Do czego prowadzi głupota?


Czy głupota powinna być karalna? Nie mam jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. I nie ukrywam, że zdarza mi się odczuwać pewną schadenfreude, gdy ludzie mają kłopoty z powodu własnej bezmyślności. Bądź lekkomyślności. Zresztą to chyba to samo…

Zupełnie np. nie potrafię współczuć dwóm młodym Brytyjkom, których historię opisał wczoraj brytyjski The Guardian. 23-letnie dziewczyny ruszyły pod koniec ubiegłego roku w wielomiesięczną podróż dookoła świata. Brazylia miała być ostatnim etapem tej wyprawy. I będzie. Choć znacznie dłuższym i o wiele bardziej niezapomnianym niż to sobie podróżniczki zaplanowały.

Dziewczyny miały bowiem w ubiegłym tygodniu wrócić do Europy. Ale nadal siedzą w Rio. I poznają je od dość mrocznej strony… więziennej. Angielki trafiły za kratki z powodu niczego innego jak właśnie własnej głupoty. Chciały sobie bowiem zwrócić część kosztów podróży, oszukując firmę ubezpieczeniową która objęła polisą ich podróżny majątek. Nie one pierwsze i nie one ostatnie. Sam mam kilku znajomych, którzy robili podobne oszustwa – zgłaszając upozorowane kradzieże i odzyskując w ten sposób np. część wartości wakacji, czy wręcz pieniądze wydane na najnowszy sprzęt fotograficzny. Jednak, ktoś kto igra z ogniem powinien zawsze liczyć się z tym, że może się przy tym oparzyć. Czasem bardzo dotkliwie…

Brytyjki się mocno przysmażyły. Policjanci z Rio, którzy od dobrych kilku już lat walczą – i to ze sporymi sukcesami – z przestępczą famą ich miasta, nie uwierzyli bowiem w wersję opowiadaną im przez dziewczyny, które chciały na komisariacie zgłosić kradzież podręcznego komputera, iPoda, aparatu, telefonu komórkowego i jeszcze kilku rzeczy.

Turystki stwierdziły bowiem, że sprzęt ukradziony im został z szafki bagażowej w popularnym hostelu. Tymczasem – stróże porządku wiedzą o tym bardzo dobrze – takie włamania praktycznie się nie zdarzają – właściciele obiektów turystycznych w Rio, zwłaszcza tych skierowanych do klientów zagranicznych, w trosce o swą renomę, bardzo dbają o bezpieczeństwo. Policjantów zdziwił też fakt, że – jak twierdziły dziewczyny – ukradziono im też pieniądze, ale pozostawiono paszporty. Tymczasem europejskie paszporty są w Brazylii bardzo chodliwym złodziejskim łupem. I złodziej taki dokument spieniężyć może szybciej i bardziej korzystnie niż np. iPoda.

Z powodu tych wszystkich niespójności brazylijscy policjanci postanowili zrobić coś, czego brytyjskie turystki najwyraźniej zupełnie się nie spodziewały – oględziny miejsca domniemanego przestępstwa. Jak łatwo się domyślić, szafki w hostelu nadal kryły w sobie niemal wszystkie zgłoszone jako ukradzione sprzęty. Jedynie komputera rzeczywiście nie było. Ale szafka nie nosiła żadnego śladu włamania. W tym samym momencie Angielki z ofiar stały się przęstępcami. I natychmiast trafiły do kobiecego aresztu Polinter de Mesquita na przedmieściach Rio. Tam gdzie siedzą zatrzymane złodziejki, morderczynie, przemytniczki narkotyków, etc. I gdzie z powodu przeludnienia nowo-przybyłe spać muszą nie na więziennych pryczach, lecz po prostu na posadzce.

Mówiąc krotko – niezłą wakacyjną przygodę dziewczyny sobie zorganizowały. Choć sądząc po ich zdjęciu, opublikowanym przez brazylijską policję, mają już dość wrażeń i chciałyby jak najszybciej wrócić do domu, do tatusia i mamusi:

Shanti Andrews i Rebecca Turner na pamiątkowym zdjęciu z Rio de Janeiro

Shanti Andrews i Rebecca Turner na pamiątkowym zdjęciu z Rio de Janeiro

Jednak nic z tego. Próba oszukania firmy ubezpieczeniowej, fałszywe zeznania złożone przed policją – za to wszystko ich brazylijskie wakacje trwać mogą o od roku do 5 lat dłużej. Na szczęście nie będą musiały już oszukiwać aby sobie je opłacić – dostaną je w prezencie do brazylijskiego państwa.

Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, który u mnie osobiście zwiększa tą perwersyjną i wstydliwą satysfakcję z cudzych kłopotów na własne zamówienie: obie dziewczyny są świeżo upieczonymi absolwentkami prawa. Odpada więc tłumaczenie, że nie wiedziały że to co robią jest złe. Z drugie strony jednak będą pewnie jeszcze Bogu dziękować, że studia udało im się zawczasu skończyć: brazylijskie prawo gwarantuje bowiem absolwentom wyższych uczelni lepsze więzienne warunki. Więc gdy tylko dostarczą zaświadczenia o ukończeniu studiów, będą miały prycze zamiast gleby. Ale wciąż kraty w oknach.

Niewykluczone jednak, że cała historia będzie miała, mimo wszystko, happy end. Wczoraj prokuratura zgodziła się, aby Angielki na proces czekały na wolności, areszt mają opuścić już dzisiaj. Tym razem jednak paszporty zostaną im zabrane. I zdaniem niektórych prawników cytowanych przez brazylijskie gazety jest wysoce prawdopodobne, że dziewczyny dostaną wyrok w zawieszeniu, co pozwoli im wrócić do kraju.

Ciekawe, czy jeszcze kiedyś będą próbowały oszukać ubezpieczyciela? I czy będą nadal myślały, że latynoscy oficjele to lenie, którym nie chce się pracować?

Prześlij dalej:

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.