Kto się boi pana Coke?


Rząd Jamajki wprowadził dzisiaj stan wyjątkowy w Kingston, stolicy kraju. To reakcja na gwałtowne manifestacje mieszkańców w obronie domniemanego szefa potężnej narkotykowej organizacji.

Mr. Coke

To historia godna filmowego scenariusza. Wyobraźcie sobie szefa potężnego narkotykowego gangu, który ma na nazwisko – nota bene – Coke. Jest bezwzględny i hojny zarazem. Bez wahania morduje zdrajców, przeciwników i konkurentów, ale potrafi się sowicie odpłacić za życzliwość polityków, sędziów i organów ścigania. Dba też o swych ziomków: dawnych kolegów z podwórka, sąsiadów, ich dzieci, znajomych… Ochoczo pomaga biednej dzielnicy z której się wywodzi. Zastępuje w niej niedomagające Państwo – finansuje przedszkola, kuby sportowe, organizuje własną „policję” czuwającą nad spokojem i bezpieczeństwem, a nawet wesprze gotówką w trudnej sytuacji, czy wyposaży w nowoczesny sprzęt grający lokalny, obiecujący Sound System. Ba, pilnuje nawet, aby młodzi z jego rewiru nie schodzili na złą drogę, nie przesadzali z narkotykami, nie pili zbytnio i nie awanturowali się. Taki wychowawca, mecenas i sponsor zarazem. Zbawca i wybawca.

Pan Coke nie musi się nawet niepokoić gdy w nie tak dalekich Stanach Zjednoczonych domagają się jego głowy. Może nie dosłownie głowy, ale na pewno ekstradycji. Nie musi się martwić, bo za niego robią to inni. Np. premier jego kraju, który – jak stary dobry kumpel – wyszukuje znaną prawniczą kancelarię w Waszyngtonie, aby ta zabiegała o „wyciszenie” sprawy. Honoraria za jej prace, oczywiście, płacone są z centralnego państwowego budżetu. To przecież naturalne – pan Coke jest szanowanym obywatelem, tyle zrobił dobrego, filantrop prawdziwy… Tym bardziej, że rządzącej partii też pomógł w dojściu do władzy.

Martwić się nie musi i premier. Wie, że nikt nie będzie na niego naciskał, nikt nie będzie się dopytywał, dlaczego opłaca jakichś prawników w Stanach Zjednoczonych. Na pewno nie będzie to interesowało opozycji. Ona też przecież kiedyś rządziła i też korzystała z usług jednego z najbogatszych i najhojniejszych obywateli… Z resztą nigdy nie wiadomo kogo zechce on poprzeć w kolejnych wyborach. A nuż dojdzie do wniosku, że opłaca mu się alternacja przywódców kraju? Z panem Coke lepiej nie zadzierać, to przecież wszyscy wiedzą. To taki szanowany biznesmen… W budownictwie się dorobił! I ma też firmę konsultingową doradzającą wielu ministrom…

Historia ta nie powstała jednak w głowie holywoodzkiego scenarzysty. Chistopher „Dudus” Coke rzeczywiście istnieje i jest Jamajczykiem. Ma 42 lata i zdaniem FBI oraz brytyjskiego Scotland Yardu jest obecnie szefem, założonego przez swego ojca, działającego w Stanach Zjednoczonych i Europie, potężnego gangu Shower Posse, kontrolującego przemyt cracku, marihuany i broni wśród jamajskich emigrantów. Jego gangsterzy odpowiedzialni są za ponad 1200 morderstw. To z resztą dzięki nim organizacja dorobiła się swej aktualnej nazwy. Znana jest bowiem z tego, że nie zabija jednym strzałem, ale właśnie prysznicem z kul. To ich taki znak firmowy…

Dom pana Coke w Tivoli Gardens

Dzielnica Dudusa w Kingston to Tivoli Gardens. To dokładnie ten sam okręg wyborczy, z którego na fotel premiera wyniesiony został szefujący obecnie jamajskiemu rządowi Bruce Golding. Ale to bynajmniej nie wszystkie związki pana Coke z władzą. Np. jego adwokatem był jeszcze do niedawna Tom Tavares-Finson, znany jamajski prawnik, ale i też – a może i przede wszystkim – wpływowy senator i jeden z szefów rządzącej Partii Pracy.

I rzeczywiście, gdy Stany Zjednoczone, w ubiegłym roku, formalnie zwróciły się do Jamajki o ekstradycję Christophera Coke, premier Golding wynajął w Waszyngtonie lobbystów, aby zabiegali o więcej szacunku wobec tak znamienitego rodaka. Bo my i tak go nie wydamy – zapowiedział.

Premier Jamajki Bruce Golding (fot: Office of the Prime Minister)

No ale jamajski premier nie docenił jednak determinacji amerykańskich prokuratorów, którzy też postanowili lobbować na waszyngtońskim Kapitolu. I którzy najwyraźniej okazali się bardziej skuteczni od wynajętych adwokatów. Bo Jamajka zaczęła się nagle pojawiać w amerykańskich raportach jako kraj ukrywający narkotykowych bossów i przemytników broni, bo coraz częściej oficjele z Kingston spotykali się z odmową amerykańskiej wizy, bo USA ociąga się z wysłaniem na Jamajkę swego ambasadora…

W miniony poniedziałek nastąpiła nagła zmiana sytuacji. Gdy niektórzy, zdenerwowani rosnącą izolacją Jamajki parlamentarzyści zaczęli domagać się dymisji premiera, Golding nagle obwieścił, że nie będzie już blokował ekstradycji, że się na nią zgadza…

No ale aby wydać przestępcę trzeba go jeszcze złapać. Policja wysłana do Tivoli Gardens spotkała się, z miejską partyzantką. Ludność wyległa na ulicę aby chronić swego sąsiada-dobroczyńcę. Na ulicach pojawiły się barykady, dzisiaj doszło do szturmów na komisariaty policji, padły pierwsze, skierowane w mundurowych strzały. Celne…

barykady broniące dostępu Tivoli Gardens (fot: BBC World Service)

Golding nie ma już wyjścia. Powiedział A, musi powiedzieć B. Nie może się już wycofać. Dlatego ten stan wyjątkowy. Policja ma prawo zatrzymywać i przeszukiwać bez nakazu. Może ograniczać ruch i wolności obywatelskie. Może np. nakazać ludziom aby nie wychodzili z domów. Dostaje wsparcie armii. Coke okazał się tchórzem, zasłania się ludźmi. Nie możemy pozwolić aby kryminaliści okupowali naszą stolicę – denerwował się premier w wygłoszonym dzisiaj orędziu.

Mimo to znawcy tematu w Jamajce i USA są przekonani, że do ekstradycji nie dojdzie. Coke pewnie zginie podczas próby zatrzymania, prognozują. On jest zbyt niewygodny, wie zbyt wiele, zna zbyt dobrze wielu jamajskich polityków i ich sekrety. Skończy jak ojciec.

Lester Coke, tak samo jak syn uwikłany w jamajską politykę założyciel Shower Posse, też miał być wydany do USA. I nawet udało się go w 1992 roku aresztować. Zginął jednak, w nigdy do końca nie wyjaśnionej strzelaninie wewnątrz więzienia. Dosłownie na kilka godzin przed zaplanowaną ekstradycją…

Prześlij dalej:

Jedna reakcja na "Kto się boi pana Coke?"

  1. montsurrolle  26/05/2010 o 17:35

    A ja mam w planie urlop właśnie na Jamajce. Miał się zacząć w najbliższy poniedziałek. Zastanawiam się co robić. Proszę o rady i najświeższe wiadomości.

    PS. Pytałem i prosiłem już o to samo także na Waszym forum. Sorry za powtarzanie się, ale naprawdę to dla mnie ważne.

    Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.