Skąd się wzięła capoeira?


Morze roztaczało się wokół nas już od ponad miesiąca . Jego szum zastąpił nam oddech, nasze łzy i skóra przepełniły się jego solą. Jednak dzisiaj, dn. 24 kwietnia roku 1500, nasze utęsknione nogi stanęły wreszcie na pewnym gruncie. – takie właśnie słowa mógł zapisać Pedro Alvares Cabral, bądź ktoś z jego licznej załogi. To jego uznaje się za odkrywcę Brazylii. I dokładnie od tego momentu, od 24 kwietnia 1500 roku, należy zacząć, aby sięgnąć korzeni capoeira.

Kiedy pierwsze portugalskie nogi  zaczęły stąpać po Ilha de Vera Cruz, bo tak najpierw ochrzczono Brazylię, im oczom ukazała się piękna, dzika ziemia, nie kryjąca swego potencjału. Przybyszy na plażach powitali podejrzliwi, acz ciekawi tubylcy, głównie z plemienia Tupi, którzy stopniowo pomagali gościom odkrywać swoje tereny. Podawali im owoce, pokazywali strzały i łuki, chwalili się domostwami, dziećmi i, o zgrozo, kobietami.

Nie minęło dużo czasu jak w portugalskich głowach zaczęły rozwijać się wizje wspaniałego nowego życia, a portugalskie ręce (i nie tylko) zaczęły sięgać po indiańskie kobiety, co w efekcie dało początek Metysom i tzw. Caboclo.

Okres wzajemnego poznawania dość szybko minął i kolonizatorzy zaczęli zmuszać swych dotychczasowych gospodarzy i przewodników do pracy na początkujących plantacjach, wynagradzając ich świecidełkami bez wartości. Kiedy Indianie zrozumieli w jakiej sytuacji się znaleźli, zaczęli okazywać sprzeciw. Jednak wszystko na nic – wtedy to bowiem w ruch poszły baty i inne mobilizujące metody. I zaczęło się…

Początkowo, w poszukiwaniu siły roboczej, łapano przypadkowo spotkanych tubylców. Jednak z czasem zaczęto robić specjalne eskapady w głąb nowego lądu. Zwłaszcza, gdy okazało się, że w porcie można wymienić Indianina na proch strzelniczy, dobrą butelkę brandy, czy kilogram soli.

Doskonałą rozrywkę stanowiły również tzw. „wojny sprawiedliwe”. Śmiałkowie i poszukiwacze przygód, ciesząc się błogosławieństwem lokalnych portugalskich władz, tzw. Kapitanatów, wyruszali na poszukiwanie „niebezpiecznych dzikusów”, przedstawianych portugalskiemu społeczeństwu jako ludożercy i zwyrodnialcy. W wyniku tych wojen zginęło i zostało pojmanych ok. 300 tysięcy Indian.

Do masowej łapanki przyłożył się także Kościół. Jezuici, którzy przybywali na nowy ląd, uznali wprawdzie początkowo, że to wyjątkowo okrutne i niechrześcijańskie, traktować Indian jak dzikusów. Oni zaproponowali im obowiązkową pracę na swoich zakonnych plantacjach. 6 miesięcy charówki księża wynagradzali kawałkiem papieru nazywanym… „Kuponem na zbawienie boskie”. Jeśli ktoś buntował się przeciw takiej zapłanie, był zamykany w więzieniu, a później zmuszany do pracy stricte niewolniczej. I tym razem na zbawienie nie mógł już absolutnie liczyć.

Niestety ludność tubylcza czy chciała, czy nie, nie była wystarczająca. Zaczęły się zarazy – indiańscy niewolnicy padali jak muchy; nie przystosowani do takiej pracy i osłabiani nowymi dla nich bakteriami z Europy. Wtedy to postanowiono, że do Brazylii przywiezie się ludność afrykańską.

Portugalczycy mieli już wówczas dość spore doświadczenie w wykorzystywaniu Czarnych. Ponieważ wielu portugalskich mężczyzn zginęło w morskich walkach przy okazji zdobywania nowych terenów dla korony portugalskiej, rdzenni mieszkańcy afrykańskich kolonii stali się „wypełnieniem” tych strat w ludziach – zmuszano ich do pracy tam gdzie rąk do niej brakowało.

Czarnych ludzi łapano jak leci – Portugalczyk szedł,widział Czarnego, no to chaps za kark i już miał jednego więcej. Całe eskapady łapaczy wyruszały do Afryki i właśnie tak – chaps za kark – pojmywali. Kiedy już mieli pokaźną grupkę złapanych, dostarczali ich do tzw. feitorias – brudnych, zapchlonych i pilnie strzeżonych zagród dla ludzi . I to właśnie stamtąd zabierano ich do Brazylii.

Otwierano klapy w pokładach statków i do ładowni wrzucano ile tylko się dało, czarną ludzką zwierzynę. Często ok. 500 sztuk, jedna na drugiej, bo niewolnik wielkiej wartości nie miał. Podróż trwała ok 3 miesięcy, w kołyszącej ciemności, zaduchu, smrodzie, strachu, bólu i niepewności.

Oczywiście, nie wszyscy docierali do celu tego koszmarnego transportu. Szacuje się, że z ponad 4 milionów Afrykanów wywiezionych przez Portugalczyków w kierunku Ameryki Południowej, aż ok 400 tys. spoczęło na dnie Atlantyku, nie dożywszy końca transportu.

Ci, którym przetrwać się udało, też wcale nie mogli mówić o szczęściu. Z Afryki docierały 3 grupy ludów afrykańskich: sudańska, gwinejsko-sudańska i Bantu. Każda z nich, w swoim gronie, stanowiła nie lada wyzwanie i zagrożenie dla posiadaczy ziemskich. Nieuniknione byłyby bunty, protesty, ucieczki, a w końcu rewolucja wyzwoleńcza. Dlatego właśnie olbrzymią wagę miała strategia rozmieszczania przwiezionych. Bardzuo dbano o to, aby do senzalas – czyli kwater niewolniczych – trafiali ludzie wcześniej nie znający się, a najlepiej nie mogący się porozumieć. Bez skrupułów i z pełną premedytacją rozdzielano więc rodziny, rozbijano klany.

Utrudniało im to komunikację, ale jednocześnie coraz bardziej mieszało ich kulturę i krew.

Niewolnicy oczywiście i tak nie pozostali bierni wobec prześladowania i wykorzystywania. Wielu z nich uciekło. Zakładali oni wtedy w głębi dżungli swoje nowe, niezależne, wolne osady – quilombos. Jednym ze słynniejszych było Quilombo dos Palmares w interiorze obecnego stanu Alagoas. Znane było przede wszystkim ze swojej siły – przetrwało ok. 67 lat, mimo ciągłych ataków kapitanatów. Do dziś w pieśniach towarzyszących capoeira wysławia się to miejsce jako symbol buntu i siły jedności.

Teraz postarajmy się odnaleźć w tych wydarzeniach capoeirę – gdzie jej szukać, w jakich okolicznościach się narodziła?

Z góry jednak zastrzegam, że to o czym teraz będę pisała to jedynie możliwości, aktualne domniemania i przypuszczenia. Nie gwarantuję, że są one jedynymi, a już na pewno nie, że jakiekolwiek z nich jest prawdą potwierdzoną. Wszystko to hipotezy.

Powód tego braku pewności jest prosty i, jak wszystko w historii niewolnictwa, wyjątkowo niepoprawny ze strony sprawcy. Otóż, 15 grudnia 1890 roku, ówczesny minister finansów Brazylii, Ruy Barbosa, podpisał ustawę, na mocy a spalone zostały wszelkie akta i dokumentacje dotyczące okresu kolonizacji państwa.

Towarzyszyły temu oczywiście wielkie słowa, że przecież trzeba wymazać ten straszny, godny pożałowania okres w historii kraju, aby mógł on się swobodnie rozwijać bez ciężkiego brzemienia przeszłości. Aby w końcu mógł rozkwitnąć i odetchnąć z ulgą… Ale tak naprawdę był to manewr przemyślany i ukartowany – dzięki niemu posiadacze ziemscy nie musieli płacić odszkodowań i należności swoim byłym, już wolnym, pracownikom.

Według Augusta Ferreiry, brazylijskiego dziennikarza i autora História da Capoeira, jej początków należy szukać w bardzo konkretnym momencie kolonizacji Brazylii – gdy Holendrzy postanowili splądrować i przejąć portugalskie kolonie w Ameryce Połudnowej. Bo choć ta próba zakończyła się porażką, stworzyła ona sytuację bardzo korzystną dla ucieczki i buntu niewolników. Dokładnie jak w znanym powiedzeniu, gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta, w czasie holendersko-portugalskich potyczek ochrona i czujność na plantacjach była znacznie osłabiona, a co chwilę gdzieś panował chaos.

Wielu niewolników skorzystało z tej okazji. Najczęściej kryli się w pasie dżungli o szerokości ok. 100 km zwanym Capoeiras, między plantacjami, a głębokim interiorem. To tam tworzono wspomniane wcześniej quilombos.

fot. Emmanuel Avetta

fot. Emmanuel Avetta

Niewolnicy musieli obmyślić system jakim będą się bronić i uwalniać swoich braci. Ponieważ broni zazwyczaj żadnej nie mieli, początkowo zdani byli na walkę wręcz. I głównie stosowano serie silnych, wielokrotnych uderzeń pięściami i nogami,w celu jak najszybszego ogłuszenia przeciwnika.

System walki był nieustannie doskonalony. Zwłaszcza, że wolne osady były coraz częściej atakowane przez plantatorów uzbrojonych w strzały i broń palną. Potrzebny był sposób i przebiegłość. Akrobatyczne skoki i figury to, wg. Ferreiry, po prostu strategia unikania strzał i pocisków wroga.

Za taką teorią genezy capoeiry przemawia,rozprzestrzenienie się jej na wiele obszarów Brazylii. Po tym jak niszczone były quilombos, a ich byli mieszkańcy kryli się w coraz to innych zakątkach kraju, capoeira „podążała” za nimi i rozwijała się dokładnie tam, gdzie osadzali się byli niewolnicy.

Z kolei Albano de Neves e Souza, poeta i malarz z Luandy, przypisuje większość korzeni samej Afryce . Otóż w południowej Angoli był znany zwyczaj hucznych obchodów efundula, czyli ceremonii uwieńczającej gotowość młodych kobiet do wyjścia za mąż. Jednym z jego elementów był N’golo – taniec zebry, który w sumie z tańcem nie miał wiele wspólnego. Dwóch młodzieńców stawało do pojedynku, w którym rozstrzygali, kto jest silniejszy. Ten, który wygrał wybierał sobie kobietę, za darmo.

(fot. Rodrigo Suarez)

(fot. Rodrigo Suarez)

Z opisów wiadomo, że były to brutalne walki, krwi w nich bywało niemało. Niewolnicy przywożeni przez Portugalczyków z obszarów Angoli mieliby przeobrazić ten zwyczaj w system obronno-zaczepny wykorzystywany przeciwko dręczycielom. Dowód, który podaje Nevez e Souza wydaje się być dość przekonujący. Otóż, używany dzisiaj w capoeira berimbau to nic innego jak instrument afrykańskich pasterzy, używany jako akompaniament do N’golo i zwany hungu lub m’bolumbumba.

Wszystko to ładnie się łączy, ale… zanim już przyjmiecie tą wersję za ostateczną – czytajcie proszę dalej.

Na Rua da Praia de D. Manoel w Salvadorze znajdował się targ. Handlowano na nim głównie ptactwem. Z rozkazu swych panów, niewolnicy przychodzili tam sprzedawać owoce ich hodowli. Wczesnym rankiem, kiedy słońce było jeszcze blade, szli tam, niosąc na głowach plecione kosze z kurczętami. Owe kosze nazywały się capoeiras. Zanim zjawiali się kupcy, niewolnicy bawili się dla jakiegokolwiek umilenia czasu. Bawili się w zawody capoeira – ot, chłopięce podskoki, fizyczne przepychanki, później obroty, a nawet sekwencje…

Według Brasila Gersona (autor Histórias das Ruas do Rio de Janeiro) i W. Rego (etnolog i historyk brazylijski) capoeira owszem, została stworzona przez Afrykańczyków, ale nie w ich ojczyźnie, tylko w Brazylii. I rozwinęła się dzięki niewolniczym potomkom, stając się – z pokolenia na pokolenie – coraz bardziej doskonała.

Spór, bo chyba można to wręcz tak nazwać, o pochodzenie capoeiry doszedł tak daleko, że nawet i lingwiści dorzucili do niego swoje 3 grosze.

Wyrażenie jôgo de capoeira w piśmie pojawiło się w XVIII wieku, ale w mowie używane było już wcześniej. W jego analizie skupiono się na słowie capoeira. Otóż w guarani, języku używanym wówczas przez większość ludności tubylczej, to tajemnicze słowo odnosi się do liści, lasu, drewna i drzew – tu potwierdzenie padłoby na teorię związaną z quilombos w interiorach. Natomiast w portugalskim ma związek ze słowem capão, czyli kogut –  co wzmacniałoby wersję z wiklinowymi klatkami na kurczęta i targowymi zabawami.

Jest jeszcze Odontophorus capueira spix lokalnie zwana po prostu jako Capoeira – odmiana małej kuropatwy, która żyje na południe od stanu Bahia, Mato Grosso, São Paulo, Paraná, Rio Grande do Sul. Samiec, który zaleca się, bądź jest zazdrosny o swoją panią, wdaje się w konkurencyjne bójki. Przy tym jest wyjątkowo zręczny, szybko porusza się, zwodzi przeciwnika i stosuje różne przynęty. Do tego, niektórzy pasterze wykorzystywali jego charakterystyczny śpiew do nawoływania się – nazywano ich capoeira.

Jakimś tropem, co prawda już nie natury etymologicznej, jest odnaleziony list z roku 1821, skierowany do Ministerstwa Wojny przez Komisję Wojskową w Rio de Janeiro. Uskarżano się w nim na grupę Murzynów, która zajmowała się capoeirą. Zachowywali się w sposób niewłaściwy, w wyniku czego zginęło 6 osób, część potraktowana dogłębnie nożem. Domagano się publicznego ukarania, aby odstraszyć innych śmiałków.

Ale to już kolejny etap opowieści, czyli capoeira zakazana i jej wyzwolenie. Jaka była na początku – czy faktycznie taka agresywna i bezwzględna, czy bardziej płynna niż jest teraz?

Trudno będzie na te wszystkie pytania odpowiedzieć. Jak dzisiaj się przekonaliśmy wszędzie tylko domysły i teorie. I to jak różne –  jedni twierdzą, że na początku bawiono się na targu, a inni że tylko dzięki capoierze można było uciec przed kulą pistoletu konkwistadorów…

PS. Więcej interesujących zdjęć Emmanuela Avetty z Brazylii w jego flickrowej galerii.

Prześlij dalej:

13 reakcji na "Skąd się wzięła capoeira?"

  1. aselniczka  11/01/2010 o 12:15

    Łał! Trenuję capoeirę już ponad cztery lata i pierwszy raz znalazłam tak rzeczowy i wszechstronny tekst o jej historii! Dzięki wielkie :))

    Odpowiedz
  2. Polones  11/01/2010 o 12:31

    Właśnie wczoraj przez przypadek dowiedziałem się o Mistrzu Bimba, człowieku, którego najdłuższa walka w karierze trwała podobno minutę i 2 sekundy…

    Odpowiedz
  3. Olho do gato  11/01/2010 o 21:19

    Super! W przystępny sposób zebrane teorie przedstawione w książkach mestre Acordeona i Nestora, wzbogacone jeszcze o kontekst historii kolonialnej Brazylii.
    Jako kolejną hipotezę można przytoczyć obiegową opinię jakoby capoeira przybrała formę tańca, żeby ukryć jej morderczą skuteczność przed białymi panami. Biorąc pod uwagę fakt, że wszelkie przejawy kultywowania afrykańskich tradycji była przez katolików tępione, trudno sobie wyobrazić, że niewolnicy za wiedzą i zgodą pana (nawet jeżeli był on przekonany że to tylko taniec) spotykają się, tworząc roda de capoeira.

    Odpowiedz
  4. Chavez  06/03/2010 o 21:22

    W oparciu o książkę Mieczysława Lepeckiego, pt. „Niknący świat”, chciałbym uzupełnić artykuł w części dotyczącej Quilombo,
    „Słowo Quilombo jest pochodzenia afrykańskiego i oznacza chatę lub miejsce, w którym ukrywają się …. zbiegli od swoich właścicieli niewolnicy. Brazylia była ongiś usiana takimi niewolniczymi schroniskami….. Największy związek quilombów, zwany Republica de Palmares, powstał podczas holenderskiej inwazji w 1630 roku. Utworzyli go Murzyni, którzy korzystając z wywołanego najazdem zamieszania uciekali gromadnie w strony oddalone i trudno dla białych dostępne. Ten ich siedemnastowieczny azyl, nazwany ze zwykłą u Portugalczyków przesadą republiką, był w rzeczywistości związkiem kilkuset małych wsi, liczącym łącznie około dwudziestu tysięcy mieszkańców…..Władze kapitanii Pernambuco postanowiły rozgromić murzyńską redutę wolności, a jej obrońców ponownie obrócić w niewolników. Gubernator Antonio Felix Machado da Silva e Castro zrobił umowę ze znanym ówcześnie konkwistadorem i zabijaką, Domingosem Jorge Velho, aby dokonał tego dzieła.
    Domingos wywiązał się z polecenia ku zadowoleniu władz. Dobrawszy sobie osiemdziesięciu białych i tysiąc trzystu uzbrojonych w łuki Indian wyruszył w 1693 roku w góry Serra da Barriga, gdzie zdobył leżącą tam stolicę „republiki”, miasto Cerca Grande, i wziął do niewoli murzyńskiego „prezydenta”, Zumbiego, którego skazał na śmierć przez poderżnięcie gardła…… Brazylijczycy prześladowali uciekinierów zaciekle i karali bez litości. W 1741 roku król wydał rozporządzenie, aby schwytanym quilombolom wypalać na twarzy literę F (fujao – zbieg), co jednak nie stłumiło u Murzynów tęsknoty do wolności i pędu do ucieczki”

    Gwoli uczczenia pamięci Autora, Mieczysława Lepeckiego, od siebie dodaję, że był on (w stopniu majora WP), adiutantem Józefa Piłsudskiego, znanym podróżnikiem w latach 1920 do 1939, m. innymi badał możliwość kolonizacji polskiej w Madagaskarze, Paragwaju. Eksplorował też Syberię, a w Brazylii mieszkał w latach 1940-1960, odbywając w tym okresie wielokrotnie podróże po Brazylii.
    Interesuje mnie historia Brazylii, wiele czytałem opracowań na temat Redukcji Jezuickich ale nie spotkałem się z (cytat) „Do masowej łapanki przyłożył się także Kościół. Jezuici, którzy przybywali na nowy ląd, uznali wprawdzie początkowo, że to wyjątkowo okrutne i niechrześcijańskie, traktować Indian jak dzikusów. Oni zaproponowali im obowiązkową pracę na swoich zakonnych plantacjach. 6 miesięcy charówki księża wynagradzali kawałkiem papieru nazywanym… “Kuponem na zbawienie boskie”. Jeśli ktoś buntował się przeciw takiej zapłanie, był zamykany w więzieniu, a później zmuszany do pracy stricte niewolniczej. I tym razem na zbawienie nie mógł już absolutnie liczyć.”
    Jeśli jest Pani w posiadaniu materiałów świadczących o takich praktykach stosowanych przez Jezuitów, chętnie się z nimi zapoznam, jeśli je Pani opublikuje na tej stronie.
    Nie mogę się jednak zgodzić z Pani opisem chwytania niewolników: „Czarnych ludzi łapano jak leci – Portugalczyk szedł,widział Czarnego, no to chaps za kark i już miał jednego więcej. Całe eskapady łapaczy wyruszały do Afryki i właśnie tak – chaps za kark – pojmywali.”
    Wg informacji historycznych, Portugalczycy przede wszystkim kupowali niewolników od samych Czarnych. Sprzedawali oni swoich wrogów. Decydujący udział w handlu niewolnikami mieli jednak Arabowie.
    Powyższy opis chwytania niewolników pokutuje w fabularnej twórczości filmowej. Mimo tych drobnych uchybień z zainteresowaniem czytałem o genezie powstania capoeiry, choć są poważne inne opracowanie tej sztuki walki. Wers, który tu zacytuję wydaje mi się nieprawdopodobny: „Zanim zjawiali się kupcy, niewolnicy bawili się dla jakiegokolwiek umilenia czasu. Bawili się w zawody capoeira – ot, chłopięce podskoki, fizyczne przepychanki, później obroty, a nawet sekwencje…”
    Ot, niewola u Portugalczyków mimo wszystko nie była tak przyjemna.

    Odpowiedz
    • minasgerais  06/03/2010 o 22:08

      Pozwole sobie wyreczyc autorke w kwestii pozyskiwanie niewiolnikow przez Portugalczykow. Nie jest prawda co piszesz, ze przede wszystkim niewolnikow kupowali. Owszem zdarzalo im sie to, ale przede wszystkim, wlasnie jak jest w tym tekscie, Afrykanow sami porywali.
      Kongijski krol, pierwszy ktory przeszedl na chrzescijanstwo, Affonso I wielokrotnie oficjalnie skarzyl sie krolowi Portugalii, ze jego podwladni sieja spustoszenie w jego kraju, ze porywaja i wywoza cale wioski i miasteczka. Portugalczycy pozostali niewzruszeni.
      Trudno mi podac Ci zrodla historyczne, bo moja biblioteka jest cala po portugalsku, ktorym to jezykiem pewnie nie wladasz.
      Ale chociazby poczytaj sobie tutaj:
      http://www.africaspeaks.com/articles/nacs0502.html

      A o jezuickich bandytach mozesz poczytac chociazby w ksiazce: Children of God’s fire: a documentary history of black slavery in Brazil, by Robert Edgar Conrad

      Odpowiedz
      • maia  07/03/2010 o 16:59

        Chavez- bardzo dziękuję za wyczerpujący komentarz oraz tobie wielkie dzięki Minasgerais. !! Już się do nich odnoszę.
        Głównym moim źródłem, z którego czerpałam jest książka Bira Almeidy „Capoeira: Brazylijska forma sztuki” i mimo że przeglądam też wiele innych, ta moim oparciem. Jeśli chodzi o Jezuitów właśnie od Almeidy wiem, co napisałam. Zacytuję więc: „Niewolnictwo Indian stało się przedmiotem uregulować ochronnych, inspirowanych i popieranych przez Kościół katolicki. Ale chroniąc tubylców przed zniewoleniem, jezuici tak samo ich wykorzystywali, żądając żeby „wolni Indianie” pracowali przez sześć miesięcy na rzecz mieszkańców misji, za zapłatę mając jedynie obietnicę zbawienia swych „pogańskich” dusz.(…)”. No i jak Minasgerais piszę, więcej np. w wymienionej pozycji R.E.Conrada.
        A pozyskiwanie niewolników? Otóż, nie ograniczało się to tylko do kupowania, jak już Minasgerais wyjaśnił/a. Jeśli chodzi o pewnego rodzaju przypadkowość pojmań, to pisząc, że porywano „jak leci” miałam na myśli, że łapano grupy spotkane na swojej drodze, dopiero później strategia tych wypraw się rozbudowała, m.in. zwożenie z głębi kraju, czy z wybranych jego obszarów. Ale niewątpliwie, przyłapałeś mnie na nieładnym niedopowiedzeniu;)
        Portugalska niewola w kategorii przyjemna, nieprzyjemna – brr. Mi też w wiele rzeczy trudno uwierzyć, ale ci, z większą wiedzą piszą, że właśnie tak było. Dla uspokojenia i uwiarygodnienia (lub właśnie jego braku) zacytuję Nestora Capoeirę: „Wszystkie te hipotezy są niezwykle ważne dla zrozumienia otaczających capoeirę mitów, ale niewątpliwie nie da się ich zaakceptować jako faktów historycznych(…).” To ważna rzecz, dlatego też zaznaczyłam w txcie („(…)o czym teraz będę pisała to jedynie możliwości, aktualne domniemania i przypuszczenia(…).”), że wszystko stoi pod dużym znakiem zapytania i trudno o logiczną weryfikację. Taka już ta capoeira – pełno w niej legend, magii i rzeczy nie do pojęcia 😉

        Odpowiedz
  5. maia  07/03/2010 o 20:24

    Chavez, właśnie trafiłam na fragment, który pomoże ci jednak uwierzyć w zabawy na targu:) „What made urban slavery so different were its peculiar labour arragments In many activities, slaves enjoyed a relative freedom of movement(…). Slaves working in the streets were not under the permanent surveillance of an overseer. In some professions they even enjoyed more autonomy.(…) Since many urban slaves were not under permanent surveillance from an overseer, they were exposed to a more collective type of social control from the dominant white society(…).”
    „Capoeira – the history of an afro-brazilian martial art” Matthias Rohrig Assuncao

    Odpowiedz
  6. Chavez  08/03/2010 o 00:04

    Rzeczywiście, popełniłem pewną nieścisłość; różnica między niewolą w koloniach rządzonych przez anglosasów a koloniami portugalskimi była wielka. Można więc powiedzieć, że Murzynie wywożeni do Brazylii wygrali los szczęścia, jeśli o szczęściu w niewoli można w ogóle mówić. Zdarzało się jednak w Brazylii, że często zabijano Indian dla sportu. Nie było właściwie rasizmu, np. osobnych środków transportu dla kolorowych i białasów jak w USA czy RPA. Rasizm jednak widoczny był szczególnie w tzw wyższych warstwach społecznych. W kulturze afrobrazylijczyków, podobnie jak u ich afrykańskich przodkach, taniec był (i jest do dzisiaj) ważną częścią w życiu. Dlatego mamy obecnie tak piękne kończenie karnawału, który jest symbolem połączenia tradycji chrześcijaństwa z animistami. Sztuka walki powstała z tańca to wynik zakazu posiadania broni przez niewolników. Historia zna przypadki walki wręcz bez użycia broni (powstanie bokserów w Azji).
    minas gerais
    „A o jezuickich bandytach mozesz poczytac chociazby w ksiazce…”
    Nie odpowiada mi dyskusja w Twoim stylu. Patrząc na ogrom budowli wzniesionych w redukcjach, piękny styl architektoniczny w którym wyraźnie widać artystyczne zdolności Guaranów i ich wpływ na sztukę zdobienia świadczy o tym, że musiała być zgoda między tymi jak ich nazywasz „jezuickimi bandytami” a tubylcami. Nie masz bowiem dobrego robotnika z niewolnika, jak mówi przysłowie a o słuszności jego przekonały się i inne nacje. Nie prześladowania Guaranów były powodem upadku redukcji jezuickich. Gdyby tak było, do utrzymania w ryzach setek robotników potrzeba by było również i dużo pilnujących. Znam temat wydaje mi się dosyć obszernie a z braku czasu, poważna dyskusja nie wchodzi w grę. Zachęcam jednak mimo to do sięgnięcia wiedzy z innych źródeł, może niekoniecznie z biblioteki,która jest „jest cala po portugalsku”.

    Odpowiedz
    • minasgerais  08/03/2010 o 00:51

      To raczej ja Tobie delikatnie sugeruje siegniecie po zrodla inne niz Mieczyslaw Lepecki. Moze z czasem przestaniesz wypisywac bzdury w stylu ” nie bylo praktycznie rasizmu”.

      Zapewnam Cie – znam ten kraj bardzo dobrze. I w teorii i w praktyce.

      Odpowiedz
  7. andsol  08/03/2010 o 02:01

    @maia, piszesz o nakazanym przez Ruy Barbosę spaleniu dokumentów dotyczących niewolników: dzięki niemu posiadacze ziemscy nie musieli płacić odszkodowań i należności swoim byłym, już wolnym, pracownikom. Napotkałem też zupełnie odmienną interpretację, że dzięki zanikowi dokumentacji owi posiadacze ziemscy nie mogli domagać się od świeżo ustanowionej Republiki odszkodowań za stratę ich „posiadłości” spowodowaną dekretem księżniczki Isabel. Oryginalnie chcieli oni, by państwo odkupiło od nich niewolników, zostawiając ich jeszcze na 20 lat, by „spłacili” swoje powinności.

    @Chavez: nie spychałbym na Arabów i samych Murzynów polowań na ludzi jak na zwierzęta. Tam nie było niewinnych grup etnicznych czy narodowych, ale impuls i przykład szedł od Portugalczyków, „Prince Henry the Navigator”, książka Johna Ure opisuje jak wychytywali blisko brzegu morza biegające luzem dzieci, potem szukające swych dzieci matki, a potem szukających swych rodzin mężczyzn. Pospolite zasadzki na ludzkie zwierzęta. Oczywiście trudno przyjąć, że chrześcijańscy królowie zachęcali swych dzielnych rycerzy do takich akcji, ale zaprzeczanie prawdy w tak bolesnej sprawie nie różni się zbytnio od zaprzeczania istnienia Holokaustu czy polskich zbrodni popełnianych na naszych mniejszościach narodowych. Przez szacunek dla ofiar powinno być to unikane.

    Odpowiedz
  8. Chavez  08/03/2010 o 20:34

    Andsol, oczywiście masz rację; motorem tych bezeceństw, których ofiarami były ludy afrykańskie byli Europejczycy, a właściwie ich zupełnie niezgodna z nauką chrześcijańską dążność do osiągania zysków nie licząc się z krzywdą innych. Przypuszczam, że gdy będą oceniać wiek XX historycy, również dojdą do wniosku, że owszem, ideały głoszone były szczytne, ale proza życia je zupełnie zniszczyła, przez co mieliśmy okrutne wojny w tym wieku, a i obecnie, rządzący wolą wydawać ogromne pieniądze na zbrojenia zamiast finansować pomoc dla naprawdę potrzebujących i to nie tylko w A. Łacińskiej
    Swego czasu głośne były polowania na bezdomne dzieci w Rio, o czym informowała również prasa .

    Odpowiedz
  9. maia  08/03/2010 o 20:41

    Owszem andsol, słyszałam tez o innych interpretacjach, zwrócił już na to uwagę mój znajomy, ale sama do nich wcześniej nie dotarłam, dlatego też ich nie ma. Sięgnę jeszcze do książki stricte historycznej o Brazylii, żeby dokładniej przedstawić tą sytuację i samą postać Barbosy.

    Odpowiedz
  10. Kinga  20/04/2011 o 11:15

    Ktoś może mi pomóc? chciałabym napisać prace licencjacką na temat capoeiry. na razie nie znalazłam żadnych książek a podejrzewam że ciężko będzie mi je dostać… w internecie jest wiele wiadomości ale różnie z nimi bywa niestety…

    Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.