Wyborcze miliony w Chile


Niemal 10 milionów dolarów wydał na kampanię wyborczą komitet Sebastiana Piñery, któremu Chilijczycy powierzyli niedawno przyszłą prezydenturę swego kraju. To więcej niż łączny koszt kampanii wszystkich pozostałych kandydatów.

Chilijski Serwis Wyborczy, państwowy organ odpowiedzialny za organizację w tym kraju wyborów, oraz nadzorowanie aby przebiegały one zgodnie z prawem, właśnie skontrolował i opublikował księgowość komitetów, które wystawiły swych kandydatów do niedawnych wyborów prezydenckich.

Niespodzianek nie ma – najwięcej wydał komitet, który promował zwycięską kandydaturę najbogatszego obywatela Chile, Sebastiana Piñery. Wydał on na kampanię dokładnie 5083945921 chilijskich pesos, czyli mniej więcej 9,59 milonów dolarów. Zabrakło równowartości niecałych 6 tys. dolarów, aby osiągnięty zostały, przewidziany w chilijskim prawie, maksymalny dozwolony koszt kampanii wyborczej.

Komitet Piñery tą najdroższą w historii chilijskiej polityki kampanię sfinansował przede wszystkim dzięki blisko 4 milionom dolarów komercyjnego kredytu zaciągniętego w jednym z banków, oraz ponad 2 milionom dolarów, które na swą kampanię przekazał, z własnej kieszeni, sam kandydat. Reszta wydanych funduszy pochodziła z środków własnych partii popierających kandydaturę prawicowego milionera, oraz niewielkim (chilijskie prawo bardzo je ogranicza) wpłatom sponsorów.

Wydatki komitetu Piñery okazały się wyższe niż łączna wartość kampanijnych budżetów pozostałych trzech kandydatów, którzy ubiegali się o fotel prezydenta Chile.

Promocja kandydatury rządzącej od 20 lat krajem koalicji Concentración, czyli byłego prezydenta Eduarda Freia, który starł się z Piñerą w drugiej turze, kosztowała równowartość 5,98 milionów dolarów. Na kampanię młodego „niezależnego socjalisty” Marco Enriqueza-Ominamiego wydano 2,84 miliony dolarów (z czego, jak wynika z dokumentów księgowych, aż 2,5 tys. dolarów poszło na wizyty u fryzjerów tego kandydata!), a komitet komunisty Jorge Arrate wydał zaledwie 315 tysięcy dolarów.

Wszystkie te wydatki poniesione przez komitety wyborcze nie są bynajmniej całkowicie straconymi pieniędzmi. Nawet nie w przypadku tych trzech komitetów, którym nie udało się wysłać swego kandydata na prezydencki fotel. W Chile bowiem Państwo, w ramach wspierania demokracji, współfinansuje kampanie wyborcze. W praktyce wygląda to tak, że w państwowej kasy zwraca się komitetom część poniesionych i zweryfikowanych przez Serwis Wyborczy wydatków. Wysokość tego państwowego wsparcia zależy m.in. od ilości wydanych pieniędzy i otrzymanej ilości głosów.

I tak, komitet Sebastiana Piñery otrzyma z państwowej kasy zwrot równowarości 3,96 milionów dolarów, komitet Eduardo Freia 2,7 miliona, Marco Enríquez-Ominami 1,83 miliony dolarów, a promotorzy kandydatury Jorge Arrate otrzymają 315 tys. dolarów, czyli zwrócone im zostaną wszystkie wydane pieniądze.

Ponadto wszystkie partie (nie koalicje, ani nie komitety wyborcze), które wystawiły do wyborów prezydenckich swych kandydatów otrzymają jednorazową państwową dotację. Odnowienie Narodowe (Piñera), Chadecja (Frei) i Partia Komunistyczna (Arrate) otrzymają wkrótce po 3,19 miliony dolarów. Enríquez-Ominami, jako bezpartyjny, nie wzbogaci żadnej politycznej formacji.

Prześlij dalej:

About Tomasz Surdel

Dziennikarz i fotograf. Pracuje, bądź pracował dla tak różnych mediów jak Gazeta Wyborcza, TVP, TVN24, Canal+, RMF FM, EFE, Associated Press, Universal, Le Temps, Le Matin, GPD, snowBoard, PR Week. Teoretycznie mieszka w Buenos Aires, ale dość trudno go tam zastać. Prowadzi bloga Sur del Sur.

W sieci:

Na Twitterze Na Google+ Inne teksty na tierralatina.pl Strona internetowa

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.