Kierowcy strajkują bo… lubią wypić!


Boliwia była przez ostatnie dwa dni w znacznej mierze sparaliżowana. Nie jeździły dalekobieżne autobusy, w La Paz z komunikacją miejską też było krucho, stanęły ciężarówki z zaopatrzeniem. Dlaczego? Bo boliwijscy kierowcy lubią sobie wypić siedząc za kierownicą!

Ogólnokrajowy, 48-godzinny strajk zwołała Boliwijska Konfederacja Szoferów, największy w kraju związek zawodowy tej branży. Ciężarówki i autobusy zablokowały skrzyżowania, zapłonęły barykady z palonych opon, a pracujących łamistrajków niejednokrotnie karano wyciągając z szoferek i publicznie okładając pasami, rozbijając szyby ich samochodów, oraz przekłuwając im opony. Szefowie Konfederacji równocześnie rozpoczęli strajk głodowy.

O co poszło?

Najtreściwiej naturę tego protestu określił boliwijski minister spraw wewnętrznych, Sacha Llorenti: –To strajk pijaczków-.

Zatłoczone ulice w La Paz

Zatłoczone ulice w La Paz (fot. Szymon Kochański)

Wściekłość tak wielu boliwijskich kierowców wywołał bowiem podpisany niedawno przez prezydenta Evo Moralesa dekret nr. 420, wprowadzający surowe kary dla szoferów transportu publicznego przyłapanych na jeździe po pijaku. Przewidziane sankcje obejmują m.in. dożywotnią utratę prawa jazdy, a nawet utratę koncesji na działalność transportową dla firm zatrudniających nietrzeźwych prowadzących.

Dla związku zawodowego takie drakońskie przepisy to zamach na tradycję, wolność i równość. Głodujący Franklin Durán, Sekretarz Generalny Konfederacji, sam pozbawiony w tej chwili czasowo prawa jazdy, właśnie za pijaństwo za kierownicą, oburzał się że prezydent dekret wprowadził przez zaskoczenie, i że jego treść nie była negocjowana z szoferskim gremium. Związkowcy obawiają się też, że dzięki temu dekretowi tradycyjnie skorumpowana w Boliwii policja, zyska kolejny mechanizm szantażowanie i wymuszania łapówek. Nikt prawa jazdy nie straci, jedynie wzrosną koszty ponoszone przez kierowców – argumentują.

Evo Morales okazał się jednak nieugięty. Nawet jeśli kierowcy będą swój strajk prowadzić przez cały rok, to i tak nie zmienię w dekrecie nawet przecinka – zapowiedział. I przypomniał, że tylko w styczniu, w wypadkach spowodowanych przez pijanych, zawodowych kierowców, zginęło ponad 70 osób.

Nie to jednak skłoniło strajkujących, dzisiaj popołudniu, do zakończenia protestu. Ich związek zawodowy nie przewidział najwyraźniejnjednej rzeczy – że dekret spotka się ze zdecydowaną społeczną akceptacją. Oburzenia strajkiem nie kryła prasa, opozycja, zwykli ludzie na ulicy. Strajkujący wyzywani byli przez przechodniów i wielu zwykłych kierowców od morderców, degeneratów i alkoholików. Publicznie zarzucano im, że ośmieszają Boliwię.

Żaden chyba dotychczasowy pomysł prezydenta Boliwii nie wybudził tak powszechnego entuzjazmu.

Podpisane dzisiaj porozumienie między rządem i strajkującymi, pozwalające Konfederacji wyjść z tej sytuacji niejako z twarzą, zakłada że „rząd przemyśli aplikację dekretu”. Jednak w praktyce, zdaniem ministrów, oznaczać to może jedynie jego rozszerzenie także na innych szoferów, nie tylko tych którzy pracują w transporcie publicznym. Konfederacja wywalczyła też, że z aresztów zostało zwolnionych kilkudziesięciu kierowców zatrzymanych podczas ostatnich 48 godzin, za blokowanie dróg i atakowanie łamistrajków.

Book Hostels Online Now

Prześlij dalej:

2 reakcje na "Kierowcy strajkują bo… lubią wypić!"

  1. Pingback: MyWayAround.com » Blog Archive » pase señor al fondo recórrase por favor en la esquina bajo bajan esquina

  2. Pingback: Peru - strajk pilotów z Nazca | tierralatina.pl

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.