W minioną sobotę, gdy w Chile zatrzęsła się ziemia, w wielu miejscach rzeki i potoki nabrały natychmiast karminowego koloru. Nie była to bynajmniej krew – to pękające kadzie, beczki i rozbite butelki w kilka sekund uwolniły miliony litrów wina. Branża winiarska jest jedną z najbardziej dotkniętych ubiegłotygodniowym kataklizmem.
Valle de Aconcagua, Valle de Casablanca, Valle de San Antonio, Valle del Maipo, Valle del Rapel, Valle de Curicó, Valle del Maule, Valle del Itata, Valle del Bío-Bío i Valle del Maleco – każdy amator win z Nowego Świata rozpoznał pewnie w tej liście przynajmniej kilka nazw. To wszystkie chilijskie apelacje z regionów Valle Central i Sur, gdzie powstaje blisko 75 proc. produkowanego w tym kraju wina. I wszystkie one znalazły się w minioną sobotę w strefie największych zniszczeń.
Straty są ogromne. Popękały dębowe beczki, wielkie aluminiowe kadzie, rozbiły się miliony pełnych i pustych butelek. W wielu winnicach, zwłaszcza tych najstarszych, tych z największymi tradycjami, padły też budynki, zawaliły się stropy piwnic i magazyny. Komunikaty większości producentów brzmią podobnie:
Straciliśmy 300 beczek z winem, oraz aluminiową kadź w której winifikowało się 100 tys. litrów. Pobitych butelek mamy tysiące.
Miguel Torres, Valle de Curicó
20 proc. zbiorników z winem jest straconych. Ilość zniszczonych beczek wciąż jest szacowana. Ucierpiały też budynki, instalacje i rezerwy butelek.
Casa Lapostolle, Valle del Rapel
100 tys. litrów i co najmniej 500 skrzynek z już zabutelkowanym winem zniszczone.
Veramonte, Valle de Casablanca
Nasze piwnice są zupełnie zniszczone. Straciliśmy całe zmagazynowane wino.
Viña Peralillo, Valle de Colchagua (Rapel)
Potężne straty w naszych największych winnicach. Straciliśmy dużo wina i ucierpiała nasza zdolność produkcyjna.
Viña Concha y Toro (największy producent w Chile)
Branża wstępnie ocenia, że sobotnie trzęsienie ziemi zniszczyło co najmniej 200 milionów litrów wina w kadziach i beczkach, a kolejne 100 milionów już znajdujących się w butelkach. Poważnie ucierpiała też infrastruktura. – Najważniejsze jest jednak, że jak dotąd żaden producent nie poinformował nas o ofiarach śmiertelnych. Szczęście w nieszczęściu kataklizm miał miejsce w weekend i co więcej w nocy. Nawet nie chcę myśleć, co by się stało gdyby wydarzyło się to w porze, gdy przy winie, między beczkami i tymi wielkimi kadziami, pracują setki osób. – powiedział mi Antonio Larraín, z branżowej korporacji CCV. Jego zdaniem, wartość strat poniesionych przez producentów wina przekroczyć może 300 milionów dolarów.
Winne konsekwencje trzęsienia ziemi nie ograniczają się wyłącznie do już straconego wina i fizycznych zniszczeń. Dla wielu producentów pod wielkim znakiem stoi cały kolejny cykl produkcyjny. Na południowej półkuli jest już przecież jesień – uroczyste rozpoczęcie tegorocznego sezonu winobrania zaplanowane było w Chile na zbliżający się weekend. – Same winorośle na szczęście nie ucierpiały, ale wielu producentów będzie miało kłopoty z przetwarzaniem zebranych owoców. Nie wiadmo też, czy uda się w obecnej sytuacji znaleźć odpowiednią ilość ludzi do zbioru.- tłumaczy Larraín.
Cała nadzieja w tym, że w obecnej sytuacji konkurujący ze sobą normalnie producenci, okażą sobie nawzajem solidarność. – Jeśli np. wiesz, że w sąsiedniej winnicy zniszczeniu uległa maszyna do wyciskania soku z winogron, a twoja nadal działa, to zaproponuj aby z niej skorzystali. Tylko wspólnym wysiłkiem uda się nam szybko podnieść. – apelują szefowie Vinos de Chile, firmy odpowiedzialnej za marketing chilijskich win.
To też może Cię zainteresować:
Ofca
05/03/2010 o 00:06
Ajjjjjj, boli…
obserwator
05/03/2010 o 00:22
Ojojoj. To znaczy, że trzeba robic zapasy. Idę jutro po moje ulubione Casillero del Diablo!