Nowe wdzięki boliwijskiego socjalizmu


Nie, nie… Wbrew temu co może sugerować otwierające ten tekst zdjęcie, nie będzie on poświęcony bezdyskusyjnym wdziękom latynoskich kobiet. Będzie o polityce. Ta piękność jest bowiem… kandydatem na prefekta boliwijskiego departamentu Beni w dzisiejszych wyborach regionalnych!

Jessica Jordan Burton reklamująca drink Cuba LibreUrodzona w Anglii i mająca Brytyjczyka za ojca Jessica Jordan Burton ma 25 lat, jest modelką i studentką handlu międzynarodowego, byłą Miss Boliwii i… nową twarzą Socjalizmu XXI wieku w tym kraju. W dzisiejszych wyborach regionalnych ubiega się ona o fotel prefekta departamentu Beni z ramienia MAS, partii prezydenta Evo Moralesa.

Dla tego rządzącego Boliwią od 2006 roku byłego lidera związku zawodowego plantatorów koki, dzisiejsze wybory mają wielkie znaczenie. Bo choć większość mieszkańców jego kraju go popiera i bez wahania (64 proc. głosów) przedłużyła w ubiegłym roku, o kolejną kadencję, jego prezydencki mandat, to wschód Boliwii wciąż jest mu niechętny. Ta relatywnie słabo zaludniona, ale zdecydowanie najbogatsza część kraju wciąż znajduje się w rękach opozycji, która co rusz domaga się coraz większej autonomii.

Departamenty Boliwii

Z 9 boliwijskich departamentów MAS kontroluje obecnie 4. Opozycja, najczęściej prawicowa, sprawuje władzę w Pando, Beni, Santa Cruz, Chuquisaca i Tarija.

Dzisiejsze wybory mają tą sytuację zmienić. Wiceprezydent Boliwii, Álvaro García Linera, zapowiedział niedawno że MAS ma nadzieję na przejęcie władzy w conajmniej trzech z nich.

Aby to osiągnąć, wewnątrz rządzącej partii przeprowadzono wizerunkową rewolucję. Wychodząc z raczej słusznego założenia, że lepiej wykształconych i bardziej zamożnych mieszkańców wschodu nie przekonają tradycyjne kandydatury związkowców, prostych rolników, czy partyjnych radykałów, MAS namówił do startu w swych barawach osoby nie związane wcześniej z partią, czy wręcz z polityką. Zmieniono też, dosłownie, partyjne barwy, rezygnując z tradycyjnego czerwonego, na rzecz niebieskiego.

I dlatego właśnie mamy Jéssikę Jordan ubiegającą się o niebieski fotel gubernatora Beni, czy Carlosa Cabrerę, bardzo koncyliacyjnego w swych poglądach, popularnego byłego rektora lokalnego uniwersytetu, starającego się o zwycięstwo dla MAS w Tarija.

Czy to wystarczy? Sondaże wskazują, że socjaliści Moralesa rzeczywiście mogą przejąć władzę w Tarija, Chuquisaca i Pando. W tych trzech departamentach przewidywane różnice w popaciu dla kandydatów MAS i opozycji nie przekraczają 3 proc.

Lewica nie ma natomiast najmniejszych szans na zwycięstow w najważniejszym z boliwijskich departamentów Santa Cruz, który wytwarza aż 30 proc. boliwijskiego PKB. Złym wyborczym koniem okazała się też piękna Jessica, która do zwycięstwa w Beni potrzebowałaby dzisiaj cudu.

Jessica Jordan BurtonDelikatna modelka, która dzieciństwo spędziła głównie w Brazylii, a większą część swojego dorosłego życie przed obiektywami aparatów fotograficznych w Stanach Zjednoczonych i Europie, nie zdołała podbić serc większości mieszkańców swego departamentu. Wybory, to – jak się okazuje – jednak nie konkurs piękności.

Na kandydatkę MAS wspaniale się patrzyło, gorzej się jej jednak słuchało. Zwłaszcza, gdy zapowiadała, że swymi doradcami uczyni najbiedniejszych i niewykształconych, bądź gdy proponowała, aby morderców i bandytów zamiast do więzienia należałoby zsyłać na przymusowe roboty do kopalni w rejonie Oruro i Potosí, a to co w nich wykopią przekazywać sierocińcom i najbiedniejszym…

Na tą ostatnią propozycję gniewem zareagował sam, wspiarający Evo Moralesa i MAS, związek zawodowy górników. Jego przewodniczący, Jorge Solares, stwierdził, że najwyraźniej piękna kandydatka nie ma pojęcia czym jest górnicza praca, a jej propozycja to przejaw głupoty. – Praca górnicza nie jest karą, ale chwalebnym przywilejem. To duma być górnikiem, bo to w dużym stopniu dzięki nam rozwija się boliwijska gospodarka – stwierdził. Jeszcze ostrzejszy w słowach był przywódca innej górniczej federacji, Julio Quiñónez: –To przejaw dyskryminacji i obraza dla naszego zawodu. Kandydatka jest niewątpliwie piękna, ale brak jej piękna myśli, wydaje się jakby nie miała mózgu. – uznał.

Jéssica Jordan przeprosiła wprawdzie górników, ale słupki jej sondażowej popularności nie przestały lecieć w dół.

Prześlij dalej:

About Tomasz Surdel

Dziennikarz i fotograf. Pracuje, bądź pracował dla tak różnych mediów jak Gazeta Wyborcza, TVP, TVN24, Canal+, RMF FM, EFE, Associated Press, Universal, Le Temps, Le Matin, GPD, snowBoard, PR Week. Teoretycznie mieszka w Buenos Aires, ale dość trudno go tam zastać. Prowadzi bloga Sur del Sur.

W sieci:

Na Twitterze Na Google+ Inne teksty na tierralatina.pl Strona internetowa

5 reakcji na "Nowe wdzięki boliwijskiego socjalizmu"

  1. zuercher  04/04/2010 o 15:54

    Nooo… Taki socjalizm zdecydowanie mi się podoba! Nawet do partii bym się zapisał, gdybym mógł z taką działaczką bezpośrednio pracować… 😉

    Wszystkiego najlepszego dla całej ekipy tierralatina.pl z okazji Świąt Wielkiej Nocy!

    Odpowiedz
  2. Szymon  04/04/2010 o 21:21

    Fajnie, widzieć znowu boliwijskie klimaty na tierralatina. Pozdrawiam z La Paz, gdzie z okazji wyborów samochody nie mogą jeździć po ulicach, a alkoholu nie sprzedaje się od wczoraj. Nuda znaczy się.

    Odpowiedz
  3. lisek  06/04/2010 o 13:50

    Rodzinny departament Moralesa to Oruro, a nie Beni.

    Odpowiedz
    • Tomek Surdel  06/04/2010 o 19:07

      Masz oczywiście rację. Nawet byłem w miejscowości, w której Evo Morales się urodził. Nie wiem jak powstało tak kuriozalne zdanie… Ale już go nie ma. 🙂
      Dzięki wielkie za czujność!

      Odpowiedz
  4. MT  06/04/2010 o 14:20

    JESSICA SI!

    Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.