Piłkarska premiera na Rapa Nui


Jak to się mówi? Wyjątki potwierdzają regułę, tak? No to właśnie teraz będzie to taki wyjątek…

Stali czytelnicy tierralatina.pl dobrze wiedzą, że mimo całej mojej fascynacji Ameryką Łacińską, jeden bardzo ważny element jej kultury pozostawia mnie zupełnie obojętnym. A nawet więcej – mam do niego awersję. Chodzi oczywiście o ten ponoć sport, w którym 22 dorosłych facetów kopie piłkę, a tysiące innych osób przeżywa na sam tego widok, stany bliskie orgazmowi. Futbolem to się ponoć zwie, czy piłką nożną.

Jakiś czas temu łudziłem się jeszcze, że latynoamerykański futbol jest inny niż ten europejski. Że to fiesta i radość, a nie korupcja i złe emocje. Myliłem się – także tutaj piłka nożna to śmierdzące bagienko pełne afer i łapówek, a kibole naparzają się po mordach. W Brazylii regularnie też do siebie strzelają, albo sprzedają sobie nawzajem kosy pod żebra. Niedawno któryś z tamtejszych uniwersytetów opublikował jakieś badania z których jednoznacznie wynikało, że Brazylia prowadzi nie tylko w rankingu FIFA, ale także w światowej klasyfikacji ilości zabójstw mających futbolowe podłoże. Mundial w Brazylii, przewidziany na rok 2014, zapowiada się więc obiecująco…

Zresztą w sąsiedniej Argentynie wcale nie jest lepiej. I pomijam fakt, że idol tamtejszej piłkarskiej młodzieży jest byłym narkomanem i przyjacielem słynnego demokraty Fidela Castro… Jeśli narzekacie na PZPN, to muszę Was pocieszyć – aż tak zły on nie jest.Argentyński Związek Piłki Nożnej, której szef dorobił się gigantycznej fortuny i zupełnie oficjalnie nazywany jest El Capo, ogłosił właśnie że… ligowe rozgrywki nie rozpoczną się zgodnie z kalendarzem. Piłkarski sezon, który tradycyjnie zaczynał się w połowie sierpnia, został „zawieszony” do odwołania. Powodem są gigantyczne długi kilku czołowych klubów. Ich same tylko zaległości podatkowe przekraczają 300 milionów pesos (3,7 peso to dolar), do tego dołożyć trzeba długi wobec federacji i – w niektórych przypadkach – także zaległe pensje.

AFA, czyli argentyński odpowiednik PZPN, uznała że trzeba głębiej zajrzeć do kieszeni kibiców-telewidzów. I próbuje przenieść relacje z rozgrywek do najdroższych płatnych kanałów. Domaga się, aby telewizje zapłaciły jej nie 268 miliony pesos, jak wstępnie ustalono, ale 720 milionów pesos. Spora podwyżka…

Nie podoba się to ani telewizjom, ani kibicom. Efekt jest taki, że wczoraj grupa ok. 100 młodzieńców uważających się za miłośników futbolu wdarła się do siedziby AFA i całkowicie ją zdemolowała. Powybijano szyby, niszczono meble, na murach sprayowano hasła typu „Grodnona to złodziej!”, czy „Grondona kłamco, podawaj się do dymisji!”. Adresat tych haseł, Julio Humberto Grondona, to właśnie wspominany El Capo, szef AFA. I przy okazji wiceprezes FIFA.

Wczoraj ze swojego biura uciekać musiał pod silną eskortą policji. Musiała ona też użyć gazów łzawiących, aby uwolnić związek od kibiców

Żeby było ciekawiej AFA krytykowana jest także przez wielu argentyńskich działaczy futbolowych, oraz związek zawodowy piłkarzy. Bo ich zdaniem nie jest wcale tak, jak to przedstawia Grondona – argentyński futbol nie ma wcale strukturalnego problemu i nie odczuwa konsekwencji globalnej recesji. Zdaniem krytyków, winna jest wyłącznie AFA, która od lat przymykała oko na finansowe przewały i złe zarządzanie w niektórych klubach. To nieprawda, że wszystkie mają kłopoty – niektóre, jak chociażby Estudiantes, czy Vélez mają finanse zdrowe, i żadnych długów. Dlaczego więc teraz mają płacić za błędy innych? Bo przeciez wstrzymanie rozgrywek oznacza brak przychodów!

Ale ja w sumie nie o tym chciałem. Do ruszenia futbolowego tematu skłoniła mnie zuepełnie inna wiadomość. Zupełnie nie śmierdząca piłkarskim bagienkiem…

Otóż zagubiona na Pacyfiku chilijska Wyspa Wielkanocna, ta sama na której stoją słynne posągi Moai, ma za sobą swą piłkarską premierę.I to, mimo porażki, szalenie udaną!

Pascuenses, bo tak w hiszpańskim nazywają się mieszkańcy Wyspy Wielkanocnej, od lat skarżą się, że są chilijskimi obywatelami drugiej kategorii. Narzekają, że Santiago się nimi nie interesuje, że traktuje ich wyłącznie jak turystyczną atrakcję, że nie docierają do nich żadne projekty i inwestycje. Mówiąc krótko, że są prowincją prowincji.

Chilijski Związek Piłki Nożnej krytykę wzięła sobie do serca. I postanowiła zrobić coś dla wyspy. Wysłała więc na nią MiguelAngelGamboa, ongiś reprezentanta Chile, a obecnie trenera narodowej selekcji w plażowej piłce nożnej, aby ten stworzył tam klub mogący wziąć udział w… Pucharze Chile.

Gamboa z powierzonego mu zadania wywiązał się wyśmienicie. W ciągu 4 tygodni przeprowadził selekcję chętnych mieszkańców wyspy, zoraganizował kilkanaście treningów i przygotował piłkarską reprezentację wyspy. W jej skład weszli lokalni rzemieślnicy, rybacy, tancerze zespołów folklorystycznych, a nawet instruktor nurkowania.

Chilijska Federacja ręcznie rozstawiła powstały w ekspresowym tempie zespół Rapa Nui (tak nazywają swą wyspę Pascuenses) i jako przeciwnika w Copa Chile wybrała mu Colo-Colo, najbardziej utytułowany i popularny klub w kraju.

Do premierowego spotkania doszło wczoraj. Premierowego z wielu względów. Przede wszystkim nigdy wcześniej jedyne na wyspie miejskie boisko (bo stadionem tego nazwać nie można) w Hanga Roa nie gościło żadnego oficjalnego meczu. Colo Colo nigdy też nie grało pucharowego meczu w swym kraju, w odległości aż 3600 km od Santiago. Nie grali także wcześniej z widokiem na morze, i pod czujnym okiem majestatycznego Moai!

fot.: ANFP

fot.: ANFP

Nigdy też, żaden mecz nie budził u gospodarzy tak powszechnych emocji! Wyobraźcie sobie, że choć mecz transmitowała na żywo telewizja, wokół boiska w Hanga Roa zgromadziło się aż ponad 3000 widzów. Co zważywszy, że mieszkańców na wyspie jest ok. 3800, jest być może jednym ze światowych rekordów zainteresowania futbolem.

No ale w sumie to zrozumiałe – każdy chciał zobyczyć na własne oczy, jak gra wujek, brat, syn, kuzyn, czy sąsiad z legendą chilijskiego futbolu.

reprezentanci Rapa Nui podczas tradycyjnego tańca wojowników, El Hoko (fot.: ANFP)

reprezentanci Rapa Nui podczas tradycyjnego tańca wojowników, El Hoko (fot.: ANFP)

Oczywiście nikt nie miał wątpliwości, że mimo odtańczenia El Hoko – tradycyjnego tańca wojowników, (podobnego bardzo do nowozelandzkiej Haki, którą straszy swych przeciwników tamtejsza reprezentacja rugby) drużyna Rapa Nui poniesie porażkę.

Tak też się stało, ale amatorzy z Rapa Nui wcale się nie ośmieszyli. Walczyli dzielnie i nawet udało im się strzelić przeciwnikom jednego gola, niestety przy pomocy ręki.

Mecz zakończył się wynikiem 4-0, przy czym jedna bramka była samobójcza, a inna strzelona z karnego. Mimo to wszyscy świetnie się bawili, nawet największe gwiazdy Colo-Colo nie narzekały na rzeczywiście fatalną murawę, amecz zakończył się wielką imprezą w której udział wzięli zawodnicy obu drużyn. Nie było wyzwisk, bijatyk, szwadronów policji i ochroniarzy – aż dziw, że to w piłce nożnej możliwe.

Chilijska federacja, zachęcona tym precedensem, już obiecała że na wyspie rozgrane zostaną w przyszłości inne mecze. I pomoże lokalnym władzom w rozwoju sportowej infrastruktury.

Prześlij dalej:

2 reakcje na "Piłkarska premiera na Rapa Nui"

  1. Pingback: tierralatina.pl

  2. Tammsk  01/10/2009 o 23:00

    Ciekawe czytać recenzję tego meczu po polsku:). Tylko trzeba dodać, ze Chilijska federacja ma parę ciekawych pomysły. W zeszłym roku, pierwszy oficjalny mecz w Patagonii. W tym roku – w Rapa Nui. W przyszłym, chcą grać wielkie clasico (Colo Colo v/s U de Chile)… w Stockholmie, bo tam sporo imigrantów mieszka

    Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.