Nie zadzieraj z sędzią (w Brazylii)!


I znowu Brazylia, ta sama która będzie gospodarzem futbolowego Mundialu w 2014 roku, żyje piłkarskim skandalem. Może nie tak wstydliwym jak niedawne oddawanie goli w lidze regionalnej, ale nie mniej spektakularnym, zwłaszcza że – tym razem – dotyczącym spotkania klubów z brazylijskiej ekstraklasy.

Sceną wstydliwego zajścia był stadion Brinco de Ouro w Campinas, gdzie wczoraj pauliści z Corinthians podejmowali swych odwiecznych rywali z Rio de Janeiro – Flamengo. Goście, po golu Zé Roberto, objęli w 26. minucie prowadzenie i nie mieli najmniejszego zamiaru go oddawać. Zresztą ospali zawodnicy Timão wcale nie sprawiali wrażenia, że jakoś specjalnie chcieliby je odebrać. Gra była dość jednostronna i niezbyt piękna – arbiter aż osiem razy musiał pokazywać żółtą katrkę i raz czerwoną. W sumie typowy mecz bez wielkiej stawki – na jeden dzień przed końcem rozgrywek brazylijskiej ekstraklasy znajdujące się w połowie tabeli Corinthians dobrze wiedziało, że w tym sezonie nie grozi mu już ani spadek, ani mistrzowska chwała. Z kolei walczące o pozycję lidera Flamengo w pełni było zadowolone wynikiem 0:1.

Mecz nabrał jednak niespodziewany obrót w 48. minucie drugiej połowy,  gdy arbiter podyktował, w pełni zasłużonego karnego przeciw drużynie z São Paulo. Z decyzją tą najwyraźniej nie zgodził się jeden z kibiców Corinthians, który… wybiegł na murawę aby podyskutować z sędzią.

Podyskutować to chyba jednak niezbyt właściwe słowo – jak widać na otwierającym ten tekst wideo, kibol po prostu postanowił przywalić arbitrowi. Na szczęście dla potencjalnej ofiary, znacznie czujniejszy niż służby porządkowe okazał się sądzia liniowy, który natychmiast wystartował w stronę intruza. I dopadł do niego zanim tamten dobiegł do zaskoczonego wszystkim arbitra głównego.

Trzeba uczciwie przyznać, że boczny sądzia nie jest tchórzem. I – jak widać – jest zwolennikiem teorii, że najlepszą formą obrony jest atak. Jego prawy sierpowy, przedłużony służbową chorągiwką, raczej nie jest udawany. Tak samo jak błyskawiczna, choć nie do końca efektywna próba kopnięcia, która miała prawdopodobnie powalić natrętnego kibola na murawę… 🙂 Intruz miał w sumie szczęście, że Felipe, bramkarz Corinthians, także się nie wystraszył i starał się rozdzielić szarpiące się towarzystwo.

Tak czy inaczej, inwazja terenu na nic się jednak nie zdała. Krewki sympatyk klubu z São Paulo został w końcu spacyfikowany i wyprowadzony ze stadionu, a Léo Moura pewnym strzałem podwyższył wynik na 0:2.

Flamengo jest w wymarzonej wręcz sytuacji, aby po raz szósty w swej historii wywalczyć mistrzostwo Brazylii. Do końca rozgrywek brakuje tylko jednej kolejki, a popularne Mengão zajmuje w tabeli pierwsze miejsce z dwoma punktami przewagi nad trzema pozostałymi pretendentami: Internacionalem, Palmeiras i São Paulo.

Jakieś prognozy?

Prześlij dalej:

About Tomasz Surdel

Dziennikarz i fotograf. Pracuje, bądź pracował dla tak różnych mediów jak Gazeta Wyborcza, TVP, TVN24, Canal+, RMF FM, EFE, Associated Press, Universal, Le Temps, Le Matin, GPD, snowBoard, PR Week. Teoretycznie mieszka w Buenos Aires, ale dość trudno go tam zastać. Prowadzi bloga Sur del Sur.

W sieci:

Na Twitterze Na Google+ Inne teksty na tierralatina.pl Strona internetowa

5 reakcji na "Nie zadzieraj z sędzią (w Brazylii)!"

  1. Polones  30/11/2009 o 21:15

    Miałeś na myśli, że to był kibic Corinthians, nie Flamengo? (3. akapit)

    Ale jak znam ligę i ostatnie tygodnie tejże, chodziło raczej o zaistnienie w mediach niż próbę wyegzekwowania sprawiedliwości.

    Poza tym wygląda, jakby ten oszołom chciał sam strzelać tego karnego…

    Odpowiedz
    • Tomek Surdel  30/11/2009 o 22:49

      Dzieki za czujnosc. Oczywiscie ten ktory wbiegl na murawe to kibic Corinthians. Juz poprawione.

      Odpowiedz
  2. Polones  30/11/2009 o 21:20

    A prognozy są takie, że Flamengo jest już mistrzem, bo Gremio, z którym grają na Maracanie ostatni mecz jawnie, bez skrępowania i zażenowania ogłosiło, że mecz odpuszcza i zagra rezerwami oraz juniorami. Tylko po to, by nie dać wygrać Interowi (lokalny rywal) i Sao Paulo (rywal, który w ostatnich kolejkach zeszłego sezonu pozbawił ich tytułu).

    Sportowa postawa po prostu, tzw. profesjonalizm.

    Odpowiedz
  3. BsAs  30/11/2009 o 23:22

    A dlaczego Corinthians gralo mecz „u siebie” na stadionie w Campinas. A nie na na Pacaembu?

    Odpowiedz
    • Polones  30/11/2009 o 23:55

      Bo w tym samym czasie odbywał się w Sao Paulo mecz Palmeiras – Atletico Mineiro (przedostatnia kolejka – jedna godzina wszystkich meczów) i policja poprosiła, by jeden z nich przenieść poza miasto, bo nie wyrobiliby z ochroną dwóch spotkań na raz. A w każdym razie jest to dużo trudniejsze.

      Zresztą, to że przeniesiono akurat mecz Corinthians, a nie Palmeiras, to też był ukłon w stronę Flamengo, bo na Pacaembu w SP byłoby im dużo trudniej pokonać Corinthians. Układy (patrz komentarz wyżej o Gremio), ale to temat na osobny artykuł…

      Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.