Dzień po clásico rioplatense


Wczorajszy mecz Urugwaju z Argentyną rozczarował. Pomimo towarzyszącego mu napięcia bez wątpienia nie zostanie włączony w poczet spotkań klasycznych, o których rozprawia się z pasją przez dziesięciolecia. Nie oznacza to jednak, że nie ma czego komentować. Oto garść refleksji.

1. Z boiska wiało nudą. W trakcie gry można było spokojnie wyjść po kanapki, nie tracąc wiele. Oczywiście stawka mogła paraliżować, ale wątpię by wielu kibiców spodziewało się aż tak bezbarwnej partii szachów.

Więcej ochoty do gry przejawiali gospodarze, stwarzając sobie w pierwszych 10 minutach kilka przyzwoitych okazji do otwarcia wyniku (najbliższy szczęścia był Andrés Scotti). Z czasem zdezorientowani Argentyńczycy uporządkowali grę i skupili się na realizacji łatwej do przewidzenia taktyki: blokowaniu dostępu do własnej bramki. Zwykle w takich sytuacjach dodaje się jeszcze „i wyczekiwaniu na kontrę”, ale osobiście niczego takiego nie zauważyłem. Goście nie tracili wielu piłek, w środku pola niezbędne minimum przyzwoitej roboty wykonali Juan Sebastián Veron, Javier Mascherano i Ángel Di María. Większość podań zagrywanych była w poprzek boiska. Jedynie od czasu do czasu, któryś z albicelestes podejmował natychmiast neutralizowaną próbę przedarcia się skrzydłem. Najlepszym potwierdzeniem ultra zachowawczej taktyki był zupełny brak spięć pod bramką urugwajską. Dobrze odcinani od podań Lionel Messi i Gonzalo Higuaín byli zupełnie niewidoczni. Wśród gospodarzy mógł się podobać tylko szukający gry Martín Cáceres.

W drugiej połowie gra wyglądała podobnie. Gospodarze kilka razy groźnie natarli, udowadniając, że argentyńska defensywa przy odrobinie presji łatwo zamienia się w dziurawe wiadro (choć należy oddać honor dobremu wczoraj Martínowi Demichelisowi). Szczególnie widoczne było to, gdy nieudanie główkował Diego Lugano. Rosły środkowy obrońca celestes pozostawiony został na piątym metrze bez żadnej opieki, mając przed sobą tylko bramkarza Sergio Romero. Na szczęście dla Argentyńczyków stał tyłem do bramki, wobec czego wykończenie akcji wymagało zaawansowanych umiejętności akrobatycznych. Z czasem Diego Maradona nadał drużynie jeszcze bardziej defensywny rys, wprowadzając na boisko Mario Bolattiego i Fabiána Monzóna.

Decydujący moment spotkania był konsekwencją zmęczenia nacierających gospodarzy. Najpierw wspomniany Cáceres na prawym skrzydle stracił piłkę w pojedynku z Jonásem Gutiérrezem. Moment później sfaulował uciekającego Argentyńczyka, po czym został wyrzucony z boiska. Rzut wolny krótko do Verona rozegrał Messi, ten wbił piłkę w pole karne. W zamieszaniu zimną krew zachował Bolatti, który miękkim, technicznym uderzeniem definitywnie załatwił sprawę wyjazdu albicelestes do RPA.

2. Znacznie ciekawsze rzeczy niż na boisku działy się podczas pomeczowej konferencji prasowej. Powiedzieć teatr (choć może bardziej stosowne byłoby określenie – cyrk) jednego aktora to za mało.

Zapowiedzią „popisów” znanego z barwnych wypowiedzi Maradony był niesmaczny sposób świętowania gola – ostentacyjnie zaciśniętym pięściom towarzyszyło harde spojrzenie rzucone do kamery. Potem widzieliśmy jeszcze histeryczny i okraszony firmowymi łzami szczęścia taniec radości w objęciach doradcy Carlosa Bilardo. Na koniec zaserwowano dochodzące z szatni głośne śpiewy, w mało parlamentarny sposób odnoszące się do krytykujących reprezentację i jej trenera dziennikarzy.

Na konferencji D10S początkowo mówił o tym, że Argentyna, bez niczyjej pomocy, zapewniła sobie awans na Mundial. Znany z gorącego patriotyzmu zadedykował go „wszystkim Argentyńczykom”.  Nie szczędził ciepłych słów ekipie urugwajskiej, określając ją mianem wyjątkowo wymagającego rywala. Te wypowiedzi to oczywiście najbardziej banalne kwestie, powtarzane na spotkaniach z prasą pod każdą szerokością geograficzną.

W Argentynie są już w sprzedaży koszulki z cytatem z wczorajszej wypowiedzi Maradonu: "obciągajcie nadal"...

W Argentynie są już w sprzedaży koszulki z cytatem z wczorajszej wypowiedzi Maradonu: "obciągajcie nadal"…

Nerwy puściły Maradonie w chwili, gdy przeszedł do podziękowań. Piłkarzom dziękował za wielkie serce do gry i wyjątkowo skrupulatną realizację taktycznych założeń. Wspomniał także o żyjącej wraz z nim w ogromnym stresie rodzinie. Jego zdaniem tylko jedna grupa nie zasłużyła na wdzięczność – dziennikarze. Z pozornym spokojem, doprawionym typową dla niego arogancją rzucił do mikrofonów: „Pamiętam tych, którzy wątpili… panie proszę o wybaczenie, ale możecie mi obciągnąć, obciągajcie mi dalej. Jestem czarny lub biały. Nigdy w życiu nie będę szary. Traktowaliście mnie tak a nie inaczej, ssijcie dalej. Teraz jesteśmy już w innej bajce.” Argentyńskie media bardzo krytycznie oceniły ów wybuch Maradony, czyniąc to jednak z pewną rezygnacją – po prostu po Diego takich rzeczy należy się spodziewać.

Swoją drogą, te kilka zdań to ciekawy materiał do analizy nie tylko osobowości Maradony, ale także tego, jakie wypowiedzi uchodzą za akceptowalne w piłkarskim światku nad La Platą. Czego tutaj nie ma: homofobia, protekcjonalne traktowanie kobiet, pycha, werbalna przemoc. Do wyboru do koloru. Oczywiście w wypowiedzi Maradony doszukać można się także czegoś, co od czasu do czasu pobrzmiewa w argentyńskiej kulturze: braku umiaru w świętowaniu sukcesu, przekonania o własnej wielkości, skłonności do mieszania z błotem oponentów, utożsamiania krytyki z atakiem. Kiedyś w gorzko-ironiczny sposób skomentowali to rockmani z grupy Bersuit Vergarabat. Wczorajszy „popis” trenera reprezentacji rzeczywiście można uznać za podręcznikowy przykład Argentinidad al palo

3. Awans w kieszeni, Maradona spokojniejszy po wybuchu… Wydaje się, że to sytuacja idealna po temu, by chłodnym okiem przyjrzeć się argentyńskiej reprezentacji.

Koń jaki jest każdy widzi. W internetowej sondzie dziennika Clarín miażdżące 84,5 % respondentów udzieliło negatywnej odpowiedzi na pytanie „Czy jesteś zadowolony z gry albicelestes?”.

Jako jeden z nielicznych czarowi triumfu z Montevideo nie uległ Juan Sebastián Veron. Jego zdaniem absolutnie nie można poprzestać na zmieceniu problemów pod dywan. Konieczna jest krytyczna analiza nie tylko postawy piłkarzy, ale także działań sztabu trenerskiego i władz Argentyńskiej Federacji Piłkarskiej (AFA). Awans w żadnym wypadku nie powinien zostać uznany za legitymizację dotychczasowego stanu rzeczy.

Podobne postulaty zgłaszają liczni komentatorzy. Wśród nich Cristian Grosso z La Nación, którego zdaniem nie należy jednak oczekiwać zbyt wiele. Wybuchowa mieszkanka osobowości Maradony, Bilardo i prezesa AFA Julia Grondony oraz wywołane awansem samozadowolenie prawdopodobnie wezmą górę nad nawet najbardziej sensownymi postulatami zmian.

Oby pesymizm Grosso okazał się nadmierny, a wspomniani dżentelmeni bardziej otwarci na opinie z zewnątrz. W przeciwnym wypadku na Mundialu zobaczymy Argentynę podobną do tej z Montevideo, czego nie życzy sobie chyba żaden miłośnik dobrego futbolu…

Prześlij dalej:

About Sergiusz Bober

Uważnie przygląda się Ameryce Łacińskiej przez futbolowe okulary. Autor Futbolin – bloga znanego chyba każdemu polskiemu miłośnikowi latynoskiej piłki nożnej. Kibic argentyńskiego Boca Juniors i brazylijskiego FC São Paulo.

W sieci:

Inne teksty na tierralatina.pl Strona internetowa

12 reakcji na "Dzień po clásico rioplatense"

  1. Gregorio  15/10/2009 o 19:19

    To jaka jest w koncu sytuacja? Argentyna jest juz zakwalfikowana, ale co z Urugwajem? Gra baraze? Wiadomo juz z kim i kiedy?

    Odpowiedz
    • Polones  15/10/2009 o 20:52

      Urugwaj gra baraże z Kostaryką – 14 i 18 listopada.

      Odpowiedz
      • Polones  14/11/2009 o 12:23

        Dziś w San Jose Kostaryka gra pierwszy mecz z Urugwajem w ramach barażu do MŚ 2010.

        Mecz o 20:00 czasu lokalnego, czyli 3:00 w Polsce. Rewanż za 4 dni w Montevideo.

        Odpowiedz
  2. Polones  15/10/2009 o 21:20

    Trzeba się chyba hiszpańskiego pouczyć…

    Odpowiedz
    • tierralatina  15/10/2009 o 21:37

      Najbardziej „wartosciowy” fragment wypowiedzi boskiego Diego Sergiusz przetlumaczyl w tekscie. W sumie nie ma co wiecej dodawac… 🙂

      Odpowiedz
      • Polones  15/10/2009 o 21:59

        No tak, reszta to pewnie bełkot powtarzany przez każdego trenera… „Moja drużyna pokazała charakter. Absolutnie zasłużyliśmy na awans, a do tego mieliśmy dużo rzutów rożnych.”

        Odpowiedz
        • sergiuszbober  15/10/2009 o 22:09

          @Polones
          Dokładnie tak było!
          W tekście są przytaczane niemal wszystkie wypowiedzi naszego ananasa Diego 🙂

          @tierralatina
          Dzięki serdeczne za małą korektę w przekładzie wypowiedzi Diego. Coś mi w niej zgrzytało… Teraz jest idealna! :)))

          Odpowiedz
  3. Krzysztofor  15/10/2009 o 23:04

    I to jest wlasni kwintesencja wspolczesnego futbolu niestety: chamstwo, prostactwo i kiepskie granie. Argentyna zupelnie nie zasluzyla na ta kwalfikacje. Zupelnie. Widzialem mecz z Peru. Grali w sposob zenujacy i zwyciezyli tylko dzieki sedziemu.

    Odpowiedz
  4. Chavez  17/10/2009 o 20:59

    Argentyna ma okresy złej gry reprezentacji. Pamiętacie mecz z Polską w Niemczech? Przegrali z Polską 3:2, ale mecz był piękny. Grali tak, jak powinni; bez kunktatorstwa, otwartą grą. Ale nasi byli wtedy nie do przejścia. Szkoda, bo „popis” naszych kopaczy z Chorzowa wyleczył mnie z oglądania gry polskiej reprezentacji. Argentyna zmierza do tego samego celu. Diego był boski ale w Meksyku jako piłkarz. Nie wierzę, by z obecnym trenerem wyszli z eliminacji. Chciałbym się jednak mylić…

    Odpowiedz
    • tierralatina  17/10/2009 o 22:02

      Piszesz: „Nie wierzę, by z obecnym trenerem wyszli z eliminacji.”… W co dokładnie nie wierzysz, skoro właśnie z tych eliminacji wyszli i do RPA na pewno pojadą?

      Odpowiedz
      • Polones  18/10/2009 o 16:54

        Myślę, że Chavez pomylił się i że chodzi mu jednak o wyjście z grupy na Mundialu…

        A może się mylę 🙂

        Odpowiedz
  5. L-Ewek  18/10/2009 o 13:48

    Swietny tekst, zwlaszcza pokazanie mentalnosci argentynskiej w szerszym kontekscie socjologicznym. Borges na jednym biegunie, a Maradona na drugim… A posrodku Bersuit Vergarabat. 🙂 Dobra robota, jak zwykle zreszta, Sergiusz! :))

    Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.