Od Guarani do Polaków, czyli historia Yerba Mate


Tierralatina.pl rozpoczyna dzisiaj cykl tekstów o jednym z najbardziej emblematycznych napojów południa Ameryki Południowej. O naparze bez którego wielu (większość?) Argentyńczyków, czy Urugwajczyków nie wyobraża sobie życia. Który jest dla nich ważniejszy od alkoholu, kawy, czy herbaty. Z którym łączy ich wiele ceremoniałów, legend i tradycji. Mowa oczywiście o yerba mate.

yerba mate

(fot: Daniel Horacio Agostini)

Yerba mate jest bez wątpienia jednym z najpowszechniejszych symboli południowo-amerykańskiego stylu życia. Napój ten jest nieodłącznym elementem każdego dnia dla milionów ludzi mieszkających w Argentynie, Urugwaju, Paragwaju oraz części Chile, Boliwii i Brazylii. Każdy turysta odwiedzający któryś z pierwszej trójki tych państw, na pewno zwrócił uwagę na noszone przez wielu termosy, oraz charakterystyczne naczynia z metalową „słomką”. Do czego więc to wszystko służy?

W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że yerba mate to napar, który – zdaniem niektórych – przypomina trochę w smaku zieloną herbatę. Inni twierdzą, że jest to coś co im smakuje, mimo że pachnie jak od dawna niemyta popielniczka…

Gdy przetłumaczymy nazwę yerba mate otrzymamy wyrazy: yerba (hierba) co oznacza zioło lub trawę i mate – czyli tykwa, bądź naczynko. Oczywiście to nie oddaje całej istoty sprawy. Istnieje wiele różnych naparów w Ameryce Południowej, które mają w sobie człon mate, jak np. mate de coca, mate de horchata, mate de cedrón itp. Generalnie wchodząc do domu Latynosa ciężko zliczyć ile różnych herbatek może ci zaoferować. Większość z nich  przypomina w swoim sposobie zaparzania tradycyjną, znaną, herbatę. Otrzymujemy filiżankę (mate) i trochę zioła w postaci torebki lub sypkiej, który zalewamy następnie wrzątkiem lub – lepiej – wody mającej temperaturę między 80 a 90 stopni C.

yerba mate

(fot: April Killingsworth)

Także i właśnie w  takiej postaci – ekspresówki – można czasem dostać yerba mate. Dzieje się to zazwyczaj tylko w restauracji czy kawiarni, gdyż prywatnie yerbę przyrządza się w zupełnie inny, osławiony przez swoją oryginalność, sposób. Nikt nie może powiedzieć, że naprawdę pił ten napój, jeśli nie robił tego przez charakterystyczną rurkę, zwaną bombillą, zanurzoną w wielkiej ilości yerbamacianych fusów w specjalnym naczyniu z tykwy, rogu bawoła, drewna, metalu, szkła, a nawet – choć dla wielu purystów to absolutna profanacja – plastiku.

Ilex paraguariensis

Ilex paraguariensis

Yerba mate jest pozyskiwana z rośliny rodziny ostrokrzewów (łac. ilex paraguariensis – ostrokrzew paragwajski), które naturalnie dorastają do wielkości średniego drzewa, wysokości nawet kilkunastu metrów. W celach uprawnych zatrzymuje się jednak ich wzrost na poziomie nieznacznie wyższym, niż jest w stanie sięgnąć człowiek. Podczas zbiorów, yerbateros, czyli yerbaciani żniwiarze, tną całe zdrewniałe łodygi wraz z liśćmi. Zależnie od  rodzaju yerba mate jaką chcemy uzyskać, wykorzystuje się późnien więcej lub mniej łodyżek (palo).

Ostrokrzew paragwajski jest bardzo kapryśny pod względem klimatu w, którym może rosnąć. Naturalnie występuje tylko we wschodnim Paragwaju, w północnej Argentynie (głównie w prowincji Misiones) i w Brazylii, w południowym stanie Parana. Aby możliwe też były uprawy w argentyńskim departamencie Corrientes (tuż koło Misiones), ostrokrzew musiał został odpowiednio skrzyżowany, a wszelkie próby posadzenia tej rośliny w innym miejscu na ziemi, nawet na tej samej szerokości geograficznej, nie powiodły się. Bo także gleba potrzebna do wyhodowania ostrokrzewu paragwajskiego musi spełniać ścisłe określone kryteria. Najkorzystniej w tej kwestii wypada  czerwonoziem.

Pisząc o historii yerba mate zacząć należy od czasów prekolumbijskich, gdyż już wówczas napój ten spożywały liczne plemiona Indian Guarani, które zamieszkiwały tereny nad rzekami Parana i Paragwaj. Do czasów dzisiejszych zachowała się legenda poznania yerby przez Indian, wedle której roślina ta była nagrodą od bogini Aria.

Pewnej nocy Aria zeszła z Księżyca na Ziemię i podczas spacerowania po selwie zakatował ją jaguar. Na szczęście w pobliżu był indiański starzec, który mimo, że nie wiedział kim była zagrożona kobieta, ryzykując własne życie, rzucił się z nożem na  drapieżnego kota i  uratował ją. Przestraszoną boginię zaprowadził do swojego szałasu, w którym poświęcił większość swoich nielicznych zapasów by ją ugościć. Następnego dnia Aria ujawniła mu swoje boskie pochodzenie. W nagrodę za swoją dobroć starzec otrzymał recepturę potrzebną do przyrządzania napoju yerba mate i pokazała mu w jaki powinno się go spożywać. Powiedziała też, że od tej pory wspólne picie tego naparu będzie powszechnie uważane za symbol przyjaźni.

Indianie nazywali  yebrę  ka’a (caá według dawnego zapisu języka guarani), co oznacza ziele i przygotowywali ją  w postaci wysuszonych i częściowo zmielonych liści  zalanych  gorącą wodą w ściętej na czubku  tykwie. W kronikach hiszpańskich możemy przeczytać, że Indianie zapełniali naczynko tylko w niewielkiej części suszem mate (dziś z reguły wypełnia ją się w proporcjach 3/4), a po nalaniu wody wypijali roztwór odcedzając drobiny yeby przez zęby.

Plemiona Guarani cenili yerbę zwłaszcza ze względu na walory oczyszczające (tudzież przeczyszczające). Kultury Indian w różnych regionach obu Ameryk wykorzystywały wszelakie zioła i rośliny do wprowadzenia swojego organizmu w stan wyjątkowy, „uświęcony”, kiedy człowiek nie panuje już nad swoim ciałem. Podczas rytuałów picia mate w wioskach indiańskich dochodziło do masowych wymiotów. Nic więc w sumie dziwnego, że w początkowym okresie hiszpańscy konkwistadorzy i późniejsi koloniści podchodzili do yerby z dużą dozą nieufności. Duchowni obawiali się, że częste picie mate w ciągu dnia powoduje uszczerbek na zdrowiu duchowym, gdyż wypłukuje całkowicie z ciała Najświętszy Sakrament i czyni ludzi leniwymi. Jednak mimo oficjalnych zakazów ze strony kapłanów katolickich, a także zarządu regionu paragwajskiego, napar ten coraz chętniej i coraz bardziej masowo był spożywany na terytorium od Asunción po Buenos Aires.

Roque González de Santa CruzGdy w XVII wieku przybyli do Paragwaju misjonarze jezuiccy by pracować wśród plemion Guarani, okazało się że na terenach objętych przez misje występują obfite lasy z ostrokrzewem paragwajskim (tzw. yerbale). Zasada Jezuitów, by maksymalnie upodobnić się do nawracanej grupy etnicznej przyczyniło się do tego, że  Jezuici również zaczęli przyrządzać napar ka’a i stali się jego dużymi zwolennikami. Jeden z nich napisał, że yeba mate pita o poranku razem z cukrem zapewniała dobrą wydajność w pracy przez cały dzień.  Napój ten zyskał nawet świętego patrona: Rocha Gonzáleza de Santa Cruz, którego przedstawia się niemal zawsze z tykwą do mate.

To właśnie w misjach wprowadzono regularne uprawy yerby, a produkcja suszu stała się ważnym elementem jezuickiego quasi państwa. Do końca XVIII wieku yerba, dzięki eksportowi z misji zyskała popularność również w Chile, Urugwaju i zachodniej Boliwii. Próbowano też rozpropagować mate w Hiszpanii i reszcie Europy – bezskutecznie jednak, Stary Kontynent niepodzielnie fascynował się wówczas kawą i herbatą.

XVIII-wieczna srebrna bombilla, mate i pojemnik na cukier (fot: Adam Zdrodowski)

Za czasów Jezuitów rozwinęła się też  sama kultura picia yerba mate.  Zaczęto stosować bombillę, czyli rurkę do picia naparu z sitkiem na  końcu, wbitą w zalany susz. Kler i zamożniejsi mieszkańcy La Platy używali pięknie wykonanych bombilli z bogato zdobionego srebra. Pojawiły się także tykwy które w swych dolnych i górnych partiach pokryte były cennym metalem. „Instrumenty” potrzebne do picia mate stały się prawdziwymi dziełami sztuki i ważnym wyznacznikiem klasy społecznej. Osoby biedniejsze  i zwykli Indianie używali prostych, drewnianych bombilli i naczyń z suszonej dyni.

bombilla do yerba mate

(fot: Libertinus Yomango)

Ta specyficzna rurka, jeśli jest wykonana z metalu, oprócz funkcji filtrowania napoju,  dodatkowo  ma za zadanie także chłodzić pitą ciecz. Dobrą bombillę można poznać po dużej ilości żłobień i pierścieni blisko ustnika, które oprócz walorów estetycznych świetnie wytrącają wysoką temperaturę. Dzięki temu nawet pijąc yerbę zalaną wodą nawet o temperaturze 80° C, trudno jest się nią poparzyć. Bombilla uprościła sposób picia mate, a wraz z nią pojawił się zwyczaj siorbania, który bynajmniej – w tym konkretnym przypadku – nie jest uważany za brak kultury.

Państwo jezuickie zostało zlikwidowane w 1764 roku, tereny misji zostały podzielone między Portugalię i Hiszpanię, a wszystkich misjonarzy wydalono poza granice tychże imperiów. Jedną z przyczyn drastycznej politycznej decyzji o likwidacji zakonu, był właśnie ich monopol na handel yerba mate. Władze Hiszpanii starały się przejąć produkcję tego niezwykle cenionego w regionie suszu z ostrokrzewu, jednak wraz z Jezuitami odeszły metody upraw i obróbki tej rośliny. Plantację założone przez zakonników szybko upadły. Powrócono do pierwotnej, ale mało efektywnej metody eksploatacji dzikich yerbali. Praktycznie aż do końca XIX wieku liczne próby wznowienia masowej hodowli ostrokrzewu kończyły się niepowodzeniem.

Na początku XIX wieku, w czasie uzyskiwania niepodległości przez państwa latynoamerykańskie, ziemie na, których występowały yerbale, znajdowały się przede wszystkim na terenie Paragwaju i południowej Brazylii. I to te pierwsze państwo odgrywało wówczas kluczową rolę w produkcji yerba mate. W latach 20. tegoż samego wieku zaczęto prowadzić pierwsze profesjonalne badania naukowe nad ostrokrzewem.

Przodowało w nich wtedy dwóch Francuzów. Augustin Saint-Hilaire, działający na terenie dzisiejszego brazylijskiego stanu Parana oraz Aimé Bonpland (słynny towarzysz Humboldta) pracujący w argentyńskim Corrientes. Augustin nadał interesującej nas roślinie, popularna dziś nazwę ostrokrzewu paragwajskiego (po łacinie Ilex paraguariensis), a także stworzył jej dokładny opis biologiczny. Aimé zaś badał dawne uprawy jezuickie, jakie zachowały się jeszcze po stronie argentyńskiej.

Bonpland poczuł na sobie wówczas oddech mrocznego władcy Paragwaju, w którym od 1814 rządził niepodzielnie Gaspar Rodriguez de Francia. Polityka, jaką prowadził ten dyktator, opierała się na całkowitej izolacji kraju i gdy francuski naturalista pracował zbyt blisko granicy paragwajskiej Francia kazał go przechwycić i uwięzić, gdyż obawiał się, że ten może być szpiegiem. Uwięziony po stronie paragwajskiej Francuz dostał jednak pozwolenie, by zbadać rośliny występujące w tym kraju, a między nimi krzew yerba mate.

Paragwaj był największym producentem yerby do czasów wojny trójprzymierza (1864-1870 pomiędzy Paragwajem, a Brazylią, Argentyną i Urugwajem). Po wielkim konflikcie Argentyna i Brazylia podzieliła między siebie byłą paragwajską prowincje Misiones gdzie koncentrowała się większość yerbali tego kraju.

W drugiej połowie XIX wieku tereny na, których rósł paragwajski ostrokrzew były praktycznie bezludne. Po likwidacji misji Indianie padli ofiarą wyzysku ze strony Hiszpanów i pouciekali w rejony bardziej niedostępne. Dodatkowo na te tereny regularnie zapuszczali się portugalscy bandeinartes (łowcy niewolników z okolic Sao Paulo), którzy skutecznie wyłapali ostatnich autochtonów. Zaś po wojnie Trójprzymierza ten ledwie zagospodarowany region został ponownie zdewastowany. Nowe kraje zarządzające tymi ziemiami chętnie zasiedlały je więc europejskimi emigrantami, którzy maso przybywali wtedy do Argentyny i Brazylii. Na nowych obywateli patrzono bardzo przychylnie, licząc że będą potrafili zagospodarować tereny peryferyjne, jakimi były wtedy (i w sumie nadal są) Misiones w Argentynie i Parana w Brazylii. Bardzo dużo kolonistów przybyło tam wówczas z ziem polskich – przeludnienie na wsi w Galicji i Królestwie Polskim, zmusiło bowiem wielu chłopów do emigracji. W Misiones niemal każdy nowoprzybyły zaczynał właśnie od eksploatacji yerbali.

rodzina Szychowskich po dotarciu do Buenos Aires

rodzina Szychowskich po dotarciu do Buenos Aires

Bardzo ważną rolę w zmodernizowaniu produkcji yerba mate odegrał właśnie polski emigrant Julian Szychowski, który na początku XX wieku stworzył pierwszy wodny młyn do cięcia łodyżek i liści. Opatentował też pierwszą w Argentynie mechaniczną taśmę pakującą susz yebry, a sprzedawana przez jego firmę marka mate do dziś należy do najpopularniejszych w Argentynie.

I tak oto, paradoksalnie, potężny, południowoamerykański przemysł związany z tradycyjnym, prekolumbijskim napojem, znajduje się obecnie nie w rękach Indian, metysów, czy potomków hiszpańskich kolonizatorów, lecz najczęściej jest kontrolowany przez rodziny o polskich, ukraińskich, czy niemieckich korzeniach.

Book Hostels Online Now

Prześlij dalej:

About Adam Zdrodowski

Studiuje Etnologię i Antropologię kulturową na UMK w Toruniu. swoją przygodę z Ameryka Łacińską zacząłem wraz z poznaniem smaku yerba mate. Zaraz potem zainteresował mnie cały południowo-zachodni koniec świata, od muzyki po literaturę i politykę. W wolnym czasie tańczę salsę i inne latynoskie rytmy.

W sieci:

Inne teksty na tierralatina.pl

16 reakcji na "Od Guarani do Polaków, czyli historia Yerba Mate"

  1. magdabis  17/03/2010 o 20:07

    Strasznie się starałam, ale nie jestem w stanie pić yerba mate. Za mocne. Jest jakiś sposób jak ją polubić?

    Odpowiedz
    • Tomek Surdel  17/03/2010 o 23:39

      Aregntyńczycy często żartują, że tylko prawdziwi mężczyźni piją mate bez cukru. Więc jeśli nie musisz byc prawdziwym facetem, to nic nie stoi na przeszkodzie aby mate posłodzic.
      Są też odmiany mate suave, o znacznie delikatniejszym smaku. Jak również takie z dodatkiem ziół, czy wręcz smakowe (ze skórką pomarańczy, cytrynowe, etc.
      Możliwości polubienia jest więc wiele. Ale, z drugiej strony – nic na siłe. Przecież pewne rzeczy lubimy, innych nie.
      Wbrew pozorom zdarzają się nawet Argentyńczycy, którzy mate po prostu nie lubią. Tak samo jak są Kolumbijczycy nie pijący kawy, czy Polacy niecierpiący wódki! 😉

      Odpowiedz
      • El Matero  18/03/2010 o 00:33

        Dokładnie, trzeba też pamiętać, że mate zawiera stosunkowo dużo kofeiny, więc niektórym naprawdę napój ten może nie służyć.
        Jednak zawsze można też dozować ilość yerby jaką się wsypuje do tykwy lub zacząć właśnie od torebek.

        Odpowiedz
    • yerbaciarnia-uahaha  30/03/2011 o 13:22

      Spróbuj pół na pół z sokiem pomarańczowym.Najpierw zalej tradycyjnie,pamiętając o temp. wody bo zlana wrzątkiem Yerbka paskudnie się odwdzięcza i też tak smakuje:),a następnie uzupełnij sokiem.

      Odpowiedz
  2. Ofca  17/03/2010 o 20:23

    Super! Dzięki Adam za ten wpis. Szkoda tylko, że nie opublikowałeś go wcześniej, przed moim pobytem w Am Pd haha. Do dziś się czerwienię na wspomnienie, mojej i moich dwóch psiapsiół, wizyty w tradycyjnej pijalni yerba mate w Buenos. Nie dość, że na dzień dobry zamówiłyśmy… trzy (sic!), to jeszcze nie miałyśmy pojęcia jak się do niej zabrać. Wsyd rozglądania się dookoła w celu podpatrywania jak to piją tubylcy oraz wygrzebywania liści z pomiędzy zębów był silniejszy niż delektowanie się napojem, dlatego wyszyłyśmy stamtąd równie szybko jak przyszłyśmy :-/
    No i w końcu już wiem z czego jest zrobiona cabaça, którą przywiozłam – z suszonej dyni 😉

    Odpowiedz
    • BsAs  17/03/2010 o 20:36

      Cabaça to w Brazylii, po argentyńskiej stronie to calabaza. W obu (portugalski i hiszpanski) przypadkach słowo to oznacza właśnie dynię. Z której właśnie się robi mate. Albo (w Urugwaju) porongo. 🙂

      Odpowiedz
  3. Ofca  17/03/2010 o 20:56

    Pewnie masz rację BsAs, tyle że, chociaż piłam yerba mate w Argentynie, i stamtąd przywiozłam tę bottle gourd (niech będzie z angielska), ja nie znam hiszpańskiego, a właśnie jestem na etapie nauki portugalskiego, stąd ta cabaça. Po prostu mi bliższa 🙂

    Odpowiedz
  4. Polones  17/03/2010 o 22:07

    W Brazylii napój ten nosi nazwę „erva-mate”.

    Odpowiedz
  5. Pingback: Przewodnik po Yerba Mate (cz. 2) | tierralatina.pl

  6. Pingback: Przewodnik po Yerba Mate (cz. 3) | tierralatina.pl

  7. Global  08/04/2010 o 14:52

    W Polsce yerba mate staje się coraz bardziej popularna. Jest kilka znaczących importerów, w tym chyba największy – otwocki YerbaMarket.com. Polecam – mają wybór mate z Argentyny, Brazylii i Paragwaju.

    Odpowiedz
  8. Chavez-ultras  01/04/2011 o 23:14

    O mate i Matero, ale także więcej o don Juanie Szychowskim oraz Jego rodzinie można poczytać w powieści Wiktora Ostrowskiego „Srebrna rzeka”.

    Odpowiedz
  9. Pingback: Więcej Argentyny dla Argentyńczyków | tierralatina.pl

  10. Pingback: Plantatorzy yerba mate to polskie głupki? | tierralatina.pl

  11. yerba mate  01/09/2013 o 04:47

    Serdecznie namawiam do sprawdzenia Yerba Mate na zimno, z lodowatym sokiem owocowym, według mnie najlepszy jest pomarańczowy lub zmrożoną wodą niegazowaną. Idealnie gasi pragnienie i orzeźwia w upalne dni. Można dodatkowo dodać kostki lodu 😉

    Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.