawiskach, nie rozumiem jednak cały czas aprobaty dla sąsiedniego reżimu, nawet po uwzględnieniu oszałamiających sukcesów w dziedzinie bezpieczeństwa, zwłaszcza z perspektywy turysty który ma gdzieś zabójstwa na tle politycznym. Równie dobrze można powiedzieć, że – toutes proportions gardees – w III Rzeszy też było bezpiecznie…

    Odpowiedz
    • Tomek Surdel  02/06/2009 o 16:21

      Juz Ci to raz napisalem, ale moge powtorzyc to jeszcze raz: to ze krytykuje Chaveza nie oznacza wcale, ze podoba mi sie Uribe.

      A porownanie z III Rzesza jest zupelnie nietrafione. Juz lepsze byloby z Chile za czasow Pinocheta… 🙂

      Odpowiedz
  30. jankeskaa  27/11/2009 o 16:57

    „Ciekawostki „z Margaita Island!
    Porlamar, Av.4 de Mayo, dochodzi poludnie.Przy ulicy budka z lokalnymi kanapkami.Na lawce siedza 2 mezczyzni i jedza.Jedenemu z nich glosno sie odbija po jedzeniu.Siedzacy obok zwraca mu uwage, ze zachowuje sie skandalicznie. Tamten spojrzal na niego………….. wyciagnal bron i zabil go.
    Ot tak po prostu…strzelil i zabil…
    a zycie dalej sie toczy..”……bo nic przeciez wielkiego sie nie stalo….”
    Juz teraz wiem, dlaczego Venezuela to Trzeci Swiat, to kategoria ludzi Trzeciego Swiata.Nie napisze ze Venezuelczycy to bydlo , bo dlaczego mam obrazac zwierzeta!
    Teraz ktos powinien sprayem napisac na murze w Caracas lub w Porlamar:
    „! Con Chavez matamos todos! „

    Odpowiedz
    • caraquena  30/11/2009 o 15:36

      Strasznie glupi jest ten Twoj komentarz. Tak jak strasznie glupie jest uogolnianie. Rownie dobrze moznaby napisac, ze Polacy to alkoholicy i antysemici.
      Przemoc jest oczywiscie problemem Wenezueli. Ale bynajmniej nie dlatego, ze Wenezuelczycy to bydlo. Wenezuelczycy nie sa ani lepsi, ani gorsi niz inne nacje. Problemem Wenezueli jest bezkarnosc, korupcja i kompletne degrengolada aparatu panstwowego. To nie jest tak, ze wszyscy Wenezuelczycy sa bandytami. Bandytow jest niewielu, ale czuja sie pewnie i bezkarnie. Poza tym warto pamietac, ze Chavez w ostatnich latach szeroko otworzyl granice dla swych kolumbijskich przyjaciol-terrorystow. I oni tu masowo przyjechali. Ze swymi mafijnymi zachowaniami i zwyczajami.

      Odpowiedz
      • jankeskaa  08/12/2009 o 22:46

        Moj komentarz nie jest glupi tyko prawdziwy.!!!
        Wenezuelczycy sa tacy jacy sa ale nie z powodu bezkarnosci , korupcji…oni tacy po prostu sa od urodzenia, to typowe cechy dlanich,.leniwi, klamcy i zlodzieje.
        To ich cecha narodowa a najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, ze oni nic zlego w tym nie widza, bo to dla nich normalne, ukrasc, cos, sklamac..bo prawdy to oni nigdy nie mowia.
        Caraquena! A Ty co tak ich bronisz??zwiazalas sie wezlem malzenskim z Venezuelka /Venzuleczykiem/
        Jesli tak, to wspolczuje Ci.
        Aha, zle okreslilam Venezuleczykow, to nie kategoria ludzio Trzeciego Swiata, to ludzie Trzeciej Kategorii.
        Ta charakterystyka nie dotyczy 5 % Venezuelczykow, ktorzy sa uczciwi,pozostale 95 % to bydlo/znow sie zastanawiam, dlaczego obrazam zwierzeta.Uzyje innego slowa…jak powyzej, ludzie Trzeciej Kategorii/
        Aha!
        Venezuelczycy maja takiego prezydenta na jakiego zasluzyli!!

        Odpowiedz
        • Polones  09/12/2009 o 12:09

          Jankeskaa, byłaś kiedyś w Wenezueli? Jak długo? Znasz Wenezueczyków? Mieszkasz w Polsce?

          Z ciekawości pytam, bo dużo wiesz o Wenezuelczykach…

          Odpowiedz
          • jankeskaa  09/12/2009 o 18:12

            Polones!
            Ja tu od 3 lat mieszkam , a pierwszy raz przylecialam tu na wakacje okolo 6 lat temu,ale wtedy to byla INNA Venezuela.

        • caraquena  09/12/2009 o 23:19

          Mieszkam tu kilkakrotnie dluzej niz Ty, wiec mysle ze kraj ten znam troszeczke lepiej. Mam wenezuelskiego meza, ktorego naprawde nie trzeba mi wspolczuc i dwoch wenezuelskich synow z ktorych jestem dumna. Sama tez sie uwazam za Wenezuelke.
          I choc sama Chaveza szczerze niecierpie to jednak uwazam, ze wypisujesz straszne glupoty.
          Oczywiscie, ze Wenezuelczycy kradna, sa skorumpowani, etc. Tak samo bylo w Polsce za komuny. Kombinatorstwo, ukladziki i mniejsze lub wieksze oszustwa. Czlowiek ma juz taka nature ze sie adaptuje do zastanych warunkow. Tak sie sklada, ze mamy obecnie prezydenta ktory jest wulgarnym chamem i zlodziejem otoczonym kompletnie zdegenerowanym aparatem wladzy – to prawda. Niektorym oczywiscie z tym dobrze i ciagna z tego profity, innych – tak jak mnie – to boli i marza o zmianie. I zapewniam Cie, jest nas wiecej niz 5 proc. Za kazdym razem gdy musze placic lapowke szlag mnie trafia, ale niestety czasem sie inaczej sie tu nie da.
          Czy czyni to ze mnie automatycznie „bydlo”, jak Ty to nazywasz?
          Mam tu naprawde wielu przyjaciol. Na pewno wiecej niz w Polsce. I wiem, ze moge zawsze liczyc na ich bezinteresowna pomoc. Tak jak oni na moja. Nikt z nich nie jest ani morderca, ani zlodziejem.
          Skoro Ty wiedzisz samych bandytow wokol siebie, to moze po prostu powinnas zmienic srodowisko w ktorym sie obracasz?

          Odpowiedz
  31. Polones  09/12/2009 o 19:35

    Do jankeskaa

    Trochę za ostro i za radykalnie się wypowiadasz.

    Ok, mieszkasz w VEN, ale dlaczego uważasz, że tylko ty masz rację, skoro caraquena – z tego co, zrozumiałem z innych wpisów i komentarzy (mogę się mylić) – też mieszka w Wenezueli, i też może to i owo o nich powiedzieć. Pewnie każda z Was ma po części rację.

    Z doświadczenia wiem, że w każdym narodzie są ludzie i ludzie. Są parszywcy i są porządni. Czasem okoliczności zmuszają nas, do takiego, a nie innego zachowania. I nie bez wpływu na to jest władza, system polityczny w tym czy innym kraju. Polacy byli inni za komuny, i trochę inni są dziś. Skoro władza daje świetny przykład, to naród podchwytuje. Skoro jest wszechobecna korupcja i lenistwo, tzn. że władza najpewniej też jest skorumpowana i leniwa itd. Gdyby Hugo był normalny, pewnie ludzie byliby normalniejsi. Ale czy zawsze wybiera się na prezydenta porządnego człowieka? Dali się zwieść obietnicom, tak jak my dajemy się zwodzić od 20 lat obietnicom naszych, pożal się boże, prezydentom i politykom.

    Nasze poglądy na temat innych narodów też są wynikiem złych i dobrych doświadczeń z nimi. Zresztą czy my Polacy, jesteśmy lepsi od jakichś Wenezuelczyków. Znam polskie szuje i znam wspaniałych ludzi. Oczywiście, historia i okoliczności sprawiły, że kulturowo się różnimy, tzn. my i Wenezuelczycy, ale ludzie to ludzie.

    A poza tym – sama też mówisz, że Wenezuela była INNA, a więc jednak ostatnie lata i władza Hugona miały widocznie na to wpływ. Przecież naród nie zmienił się ot tak w ciągu kilku lat.

    Mówienie, że 95% Wenezuelczyków to… bydło to lekka przesada.

    I na koniec – skoro ta Wenezuela jest taka okropna, to dlaczego w niej mieszkasz? Wyjedź, pozbądź się kłopotu.

    Odpowiedz
    • jankeskaa  10/12/2009 o 17:07

      Witam 😉
      Cisnienie Wam podnioslam tym co napisalam?
      Venezuelczycy tylko patrza jak okrasc gringo//udalo im sie pare razy i co?do Chaveza na skarge pojde?//
      Ze kradna, ze oszukuja, ze smierdzi od walajacych sie wszedzie smieci- mi to nie odpowiada niestety.
      Przeciez napisalam ,ze 5 % Venezuleczykow jest OK .
      Wyjezdzam stad poki czas , bo jak sobie pomysle ze Chavez chce dokwaterowywac biedote do domow z nadmetrazem,ze beda mogli korzystac ze wszystkiego co masz w domu,lacznie z zawartoscia lodowki..to……… zaczynam miec odruchy wymiotne.
      A elita narodu Venezuelskiego /// te 5 % /// patrzy na to co sie dzieje w ich kraju..i nic nie robi zeby to zmienic. Sa jak owce,
      ktore w milczeniu ida na rzez!
      Caraquena Ty juz Venezuelka jestes i wielu rzeczy juz nie widzisz,wtopilas sie w srodowisko. Piszesz..ze „””Czlowiek ma juz taka nature ze sie adaptuje do zastanych warunkow „””…no patrz,!!! a ja jakos nie moge sie przyzwyczaic np do tego ze w Venezueli smierdzi, ze pelno smieci wokol,itd. Pewnie tez sie i przyzwyczaisz do tego, ze ci dokwateruja do domu czy mieszkania rodzine venezuelska z 5 -giem dzieci.
      Od czasu kiedy Chavez zostal prezydentem Venezueli wzrosla przestepczosc kraju, to fakt, ale mieszkancy tego kraju zawsze byli brudasami,smieci zawsze walaly sie na ulicach.A dlaczego tak sie dzialo i dzieje?- bo sa leniwi do bolu, to raz, a po drugie oni tego nie zauwazaja,im to nie przeszkadza.
      Napisalam ze Venezuela byla INNA, tak byla inna w sensie bezpieczna jako tako, ale syf tu zawsze mieli.Niemcy nosy zatykaja od smrodu jak tu przyjezdzaja,a przyjezdaja na odpoczynek, bo im na internecie pokazuja Venezuela jako sliczny ,bezpieczny i czysty kraj,a rzeczywistosc poznaja dopiero bedac tu.
      No coz, koncze tymczasem
      Pozdrawiam serdecznie 😉
      PS.
      Caraquena ..Ty masz na imie Zofia moze?

      Odpowiedz
      • polven  10/12/2009 o 18:55

        Czlowiek, generalnie, jest brudasem. I niestety prawie wszedzie smieci, a Latynosi szczegolnie. To czy smieci walaja sie na ulicach o wiele bardziej zalezy od sprawnosci sluzb miejskich, niz od „czystosci” spoleczenstwa. Najlepszym na to dowodem jest w Caracas Chacao i Baruta, znacznie bardziej czyste niz sasiednie gminy. Ale nie dlatego, ze tam sie mniej smieci, lecz tylko i wylacznie dlatego ze (opozycyjne) wladze bardzo sie o to staraja. Zreszta, nie bez kozery, haslo merostwa Chacao, to „Si, se puede!”.

        Co do checi okradzenia Gringo to, moim prywatnym zdaniem, tacy Peruwianczycy sa znacznie lepsi niz Wenezuelczycy.

        Naprawde tez uwazam, mimo historii jak ta pod ktora komentujemy i kilka innych jeszcze mniej ciekawych, Wenezuelczycy nie sa tak zli jak piszesz. Chore i zdegenerowane jest po prostu panstwo w ktorym zyja.

        Wiele razy doswiadczylem od zupelnie mi nieznanych Wenezuelczykow, czesto prostych biednych ludzi, wyrazow zupelnie bezinteresownej sympatii i pomocy. Np. kiedys w Petare przypadkowi ludzie obronili mnie przed grupa wyrostkow, ktora grozac pistoletem, juz prawie pozbawila mnie telefonu komorkowego. A nie dalej jak przedwczoraj, w okolicach stacji metra California, czyli niekoniecznie najbardziej reprezentacyjnej czesci miasta, jakas kobiecina ktora zapytalem o adres, przez 20 minut chodzila ze mna i tego adresu pomagala mi szukac, mowiac ze mnie nie zostawi bo, jak sie sama wyrazila, „dzielnica to niestety nie najbezpieczniejsza”.

        Odpowiedz
  32. jankeskaa  10/12/2009 o 21:39

    Caraquena!
    Ja widze to, czego Ty nie widzisz oraz Ty widzisz to czego ja dostrzec jakos nie moge mimo usilnych wysilkow.To tyle,
    Juz mnie temat zmeczyl wiec wiecej sie nie bede wypowiadala ,bo to nic nie zmieni

    Odpowiedz
  33. blanca  11/12/2009 o 21:57

    Wpadlam przypadkowo na ten tekst i chociaz jest ,,przerazajaco prawdziwy,, to ciesze sie ze go odkrylam.Mieszkam w Wenezueli od dwoch lat i moje spostrzezenia sa bardzo podobne .Dlaczego sie ciesze? bo tak naprawde myslalam ze to ja juz bzikuje, ze wszystko co ja tu zobaczylam to tylko mi przeszkadza. Jednak tak nie jest!!!!!!!

    Odpowiedz
    • Polones  12/12/2009 o 11:53

      Nie rozumiem was. Wszystko co widzicie, wam przeszkadza?

      Ja mieszkam w Brazylii. Też wiele rzeczy mnie irytuje, smuci, nie podoba mi się. Bałagan i śmieci na ulicach (to chyba najbardziej), nie przywiązywanie wagi do – wg mnie, Europejczyka – istotnych spraw, nieświadomość Brazylijczyków na wiele tematów. Ale jest dużo więcej pozytywów, które sprawiają, że nie mam zamiaru się stąd ruszać. I nie mogę powiedzieć, że Brazylijczycy są głupi, brudni, niesympatyczni, złodziejscy i w ogóle nieuczciwi czy leniwi, bo to byłoby kłamstwo. Wręcz przeciwnie, są fantastycznymi ludźmi i nie spotkały mnie nigdy żadne przykrości z ich strony.

      Co do policji – także nigdy nie zostałem zatrzymany na ulicy przez patrol, a wręcz przeciwnie zawsze można liczyć na mniejszą lub większą pomoc brazylijskiej policji, choć czytając ten artykuł:

      http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,7345888,Szokujacy_raport__Brazylijska_policja_zabila_ponad.html

      można mieć o niej inne zdanie.

      Odpowiedz
      • obserwator  12/12/2009 o 16:32

        Akurat czytajac ten artykul z Gazety mozna miec o brazylijskiej policji jak najlepsze zdanie. Policja przeciez jest od wyrywania spolecznych chwastow!

        Odpowiedz
        • Polones  12/12/2009 o 18:18

          Tak, ale nagłówek krzyczy, że „11 tys. zabitych przez policję”. Ja i Ty rozumiemy szerszy kontekst tej liczby. Większość Europejczyków – nie za bardzo.

          Odpowiedz
          • polven  12/12/2009 o 18:41

            Tym bardziej, ze – mimo wszystko – znacznie lepiej byloby aby „wyrywaniem spolecznych chwastow” zajmowaly sie jednak sady, nie policja…

  34. jankeskaa  02/01/2010 o 07:29

    Wszystkiego najpiekniejszego i najlepszego w Nowym Roku 2010 WAM zycze;-)

    Odpowiedz
  35. jankeskaa  02/01/2010 o 07:39

    Samolot American Airlines- lot Caracas-Dallas…12 grudnia .2009.
    Biznes klasa wypelniona Venezuelczykami, klasa ekonomiczna w 90 % wypelniona Venezuelczykami.!
    10 % pasazerow to Amerykanie i kilku Europejczykow.
    Samolot laduje, pasazerowie wysiadaja……miejsca gdzie siedzeli Amerykanie i Europejczycy..sa idealnie czyste-zadnych smieci, reszta samolotu tonie w smieciach tam gdzie siedzieli Venezuelczycy !Obciach,….WOW !!!
    Venezuela sie klania !!!

    obciach!!m Wstyd !!

    Odpowiedz
    • El Matero  02/01/2010 o 12:40

      Ulice Madrytu również toną w śmieciach. W barach czy w kinach wszyscy rzucają śmiecie na podłogę. Tak po prostu jest w krajach hispanojęzycznych. Np. Nikt nie wejdzie do pubu w którym jest czysto, bo to oznacza, że jest tam nudne towarzystwo.

      Odpowiedz
    • caraquena  02/01/2010 o 15:03

      Jankeskaa. Krytykuj ale z glowa. Bo zaczynasz sie osmieszac, Polec sobie np. samolotem Aerolineas Argentinas, zobaczysz ze Wenezuelczycy, przy Argentynczykach, to czysciochy. A juz na pewno nie wsiadaj do Air Jamaica, bo tam moglabys zawalu dostac.

      Odpowiedz
    • Polones  02/01/2010 o 15:04

      Europejczycy…

      Anglicy rzucają śmieci na ulicę, bo wychodzą z założenia, że mają ludzi od sprzątania, co jednak słabo ich usprawiedliwia.

      Odpowiedz
    • latacz  05/01/2010 o 07:41

      Lecialem w ubieglym roku z Kostaryki do Brazylii wlasnie przez Caracas. Czyli z wenezuelskimi wspolpasazerami. I jakos nie zapamietalem tego jako przezycia w jakikolwiek sposob traumatycznego. W przeciwienstwie chociazby do takze ubieglorocznego lotu z Warszawy do Chicago naszym narodowym LOTem. To byl dopiero horror – takiego popisu chamstwa, buractwa i pijanstwa dawno nie widzialem. Naprawde wole glosnych i moze i smiecacych Latynosow, od rzygajacych na pokladzie z przepicia, rzucajacych co rusz kurwami i smierdzacych Rodakow.

      Odpowiedz
  36. mimi  03/01/2010 o 22:50

    Zgadzam sie z Jankeska ze Wenezuelczycy nie naleza do czysciochow., nie zgadzam sie z polvenem, ze to w wiekszej czesci wina sluzb miejskich. Ponosza oni ogromna wine za brud panujacy w kraju, ale w tym przypadku kazdy Wenezeulczyk musialby miec ,,straz,, przyboczna przy sobie, ktora z workiem chodzilaby za nim i zbierala to co leniwy obywatel tego kraju wyrzuca.Niestety, to jest jak choroba genetyczna przechodzaca z pokolenia na pokolenie.Stojac w kolejce w sklepie widze jak 6 letnia dziewczynka ,,obiera ,,zebami jablko i pluje na podloge, nie wspomne ze robi to na oczach matki ktora przyjmuje to za cos zupelnie naturalnego,Na moja delikatnie zwrocona uwage przestaje, ale pewnie w oczach matki wyszlam na jakas wariatke.Powinnam sie chyba cieszyc ze mnie nikt nie poczestowal kulka za upomnienie.Niestety kultura ludzi tego kraju pozostawia bardzo wiele do zyczenia .Ostatnio sluchalam przemowienia Chaveza i ku mojemu ogromnemu zdziwieniu usluszalam znajome gardlowe ,,harczenie,,do mikrofonu.Litosci, prazydent jak wiekszosc tutajeszych obywateli posilkowal sie tym co wyprodukowal jego nos, mowiac brzydko, a raczej obrzydliwie lykal smarki!!!!
    Czy caraquena podajac Argetntynczykow za przyklad, stara sie pocieszyc Wenezuelczykow czy nas Polakow tu mieszkajacych. Nie pamietam, aby podczas wyscigu zawodnicy trzymali sie ostatniego zawodnika.Ludzie musza isc do przodu i szkoda ze wiekszosc Wenezuelczykow nie zdaje sobie z tego sprawy. Wspomne, ze ja rowniez spotkalam sie rowniez z zyczliwoscia tutejszej spolecznosci.

    Odpowiedz
    • BsAs  04/01/2010 o 01:39

      Nie znam Wenezueli, ale znam dobrze np. wspominana tu Argentyne. I widze jak wiele jednak zalezy od efektywnosci miejskich sluzb. Bo zwlaszcza mieszkancy Buenos Aires tez smieca straszliwe. Papierki, puste butelki, wszystko laduje na ziemi. Centrum miasta o polnocy, zwlaszcza w weekend, wyglada czesto jak wielkie wysypisko smieci.
      Ale nastepnego dnia rano wszystko jest czysciutkie, sprzatniete, zamiecione.

      Odpowiedz
  37. gość  21/01/2010 o 02:00

    Napiszcie coś pozytywnego, niedlugo lecie do Wenezueli mam bilet. To co wyprawiaja policjanci nie przeraża. Czy mozna uniknac takich przykrosci a moze to wbrew pozorom statystycznie niezbyt czeste zachowania. Odnoszę wrazenie, ze kazdy turysta bedzie codziennie okradany przez policje. Czy tak jest w całym kraju? A moze nie jest tak, ze 100 turystow jest okradanych. Prosze o jakies rady dla samotnego turysty.

    Odpowiedz
  38. K.Lelak  08/04/2010 o 23:20

    Przyznam szczerze, gdy jakis czas temu po raz pierwszy czytalem opisana tu historię to robiłem to z pewnym niedowierzaniem. Jednak sam niedawno wrocilem z Wenezueli. Niodpowiedzialnie pojechalem tam z cala rodzina. Oto moja historia (przeklejam tu co napisalem przed chwila na forum):

    Witajcie. Chicalbym przestrzec wszystkich przed Wenezuela. To kraj bez watpienia piekny, ale pobyt w nim szybko moze przeksztalcic sie w horror. I pisze to z perspektywy kogos, kto troche po swiecie jezdzi i ma jako takie porownanie. Tym bardziej, ze w Wenezueli juz raz bylem, 6 lat temu, i tamten pobyt wspominam jak najlepiej. Wrocilem, bo chcialem tymi wspomnieniami podzielic sie z zona i 5-letnim synem.

    Pojechalismy na dwutygodniowe last-minute na Margarite. Ale tylko dlatego, ze cena byla lepsza niz najtanszy bilet. Z gory zalozenie bylo takie, ze z osrodek wczasowy traktowac bedziemy jako baze wypadowa, nic wiecej. I dobrze, bo byl raczej sredni i na dodatek notorycznie gaslo w nim swiatlo. Kryzys energetyczny – tlumaczyli pracownicy. I rzeczywiscie – klopoty z pradem sa wszedzie. Ale nie tylko te – bywa tez, ze czlowiek dociera do hotelu po calodniowej upalnej podrozy, a tam… nie ma wody. Bo tego w socjalistycznym raju takze brakuje.

    Generalnie byla wlasnie podroz w czasie, cofniecie sie do ponurego PRLu. Ci sami nadeci, robiacy laske ze pracuja, sprzedawcy i kelnerzy. Ci ostatni niemal za kazdym razem probujacy klienta oszukac i obrazeni gdy klient sie nie daje. I te same niespodzianki – jednego dnia nie ma kawy w barze, no bo nie ma. Nastepnego kawa jest, ale tym razem brakuje cukru.

    No ale nie to jest najgorsze. Najgorszy nawet nie jest wszechobecny syf (kierowca taksowki, pijacy za kierownica piwo, po wypiciu wyrzuca puszke przez okno. I sadzac po ilosci butelek i puszek przy drogach, w miescie, na plazach, nie on jedyny to robi. Potworny brud jest nawet w Parkach Narodowych, nie mowiac juz wcale o stolicy, gdzie w niektorych miejscach smieci to chyba przez kilka miesiecy nie wywozili. Zreszta Caracas to zupelnie inny rozdzial – na pewno nie jest to miejsce do ktorego odpowiedzialny ojciec powinien zabierac zone i syna. Pijani, agresywni bezdomni w samym centrum, policja chamska i upierdliwa, co rusz nekajaca turystow, bo a rusz sie uda wymusic jakas lapowke (ja na szczescie mowie po hiszpansku, wiec sie nie dalem) i zwykli ludzie z przerazeniem patrzacy jak z torby wyjmujesz aparat, tlumaczacy natychmiast aby tego nie robic „bo tu za mniej sie zabija”.

    „Najlepsze” spotkalo nas ze strony wojska, a dokladniej Gwardii Narodowej. Na Margaricie wynajelismy sobie samochod aby objechac dokladnie wyspe, odwiedzic ukryte plaze, dotrzec do Parkow Narodowych. Po drodze kontrola – szukamy narkotykow mowia. Nie zwazajac na dziecko nerwowo wymachuja karabinami maszynowymi, kaza wyjsc z samochodu i stanac twarza do ich ciezarowki. Moj syn w placz, a oni nawet nie pozwalaja mi sie nim zajac. Nikt sie nie rusza – krzycza. No wiec stoimy, dziecko placze, zona nerwowo chlipie, a oni przeszukuja, najpierw nas, potem samochod. A potem kaza szybko odjechac.

    Odjezdzamy wiec, zadowoloeni ze ten koszmar sie konczy. Zona jednak po chwili stwierdza, ze nie ma portfela w torebce. Nie ma tez telefonu, ktory lezal miedzy siedzeniami, ani torby z aparatem fotograficznym. Zawracam. Dojezdzam gdy wojskowi akurat skladaja swoj punkt kontrolny i gorujacy nad nim transparent „Boliwarianska Gwardia Narodowa broni porzadku i socjalizmu”. Oddajcie nasze rzeczy mowie. Oni w smiech. Tak bezczelnie. Pytam sie kto jest najwyzszy ranga. Wychodzi jednen. Mowie, ze nas okradli. On, ze nie mam zadnych dowodow. Mowie, ze zloze skarge. On ze moge robic to co mi sie podoba. Widze, ze nic nie wskoram. Odjezdzam z poczuciem bezsilnosci i wscieklosci.

    Po drodze mijam posterunek policji. Zatrzymuje sie, opowiadam co sie stalo, policjant sie smieje, ani troche nie jest zaskoczony. I mowi mi, ze zgloszenia przestepstwa nie przyjmie, bo skargi na inne mundurowe sluzby trzeba skladac bezposrednio w Caracas. W jakims tam ministerstwie.

    Wieczorem, gdy o wszystkim opowiadalem jednemu z nielicznych sympatycznych wlascicielu barow, tez nie byl zaskoczony. To nie jest rewolucja, to jest robolucja – tlumaczyl. Dla tych co nie znaja hiszpanskiego: robolucion to poloczenia slowa revolucion z robar, czyli krasc. I doskonale to okresla obecna sytuacje w tym kraju.
    Dodam, ze polskie sluzby dyplomatyczne tez wiele nie pomoga – wiele razy dzwonilem do konsulatu RP w Caracas i albo nikt nie odbieral, albo bylo zajete.

    Odpowiedz
  39. PSTV  01/06/2010 o 09:55

    A miałem się wybierać w tym roku do Wenezueli, próbowałem kupować bilety kilka razy i nie chciało się to udać. Na następny dzień też kombinowałem i nic z tego. Może miałem nie jechać 🙂

    Odpowiedz
  40. Pingback: Wenezuela - blaski i cienie | tierralatina.pl

  41. Magda  07/08/2012 o 14:21

    Niezła przygoda ale raczej chyba nie do pozazdroszczenia.
    Faktycznie chyba dobra rada brzmi: miej jak najmniej cennych rzeczy przy sobie. Zawsze bowiem może spotkać kogoś chętnego na nie na swojej drodze. A swoją drogą o naszych policjantach polskich tak źle się mówi a jak widać może być jeszcze gorzej. w Caracas jak widać prawo nie obowiązuje chyba że jako wytłumaczenie do wymuszenia łapówki.
    Piękna ale niebezpieczna okolica wysokiego ryzyka – tak bym określiła Caracas

    Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.