Drogowym piratom zabierają samochody


Buenos Aires wypowiedziało wojnę drogowym piratom. Bezwzględną. Za wykroczenia popełnione za kierownicą nie tylko płaci się mandaty i traci punkty, od których zależy ważność prawa jazdy. Można też, po prostu, stracić samochód. Nie na zawsze, ale na kilka dobrych dni, bądź tygodni. Policja odda go dopiero, gdy winny kierowca zapłaci należny mandat, oraz odbędzie stosowną, pouczającą rozmowę z sędzią od drogowych wykroczeń.

Sankcja jest natychmiastowa. Nowe, miejskie prawo pozwala policji zabrać kluczyki od samochodu w chwili i miejscu złamania zasad ruchu drogowego. Oczywiście nie każde wykroczenie oznacza kontynuacje podróży na piechotę, autobusem, bądź taksówką. Samochód traci się za prowadzenie po pijaku, nierespektowanie czerwonego światła, oraz – od kilkunastu dni – także za przekroczenie prędkości o więcej niż 40 km/h niż obowiązujący limit.

Wczoraj właśnie po raz pierwszy zastosowano w Buenos Aires nową karę wobec nadmiernie gdzieś się śpieszącego kierowcy – stołeczna policja poinformowała, że ze swoim samochodem pożegnał się właściciel peugeota 307, który jechał z prędkością 126 kilometrów na godzinę miejską arterią, na której obowiązuje ograniczenie do 70 km/h.

I w Buenos Aires, w takiej sytuacji, nie ma możliwości „ugadania” mudndurowych, czy dania im łapówki w zamian za odstąpienie od konfiskacji pojazdu. System kontroli jest bowiem w pełni automatyczny. To połączony z radarem komputer wydaje policjantowi polecenie zatrzymania szarżującego kierowcy i pozbawienia go samochodu. Nie pozostawia miejsca na dobrą, policyjną wolę, czy negocjacje z kierowcą. Tym bardziej, że zarejestrowane wykroczenie jest automatycznie, radiowo przekazywane do policyjnej centrali i obsługujący radar patrol musi się później „rozliczyć” z aplikowania obowiązujących sankcji.

Utracenie samochodu nie jest jedyną karą. Kierowca karany jest też utratą punktów powiązanych z jego prawem jazdy. To stosunkowo nowa w Argentynie metoda. Znany doskonale w Polsce system punktów wprowadzono w Buenos Aires dopiero z początkiem tego roku. Argentyńczycy nazwali go, używając średno hiszpańskiego słowa, scoring. Zasada jest taka jak w Polsce, choć dokładnie na odwrót. Policja nie wymierza karnych punktów, ale zabiera je kierowcy. Mieszkaniec Buenos Aires dostaje z prawem jazdy, na dzień dobry, 20 punktów. Jeśli stan jego punktowego konta obniży się do zera, traci prawo do kierowania pojazdem.

Za co odejmowane są punkty? 2 punkty za niezapięcie pasów, czy jazdem motorem bez kasku, 5 za objeżdżanie zamkniętych szlabanów na przejeździe kolejowym (jeszcze do niedawna bardzo w Buenos Aires powszechne), bądź rozmawianie przez telefon podczas jazdy, także za przekroczenia ograniczeń prędkości. Maksymalna kara, czyli zabranie od razu 20. punktów grozi uczestnikom picadas, czyli improwizowanych, samochodowych wyścigów po miejskich ulicach.

Gdy punktowe konto obniży się do zera kierowca ma do wyboru dwie opcje: utracić prawo jazdy na 60 dni, bądź odbyć specjalny, dodatkowy kurs dla drogowych piratów i zaliczyć odpowiedni egzamin. Ale to w tylko przypadku tych, którzy stratę wszystkich punktów zaliczają po raz pierwszy w życiu. Za drugim razem wyboru bowiem już nie ma – kurs jest obowiązkowy i okres bez prawka wydłuża się do 180 dni. Jeśli to też nie pomoże i delikwent straci wszystkie punkty po raz 3 w życiu, to prawo jazdy straci na 2 lata i ponownie będzie musiał odbyć owy kurs. Jeśli i to za mało i czwarty raz będzie miał na koncie zero punktów, to żyć bez prawa jazdy będzie musiał aż 5 lat. Potem już sankcje nie rosną – za każde kolejne zero otrzymuje się kolejne 5 lat zakazu prowadzenia pojazdu.

Oczywiście jest też możliwość odzyskania straconych punktów. Jeśli zostaliśmy ukarani, ale punktowy się nie wyczerpał, to po dwóch latach od ostatniego wykroczenia ponownie będziemy mieli na koncie wyjściowe 20 punktów.

Wbrew tego czego można byłoby się spodziewać, mieszkańcy Buenos Aires jakoś specjalnie nie narzekają na zwiększone represje, przeciwnie – większość cieszy się, ze od początku tego roku stołeczne ulice stały się spokojniejsze i kierowców rzadziej ponosi latynoska fantazja. Zwłaszcza jeśli chodzi o jazdę po pijaku, która jeszcze kilka lat temu, gdy praktycznie nie istniały żadne kontrole, była zmorą zwłaszcza weekendowych nocy w argentyńskiej stolicy.

Z sondaży wynika, że większość Argentyńczyków chciałaby, aby walka prowadzona przez władze stolicy walka z piratami drogowymi rozszerzyła się na cały kraj. Centralny rząd obiecuje, że w tym pomoże. Pierwszym krokiem będzie wprowadzenie, już w przyszłym roku, ogólnonarodowego prawa jazdy. Bo obecnie swoje dokumenty uprawniające do kierowania pojazdami wydaje każda prowincja.

W efekcie, w chwili obecnej, policja zatrzymująca w centrum stolicy kierowcę mieszkającego na jej przedmieściach, może go tylko ukarać mandatem, bądź zabrać mu samochód, ale nie punkty karne. Bo w Prowincji Buenos Aires, w przeciwieństwie do Miasta Stołecznego, system punktów nie obowiązuje. Co gorsze, nic legalnie nie stoi na przeszkodzie, aby ukarany zabraniem prawa jazdy stołeczny kierowca, nie przeprowadził się następnego dnia poza administracyjne granice miasta i tam nie zdał egzaminu na nowe prawo jazdy. Gdy zostanie wprowadzone narodowe prawo jazdy będzie to już jednak niemożliwe.

A jaka jest obecnie sytuacja w Polsce? Czy nadal można prawie zawsze „ugadać” policjanta, czy też kary są wymierzane bardziej zdecydowanie? Podzielcie się prosze Waszymi doświadczeniami. I co sądzicie o takim natychmiasowym „wysadzaniu” pędzących kierowców z ich samochodów? Może Polska powinna wziąć przykład z takiej Argentyny?

Prześlij dalej:

Jedna reakcja na "Drogowym piratom zabierają samochody"

  1. Marcin Manecki  16/07/2012 o 19:41

    Pomysł, moim zdaniem, świetny. I bardzo byłbym zadowolony gdyby wprowadzono go w Polsce. Bo ilość idiotów za kierownicą jest w naszym kraju niestety porażająca. A że niektórych stać na regularne płacenie mandatów, to nic sobie z nich nie robią. Jak straciłby taki palant brykę, bądź motor na kilka miesięcy to może następnym razem spróbowałby trochę pomyśleć?

    Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.