Internetowa ofensywa Hugo Cháveza


Prezydent Wenezueli Hugo Chávez zasmakował najwyraźniej w „ideologicznej wojnie” w nowych mediach. I co rusz sięga po nowe rodzaje amunicji, co chwilę otwiera nowe fronty . Po sukcesie prezydenckiego Twittera, kolej przyszła na prezydencki blog…

Hugo Chávez (fot: Prensa Presidencial)

Hugo Chávez blogerem? No jeszcze nie zupełnie… Obecna w sieci od dzisiajszego poranka strona internetowa, którą sam wenezuelski prezydent wczoraj zapowiedział jako własny blog, za takowy – mimo wszystko – nie może być uznana. Przynajmniej nie w aktualnej formie. To raczej taki „ludyczny” i bardziej przyjazny użytkownikowi serwis informacyjny wenezuelskiego rządu. A zwłaszcza jego szefa.

Są w nim komunikaty o bieżących wydarzeniach, teksty przemówień, Las Líneas de Chávez – podpisywane nazwiskiem prezydenta, cotygodniowe felietony publikowane tradycyjnie przez dziennik Ultímas Noticias, prezydenckie zdjęcia, streszczenia cotygodniowych programów telewizyjnych głowy państwa, oraz – jakżeby inaczej – dział poświęcony myślom politycznego mentora wenezuelskiego przywódcy, czyli Fidela Castro.

Mówiąc krótko, żadnych ekskluzywnych treści, tylko kompliacja tego co jest od dawna rozproszone po wielu, rządowych bądź nie, źródłach. Niemniej graficznie i funkcjonalnie dość ładnie podane, wyróżniające się spośród zazwyczaj mocno siermiężnych oficjalnych wenezuelskich stron.

To co najbardziej stronę Hugo Cháveza przybliża do blogu, to możliwość pozostawiania komentarzy. Przyszłość pokaże, czy także krytycznych.

Kuriozalnym i precedensowym elementem jest dział zatytułowany kontakt. Jego otwarcie powoduje bowiem otwarcie się kwestionariusza zatytułowanego Prośba o pomoc. Po podaniu danych osobowych można za jego pośrdnictwem poprosić urząd prezydenta o przychylność w tak różnych sprawach jak uzyskanie kredytu, dostęp do usług medycznych, czy pomoc w uzyskaniu paszportu. Formularz pozwala też na złożenie donosu w sprawie: a) urzędników, b) korupcji, c) organizmów prywatnych bądź d) instytucji publicznych.

Wenezuelski prezydent nie ukrywa, że blog powstał m.in. w związku z lawiną próśb i podań jakie docierają do niego za pośrednictwem Twittera. Choć Hugo Chávez konto w tym komunikatorze społecznościowym posiada od niespełna miesiąca, jego profil obserwuje już ponad 400 tys. użytkowników. Zdecydowana większość wysyłanych do niego wiadomości to prośby o pomoc i interwencję. O znalezienie pracy, o kredyt, o mieszkanie, o miejsce w szpitalu. Często okraszone żenującą wręcz dozą lizusostwa, w stylu „kochany prezydencie, jesteś wielki ale potrzebuję lekarstw dla mojego ciężko chorego dziecka”, bądź „zapisałem się do Twojej wspaniałej partii, ale wciąż nie mam pracy. Interweniuj!”. Wiele tweetów dotyczy też korupcji w państwowych urzędach, nie wypłaconych od kilku miesięcy pensji, czy emerytur, bądź braków w zaopatrzeniu.

Zdaniem wenezuelskiej opozycji prezydencki Twitter jak nic wcześniej uwypuklił niedomaganie rewolucyjnego państwa i jest dobitnym świadectwem że w kraju praktycznie nic nie działa, wszystko trzeba sobie „załatwiać”. Bo prezydent rzeczywiście „załatwia” – on sam twierdzi, że specjalny sztab aż 200 osób pracuje obecnie nad rozwiązywaniem problemów zgłaszających się do niego twitterowiczów. Zdarza się, że on sam – za pośrednictwem Twittera wydaje polecenia typu: ministrze spraw wewnętrznych, załatwić tą sprawę! I minister, też za pośrednictwem Twittera odpowiada: Tak jest Dowódco! Już się tym zajmuję! Niech żyje Rewolucja! Zwyciężymy!

To teatr, czysty populizm. Zamiast rozwiązań systemowych, doraźne, jednostkowe ale szeroko reklamowane interwencje – uważa Nelson Bocaranda, popularny wenezuelski dziennikarz i felietonista. Nie on jeden.




Prześlij dalej:

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.