Klasyk o wszystko


Data: 14 października 2009. Miejsce: Montevideo, Estadio Centenario. Rywale: Urugwaj i Argentyna. Słowem, przed nami kolejny futbolowy clásico rioplatense.

Wybudowany w 1930 roku Estadio Centenario w Montevideo może pomieścić blisko 78 tys. kibiców.

Wybudowany w 1930 roku Estadio Centenario w Montevideo może pomieścić blisko 78 tys. kibiców.

1. Tym razem stawka meczu jest wyjątkowa. To ostatnia kolejka zabójczego maratonu, jakim są południowoamerykańskie eliminacje Mistrzostw Świata w piłce nożnej. Zwycięzca zgarnie całą pulę, czyli zapewni sobie występ na boiskach Republiki Południowej Afryki. Remis jest dla obu zespołów ryzykowny, bo w grze pozostał jeszcze Ekwador, który zmierzy się z już pewnym swego Chile (czytaj: nie w pełni zmotywowanym). Porażka, przynajmniej na jakiś czas, zepchnie jedną z tradycyjnych sił światowego futbolu na sportowy margines…

W tej sytuacji zarówno argentyńskie, jak i urugwajskie media szeroko informują o przygotowaniach do meczu. Na łamach ukazującego się w Buenos Aires dziennika La Nación, opromieniony bramką z Quito urugwajski snajper Diego Forlán oznajmił, iż spodziewa się bardzo ciężkiego meczu. Jednocześnie podkreślił, jak bardzo marzył o tym, by zagrać o wysoką stawkę właśnie z Argentyną. W występie nie powinien mu przeszkodzić lekki uraz. Wczoraj, w ramach dmuchania na zimne, w przeciwieństwie do normalnie trenujących kolegów, jedynie truchtał wokoło boiska.

Z kolei według urugwajskiego dziennika El País, trener gospodarzy Oscar Washington Tabárez (w Argentynie w 1992 roku wygrał mistrzostwo z Boca Juniors) jest wyznawcą starego sportowego porzekadła, w myśl którego zwycięskiego składu nie należy zmieniać. Bez bawienia się w tajemnice, zapowiedział wystawienie tej samej jedenastki. W bramce zagra Fernando Muslera. Obrońcy to Andrés Scotti, Diego Lugano i Martín Cáceres. W pomocy zobaczymy Maximiliano Pereirę, Diego Péreza, Waltera Gargano, Jorge Rodrígueza i Álvaro Pereirę. W ataku obok Forlána wystąpi Luis Suárez. Ustawienie to 3 – 5 – 2 i jestem bardzo ciekaw, jak fatalni ostatnio albicelestes przedzierać będą się przez ów gąszcz…

Maestro bardzo zależy na ponownym poprowadzeniu charrúas podczas Mundialu (miał tę przyjemność w 1990 roku) i zapowiada konsekwentną grę o trzy punkty. Porażka oczywiście nie wchodzi w ogóle w grę, a remis może zrodzić niepotrzebne komplikacje.

W awans nie wątpią także kibice, którzy masowo oblegali punkty sprzedaży wejściówek. Rozeszły się natychmiast, wobec czego Centenario wypełnione będzie po brzegi.

Gdyby czas sprzedaży biletów potraktować jako miarę wiary we własną reprezentację, to na drugim biegunie ulokować należy Argentyńczyków. Do dzisiejszego poranka sprzedano grubo poniżej połowy dostępnych biletów, a przecież z Buenos Aires i okolic wcale nie tak trudno dotrzeć do Montevideo. Nie pomaga nawet to, że z powodu meczu nastąpi tymczasowe odblokowanie międzynarodowego mostu im. José de San Martína, łączącego miasta Gualeguaychú i Fray Bentos. Mostu, dodajmy, zablokowanego niemal non-stop od 2006 przez Asamblea Ambiental de Gualeguaychú, organizację sprzeciwiającą się lokalizacji po urugwajskiej stronie potencjalnie niebezpiecznych ekologicznie zakładów celulozowych.

W ekipie argentyńskiej na pierwszy rzut oka panuje spokój. Wiadomo, że Diego Maradona wybierze ustawienie 4 – 4 – 2. Pewni gry od pierwszej minuty mogą być Sergio Romero (bramkarz), Martín Demichelis, Rolando Schiavi, Gabriel Heinze (to obrońcy), Juan Sebastián Veron, Javier Mascherano, Jonás Gutiérrez (w linii pomocy), Lionel Messi i Gonzalo Higuaín („żądła”). Brakujące ogniwa wyłonione zostaną z następujących par: Nicolás ParejaNicolás Otamendi (obrona) oraz Mario BolattiRodrigo Braña (pomoc).

Wspominałem jednak o pozornym spokoju. Nie trzeba nadzwyczajnej przenikliwości, by stwierdzić, że argentyńska reprezentacja to królestwo bałaganu. W tym celu nie jest konieczne nawet oglądanie jej spotkań. Wystarczy lektura składów, z której jednoznacznie wynika, że w cyklu decydujących o losach eliminacji meczów Maradona wystawia co rusz diametralnie odmienne jedenastki. Naturalnie wynikają z tego wyłącznie kłopoty. Ich efekty pomniejszają jedynie będące rezultatem wysokich indywidualnych umiejętności oraz odrobiny szczęścia, zagrania w rodzaju tego, po którym Martín Palermo rozstrzygnął losy ostatniego pojedynku ze słabiuteńkim Peru.

W rozmowie z hiszpańskim dziennikiem sportowym As, grę reprezentacji krytycznie zrecenzował słynny Cesár Luis Menotti. W jego opinii przyczyną ostatnich niepowodzeń nie jest brak zaangażowania, o co oskarżano piłkarzy, lecz niejasna koncepcja gry. Jednym z jej założeń jest m. in. upatrywanie zbawcy reprezentacji w Messim. Zdaniem Menottiego rozumowanie to jest błędne, gdyż piłkarz Barcelony nie posiada walorów prowadzącego grę stratega. Jest natomiast genialnym wykonawcą tego, co obmyśli lider/liderzy drużyny. W klubie w znakomity sposób wpływają na jego grę Xavi z Iniestą, natomiast w reprezentacji Messi jest ofiarą chaosu. Mimo to popularny Flaco uważa, iż awans albicelestes jest praktycznie pewny. Co ciekawe, spory kredyt zaufania ma u niego wciąż Maradona. „Diego powinien mieć spokój i więcej czasu na budowę drużyny”, mówi Menotti. Jego zdaniem, tocząca się obecnie gwałtowna dyskusja na temat trenerskich kompetencji Maradony wprowadza jedynie zamieszanie. Stosownym czasem do jej podjęcia był okres po złożeniu dymisji przez Coco Basile

2. Mam wrażenie, że w medialnym szumie mimo wszystko ginie historyczny wymiar futbolowej rywalizacji argentyńsko-urugwajskiej. Na szczęście o jego przybliżenie pokusił się Daniel Guiñazú z argentyńskiego dziennika Página/12.

Kibiców reprezentacji Argentyny podczas lektury jego artykułu, przechodzić mogą dreszcze niepokoju. Otóż w roli gospodarza spotkań oficjalnych (Copa América + eliminacje mistrzostw świata) Urugwaj pozostaje niepokonany! Dotychczas rozegrane spotkania kończyły się siedmioma wygranymi celestes i trzema remisami. Z kolei potyczkę towarzyską Argentyna po raz ostatni wygrała w Montevideo w 1976 roku (3 – 0). Jej trenerem był wówczas wspomniany Menotti, a gole strzelali Leopoldo Luque, Mario Kempes i René Houseman. Odpowiedź na pytanie, czy w drużynie Maradony znajdują się indywidualności tego formatu nie jest wcale oczywista…

Jak dowiadujemy się z tekstu, w 1919 roku albicelestes doznali swej najbardziej bolesnej porażki w Montevideo. Mecz rozegrany w ramach obchodów rocznicy ogłoszenia niepodległości Urugwaju zakończył się zwycięstwem gości 4 – 1. Dwukrotnie do ich bramki trafił legendarny Héctor Scarone. Kibic Argentyny niewielkie pocieszenie znaleźć może w informacji, że 18 lat później nadszedł czas rewanżu. Mecz o Copa Newton zakończył się pewną wygraną 3 – 0 (jedną z bramek zdobył słynny José Manuel Moreno). Inna sprawa, że gdy przychodziło do rywalizacji o poważną stawkę, na Urugwajczyków nie było sposobu. Tak było podczas rywalizacji o mistrzostwo kontynentu w latach 1942 i 1956. Oba decydujące spotkania rozegrano oczywiście na Estadio Centenario.

To jednak nie wszystko. Stadionu tego nie wspomina dobrze sam Maradona. Co prawda jako senior nigdy z Urugwajem na tym obiekcie nie zagrał, jednak dwukrotnie miał okazję uczynić to jako reprezentant argentyńskiej młodzieżówki. Raz przegrał, raz bezbramkowo zremisował. I jak tu być optymistą?

Oczywiście to tylko statystyki. Jak przełamać historyczną niemoc na Centenario pokazała niedawno Brazylia. Należy jednak pamiętać, że drużyna Dungi jest obecnie od Argentyny znacznie silniejsza. Bezpośrednie starcie południowoamerykańskich potentatów, które miało miejsce kilka tygodni temu w Rosario potwierdziło to z całą mocą…

3. Kto wygra? Myślę, że niesieni dopingiem 60 tys. kibiców gospodarze. Jeśli tak się stanie, wówczas Argentyńczykom będą musieli pospieszyć z odsieczą Chilijczycy. Blisko dwieście lat temu ich niepodległościowe starania wsparła po brawurowym przedarciu się przez Andy armia dowodzona przez San Martína. Tym razem nie trzeba będzie pokonywać gór. Wystarczy, by Chilijczycy u ich stóp pokonali reprezentację Ekwadoru. Jednak jeden element pozostaje identyczny. Głównym strategiem jest znów Argentyńczyk, rosarino Marcelo Bielsa.

Prześlij dalej:

About Sergiusz Bober

Uważnie przygląda się Ameryce Łacińskiej przez futbolowe okulary. Autor Futbolin – bloga znanego chyba każdemu polskiemu miłośnikowi latynoskiej piłki nożnej. Kibic argentyńskiego Boca Juniors i brazylijskiego FC São Paulo.

W sieci:

Inne teksty na tierralatina.pl Strona internetowa

4 reakcje na "Klasyk o wszystko"

  1. PolakCordoba  14/10/2009 o 13:05

    „Martín Palermo rozstrzygnął losy ostatniego pojedynku ze słabiuteńkim Peru”
    warto chyba sprecyzowac, ze rozstrzygnal je w sposob mocno dyskusyjny. I ze arbiter tego spotkania wyraznie faworyzowal Argentyne. I ze Argentyna w drugiej polowie grala wyraznie gorzej od tego „slabiutenkiego Peru”. Przyznaja to nawet co uczciwsi moi argentynscy znajomi.

    Ciekawe czy dzisiaj tez sedzia bedzie kibicowal Argentynie. Bo, nie ukrywajmy, z komercyjnego punktu widzenia dla FIFA wazniejszy jest udzial w Mundialu takiej Argentyny, a nie jakiegos Urugwaju, czy Chile.

    Odpowiedz
    • Polones  14/10/2009 o 15:24

      Peru było bliskie – owszem – sensacji w meczu, ale ze słabiutką, równającą obecnie do ich poziomu, Argentyną. Dobry występ nie zmienia faktu, że zajęło ostatnie miejsce w grupie mając dziś 5 pkt straty do 9. Boliwii… Peru na tle reszty jest słabiutkie i chyba o to Sergiuszowi chodziło. To najsłabsza ekipa Conmebolu.

      Gdyby Argentyna miała Maradonę od początku eliminacji, zapewne już dawno odpadłaby z rywalizacji o awans.

      Odpowiedz
  2. Tammsk  14/10/2009 o 14:15

    Trzeba też pamiętać, że na tym meczu, w roku 2001 i 2005 (ostatnie eliminacje), nie było trudno podejrzewać „zorganizowanie” wynik, faworyzując Urugwaj.

    Odpowiedz
  3. Pingback: tierralatina.pl - Ameryka Łacińska od środka.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.