Peru w żałobie


Oj, coś ten tegoroczny październik jest wyjątkowo pechowy dla latynoskiego świata muzycznego. Najpierw odeszła wspaniała Mercedes Sosa, a dzisiaj dowiadujemy się, że Peru utraciło swojego narodowego pieśniarza Arturo Cavero Velásqueza.

Arturo_zambo_caveroNie był on wprawdzie tak bardzo znany poza granicami swego kraju jak argentyńska La Negra, ale w swej ojczyźnie miał status żyjącego, muzycznego Boga. Zambo Cavero – bo tak go najczęściej nazywano – był też symbolem patriotyzmu i peruwiańskiej wielokulturowości. Otwierający tą notkę, spopularyzowany właśnie przez niego, utwór Augusto Polo Camposa Contigo Perú (Z Tobą Peru), jest w Peru niemal nieoficjalnzym hymnem narodowym. Nie ma chyba Peruwiańczyka, który nie zna tekstu tej piosenki na pamięc. Śpiewają ją kibice, śpiewa się ją na partyjnych wiecach, śpiewają ją peruwiańscy emigranci, śpiewają ją też i młodzi na mocno polewanych alkoholem imprezach.

W 1987 roku Organizacja Państw Amerykańskich oficjalnie uznała Zambo i jego twórczość za „Muzyczne Dziedzictwo Ameryki”. A wszystkie nagrane przez niego płyty, najczęściej w duecie ze znakomitym peruwiańskim gitarzystą Óscarem Avilésem, natychmiast stawały się bestsellerami i wędrowały na szczyty peruwiańskich list przebojów.

Bowiem wbrew temu co się powszechnie sądzi w Europie, to nie grana na fletni pana indiańska muzyka w stylu El condor pasa jest najpopularniejszym w Peru gatunkiem muzyki. To jest tylko eksportowy folklor. Prawdziwą peruwiańską muzyką, tą której najczęściej się słucha się w peruwiańskich domach, do której się tańczy na miejskich i wiejskich zabawach, której koncerty gromadzą tłumy, to właśnie kreolski tzw. afroperuanizm.

I choć dla niektórych jest to pewnie zaskoczeniem, zmarły właśnie peruwiański gwiazdor był czarnoskóry.

Jak w niemal całej Ameryce Południowej, także na terenie dzisiejszego Peru, Murzyni pojawili się wraz z europejskimi kolonizatorami. Oczywiście jako niewolnicy. Towarzyszyła im afrykańska muzyka, która później, na przestrzeni wieków, mieszała się z rytmami europejskimi i indiańskimi.

Aktualna peruwiańska muzyka kreolska to – zdaniem muzykologów – mieszanka przede wszystkim wiedeńskich walców, polskich mazurków i hiszpańskich jotas. Oczywiście ze wspomnianym dodatkiem rytmów afrykańskich. Sekcję muzyczną tworzy najczęściej gitara i cajón, często z dodatkiem jeszcze akordeonu, saksofonu i kastanietów.

Zambo Cavero, był właśnie mistrzem gry na cajón. I to tenże cajón, a nie fletnia pana, jest uznawana za najbardziej typowy peruwiański instrument. Powstał on „dzięki” wprowadzonemu przez Kościół Katolicki i egzekwowanemu przez Wicekrólestwo Peru całkowitemu zakazowi używania bębnów. Kolonizatorzy uznali je bowiem nie tylko za pogańskie instrumenty, ale wręcz obawiali się, że różne grupy niewolników są w stanie się dzięki nim porozumiewać. Każdy znaleziony bęben był więc niezwłocznie palony.

Afrykanie, dla których instrumenty perkusyjne są i były podstawowym środkiem muzycznej ekspresji, szukali oczywiście substytutów zabronionych bębnów. I szybko znaleźli je w postaci drewnianych skrzyń i skrzynek. Cajón to właśnie takie drewniane pudło, na którym się siedzi i wybija dłońmi rytm.

Okazał się on na tyle ciekawym i ekspresyjnym instrumentem, że obecnie używa się go nie tylko w prawie całej Ameryce Łacińskiej i na Karaibach, ale też np. w Hiszpanii – w muzyce flamenco. Pojawia się też często w jazzie. Ale pochodzi właśnie z Peru.

Wracając do Zambo Cavero – od lat cierpiał on na ekstremalną wręcz otyłość. Kilka dni temu trafił do szpitala w Limie z niewydolnością nerek i kłopotami z wątrobą, które szybko przerodziły się w niedającą się opanować sepsę. Zmarł wczoraj po południu. Miał 68 lat.

Prezydent Alan García niemal natychmiast ogłosił żałobę narodową. Dzisiaj trumna z ciałem muzyka wystawiona jest w limeńskim Muzeum Narodowym i tysiące Peruwiańczyków czekają w kolejce aby złożyć mu ostatni hołd. Jutro Zambo Cavero pożegnany zostanie ze wszystkim państwowymi honorami na Plaza de Armas w Limie. Na specjalnej, poświęconej mu żałobnej sesji, zebrać się ma też peruwiański Parlament.


Prześlij dalej:

2 reakcje na "Peru w żałobie"

  1. BsAs  11/10/2009 o 05:40

    Rzeczywiscie cos ten pazdziernik pechowy. Bo wczoraj zmarl tez w Madrycie Luis Aguilé – taki argentynski, choc popularny w calym swiecie hiszpanskojezycznym, Czeslaw Polomski. Ci co interesuja sie muzyka hiszpansko/latynoamerykanska na pewno znaja jego piosenke Cuando salí de Cuba, ktora spiewaly dziesiatki innych artystow, w tym chociazby sama Celia Cruz. Tutaj jest oryginal:
    http://www.youtube.com/watch?v=oYxKIqb87TQ

    Odpowiedz
  2. Polones  12/10/2009 o 01:59

    BaAs:

    Że sparafrazuję pewien żart: „Połomski to Jerzy, a Czesław to Niemien”

    Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.