Piętnastka na Kubie


Na Kubie, jak w większości krajów latynoskich, dziewczyna kończąc piętnaście lat, staje się dorosła. W tym dniu na jej cześć odbywa się wielka uroczystość urodzinowa, tzw. Quinces, czyli Piętnastka. Jednak na tej wyspie to nie impreza jest najważniejsza. Finałowym wydarzeniem dnia, na które wszyscy czekają z napięciem, jest moment wizyty u fotografa.

W dniu piętnastych urodzin sąsiadka mozolnie prostuje jej gęste kręcone włosy. Yenisey co chwilę przegląda się z powagą w kawałku złamanego lustra.

W dniu piętnastych urodzin sąsiadka mozolnie prostuje jej gęste kręcone włosy. Yenisey co chwilę przegląda się z powagą w kawałku złamanego lustra.

I nie chodzi tu bynajmniej o prozaiczne uwiecznienie na kliszy tego życiowego momentu. Ta wizyta w pierwszym dniu dorosłości przybiera wartość symboliczną. Fotograf staje się odpowiednikiem maga, którego trudnym zadaniem jest wyczarowanie za pomocą zdjęć świata najskrytszych marzeń dziewczyny. To dzięki niemu pozostanie pamiątka, która zawsze przypominać jej będzie chwilę, w której świat leżał u jej stóp. A to, że zdjęcia jej koleżanek są łudząco podobne… Cóż, przecież wszystkie dziewczyny mają podobne marzenia.

Yenisey ma wiecznie pijanego ojca i nieporadną matkę. W życiu musi radzić sobie sama. Jest arogancka i wyszczekana. Na wizytę u fotografa przychodzi z torbą wypchaną ubraniami – wszystko, co ma najlepszego, lub co udało jej się wyprosić od koleżanek na tę okazję. Mimo to fotograf José protekcjonalnie wydyma wargi. W mgnieniu oka przerzuca zawartość torby. W co ja cię mam ubrać? – narzeka.

Yenisey nagle robi się cicha i przestraszona. Na szczęście pomysłowy pomocnik fotografa René, robiący dziś za stylistę i fachowca od makijażu, zdziera wiszącą na oknie czerwoną kotarę i zawija jej wokół talii. Jeszcze tylko wiąże na ramieniu wielką kokardę i suknia wieczorowa gotowa. Dziewczyna zmienia się w damę. Trzask migawki. Pierwsze zdjęcie gotowe!

Innej sukni nie ma już z czego zrobić. Deficyt ubraniowy na Kubie w tej chwili boleśnie uderza w naszą bohaterkę. Rozbieramy! – fotograf znajduje genialnie proste wyjście z trudnej sytuacji. Yenisey zostaje tylko w skąpych majteczkach. Niespodziewanie okazuje się, że ma bardzo zgrabna figurę. Dramat został zażegnany.

Matka i młodsza siostra przyglądają się metamorfozie Yenisey

Matka i młodsza siostra przyglądają się metamorfozie Yenisey

Zrobimy z ciebie wampa – cieszy się José. Pokazuje wytłuszczoną stronę wyrwaną z „Playboya”, zapomnianego pewnie gdzieś na plaży przez dewizowych turystów. Na zdjęciu perwersyjnie związana naga modelka pręży swe wdzięki. René w lot łapie sugestie szefa. Wyciąga z przepastnego pudła sznur. Zdjęte z szubienicy – myślę z przestrachem widząc na jego końcu misternie zawiązaną pętlę.

Obaj fachowcy są genialnymi przykładami powszechnego na Kubie mistrzostwa w robieniu czegoś z niczego. Nałożone na kraj embargo najbardziej mści się na biednych mieszkańcach wyspy. Brak jest podstawowych materiałów. Każdy kombinuje więc jak może i próbuje ułatwić sobie życie.

René jest gejem. Ma lekko przesadzone gesty i kobiecy głos. Od niego dowiaduję się, że żyją w nieformalnym trójkącie z fotografem i jego kucharzem. No cóż, czasy są ciężkie. Razem zdecydowanie łatwiej. Studio fotograficzne jest zarazem ich apartamentem. W kąciku kuchennym poniewiera się kilka zardzewiałych garnków. W przerwach między robieniem zdjęć José zmywa naczynia. Na Kubie nie marnuje się czasu.

Miniaturowa ubikacja z gadającym lokatorem

Miniaturowa ubikacja z gadającym lokatorem

Na przykładzie mieszkania tego człowieka widać typową na wyspie pomysłowość. W ramach oszczędzania wszystko musi być maleńkie i praktyczne. Jakby w jakiejś zadziwiającej kompozycji szkatułkowej małe samo w sobie studio ma wydzieloną maleńką kuchnię, a ta jeszcze mniejszą ubikację. Bez drzwi, bo korzystającemu z niej nie zmieściłyby się nogi. Gdy w pewnym momencie jestem zmuszona jej użyć, kolana wystają mi do kuchni. Na domiar złego nagle zdaję sobie sprawę, że nie jestem sama. Dokładnie nad muszlą wisi klatka. Też malutka. Z niej łypie na mnie jednym okiem papuga.

yenisey3Przeciętna miesięczna pensja na Kubie to 20 dolarów. Ojciec Yenisey, w przerwach między piciem, żyje z organizowania nielegalnych konnych wypraw dla turystów. Gdy nie ma chętnych, sprzedaje pomidory. Matka nie pracuje. Zajmuje się domem.

Profesjonalny makijaż córki kosztuje pięć dolarów, a każde zdjęcie – dolara. Te z Leonardo di Caprio są droższe – aż dwa dolary, bo i roboty z nimi więcej. Do fotomontażu potrzebny jest komputer, a ten jest tylko jeden w całej okolicy. Ale cóż znaczą dwa dolary, za możliwość sfotografowania się w ramionach boskiego Leo.

yenisey4Te zdjęcia będą potem latami pieczołowicie przechowywane między stronami gazety – albumy też są towarem deficytowym – i pokazywane z dumą wszystkim znajomym. Cena kilkunastu zdjęć to równowartość jednej miesięcznej pensji. To dużo jak na Kubę, ale mało jak na cenę marzeń. Gdzie na świecie którakolwiek dziewczyna za dwadzieścia dolarów ma szansę kupienia największych marzeń swojego życia?

yenisey5Tylko w ten jeden dzień wchodzące w dorosłość dziewczęta mają niepowtarzalną szansę wcielić się w role, których nigdy nie odegrają; w postaci, którymi nigdy nie będą. Scenariusz dla nich już dawno został napisany i mało jest prawdopodobne, aby nastąpiły w nim jakieś zmiany… Teraz mają piętnaście lat, za rok lub dwa wyjdą za mąż, za kolejny rok urodzą pierwsze dziecko, potem następne, roztyją się, stracą blask w oku i wtedy nawet najznakomitszy fotograf nie wyczaruje z nich księżniczki. To jest ich dzień. Jedyny dzień, kiedy mogą sobie pozwolić na szaleństwo, za które rodzina płaci z całkowitym zrozumieniem.

yenisey6Dziś te dziewczyny z ubogiego kraju, gdzie podróż za granicę kojarzy się z upokarzającą ucieczką na tratwie przez ocean, dumnie pozują na tle egzotycznych krajobrazów i drogich jachtów. Za pomocą kilku drobnych trików stają się damami, wampami, gwiazdami filmu.

Ten jeden jedyny raz mogą zagrać wyśnioną rolę swojego życia.

Prześlij dalej:

3 reakcje na "Piętnastka na Kubie"

  1. Doxa  02/01/2010 o 01:00

    Szkoda, ze tych golych fotek autocenzura nie przepuscila.

    Chcialem niesmialo zwrocic uwage, ze nie tylko Kubanki maja przechlapane. Polki nie sa w takiej cudownej sytuacji. Obchodzi sie 18tke i 100 dniowke, bo w zimnym kraju pozniej sie dojrzewa. A potem tez zdarzaja sie pijacy, tez jest bezrobocie czy niechciane ciaze i zycie za 1200 miesiecznie. Drogich jachtow sie nie widuje, za to drogie samochody i mieszkania, na ktore nie wiadomo kogo stac.

    Zapraszam do Chicago, moge pokazac jak tu ciezko maja lokalni murzyni czy latynosi. Moge tez zaprowadzic do bejsmentow, wynajmowanych przez Polakow.

    P.

    Odpowiedz
  2. Basia  12/05/2011 o 20:15

    To ciekawy artykuł, choć moje doświadczenie z kubańskich Quinces jest zupełnie inne… Ale też sytuacja na Kubie zmienia się z roku na rok… Poza tym, wbrew ideałom socjalizmu potworne kontrasty między miastem a wsią, między tymi, którzy pracują w turyzmie a tymi co np. w szwalni są przytłaczające.

    Ze strojami nie ma już problemów, po prostu specjalizujący się w tej usłudze fotografowie mają przygotowany zestaw kilkunastu balowych sukien. W trakcie sesji trwającej kilka godzin dziewczyna zmienia styl od wampa po szykowną pannę na wydaniu. A zdjęcia powiększone do niewiarygodnych rozmiarów wiesza się w salonie niczym obrazy. jeśli zaś dom takiż jest zarazem restauracją tym lepiej. Chlubę rodziny obejrzy więcej gości… a i wyda się ją za mąż korzystniej… o balach i kreacjach przywdziewanych na tę okazję napiszę tylko znane, polskie „zastaw się a postaw się”. czy też latynoskie „chwytaj chwilę i nie myśl o tym, co przyniesie jutro”. szalone, pierwotne potlacze.

    Odpowiedz
  3. Katolik  09/04/2012 o 23:28

    No to polski emeryt z głodowym 700zł na kubie czułby się jakby w Polsce zarabiał 35.000 zł 😉
    Jak na Kubańskie warunki zjadłby wykwintnie, luksusowo mieszkał i jeszcze miał służbę.
    Jak Tusk z Komorowskim jeszcze porządzą, to emeryci i renciści za chlebem pouciekają na Kubę.

    Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.