Urugwaj karze ex-dyktatorów


83-letni Juan María Bordaberry, były urugwajski prezydent i dyktator, został skazany na 30 lat więzienia. Sąd w Montevideo uznał, że ponosi on winę za „zniknięcia” politycznych przeciwników, oraz że jest intelektualnym współautorem szeregu morderstw.

Policyjne zdjęcie byłego prezydenta

Policyjne zdjęcie byłego prezydenta

Bordaberry jest już drugim ex-prezydentem skazanym za okrucieństwa dyktatury cywilno-wojskowej jaka panowała w Urugwaju od 1973 do 1985 roku. W październiku ubiegłego roku na 25 lat więzienia skazano gen. Gregorio Álvareza, który był ostatnim dyktatorem tego okresu. Dzisiaj sprawiedliwość dosięgnęła tego, który ten okres rozpoczął.

Bordaberry jest jednym z tych byłych dyktatorów, którzy władzę zdobyli demokratycznie. Choć nie oznacza to bynajmniej, że był on tym który w urugwajskich wyborach prezydenckich w listopadzie 1971 roku zdobył największą ilość głosów. W owym czasie partie wystawiały bowiem do prezydentury wielu kandydatów, a wygrywał ten który zdobył największe poparcie w partii, której kandydaci zdobyli najwięcej głosów.

I tak w głosowaniu w 1971 roku najpopularniejszym kandydatem na prezydenta był Wilson Ferreira, na którego zagłosowało wówczas 26,4 proc. Urugwajczyków. Bordaberry otrzymał tylko 22,8 proc. poparcia. Głową Państwa stał się jednak ten ostatni, gdyż w sumie prezydenckich kandydatów jego centroprawicowej Partii Czerwonej a 40,96 proc. głosujących, podczas gdy na kandydatów z także centroprawicowej Partii Narodowej, do której należał Ferreira, zagłosowało 40,19 proc. obywateli.

Te wzborcze zawiłości są w sumie jednak jedynie anegdotyczną ciekawostką nie mającą wielkiego wpływu na ówczesne wydarzenia w Urugwaju. Historycy są zgodni, że gdyby wybory wygrał Ferreira, to dzisiaj inne byłyby tylko nazwiska oskarżanych osób. Zbrodnie i nadużycia im zarzucane pozostałyby takie same.

Urugwaj początku lat 70-tych był bowiem, jak prawie cała Ameryka Południowa, w stanie wrzenia. Radykalni lewicowcy sięgali po broń, marząc o lokalnej wersji Rewolucji Kubańskiej, a tradycyjna i skorumpowana prawica broniła swych przwilejów tworząc paramilitarne szwadrony śmierci. Obie strony ścierały się porywając, mordując, kradnąc. Kraj pogrążał się w coraz większym chaosie, także gospodarczym. Dowodzący urugwajskimi siłami zbrojnymi generałowie coraz bardziej dojrzewali do myśli, że to jedynie oni są w stanie zaprowadzić w kraju porządek. Zwłaszcza, że cywilne rządy coraz częściej powierzały im mniej lub bardziej tajne i zazwyczaj zupełnie bezprawne kontrrewolucyjne misje.

Juan María Bordaberry bardzo szybko przekonał się, że jego władza jest bardzo ograniczona i że role powoli zaczynają się odwracać. Że to już nie rząd zleca zadania wojsku, lecz generałowie zaczynają wydawać rozkazy rządowi. I to w sposób coraz bardziej otwarty, np. wzwywając prezydenta do takich a nie innych decyzji w telewizyjnych przemówieniach.

bordaberryDoszło nawet do tego, że walka o wpływy i władzę podzieliła siły zbrojne: gdy w lutym 1973 roku Bordaberry pod wojskową presją wymienił cywilnego ministra obrony na emerytowanego generała Antonio Francese, ten poparty został jedynie przez Marynarkę Wojenną. Wojska lądowe i lotnictwo mu się sprzeciwiły. W efekcie Montevideo przez kilkadziesiąt godzin było okupowane przez wrogie sobie formacje wojskowe – Marynarka zajęła starówkę, a armia wyprowadziła przeciw marynarzom czołgi na ulicę i zajęła lokalne stacje radiowe. Dowódcy wojsk lądowych i lotnictwa wydali komunikat zawierający domagający się od rządu nie tylko wymianz ministra obrony, ale także m.in. wzmocnienia polityki proeksportowej, reformy dyplomacji, redystrybucji ziem, walki z przestępczością, korupcją i bezrobociem, oraz dopuszczenia mundurowych do udziału w materialnej i moralnej reorganizacji kraju. Prezydent w końcu uległ, a szef Marynarki Wojennej podał sie do dymisji.

12 lutego 1973 roku Juan María Bordaberry podpisał w bazie wojskowej Boiso Lanza formalne porozumienie o polityczno-administracyjnej współpracy między rządem a Siłami Zbrojnymi. Na jego mocy ustanowiono Radę Bezpieczeństwa Narodowego – rządowy organ doradczy, w którym obok szefów strategicznych ministerstw zasiedli także czołowi generałowie.

To właśnie Utworzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego uznaje się obecnie za fundament dyktatury cywilno-wojskowej, która trwała w Urugwaju do 1985 roku.

Bo już kilka miesięcy później dochodzi do zamachu stanu. Na jego czele staje… prezydent Juan María Bordaberry, który – w porozumieniu z generałami – 27 czerwca 1973 roku rozwiązuje Parlament, wprowadza cenzurę i zawiesza działalność partii politycznych, oraz organizacji społecznych. Władzę ustawodawczą od tego momentu sprawować będzie nowo utworzona cywilno-wojskowa Rada Narodowa, której członkowie są mianowani przez rząd.

Bordaberry, zadeklarowany katolicki integrysta, dyktorem nie był jakoś specjalnie długo. W 1975 roku wychowani mimo wszystko w tradycji republikańskiej wojskowi odrzucili jego faszystowski, wzorowany na frankistowskiej, projekt konstytucji. Nie spodobało im się, że prezydent chce zinstytucjonalizować dyktaturę, definitywnie zakazać istnienia partii politycznych i konstytucuyjnie wyeliminować wszelkie formy demokracji. Dla generałów, mimo wszystko, ówczesna sytuacja była tymczasowym złem koniecznym, z dużym naciskiem na zło i tymczasowość (nawet jeśli miałaby ona trwać dość długo).

W czerwcu 1976 roku szefowie sił zbrojnych poinformowali prezydenta, że utracili do niego zaufanie i zastępują go dotychczasowym wieceprezydentem Alberto Demichelim…

Dzisiejszy werdykt sądu w Monetevideo nie dotyczy jednak samego zamachu na demokrację. Ten objęty jest bowiem Ley de Caducidad, czyli amnestią jaką wojskowi wynegocjowali oddając w 1985 roku władzę, i której Urugwajczycy zdecydowali się, w ubiegłorocznym referendum, nie anulować.

Juan María Bordaberry skazany został za konkretne, krwawe zbrodnie. M.in. za zlecenie zabójstwa dwóch urugwajskich parlamentarzystów z jego własnej Partii Czerwonej, którzy po zamachu stanu schronili się w Buenos Aires i stamtąd krytykowali dyktatorskie zapędy swego dawnego kolegi. Nieprzpuszczając prawdopodobnie, że Urugwaj zawrze porozumienie z Argentyną, także w owym czasie rządzoną dyktatorską ręką gen. Jorge Videli, w dziedzinie wzajemniej pomocy w eksterminacji politycznych przeciwników.

To zresztą, dość paradoksalnie, właśnie fakt że owi parlamentarzyści zamordowani zostali w Buenos Aires, umożliwił aresztowanie w 2006 roku Juan María Bordaberryego i postawienie go przed sądem. Ley de Caducidad, owa amnestia wiążąca w dużym stopniu ręce urugwajskim śledczym, dotyczy wyłącznie wydarzeń jakie miały miejsce na terenie Urugwaju.

Nie wiadomo jednak czy były prezydent trafi do więzienia. Od 2007 roku, ze wyględu na kłopoty ze zdrowiem, przebywa on w areszcie domowym – w Montevideo, w rezydencji jednego ze swych dziewięciorga dzieci.

Prześlij dalej:

About Tomasz Surdel

Dziennikarz i fotograf. Pracuje, bądź pracował dla tak różnych mediów jak Gazeta Wyborcza, TVP, TVN24, Canal+, RMF FM, EFE, Associated Press, Universal, Le Temps, Le Matin, GPD, snowBoard, PR Week. Teoretycznie mieszka w Buenos Aires, ale dość trudno go tam zastać. Prowadzi bloga Sur del Sur.

W sieci:

Na Twitterze Na Google+ Inne teksty na tierralatina.pl Strona internetowa

Jedna reakcja na "Urugwaj karze ex-dyktatorów"

  1. Polones  12/02/2010 o 11:23

    Do piekła!

    Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.