Dlaczego Haendel w dzisiejszym Meksyku nie miałby łatwego życia?


Fontanny, wodotryski, kaskady i sztucznie rozplanowane strumyczki – czego chcieć więcej w tak upalnym klimacie, jaki przez większą część roku panuje w międzyzwrotnikowym Meksyku, niczym władca absolutny w XVIII-wiecznej Anglii czy Prusach? Skoro już w XIII stuleciu Arabowie w Andaluzji łagodzili skutki razów słonecznego bata, znajdując wytchnienie nad wszelkiej maści oczkami wodnymi, to przybyli z Hiszpanii sporo czasu później pierwsi budowniczowie kolonialnego Miasta Meksyk nie mogli tą drogą nie pójść, prawda?

Nieprawda.

Chinampas - pływające ogrody prekolumbijskiego MeksykuŻeby było jasne – Mexikowie sztukę budowy sztucznych hydrokonstrukcji opanowali całkiem nieźle. W położonym na obrzeżach dzisiejszej stolicy Xochimilco pozakładali pływające ogrody uprawne, zwane chinampas – fenomen na skalę światową, stanowiący do dziś dużą atrakcję turystyczną i miejsce weekendowych wycieczek znużonych wielkomiejskim zgiełkiem mieszkańców Distrito Federal.

Trajineras - tradycyjne łódki transportujące pasażerów po kanałach pomiędzy chinampas

Trajineras – tradycyjne łódki transportujące pasażerów po kanałach pomiędzy chinampas (fot. Nachitron Castellanos Balderas)

 

Zaś z parku Chapultepec (dosł. Wzgórze Koników Polnych), gdzie stał pałac władców Mexico – Tenochtitlan, potem zaś choćby rezydencja Maksymiliana I – XIX wiecznego meksykańskiego cesarza, i gdzie teraz znajdują się liczne muzea, sala koncertowa i zoo, Mexikowie do centrum miasta doprowadzili akwedukt, dostarczający mieszkańcom czystą podówczas wodę ze wzgórzokonikopolnych źródeł.

No ale nie zapominajmy, że naturalna sytuacja Mexico-Tenochtitlan prezentowała się, z hydrologicznego punktu widzenia, zgoła inaczej niż współcześnie. Chinampas unosiły się bowiem na tafli jeziora Xochimilco, zaś spory obszar tego, co dziś stanowi co bardziej tłoczne i mniej bezpieczne dzielnice DF, znajdował się… pod wodami jeziora Texcoco. Nie bez powodu legenda o założeniu imperium Mexików mówi o wyspie na jeziorze, i to wyspie zamieszkałej przez wodolubne węże. W chwili przybycia Hiszpanów obszar dzisiejszej stolicy wyglądał tak:

 Mapa prekolumbijskiego położenia aktualnego Meksyku

Jednakże wraz z rozrostem kolonialnego Miasta Meksyk kolejne chinampas zarastały bądź były zasypywane, a zurbanizowana plama rozlewała się po mapie okolicy, pochłaniając kolejne tereny zielone. Jezioro Xochimilco jest mniejsze, a po jeziorze Texcoco nie pozostał ni ślad. Obecne Miasto Meksyk to fenomen na skalę światową – gigantyczna metropolia niepołożona nad żadnym jeziorem, zatoką czy choćby rzeczułką. Zrozumiałe więc, że pojawienie się problemów z dostawami wody dla tych 25 milionów mieszkańców stolicy i przyległości było tylko kwestią czasu.

W porze deszczowej codziennie na miasto spada woda w ilości dwukrotnie przekraczającej jej dzienne zużycie przez mieszkańców. Nic to. Poza prywatnymi przedsięwzięciami na skalę wiadra nikt się łapaniem deszczówki nie trudni. Więcej – powstał gigantyczny system drenażu, odprowadzający wodę z opadów daleko poza miasto.
A jeżeli nie z nieba, to skąd? Ano z ziemi. Pompy ciągnące wody gruntowe zasysają coraz głębiej, powodując obniżanie się poziomu całego miasta. Osiadający gigant coraz bardziej naciska na podziemną sieć wodociągową. Rury pękają i przeciekają. Szacuje się, że nieszczelności w systemie powodują obecnie straty rzędu 40%. A że wody pod miastem się kończą, budowane są długaśne rurociągi, aby wodę do miasta sprowadzać z prowincji.

Drogie rury, by wodę z DF wyrzucić.
Jeszcze droższe rury, by wodę do DF przyciągnąć.

Nie radząc sobie z problemem, władze spychają odpowiedzialność na mieszkańców – w całym mieście straszą billboardy, wg. których bez drastycznej zmiany codziennych nawyków w tym roku w Mexico City może zabraknąć wody. Już zresztą teraz zdarzają się „przerwy w dostawach”, podczas których mieszkańcy z wiadrami pielgrzymują do podstawianych przez władze beczkowozów. Odgórne zalecenia limitują czas prysznica, nakazują wymianę sitek i kranów na węższe, zabraniają marnowania życiodajnego płynu na np. chałupnicze mycie samochodu.

Ostatnio byłem w marisquerii, czyli restauracji serwującej owoce morza. Zabierając się do krewetek, postanowiłem umyć ręce. Nic z tego. Jako alternatywę dla niemego kranu nad umywalką zaproponowano mi wiadro wody.

Pamiętajmy przy tym, że stołeczna kranówa – gdy jest – bije rekordy niskiej jakości. Do spożycia nadaje się po półgodzinnym gotowaniu, nie należy nią nawet myć owoców (chyba, że z płynem do naczyń). Również i ludzka skóra toleruje ją tak sobie – tzn. gdy się jest w DF, nic złego się nie dzieje, lecz wystarczy parodniowy wypad na prowincję, by odkryć, że pod tamtejszymi prysznicami ciało czuje się po prostu lepiej.

Mogę sobie tylko wyobrazić, jak frustrujące dla mieszkańców DF muszą być obserwacje czynione podczas wyjazdów w inne rejony Republiki. Gdy w Mexico City nie sposób czasami nawet umyć rąk, w takiej Jalapie – stolicy stanu Veracruz – loklane władze pozwalają sobie na udostępnianie darmowych źródełek z agua purificada – czyli wodą zdatną do picia.

Nie wiem, jak sytuacja się rozwinie. Nadal zdarza mi się łapać na beztroskim myciu naczyń pod wodą bieżącą, miast wpierw nagąbkować je płynem, a następnie, pod cienkim strumieniem, spłukać. Gdy grzeję wodę w boilerze, by wziąć prysznic, zastałą w rurach zimną wodę zbieram do wiadra – a nuż się przyda, choćby do spłukania toalety. Gdy w kranach sucho, zapuszcza się elektryczną pompę, która do zbiornika na dachu wciąga drogocenne litry z większej cysterny na podwórku. Jednak i ta nie jest bez dna…

Wracając do wrzuconego na początku Haendla – o ile jego „Water Music” doskonale nadaje się jako ilustracja do scenek rodzajowych z niegdysiejszego Miasta Meksyk, obecnie dawne symfonie jezior, strug i źródeł coraz bardziej ustępują hydrologicznej wersji 4’33” Johna Cage’a.


P.S. Autorem teksu jest Jerzy Wołk-Łaniewski – prawie absolwent iberystyki, aktualnie stypendysta rządu meksykańskiego, fascynat latynoamerykańskiej historii, polityki i literatury.

Prześlij dalej:

6 reakcji na "Dlaczego Haendel w dzisiejszym Meksyku nie miałby łatwego życia?"

  1. Luk  07/03/2010 o 23:42

    „(…)upalnym klimacie, jaki przez większą część roku panuje w międzyzwrotnikowym Meksyku, niczym władca absolutny w XVIII-wiecznej Anglii czy Prusach?”

    (może się czepiam ale …)
    o jakiego władcę absolutnego XVIII-wiecznej Anglii chodzi ?

    Odpowiedz
  2. Juru  08/03/2010 o 17:27

    Ech, tak to jest, jak zamiast skupić się na meritum, pójdzie się w stylistyczne zawijasy…

    Anglia, rzecz jasna, w głowie mi przez Haendla siedziała. Ale w tym wypadku deszczowy parlamentaryzm winienem zostawić w spokoju, a na potrzeby porównania sięgnąć – jeśli już – to po Króla Słońce. Wielkie dzięki za zwrócenie uwagi!

    Odpowiedz
    • holly  14/03/2010 o 00:38

      No, ale jesli juz Krol Slonce to raczej XVII a nie XVIII wiek…

      Odpowiedz
  3. Juru  16/03/2010 o 03:04

    Umarł, jak pamiętam, w 1715…

    Odpowiedz
  4. Gonzalo Guerrero  25/03/2014 o 02:30

    Ech, ci okropni internauci, tylko nieścisłości by w cudzych artykułach szukali… No i, niestety, a propos: „Zaś z parku Chapultepec (dosł. Wzgórze Koników Polnych), gdzie stał pałac władców Mexico – Tenochtitlan” – Tenochtitlan nie był, jak mi się zdaje pałacem na Chapultepecu, a pewną, nazwijmy to, „osadą zamieszkałą przez nieugiętych Mexików”, a leżącą na wyspie, a nie na wzgórzu…

    Odpowiedz
  5. Jerzy Wołk-Łaniewski  25/03/2014 o 11:07

    Dzięki za komentarz, chodziło mi oczywiście o „władców Mexico-Tenochtitlan”, czyli winna konfuzji niepotrzebna spacja i wyboldowanie.

    Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.