Ameryka Południowa też opłakuje Teda Kennedy’ego


„Będziemy mu wiecznie wdzięczni” – powiedziałała chilijska prezydent Michelle Bachelet na wieść o śmierci Teda Kennedy’ego. A komunikat wydany chwilę później przez ministerstwo spraw zagranicznych w Santiago, przypomniał że:

„Senator będzie pamiętany jako jeden z najsilniejszych i najbardziej znaczących głosów w Stanach Zjednoczonych, domagających się przestrzegania praw człowieka i przywrócenia demokracji w Chile. Jego nieustanna troska wobec politycznych wydarzeń w naszym kraju, w najtrudniejszym okresie w jego historii; jego pamiętna wizyta w 1986 roku, która przyczyniała się do demokratycznych przemian; jego obecność na inwestyturze prezydencji Particio Aylwina w 1990 roku, sprawiają że zawsze będziemy mieli wobec niego dług wdzięczności.
Chilijczycy nigdy nie zapomną odwagi i siły z jaką Ted Kennedy walczył o demokrację w naszym kraju.”

Bo rzeczywiście wymagało wiele politycznej odwagi aby, tak jak to zrobił senator Kennedy, w pierwszej połowie lat 70-tych, w Waszyngtonie, głośno i wyraźnie opowiedzieć się przeciw latynoamerykańskim dyktatorom, którzy w wielu krajach regionu krwawo i najczęściej z błogosławieństwem amerykańskiego rządu, przejmowali wówczas władzę.

Ted Kennedy, co więcej, nie tylko protestował. Dzięki swemu uporowi i politycznym wpływom doprowadził m.in. do przyjęcia w 1974 roku tzw. „poprawki Kennedy’ego”, która wprowadzała embargo na eksport broni dla reżimu Pinocheta. Senator wspierał też działania organizacji walczących o uwolnienie więźniów politycznych, oraz prezentował w Waszyngtonie dowody na zbrodnie chilijskiej junty.

Z taką samą energią zaangażował się też w sprawy Argentyny, gdy w 1976 roku generał Videla dokonał w tym kraju zamachu stanu. Znowu denuncjował, piętnował, pomagał dysdentom.

Argentyna też mu tego nie zapomniała. Najdobitniej świadczy o tym długi list kondolencyjny jaki Cristina Kirchner wysłała do Baracka Obamy. Wykracza on poza, stosowane zwykle w podobnych sytuacjach, dyplomatyczne standardy. Oto jego treść:

Buenos Aires, August 26th 2009

At Barack Obama President of the United States of America,

It is with great sadness that I transmit the Argentine people and its government’s sorrow at the death of Senator Edward Kennedy.

Along his long career, Senator Kennedy always knew how to represent dreams and hopes of the most vulnerable persons. He always defended his convictions with generosity and magnanimity, as did his brothers John and Robert. They, as their brother Joseph Jr., lost their lives as they were trying to build a better and more democratic world.

Ted Kennedy’s thirst for justice was not limited to his fellow citizens. His active political participation and defence of the human rights had turned him into an enemy of the Latin American dictatorships. Senator Kennedy was one of the first and firmest politicians to denounce the kidnappings and murders that overshadowed our country during the cruelest years.

Ted Kennedy saved lives.

I would like to share with you Mr. President a phrase that Senator Kennedy pronounced after the primary elections of 1980 and that I have always kept in mind.

„My campaign came to an end a few hours ago. But for all those whose needs have been our concern, I say the work must go on, the cause endures, the hope remains alive, and the dreams will never die”.

Some people may be surprised that I quote the aforementioned phrase under these circumstances, but I think it allow us to see the nobility of those who really understand politics as the tool to build a better society beyond any temporary circumstances it was going through.

President Obama, those who share the values of Senator Kennedy, knows that dreams will never die. Unfortunately those who do not understand will never see the sense that Edward Kennedy gave to his life and to those who bravely walked the path along with him.

Cristina Fernández de Kirchner, President of Argentina

Prześlij dalej:

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.