Newsweek zdenerwował Cháveza


To było do przewidzenia. Wenezuelskiemu przywódcy za grosz nie spodobały się prognozy na nadchodzący rok przygotowane przez redaktorów amerykańskiego Newsweeka. Wśród 10. przepowiadanych wydarzeń znalazły się bowiem obalający Hugo Cháveza zamach stanu i śmierć Fidela Castro.

Na czym się opiera to czasopismo robiąc takie prognozy? Na swych pragnieniach, na swej nienawiści! – grzmiał dzisiaj wyraźnie poruszony Hugo Chávez, komentując ubiegłotygodniowe przepowiednie Newsweeka. Amerykański tygodnik aż trzy z dziesięciu zapowiadanych przez redakcję jako prawdopodobne w 2010 roku międzynarodowych wydarzeń, umieścił w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach.

Największe oburzenie wenezuelskiego przywódcy wywołała oczywiście zapowiedź obalającego go przewrotu wojskowego. Zdaniem Newsweeka zapowiedziana przez Cháveza konstrukcja „socjalizmu XXI wieku” definitywnie legnie w gruzach. Dziennikarze przypominają, że ceny w Wenezueli wzrosły w tym roku o 30 proc. i nic nie wskazuje na to, aby ta najwyższa na kontynencie inflacja miała się w 2010 roku zatrzymać. Wręcz przeciwnie – boliwar będzie tracił na wartości jeszcze szybciej, co najbardziej odczują najbiedniejsi i klasa średnia. Według tygodnika obecny kryzys energetyczny sprawiający, że coraz częściej wenezuelskie miasta pogrążają się w ciemności, także będzie się pogłębiał. A wymyślona przez Cháveza Zimna Wojna z Kolumbią, która jest przecież drugim co do wielkości handlowym partnerem Wenezueli (po… Stanach Zjednoczonych) spotęguje kryzys.

Newsweek przepowiada paraliż wenezuelskiej gospodarki, upadające zakłady przemysłowe i coraz bardziej puste sklepy. „Świeże mleko, wołowina i mąka staną się towarami luksusowymi” – złowieszczy tygodnik. To wszystko, wraz z wciąż rosnącą przestępczością, która i tak jest już jedną z nawyższych na świecie, sprawi – zdaniem amerykańskich redaktorów – że przeciw Chávezowi wystąpią nawet najbiedniejsi. I armia nie będzie miała innego wyjścia, jak obrócić się przeciw prezydentowi i zaprowadzić w kraju porządek. „Socjalizm XXI wieku zmierza w kierunku znanego dobrze z XX wieku socjalizmu braków w zaopatrzeniu, ubóstwa i chaosu” – twierdzi Newsweek.

Chávez oczywiście przepowiednie te odrzuca. Monopolizując dzisiaj wszystkie kanały radia i telewizji próbował wmawiać słuchaczom, że kraj ma sie dobrze i coraz lepiej. Tupetu wystarczyło mu nawet, aby stwierdzić, że rząd „chwycił byka za rogi” i odnosi sukcesy w walce z brakiem bezpieczeństwa. Jako przykład podał, że… w minione święta Bożego Narodzenia na wenezuelskich drogach zginęło mniej kierowców niż rok wcześniej. Nie wspominając przy tym ani słowem o ponad 60. ofiarach morderstw w samym tylko Caracas, między 23. a 26. grudnia…

Chávez zapewnił też, że jest pewien lojalności wenezuelskiej armii, której zadaniem – jak przypomniał – jest m.in. obrona socjalizmu. Uznał, że zamach stanu byłby możliwy jedynie gdyby ktoś zaimportował armię z zagranicy. I ostrzegł: Gdyby ktoś odważył się to zrobić, niech pamięta że nasz kontratak będzie bezlitosny.

Wenezuelskiemu prezydentowi nie spodobało się także, że zdaniem Newsweeka rok 2010 będzie ostatnim jaki spędzi na Ziemi Fidel Castro. Czyżby zdaniem tego tygodnika Fidel wybierał się w podróż na Księżyc? – pytał się Chávez, który uważa kubańskiego dyktatora za swego „ojca politycznego”. Tymczasem amerykański tygodnik przepowiada, że wraz ze śmiercią Fidela, który – to nie jest tajemnicą – jest od kilku lat przewlekle chory, rozpocznie się proces przemian na Kubie.

Wg. amerykańskich dziennikarzy nie będzie to jednak gwałtowna rewolucja, ale raczej szybka ewolucja. Raúl Castro, bez nadzoru brata, miałby m.in. poluźnić dotychczasowe „doktrynalne sztywności” jak brak wolności prasy, drakońskie ograniczenia w zagranicznych podróżach, kult jednostki, czy prześladowanie gejów. Kuba wycofałaby się także ze swej tradycyjnej antyamerykańskiej retoryki. Nie ze względów ideowych, ale z czystego pragmatyzmu. Rzadząca kasta zdałaby sobie w końcu sprawę, że – tak jak to miało miejsce w innych krajach dawnego sowieckiego obozu – na przemianach i otwarciu bardzo może ekonomicznie skorzystać.

Wg. Newsweeka już w przyszłym roku Kubę odwiedzą reprezentanci Departamentów Stanu, Bezpieczeństwa i Handlu. A być może jeszcze przed końcem 2010 roku Hillary Clinton ogłosiły plan całkowitej normalizacji stosunków Waszyngtonu z Hawaną. Miałaby ona nastąpić w roku 2013.

Trzecią latynoską prognozą Newsweeka, do której akurat Hugo Chávez się dzisiaj nie ustosunkował, jest rosnące gospodarcze znaczenie Brazylii, nazywanej przez amerykański tygodnik „Nowymi Chinami”. Prognozy dla Brazylii są jednak zuepełnie odwrotne niż te dla azjatyckiego Państwa Środka, któremu tygodnik przepowiada na przyszły rok głęboki kryzys. Bryzylijska gospodarka ma urosnąć w 2010 roku o 8 proc., a odkryte niedawno olbrzymie złoża ropy mają przynieść nowe miejsca pracy i duże pieniądze do budżetu. Potężnego kopniaka w infrastrukturalne inwestycje ma dać także niedawne przyznanie Rio de Janeiro prawa do organizacji Igrzysk Olimpijskich w 2016 roku.

O tym kto miał rację, redaktorzy Newsweeka, czy Hugo Chávez, przekonamy się już w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Ja tylko od siebie dodam, że kilka miesięcy temu, czyli zdecydowanie przez Newsweekiem, nazwanym dzisiaj przez wenezuelskiego prezydenta „czasopismem Imperium”, bardzo prominentny dziennikarz reżimowej telewizji VTV przekonywał mnie przy butelce rumu, że Hugo Chávez roku 2010 nie przeżyje. Że zostanie obalony przez tych samych, którzy jeszcze niedawno stanowili jego bazę – przez biedotę. – tłumaczył mi człowiek, który na codzień paraduje przed kamerami w czerwonej koszuli i dzięki której dorobił się m.in. luksusowego apartamentu w Panamie…

Prześlij dalej:

2 reakcje na "Newsweek zdenerwował Cháveza"

  1. Polones  31/12/2009 o 14:11

    Oby, oby…

    Odpowiedz
  2. Pingback: 2010 - rok wojen i zamachów stanu? | tierralatina.pl

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.