Peru wciąż odkrywane


Żałujesz, że urodziłeś się kilka wieków zbyt późno? Drzemie w Tobie niezaspokojona dusza odkrywcy-eksploratora? Chciałbyś być kolejnym Kolumbem, Amundsenem, czy Magellanem? Nie poddawaj się! W XXI wieku, w epoce satelitów i GPSów wciąż istnieją nieodkryte tajemnice i dziewicze zakątki na naszym globie!

Udowodniła to właśnie Regionalna Dyrekcja Handlu Zewnętrznego i Turystyki (Dircetur) peruwiańskiego regionu Ucayali, która zorganizowała wyprawę aby potwierdzić indiańskie opowieści o ukrytym w dżungli wspaniałym wodospadzie. Wodospadzie, który przez długie lata uważany był przez peruwiańskie władze za swego rodzaju Eldorado – mityczne miejsce, o którym wielu mówi, ale tak naprawdę nikt go nie widział.

Indianie Ashánika, mieszkający w znajdującej się na peruwiańsko-brazylijskim pograniczu dżungli w dorzeczu Ucayali, zwrócili się jednak w ostatnich miesiącach do regionalnych włodarzy z prośbą o pomoc w rozwinięciu ekoturystyki w ich wioskach. I ponownie zaczęli wspominać o znanej tylko im spektakularnej kaskadzie. Szef Dirceturu, Óscar Vásquez, postanowił w końcu, raz na zawsze, sprawdzić te doniesienia. I wraz ze kilkoma współpracownikami, oraz Indianami opowiadającymi o ukrytej atrakcji, ruszył w drogę.

wschód słońca nad Ucayali (fot. sdpuckett)
wschód słońca nad Ucayali (fot. sdpuckett)

Trasa nie była łatwa. Ze Pucallpa, stolicy regionu, wpierw 6. godzin nawigacji w górę rzeki Ucayali, do osady Iparía. Tam przesiadka z łodzi na mniejsze, indiańskie czółna i kolejne osiem godzin w górę dopływu Ucayali – rzeki Shawaya. Dopiero wtedy grupa dotarła do Nuevo Paraíso – osady z której pochodzą Indianie zwracający się o pomoc w rozwoju turystyki na ich terenie. Z ich wioski ekspedycja wyruszyła na kolejne kilka godzin marszu ścieżkami istniejącymi tylko w głowach tubylczych przewodników.

Ponoć jednak warto było stawić czoła tym wszystkim wyzwaniom i trudom drogi. Bo okazało się, że wodospad z indiańskich opowieści naprawdę istnieje! Óscar Vásquez twierdzi, że ukryta w dżungli kaskada posiada budzące respekt rozmiary – ma ok. 100 metrów wysokości, a jej szerokość sięga momentami aż 150 metrów. Lokalni Indianie nazywają ją Hongua.

Co więcej, na tym wcale nie koniec lokalnych atrakcji. Ashánika zaprowadzili też urzędników-odkrywców do znajdującej się w pobliżu wodospadu potężnej jaskinii, zwanej przez nich Santana, w której znajdują się stanowiska lęgowe wielu egzotycznych ptaków, których pisklęta – wyjaśnili Indianie – od wieków są czasem przez nich podbierane i służą do przyrządzania, spożywanych w styczniu i lutym, magicznych – ich zdaniem – potraw.

W okolicy znajduje się także stary cmentarz na którym chowali swych zmarłych Indianie Schipibo-Conibo, stanowiący ongiś tubylczą większość w dorzeczu Ucayali. Óscar Vásquez twierdzi też, że w dżungli, w drodze do wodospadu, istnieje – być może nie całkowicie naturalne – nagromadzenie olbrzymich głazów. Jego zdaniem nie można wykluczyć, że są to pozostałości po jakiejś preinkaskiej, indiańskiej twierdzy.

Wszystkie te odkrycia zostaną wkrótce szczegółowo zbadane i opisane. Dircetur już szykuje kolejną wyprawę w rejony Nuevo Paraíso, do udziału w której zostaną – tym razem – zaproszeni także eksperci z Limy.  Óscar Vásquez obiecuje także, że lokalne władze postarają się pomóc Indianom Ashánika w turystycznej eksploatacji ukrytych w dżungli naturalnych skarbów. Choć – przyznaje – ze względu na znaczne oddalenie od dróg, czy lotnisk, na pewno nie będzie to turystyka masowa. Hongua nie stanie się kolejną Niagarą, czy Iguazú. Przynajmniej nie w najbliższej, przewidywalnej przyszłości.

I bardzo dobrze.

P.S. Zdjęcie ilustrujące ten tekst wykonał sdpuckett. Wykorzystane jest ono zgodnie z udzieloną przez niego licencją Creative Commons 2.0.

Prześlij dalej:

About Tomasz Surdel

Dziennikarz i fotograf. Pracuje, bądź pracował dla tak różnych mediów jak Gazeta Wyborcza, TVP, TVN24, Canal+, RMF FM, EFE, Associated Press, Universal, Le Temps, Le Matin, GPD, snowBoard, PR Week. Teoretycznie mieszka w Buenos Aires, ale dość trudno go tam zastać. Prowadzi bloga Sur del Sur.

W sieci:

Na Twitterze Na Google+ Inne teksty na tierralatina.pl Strona internetowa

2 reakcje na "Peru wciąż odkrywane"

  1. buendia  09/11/2009 o 20:52

    zaczarowało mnie. bardzo. jak w książce Maufraisa Raymonda „Zielone Piekło”. aż zazdroszczę tym z Dirceturu…

    Odpowiedz
  2. patinha  09/11/2009 o 23:12

    Eh, wspaniałe to że jeszcze takie miejsca istnieją, ale… Jeżeli swoje łapy po to wyciągnął i turyści i jacyś wizjonerscy inwestorzy, o zgrozo. To będzie po prostu smutne. Biedna ta nasza natura, człowiek to potwornie pazerny stwór… (i po co u diabła tym Indianom turystyka, czy ktoś mi to wytłumaczy?!)

    Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.