Komu zagrażają Amerykanie w Kolumbii ?


Kolumbia i Stany Zjednoczone zawarły porozumienie, na mocy którego amerykańska armia będzie współpracować z Bogotą w walce z producentami i przemytnikami narkotyków. W jego ramach US Army będzie mogła korzystać z kolumbijskich baz wojskowych. „Amerykanie się szykują do wojny z nami!” – natychmiast zareagował wenezuelski liderHugo Chávez. „To jakiś absurd” – oficjalnie odpowiedział Waszyngton.

Chávez nie dawał jednak za wygraną: „Kolumbia staje się kolonią Stanów Zjednoczonych. Tamtejszy prezydent, znany ze swojego zamiłowania do pływania w odchodach, zdradził swój kraj i oddaje go Waszyngtonowi. Nam pozostaje tylko głośne protestowanie i bycie gotowym do wojny. Bo bazy jakie Amerykanie chcą otworzyć u naszych sąsiadów mogą być preludium do wojny w Ameryce Łacińskiej. Przecież mówimy o Jankesach, o najbardziej agresywnej nacji w historii ludzkości” – stwierdził, tłumacząc dlaczego ponownie zamierza wydać miliardy dolarów na zakup uzbrojenia, w tym także czołgów, od Rosji.

Nie pomogły nawet zapewnienia samego Obamy, który osobiście próbował rozwiać wątpliwości mówiąc: „Wbrew temu co w regionie powtarzają niektórzy, dobrze znani ze swej tradycyjnej antyjankeskiej retoryki, Stany Zjednoczone nie mają zamiaru otworzyć żadnej bazy w Kolumbii”.

Zdaniem Bogoty i Waszyngtonu, wynegocjowane porozumienie nie wnosi nic nowego i ma przede wszystkim na celu uregulowanie stanu faktycznego. Bowiem amerykańscy żołnierze w Kolumbii są już od 1999 roku, kiedy to zaczął funkcjonować Plan Colombia – finansowany przez Stany Zjednoczone program walki z producentami i przemytnikami narkotyków. Amerykanie w jej ramach szkolą i wyposażają kolumbijskich żołnierzy, wspierają ich logistycznie, pomagają w patrolowaniu wód terytorialnych i przestrzeni powietrznej. Amerykański Kongres, który wykonywanie Planu Colombia nadzoruje, już kilka lat temu określił maksymalną ilość amerykańskiego personelu, jaka może brać w nim udział. Teraz Bogota i Waszyngton to ograniczenie – 800 żołnierzy i 600 cywilów – potwierdziły w obustronnej umowie.

Oba państwa potwierdziły też, że Amerykanie nadal nie będą mogli brać bezpośredniego udziału w żadnych akcjach zbrojnych na terenie Kolumbii, a owe „siedem baz”, które spędzają sen z oczu Cháveza, wcale nie będą amerykańskie. Porozumienie precyzyjnie określa na jakich warunkach i z których istniejących instalacji kolumbijskiej armii wciąż będą korzystać Amerykanie. „Te bazy są i pozostaną kolumbijskie, powiewać będzie nad nimi wyłącznie kolumbijska flaga.” – podkreśla szef tamtejszej armii, gen. Padilla.

Jedyną w sumie nowością w dwustronnych stosunkach wojskowych będzie przeniesienie do Kolumbii samolotów patrolowych używanych do monitorowania ruchu na Pacyfiku, i które do tej pory operowały z Ekwadoru. 10-letni kontrakt o używaniu przez amerykańskie lotnictwo ekwadorskiego lotniska w Mancie kończy się bowiem we wrześniu i zaprzyjaźnione z Chávezem władze w Quito postanowiły go nie przedłużać. Jednak – jak podkreśla Bogota – chodzi wyłącznie o nie posiadające zdolności bojowej samoloty Orion i AWACS, które i tak – już od dekady – stacjonują w regionie.

Wszystkie ty wyjaśnienia kolumbijski prezydent powtórzył w miniony piątek w argentyńskim Bariloche, gdzie odbył się szczyt państw-członków UNASUR – Unii Państw Ameryki Południowej. Prezydenci Brazylii, Peru, Chile, Paragwaju i Urugwaju już wcześniej oficjalnie uznali, że zawarte przez Waszyngton i Bogotę porozumienie, jest wewnętrzną sprawą obu państw. W Bariloche to potwierdzono. Plan Cháveza aby Kolumbię zganić i napiętnować nie powiódł się. Przyjęta przez wszystkich południowoamerykańskich liderów końcowa deklaracja mówi jedynie, że kolumbijsko-amerykańska współpraca „nie może zagrozić suwerenności i integralności terytorialnej innych krajów regionu„. Czyli dokładnie to, o czym Bogota i Waszyngton zapewniały od samego początku.

Nie oznacza to jednak, że emocje całkowicie opadły. W Wenezueli, Boliwii i Ekwadorze wciąż słychać głosy, że USA szykuje wojnę, albo przynajmniej „powtórki z Hondurasu”, gdzie niedawno w zamachu stanu został obalony sympatyzujący z Chávezem prezydent Zelaya. „To nie jest koniec tej historii, szczyt w Bariloche był tylko epizodem. To porozumienie to szpikulec wbity w pierś UNASUR i unię ludów naszego regionu” – stwierdził wczoraj wenezuelski Minister Władzy Ludowej ds. Gospodarki Alí Rodríguez Araque.

Nie jest jednak chyba przypadkiem, że że to właśnie liderzy tych trzech, najbardziej protestujących państw, wiele razy nie kryli swej sympatii wobec narkoterrorystycznych organizacji działających w Kolumbii. A one rzeczywiście będą celem działań kolumbijsich żołnierzy wspieranych i szkolonych przez Amerykanów.

Prześlij dalej:

3 reakcje na "Komu zagrażają Amerykanie w Kolumbii ?"

  1. Pingback: Hugo Chavez traci w sondażach | tierralatina.pl

  2. Pingback: Kolumbia i Wenezuela się pogodziły | tierralatina.pl

  3. Pingback: Kolumbia - umowa o współpracy wojskowej z USA jest nieważna! | tierralatina.pl

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.