Grypa atakuje, nie ma znaku pokoju


Wirus grypy A (H1N1), do niedawna znany jako „świński”, choć w Europie znikł już prawie z czołówek gazet, nadal mnoży się w tempie wskazującym, że niedawnie ogłoszenie przez Światową Organizację Zdrowia globalnej pandemii, było w pełni uzasadnione.

W Ameryce Łacińskiej nie ma już żadnego kraju, w którym nie zanotowano zachorowań. A w ArgentynieChilePeru sytuacja zaczyna stawiać lokalne władze w stan coraz większego alertu.

Dla epidemiologów nie jest żadną niespodzianką, że nowy wirus dotknął najbardziej te właśnie kraje. Na południowej półkuli panuje przecież obecnie zima i wraz ze spadkiem temperatur przyszedł, jak co roku, sezon grypowy. Nowy wirus padł na podatny grunt.

Oficjalne, potwierdzone laboratoryjnie statystyki nie są jakoś szczególnie przerażające. W Chile jest ponad 10 tysięcy potwierdzonych zachorowań i 26 ofiar, w Argentynie jest zanotowano 6 tys. chorych i ponad 140 zgonów, w Peru natomiast jest ok. 2000 chorych i 5 przypadków śmiertelnych.

Dane te jednak w żadnym stopniu nie odzwierciedlają rzeczywistej sytuacji. Jak przyznał w tym tygodniu nowy argentyński minister zdrowia Juan Manzur, laboratoria po prostu nie nadążają z wykonywaniem badań potwierdzających zakażenie wirusem A (H1N1), istnieją także kłopoty z przekazywaniem danych z prowincji do ministerstwa. Manzur ujawnił, że symulacje przeprowadzone przez kierowane przez niego ministerstwo wskazują, że w Argentynie nowym wirusem grypy zaraziło się już co najmniej110 tysięcy osób i liczba ofiar też jest na pewno większa niż ta oficjalnie potwierdzona.

Argentyna, Chile i Peru mnożą więc decyzje mające powstrzymać rozwój choroby. W pierwszym z tych krajów przerwano rok szkolny i akademicki, w Peru wakacje rozpoczną się już jutro. W obu zaleca się, aby dzieci nigdzie podczas przymusowych ferii nie jeździły, tylko siedziały w domu. Do pracy nie muszą wcale chodzić kobiety w ciąży, osoby które miały przeprowadzone transplantacje, oraz nosiciele wirusa HIV. W Buenos Aires zamknięto też niektóre kina i teatry, a dystrybutorzy filmów zobowiązali się nie organizować żadnych nowych premier. W niektórych argentyńskich prowincjach kelnerzy i kucharze pracujący w restauracjach mają obowiązek nosić w pracy chirurgiczne maski i gumowe rękawiczki. A aktorzy w argentyńskich telenowelach przestali się całować. Zresztą w Chile i Argentynie apeluje się do wszystkich o zrezygnowanie z tradycyjnych, powitalnych pocałunków.

W Chile, wiele szpitali przeciążonych przypadkami grypy przestało wykonywać operacje inne niż te, które ratują życie. Tamtejsza prezydent, Michelle Bachelet, lekarka z zawodu, przyznała w tym tygodniu, że w całym kraju odwołano już ponad 5 tysięcy zaplanowanych wcześniej interwencji chirurgicznych.

Alert sanitarny dotarł już nawet do kościołów – w Argentynie i Chile, podczas mszy, nie wymienia się tradycyjnego znaku pokoju, a komunia podawana jest przez księży wyłącznie do rąk, a nie bezpośrednio do ust wiernych.




Prześlij dalej:

Jedna reakcja na "Grypa atakuje, nie ma znaku pokoju"

  1. Pingback: Rozwój turystyki w Kolumbii | tierralatina.pl

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.